Witam Przedstawiałam się już na tym forum ale powtórzę jestem kobietką mam 26 lat mężatka z jednym dzieckiem- dziewczynka lat 6. Opowiem wam moją historie może nie jest ona zbyt ciekawa czy inspirująca ale powiem wam szczerze ze szukam opinii na ten temat kogoś postronnego, nie najbliższych z rodziny nie przyjaciół bo przypuszczam ze gdybym komuś tę historie opowiedziała zmienił by zdanie czy myślenie o nas(o mężu i o mnie ) nazwijmy mojego męża powiedzmy Przemek i już przechodzę do rzeczy. Przepraszam za chaotyczne pisanie ale nie jestem jakoś szczególnie zdolna w tym kwestiach.
Historia ta zaczęła się w 2006 roku byłam młodziutka jak się domyslacie miałam 17 lat i pstro w głowie, byłam rozchwytywana przez chłopaków i adorowana na kazdym kroku, podobalo mi się to. Pewnego pięknego dnia poznałam uroczego Pana: Przemek- Przystojny i taki Kochany i świat zawirował typowe uczucie zakochania: nic innego dla mnie nie musiało istnieć: motylki w brzuchu, błogostan i ogólne szczescie.Naprawdę chwilę spędzone z Nim zostaną zawsze w mojej pamięci był idealny: troskliwy Kochany opiekuńczy, zrobiłby dla mnie wszystko...noo prawie wszystko mieszkaliśmy nie daleko od siebie ale niestety nie mogliśmy sie zbyt czesto spotykać widzieliśmy się raz w tygodniu sobota niedziela odpadała twierdził że w sobote ma dużo pracy w domu a w niedziele nigdy nie spotykał sie z dziewczynami, więc weekendy wyglądały tak ze ja siedziałam w domu i myślałam ze on tez, ale było inaczej on spotykał się z "innymi koleżankami poznanymi w internecie, uważal to że nie robi nic złego i chciałby żebym go nie ograniczała ze kocha mnie nad życie ale chce tez spotykać sie z innymi. Ja nie zabraniałam mu spotykania się ze znajomymi bo zawsze uważałam że trzymanie na przysłowiowej smyczy nie jest dobre. Czas leciał a chwile spedzone z nim były najlepszymi momentami w moim życiu- czułam sie bezpieczna, czułam się taka szczęśliwa, doceniona i wyjątkowa. Nigdy nie dostawałam żadnych prezentów tzn ewentualnie na urodziny. Wiadomo jak każda kobieta uwielbiamy takie drobnostki, ale powiem szczerze nie było to ważne bo czułam się BŁOGO!Codzienne Smsy, rozmowy przez telefon umilały mi czas do Naszego spotkania. Tak naprawdę nie podobało mi sie to ze rzadko sie widywaliśmy ale byłam w stanie wszystko znieść...do czasu kiedy spotkałam w szkole Pana pedagoga...nie myślcie sobie ze to jakiś staruszek nie nie był na stażu czy praktykach w szkole miał wtedy 23 lata a ja 17 Jaki był? MMMM istne ciacho!umięsniony mega przystojny poprostu mmm. Mieliśmy z tym panem zajęcia raz w tygodniu. Pewnego dnia otrzymałam telefon i okazało sie ze to własnie ten Pedagog...i zaczęło się. Miał dla mnie dużo czasu bo codziennie spotykaliśmy sie w szkole i po szkole także. Czułam sie rozdarta bo tak naprawdę kochałam Przemka ale ten czas wspólnie spędzony z Pedagogiem był...co tu dużo mówić wprost wymarzony. Źle się z tym czułam bo z Przemkiem byliśmy bliskoo to własnie z nim przeżyłam swój pierwszy raz a jednak dalej trwałam w tej chorej sytuacji i spotykałam sie pokryjomu z pedagogiem. Znowu poczułam sie kochana i czułam ze dla niego tylko ja sie licze. W pewnym sensie pocieszałam się nim gdy Przemek nie miał czasu dla mnie. Z