Cześć.
Mam 23 lata, od 5 lat jestem w szczęśliwym związku i niedawno się zaręczyłam. Wszystko jest pięknie, ale naszą sielankę zakłóca jedna rzecz -problem z seksem.
Dziewictwo straciłam 3 lata temu.
Od tego czasu z moim narzeczonym współżyjemy głównie stosując petting tudzież seks oralny. Inaczej jest ciężko. Po pierwsze, jeszcze nie mieszkamy razem, choć każde z nas wynajmuje samodzielnie pokój, to często przez to nie mamy warunków do kochania się (właściciele, inni lokatorzy za ścianą powodują, że czasem odczuwamy dyskomfort psychiczny).
Druga sprawa - ja. Mój problem polega na tym, że seks mnie boli. Nie ma bólu podczas, gdy narzeczony wkłada 1 palec. Ból pojawia się przy 2 lub więcej palcach bądź członku. Jest to taki piekący ból, czuję go jakby "na dole", czyli chyba u wejścia do pochwy. Powoduje on, że nie dość, że odczuwam dyskomfort, to dodatkowo "spinam" mięśnie, unoszę biodra i czasem jest tak, że mój narzeczony ma trudności, aby we mnie wejść lub wchodzi tylko na kilka cm i jest bardzo ciasno. Wiem, że to zaciskanie to kwestia mojej psychiki spowodowana bólem. Byłam u lekarza ginekologa. Miałam badanie na bakterie, coś wyszło i byłam przeleczona antybiotykiem i teraz ponoć jest ok. Mam poprawną budowę anatomiczną. Dodatkowo - jestem bardzo dobrze nawilżona, mój narzeczony mówi, że czasem bardzo mocno. Nie mam już pomysłu co robić. Chcialibyśmy się w końcu normalnie pokochać, ale nawet jak mamy ku temu idealne warunki (np. mieszkanie wolne na weekend), to ten piekący ból (jakby obicierający) wszystko psuje... Myślałam może o jakimś żelu/kremie znieczulającym ? Może coś w tym stylu... Wychodzi na to, że kochaliśmy się właściwie może z 10 razy... i tylko raz nam się udało bez bólu i właściwie wejść - w momencie, gdy zrobiliśmy to na spontana
Proszę o rady.