Cześć,
napiszę krótko.
Znamy się od ok 8 lat , jestesmy sasiadami. Zawsze byliśmy przyjaciółmi. Moglismy na sobie polegac itp. Jak rodzenstwo prawie. Z czasem on zaczal mi się podobac, jednak ja majac niska samoocene nigdy nie myslalam, ze on na mnie zwroci uwage. Cos sie stalo, ze zaczal w stosunku do mnie byc szarmancki, chcial sie spotykac itp.. Ja na poczatku olalam to, pomyslalam ze sobie robi jaja - jest jajcarzem, dowcipnisiem. Zawsze sie wyglupialismy w bardzo chamski sposob, lubilismy to robic. Zawsze wszystko bylo na zarty ( ale z drugiej strony dlaczego mialby z uczuc sie smiac?). Zrezygnowalam z niego w momencie kiedy zaczynalo mi na nim zalezec. On zaczal sie z kims spotykac. Trwa to kilka miesiecy. W ciagu tego czasu jego stosunek do mnie sie nie zmienil, nadal prawi mi komplementy, jest szamrancki, chce sie spotykac np na piwo ( mimo, ze ma dziewczyne), mowi, ze bardzo duzo nas laczy. Pisze ze mną na portalach.
Ja nigdy sie go nie spytalam o co chodzi. Bo stwierdzilam, ze nie chce sobie robic zludnych nadziei i nie chce cierpiec.
Olalam troche znajomosc, zaczelam spotykac sie z ludzmi z innej pracy. Zamienilam poprzednią na nową. Wychodzilam. On to widzial na portalach. Mialam nowych znajomych. Zaczelam o nim zapominac jako o obiekcie westchnien, jednak myslalam w kategorii kumpel przyjaciel. Ostatnio napisal mi cos co mnie zamurowalo - ze na mnie wciaż czeka.. I ze jestem dla niego jak Pani, najwazniejsza na swiecie.
Co ja mam zrobic... Bylam zdezorientowana, zaczelam pytac - on zmienil temat. Zaproponowalam piwo ( wtedy chce cos wyjasnic i spytac sie go co tak naprawde mial na mysli.) Czasem mysle ze on mnie zwodzi, wie ze go uwielbiam i chce ciagnac dwie sroki za ogon. A czasem wlasnie mysle, ze moze ja dla niego bylam zbyt niedostepna wczesniej i dlatego on znalazl sobie inna a nadal mysli o mnie?
Czy w ogole to ma sens? co mi radzicie?
Ja chcialabym sie z nim spotkac i po prostu porozmawiac, teraz tylko jego krok czy chce sie spotkac czy nie.