panem Pedagogiem chodziliśmy na wieczorne spacery jeździliśmy na rowerach był we mnie wpatrzony jak w obrazek. Jak sie później dowiedziałam pedagog miał dziewczyne. Nie przeszkadzało mi to przeciez ja tez miałam chłopaka. Był to w pewnym sensie układ. Zachowywałam sie jak kurwa tyle tylko ze nie brałam za to pieniędzy. Bądźmy szczerzy poprostu dałam mu dupy, przepraszam za wulgaryzmy ale jak to nazwać? to nie było Kochanie się to było dupczenie fakt faktem spotykaliśmy się pół roku a "przespaliśmy sie" ze sobą 3 razy ale tak zdradziłam Przemka. z Przemkiem spotykałam się nadal i nic nie zapowiadalo ze to sie zmieni może nie układało się momentami najlepiej chyba przypuszczał ze cos jest nie tak. Bywały momenty kiedy spotykaliśmy się a on mówił mi że poznał naprawde fajną dziewczyne i ze nie chce juz ze mną być(i tak 5 razy:D). Wiecie jak ja to przeżywałam robiłam takie cyrki beczałam klękałam przed nim- po prostu żenada, ale wtedy to działało, bo jednak zależało mi na nim i nie chciałam zeby w ten sposób sie to skonczyło. Duzo z Przemkiem rozmawialiśmy i staliśmy sie zżyci ze sobą do tego stopnia że czułam że nie potrafie bez niego żyć! W między czasie naprawdę dużo sie wydarzyło byłam na wycieczce gdzie upiłam się i całowałam się z "kolegą" pewnie uznacie mnie za lafiryndę czy pierwszą lepszą- no i macie rację. Najgorsze w tym wszystkim było to że niczego nie powiedziałam Przemkowi. Dusiłam to w sobie i nie byłam z nim szczera, było i ciężko bo musiałam być najlepszym aktorem w swoim życiu i wychodziło mi to nawet całkiem całkiem.
Z panem pedagogiem spotykałam się dokładnie 5 miesięcy ale pewnego dnia uznałam że jestem głupia że nie tak to powinno wyglądać. Powinnam grać fair. Przyznałam się Przemkowi do zdrady(beczałam przy tym jak wół)ale nie byłam w stanie sie przyznać do wszystkiego nie powiedziałam mu całej prawdy tylko częśc tzn o jednym razie i że całowałam się z kolegą na wycieczce tez nie powiedziałam.
Dowiedziałam się że Przemek także mnie zdradził i nie było to dla niego nic ważnego bo była to prostytutka. Jakos to zniosłam i uznaliśmy że zaczniemy życie" od nowa" młodzi szaleni i bez zozbowiązań. Przemek od tamtej pory traktował mnie jakbym nic dla niego nie znaczyła a co więcej byłam tylko zwykłą szmatą, byłam poniżana obrażana i traktowana jak śmieć. Oczywiście były momenty kiedy czułam sie wyjątkowa i kochana. Dlatego ja niczego nie przekreślałam bo nadal to On był dla mnie kimś wyjątkowym tłumaczyłam sobie"miał zły dzien" albo no tak zasłuzyłam sobie i tak mijały tygodnie...lata byliśmy ze sobą 3 lata a chwila kryzysowa z panem pedagogiem była na poczatku naszego związku. Miałam także szkołe i maturę więc spędzaliśmy trochę mniej czasu czyli raz na 2 tygodnie czasem udało nam sie wyrwać ze szkoły razem i tak udawało nam sie razem przetrwać wydawało się : Zakochani po same uszy. Udało mi się nakłonić Przemka na spotkanie nawet w weekendy. Byliśmy dla siebie naprawde bliscy ale cos wisiało w powietrzu, czułam ze cos sie może wydarzyć nie byłam z nim do końca szczera, nie traktował mnie tak jak kiedyś, owszem był miły gdy byliśmy wpatrzeni w siebie albo gdy "kochaliśmy się" wtedy świat mógłby nie istnieć. SeX naprawdę był boski.
