netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy ktos poradzi? pomoże?

2 odpowiedzi1 660 wyświetleńzałożony przez mikimyszka, 24.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy ktos poradzi? pomoże?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: Czy ktos poradzi? pomoże?

Cześć dziewczyny. Dawno mnie tu nie było. Dzisiaj weszłam, bo potrzebuje Was sad Waszej porady. Oceny sytuacji, jak to wygląda z boku. Postaram się to w dosyć jasny sposób opisać.

A więc jak można przypuszczać, chodzi o faceta. Jesteśmy ze sobą prawie trzy lata. Co więcej za dwa miesiące mamy ślub. Jestesmy więc pochłonięci przygotowaniami do ślubu, pracą i ja jeszcze szkoła - studia zaoczne magisterka. Muszę przyznac że jest to wszystko razem w kupie męczące...

ale do czego dążę... mój problem pojawia się tutaj, że czuję że narzeczony mnie olewa... pracuje na wyjazdach, dawniej dzwonił gdzie nasze rozmowy trwały godzinami i o wszystkim i o niczym, o sprawach waznych i mniej waznych. Teraz, owszem rozmawiamy, ale tylko co tam u ciebie i muszę leciec bo jeszcze to bo jeszcze tamto... a tak naprawde nie wiem co on tam robi. Dawniej pisał smsy całymi dniami, mimo ze był w pracy, widzialam ze naprawde mu zalezało na mnie, starał się jako tako ale sie starał. Teraz jak wysle góra trzy smsy przez dzien to by bylo na tyle... dawniej nie obyło sie bez telefonu rano żeby obudzic, zapytac jak sie spało i co wazniejsze powiedziec kocham na cały dzień... teraz... sami możecie się domyslec.

Jest jeszcze jedna sprawa. Mieszkamy obecnie u rodziców. Po slubie tez planujemy narazie zostac w moim domu czyt. moich rodziców... otórz martwie sie czy ja z nimi wszystkimi na kupe wytrzymam psychicznie... Mam mozna powiedziec surowych rodziców, dla których leżenie i siedzenie przed komuterem to raczej nie jest zadowalajace, tym bardziej przez mojego narzeczonego, który jak twierdzi, gdy zjezdża z pracy nalezy mu sie troche odpoczynku... i tu pojawia sie problem...

Nie powiem czasami cos pomaga ale dawniej jakos więcej sie interesowal co w domu zrobić, jak sie "podlizac" ze tak powiem heh ale do czasu... bo mój tato mało kiedy był zadowolony z czegokolwiek... juz taki jest, że zamiast pochwalić to jeszcze dobijał i się wkurzał że zrobił to źle i skoro tak to ma robic to niech nie robi... ogólnie masakra

Znam swojego ojca i wiem ze on zawsze taki był, że jak cos robisz rób to dobrze... wszedzie ma porzadek i wkurza się nawet o to ze mój jak np. weźmie jakies narzędzie i nie odłozy na miejsce... totalna awantura... ale rozumiem przeciez zdarzy się zapomnieć... nie schować. normalne. ale u nas praktycznie o wszystko były awantury...  dlatego mój facet stwierdził po co ma robic cokolwiek, skoro zawsze jest xle... zawsze kłótnie, narzekania... nie powiem czasami sie dogadywali ale teraz to jest męczące i nie wiem co mam z tym zrobić... sad ten jak ma wolne siedzi na górze i cos niby grzebie przy kompie czasami zejdzie cos pomóc ale mało kiedy mu się to zdarza... mama narzeka, tata narzeka i mnie sama juz to dobija... ciągle mi mówi ze moja rodzina jest nienormalna itp itd. juz słyszałam najgorsze teksty na moich rodzicó, a mnie to rani on tego nie rozumie... i sa przez to kłótnie, że bronie ich a nie jego, ze on jest tylkpo zeby nim tyrać bo jak tylko siądzie to juz jest problem... Był okres kiedy nie mial pracy ( w sumie juz parę razy jej szukł) ale wiem ze jest trudno i wiem ze naprawde jej szukał... Czasami cięzki ma charakter...  Poradźcie mi o ja mam zrobić sad Porozmawiac? Jak tylko zaczynam rozmowę na temat a moze bys to zrobił a moze tamto, bo juz sama czasami szukam mu czegos do roboty, żeby cos robił, żeby rodzice sie nie wkurzali i naprawde przez to wszystko juz tylko czekam kiedy on znowu do tej pracy pojedize... sad a przeciez chce zeby byl przy mnie ;(  Oprócz tego ja codziennie pracuję, niema mnie w domu a rodziców jeszcze bardziej wkurza jego siedzenie w domu, bo ja charuje a on co? przed kompem... On ogólnie nie jest leniwy... on będac u siebie potrafi dużo zrobić, u nas tez robił juz nawet sam elewacje pietra, wymalował pokój, itp. szukał sobie roboty, ale tacie wszystko xle, więc z jednej strony go rozumiem, ale ile czasu mozna sie gniewać i jeszce takie teksyy o moich rodzicach... sad i ogólnie o mojej rodzinie sad za kim ja mam sie stawić? co ja mam zrobić ? ;( Ratujcie mnie dziewczyny bo ja nie daje juz rady, przez to wszystko nawet czasami myślę o rozstaniu, ale ja go kocham... przeciez slub za 2 miesiące, goście zaproszeni.... bez sensu sad Myslę że przez ta sytuację on tez odsuwa sie ode mnie, ma dośc nie tylko mojej rodziny ale i mnie prze to sad Mnie rodzice czasami wkurzają ale ich tez rozumiem, on tez mnie wkurza ale jego tez rozumiem... to jest jakas masakra sad


