Mam przyjaciela. Od jakiegoś czasu ma problemy, a jak sam mówi, nie ma nikogo, z kim mógłby porozmawiać poza mną. On jest kompletnie nieodporny psychicznie, wrażliwy - przeciwieństwo mnie. Rzeczy, którymi ja bym się specjalnie nie przejęła, jego potrafią dosłownie dobić. Ostatnio ma więcej poważniejszych problemów - rozwód rodziców, inne problemy rodzinne i mam wrażenie, że chce o nich porozmawiać, często zaczyna temat, ale nie kontynuuje. Bardzo możliwe, że przeze mnie - nie jestem specjalnie empatyczna, a chociaż jemu nieba bym przychyliła, często nie wiem, co napisać/powiedzieć. Zresztą częściej takie rozmowy on zaczyna nie w 4 oczy, a przez jakiś komunikator.
Nie wiem, może źle odbieram tę sytuację i wmawiam sobie po prostu, że on chce porozmawiać, więc oceńcie, proszę.
- wspomniał o rozwodzie rodziców, że ma dość ciągłych awantur i nagle urwał temat - ma dość domu, musi wyjść pospacerować, odetchnąć
- rozmawiamy o jakichś bzdurach, on nagle zmienia temat, że musi iść do terapeuty, bo jest tak rozwalony psychicznie, że nie daje sobie rady, kiedy próbuję delikatnie zapytać, co się dokładnie dzieje, znowu zmiana tematu
- napomknął, że chciał popełnić samobójstwo kiedyś, a teraz już jest kompletnie pusty w środku, potem kilka ogólników i zmiana tematu
- musi podjąć pewną decyzję, rodzina, znajomi, wszyscy są podzieleni i naciskają z każdej strony - on wspomni o tym i za chwilę, że musi od tego uciec, wyjść - i wychodzi.
Nie chcę na niego naciskać, nie wiem, jak mu pomóc, nie rozumiem takiego "napomykania" i za chwilę rozmyślania się. Zawsze, kiedy go pytam o coś, czy próbuję coś napisać, on się wycofuje, a ja nie lubię wyciągać informacji, więc większość rozmów kończy się, że jakby chciał porozmawiać, wygadać się, to zawsze jestem do dyspozycji. No i po kilku dniach ponawia temat, po czym znowu po kilku zdaniach się zamyka w sobie. Taka sytuacja trwa już od kilku miesięcy, tyle że ostatnio ze zwiększoną częstotliwością. Dodam, że to nie jest kwestia zaufania, bo wiem, że mi ufa, no i... wiem też, że rzeczywiście, jeśli nie porozmawia ze mną, to prawdopodobnie z nikim, czuje się samotny itd., a ja widocznie nie potrafię dobrze poprowadzić takiej rozmowy.
Więc... co mówić? Co zrobić? Chcę mu pomóc, ale nie umiem, boję się, że naciskaniem/wypytywaniem tylko go odrzucę, więc to sobie tak trwa i trwa, a on się robi coraz bardziej przybity tym wszystkim.