Był piękny dzień tak jak co dzień miałam juz mature w kieszeni dobrą prace i cudownego chcłopaka nie idealnego ale po tym co przeszliśmy razem wydawało sie ze przetrwamy wszystko. Przemek zjawił sie u mnie w domu popołudniu oczywiscie ładnie sie znim przywitałam ale...o nie chciał usłyszałam słowa" Kasia ja nie potrafie tego znieść ze mnie zdradziłas cały czas o tym myśle i nie potrafie przestać dlatego nie możemy byc juz razem SORRY" wyszedł bez pozegnania napisał smsa"wiem że juz pare razy mówiłem Ci ze nie chce byc z Toba ale tym razem na 100%". Pomyslałam sobie co ja teraz zrobie?? tak wiem moja wina ale nie potrafie juz tego zmienic, przebeczałam 3 dni nie spałam nie funkcjonowałam normalnie ale do pracy chodzic trzebabyło i jakos normalnie zyć tez trzebabyło. Ja oczywiscie nie dawałam za wygraną bo taki juz mam ty charakteru ze nie poddaje się! Walczyłam o niego tzn próbowałam przyjeżdzałam do niego zeby poprozmawiać, dzwoniłam własciwie to próbowałam dzwonic bo kazda moja próba była zakończana fiaskiem. Pisałam do niego nawet listy smsowałam. Robiłam co tylko możliwe żeby zamienił ze mną choć parę słów. Wszystko na nic. Nie i koniec. Nie poddałam sie ale mniej nalegałam na jego rozmowy ze mną.
Byłam w pracy kiedy zrobiło mi się nie dobrze i zemdlałam na chwile ale pomyslałam sobie o no tak nie zjadłam śniadania. Działo się tak codziennie wiec wiedziałam co jest grane ale by sie upewnić poszłam do ginekologa i utwierdzil mnie w tym że bede miała DZIECKO! Byłam sama jak palec. Historia jak z filmu. Zadzwoniłam do Przemka o dziwo odebrał mój telefon! próbowałam do niego sie dodzwonić 2 tygodnie a tu??? ODEBRAŁ!!! Wiec zaczynam mu mówic ze chciałabym żeby wrócił ze chciałabym zacząć wszystko do nowa a On : NIE!!!!
Okej . Powiedziałam mu takie słowa dodam ze działo sie to 6 lat temu a ja wszystko pamiętam. " W takim razie jeśli nie to ja sama bede wychowywała moje dziecko i niczego nie chce od ciebie! " rozłączyłam sie oczywiście przypuszczam ze nie tego sie spodziewał i był w szoku i próbował sie do mnie dodzwonić ale ja uparta bestia oczywiście nie odbierałam nawet ba! wyłączyłam telefon i wyszłam z domu. Wróciłam bardzo późno spacerowałam tu i ówdzie ale w domu czekał na mnie juz Przemek. Co ja sobie głupia pomyslałam!? Wiecie co ze chce do mnie wrócić ze ułożymy sobie życie we trojkę . Jednak nie to usłyszałam ale za to usłyszałam " chcesz mnie złapac na cudze dziecko????????? przecież to na 100% nie jest moje dziecko ! puszczałaś sie na lewo i prawo to masz!"
Być może stan w którym byłam działał na mnie łagodząco, ale nie przejęłam sie tymi słowami byłam pewna ze jest to dziecko Przemka z nikim od 3 lat nie sypiałam(pedagog był na początku naszego związku) Powiedziałam tylko ze sama sobie poradze i ze jeśli jednak by sie zdecydował to jestem w stanie wyłożyć kasę na testy na ojcostwo bo jestem pewna ze to on.
