Cześć wszystkim forumowiczom.
Mam prawie 24 lata i chcę odejść od swojego 5-letniego chłopaka. Nasza relacja psuła się już od paru lat. Minimalne zainteresowanie, brak realizacji potrzeb etc... Nie kochamy się, jedynie jesteśmy ze sobą z sympatii i przyzwyczajenia. Już od dłuższego czasu zastanawiam się nad odejściem, on pewnie też.
Mam dużą potrzebę rozmowy, jak chyba wiele kobiet. Tutaj tego brakowało i on o tym wiedział, ale mówił, że nie jest wstanie nic więcej mi dać... Z czasem zaczęłam więc angażować się w relacje z innymi ludźmi i wyszło tak, że najlepiej dogadywałam się z kolegą (mój chłopak też o tym wiedział, był zazdrosny, ale jakoś zaakceptował), którego poznałam na spotkaniu związanym z moim hobby. Po czasie ze strony kolegi było coś więcej, a ja oszukiwałam sama siebie... Wmawiałam sobie, że tylko rozmawiamy, że się być może się zauroczyłam i za chwilę mi przejdzie, że jesteśmy tylko dobrymi przyjaciółmi. Trwać w takiej iluzji (a to długi czas) pozwalała mi świadomość, że mój facet jest dla mnie zawsze najważniejszy. Ale jednak wielokrotnie chciałam tą relację z kolegą przerwać, czułam, że coś nie tak... Dalej nie jestem pewna na 100%, ale dopiero ostatnio doszłam do tego i wydaje mi się, że zdradzałam emocjonalnie. Fizycznie nic nie było. Może podświadomie potrzebowałam zainteresowania moją osobą, podbudowania ego etc. No nie ważne, nie chcę sie tłumaczyć i żalić, bo to ja zawiniłam i sama sobie nawarzyłam tego piwa.
A więc chcę odejść. Nie odeszłabym do tego kolegi. Najpierw bym zakończyła obecną relację, dała sobie trochę czasu i wtedy patrzyła co dalej. Tylko nie wiem jak postąpić z tematem ewentualnej zdrady emocjonalnej. Bo powodów do rozstania jest wiele, każdy prawdziwy i uczciwy. Powinniśmy się rozstać już kilka lat temu...
Dlatego chciałabym się dowiedzieć waszego zdania na temat przyznania się do zdrady w takiej sytuacji. Ja bym nie chciała wiedzieć. Co innego gdyby ktos mnie zdradził i dalej chciałby być ze mną. Ale po co mam się męczyć i myśleć co ze mną nie tak, bo ktoś mnie zdradził, a i tak odszedł? Na co mi ta świadomość? A wy chcielibyście wiedzieć?