Ratunku sad

2

Odp: Czy ktos poradzi? pomoże?

moja wypowiedź będzie w kilku punktach..
1. Absolutnie nie wpadaj w paranoję z powodu wesela. Ja za niecałe pół roku też wychodzę za mąż a powiem Ci że w sumie nic nie przeżywam. Suknię mam zamówioną, aktualnie wybieramy zaproszenia, wszystko pozostałe prócz nauk w kościele - gotowe, więc trzeba naprawdę na spokojnie sobie do tego podejść bo przez takie nerwy są niepotrzebne awantury.
2. Swego czasu dostawałam od mojego faceta ciągle smsy - co robię, gdzie jestem, jak dzień mija. A teraz.. cóż.. tłumaczy się tym że dużo pracuje (rzeczywiście okres marzec - maj jest w jego pracy naprawdę czymś przewalonym) więc rozumie. Niestety czasem już go sama zmuszam do pisania do mnie - po prostu rano (zwyczajowo ja piszę pierwsza smsa) on pisze do mnie przerażony co się ze mną dzieje że nie piszę do niego. Na co mu spokojnie odpowiadam że w końcu się mną zainteresował. Ok, potem oczywiście praca, ja uczelnia, ale żeby wieczorem doczekać się na 1 głupiego smsa to muszę czekać niejednokrotnie do 21. Także wiem co czujesz, ale ja już nie robię z tego afery, choć czasem jest mi przykro że dopiero wieczorem mu się o mnie przypomina (a może już histeryzuję?)
3. Nie pozwalaj obrażać swoich rodziców. Jeśli teraz, przed weselem, dopuścisz do tego że on ich obraża, to nawet nie wyobrażam sobie co będzie później. Kochasz i rodziców i jego. Ale jeśli on przychodzi na wasze (przepraszam za wyrażenie) "łaski" to musi się do was dostosować i do obowiązujących w waszym domu zasad. Co innego gdyby rodzice wam oddali część domu, wtedy rodzice nie mają w ogóle nic do gadania - bo dali i już, koniec tematu. Ale jeśli mówisz (z tego co zrozumiałam) że póki co będziecie u Ciebie, to niestety ale jeśli macie być dobrym małżeństwem to on musi trochę wyluzować. Poza tym nie pozwól obrażać rodziców, bo jeśli dzisiaj on pozwala sobie mówić że jesteś nienormalną rodziną, to co powie za kilka tygodni o Tobie? że jesteś nienormalna? że jesteś wariatką? chcesz tego? uwierz mi, wiem z doświadczenia najbliższego otoczenia że kłótnie o rodziców to najgorszy rodzaj kłótni jaki może być.
4. Rodzice tak nie do końca mają prawo oceniać go, czy on coś robi czy nie. Ty pracujesz i studiujesz, ale on pracuje wyjazdowo, więc też nie można powiedzieć że kompletnie nic nie robi prawda? Właśnie tacy są rodzice, widzą to co chcą widzieć, a całą resztę pomijają. A czemu? bo im tak jest wygodnie. Lepiej jest marudzić jaki to ten przyszły zięć jest niedobry dla nich i dla córki aniżeli widzieć w nim cokolwiek pozytywnego.

A tak na podsumowanie..
proponuję Ci wybranie szczerą rozmowę z rodzicami. Dowiesz się dzięki temu co oni tak naprawdę o Twoim narzeczonym myślą, czy chcą byś za niego wyszła, czy traktują go rzeczywiście jak zięcia czy tylko jak osobę która zabiera im córkę.
Później powinnaś porozmawiać szczerze z własnym facetem. Wytłumaczyć mu co do niego czujesz i wyjaśnić że nie tylko on jest ważny w Twoim życiu ale również rodzice, którzy chcą dla Ciebie jak najlepiej.
Poukładaj sobie trochę to Twoje życie bo widzę że masz taką plątaninę myśli jak i ja tuż przed ślubem smile tylko że ja nie miałam się komu wyżalić, forumowiczki mi nie pomogły i wybrałam się do psychologa. Powiem szczerze - 1 wizyta i ja zupełnie inaczej podchodzę do życia! Co prawda by zmienić mnie i moje podejście to jeszcze kilka razy muszę się z nim spotkać ale ogólnie jestem wręcz zachwycona moją własną postawą życiową. Jakoś tak nieświadomie zmieniłam się o 180 stopni!

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy ktos poradzi? pomoże?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026