Długo była cisza ale zjawił sie u mnie w pracy i powiedział " chce byc z tobą i wychowamy dziecko razem, weźmiemy ślub i wszystko się ułoży"
Tak też się stało wzieliśmy ślub, potem urodziła nam sie najważniejsza osoba w naszym zyciu: Martynka! Nie wszystko było takie jak byśmy sobie to wymarzyli. Zamieszkaliśmy razem w domu po tesciach. Nie dogadywałam sie z jego mamą ale musielismy tutaj mieszkac bo przeciez z dzieckiem gdzies trzeba. Przemek nie dogadywał sie z moimi rodzicami obrazał ich na kazdym kroku, zachowywał sie dla nich jak cham! A ja? Co ja mogłam mieliśmy małe problemy z naszą dziecinką jak sie urodzila ale później juz tylko co raz lepiej, Przemek w ogóle nie zajmował sie Martynką czasem tylko przytulał całował. Ja byc moze mogłam nie istniec. Byliśmy razem. Przemek zachorował i czuł sie z dnia na dzien co raz gorzej wylądował w szpitalu, jednak wyszedł z tego i było wszystko ok...no prawie. Miał do mnie wyrzuty ze go mało odwiedzałam...ze jego mama musiała mu prac piżame ze ja nie jestem "dobrą gospodynią!" ze nie potrafie popsrzatac uprac poprasowac i rzetelnie sie dzieckiem zając! załamałam się...było mi cieżko. Wydawało mii sie ze robię wszystko tak jak należy. Starałam się! byłam mamą i zoną na pełnym etacie! sprzatałam gotowałam i zajmowałam sie dzieckiem! i jeszcze do tego musiałam byc najlepszą Kochanką dla mojego męża. Bolało mnie wszystko po ciązy miałam cesarke dlatego połóg trwa krócej. Mój mąż był w celibacie tyle czasu dlatego po tak długim czasie Kochalismy sie jak dzikusy "bo on tak chce" ja zgadzałam sie na wszystko. Byłam kurą domową siedziałam w domu i robiłam wszystko by zadowolic mojego męża. Jemu nie podobało sie to ze chciałabym wyjsc z koleżankami porozmawiac albo cos w tym stylu nie i koniec bo przeciez kto dzieckiem sie zajmie? Jego zycie wyglądało odrobine inaczej dziecko i zona w domu a on uczył sie i pracował, znikał wieczorami a w ciągu dnia przesiadywał u mamy. Życie jak w madrycie. Nie dawno to jest 2 lata temu czyli 4 lata po ślubie dowiedziałam sie ze spotykał się z "koleżanką" opowiedział mi całą tę sytuacje ze zamiast na studia spotykał sie z nią. Panna jak panna choc juz ie panna-mężatka dwójka dzieci. Piekna, mogłabym rzec przepiękna, istna lalunia albo tapeciara. długie blond włosy paznokcie mega długie. Skąd wiem jak wygląda? Spotkałam ją przypadkiem w sklepie a mój mąż posiadał piękne nagie zdjęcie tej owej pani na komputerze. Długie nocne rozmowy dały mi poczucie ze jednak nie zdradził mnie chociaz było blisko, całowali się piescili itd. Tak uwierzyłam mu. Przyznał się także ze spotykał sie z jakąs dziewczyną z internetu ze uprawiali sex wirtualny?(nawet nie wiedziałam ze tak mozna?-zacofana jestem) Przyznał się ze smsował z paroma dziewczynami ze wydzwaniał do nich. Uwierzyłam mu ze mnie nie zdradził. Chociaż czy pieszczoty całowanie się to zdrada?Jak kto uważa.
Moja mama bardzo mnie wspierała w tym trudnym czasie jak już wspomniałam nasza Martyska tez trochę chorowała(wcześniak). Gdyby nie moja mama chyba bym oszalała.
Nasze życie wyglądało różnie raz sie układało raz nie, ale byliśmy ze sobą i mielismy dla kogo byc razem, nasza Martyska dorastała a my jak my kłóciliśmy sie i godziliśmy i tak w kółko, byłam traktowana jak śmiec nie czułam sie juz tak bezpieczna nie czułam sie kochana, mój mąż juz sie nie starał, miał wszystko gdzieś, byłam dla niego nikim, tak przytulalismy sie, kochalismy sie, pieścilismy, ale zawsze było to ale! Byłam bluzgana przez mojego męża ze nie potrafie tego zrobic i tamtego. Często rozmawiamy nawet teraz. Oboje wiedzielismy ze cos jest nie tak, ja po 5 latach bycia razem przynałam sie do wszystkiego ze zdradziłam go 3 razy ze całowałam sie z chłopakiem ze nie byłam wobec niego fair. Wydawalo by sie że sytuacja powinna wrócic do normy ależ skąd...Byłam traktowana jeszcze gorzej no tak kłamca kłamca i jeszcze raz kłamca. Zwykłe" ide po bułki" konczyło sie tym ze ide do krzaków i bede sie dupczyc z piekarzem. Bardzo często pyta mnie czy nie chciałabym z 5 facetami na raz skoro juz kiedys go zdradziłam to dlaczego teraz miałabym nie chciec spróbowac z 5. Często są sytuacje kiedy Przemek mówi mi ze jeśi ja go zdradziłam to dlaczego on teraz nie moze iść i spotkać sie z innymi dziewczynami dlaczego nie może sobie przeleciec nowo poznanej dziewczyny, przeciez ja to zrobiłam 9 lat temu tak tyle czasu minęło od kiedy go zdradziłam. On spotykał sie z Panią blondi już po ślubie. Tak czy owak jesteśmy razem ja pogodziłam się z jego rodzicami on z moimi jest powiedzmy lajt.
Historia powoli dobiega końca własciwie to mozna powiedziec ze nadal trwa bo jestesmy 9 lat ze sobą i raz sie układa raz nie. Rozmawiamy bardzo dużo. Ja juz chyba tego nie zmienie, nadal jestem traktowana jak nic znacząca kura domowa która sprząta gotuje pierze prasuje i dzieckiem sie zajmuje. Myślicie pewnie dlaczego tego nie powiem mojemu mężowi ze nie chce być tak traktowana oczywiście powiedziałam i co? "nie zasługujesz na to " "ja nie będę się starał jak 9 lat temu dla ciebie bo nic z tego nie miałem tylko tyle ze mnie zdradziłaś" Nie mogę powiedzieć ze jestem idealna bo nie ma takiej osoby ale jestem szaleńczo zakochana w nim nie to nie jest przyzwyczajenie z mojej strony to jest prawdziwe uczucie ja go kocham. Zasłużyłam na takie traktowanie. nie mogę wymagać żeby Przemek był dla mnie miły bo nie jest i jak powiedział ze nigdy nie będzie. Nie zdobyłam sie na szczerość i dlatego on nie będzie mnie dobrze traktował.
Po 8 latach dopiero wyznałam wszystko dlaczego nie wczesniej? nie wiem ?Gdy ktos na nas popatrzy jesteśmy idealna rodzinką. Ja zajmuje sie dzieckiem jeździmy na rowerach spacery granie w piłke itd ale mąz w tym nie uczestniczy. On nie chce. Nasza Martysia ma 6 latek i nawet sobie nie wyobrażacie jakie dzieci są mądre one wszystko wiedzą i czują. Nie kłócimy sie nigdy przy niej dlatego ona jest spokojna. Duzo sie przytulamy bardzo często jesteśmy blisko i są to momenty które uwielbiam najbardziej, tylko wtedy mogę poczuc ze jestem cos warta, gdy sie kochamy w Przemku jest cos takiego co sprawia ze czuje sie choc przez chwile taka..."kochana" wiem ze sex nie załatwi sprawy ze nie rozwiąże naszych problemów, ale ja bede nadal robiła wszystko zeby sie ułozyło ja sie nie poddaje. Ja juz całkiem zrezygnowałam ze znajomych rodziców odwiedzam bardzo rzadko wiem nie podoba mu sie to ze do nich jeżdze dlatego tak robie jak on chce. Siedze w domu z dzieckiem zeby tylko nie było sprzeczek zeby tylko jemu wszystko pasowało. Kłótnia z Przemkiem chociaż wiem za ja mam racje zawsze kończy sie tym ze to jednak jest wszystko moja wina i ze to ja źle zrobiłam itd. mozna by było sie rozpisywać . z inteligentnym człowiekiem jest ciężko sie kłócic on i tak tak mnie zgnoi ze nie wiem co mam począc ja jestem poprostu za głupia dla niego.
Pozdrawiam i liczę ze się ktoś wypowie .
Naucz mężczyznę szacunku do Kobiety, bo później będzie traktował Cię jak szmatę do podłogi...ja się pytam JAK!???