Napisałaś teraz trochę więcej, dla mnie sytuacja wydaje być się jasna.
Zerwałaś z nim pod wpływem emocji, miałaś dość takiego traktowania, moim zdaniem słusznie. Najpierw zerwałaś, później pomyślałaś. W głębi serca liczyłaś na to, że to go przebudzi, że będzie walczył, że to się jednak źle nie skończy. On jednak chyba na to czekał, ale tak jak pisałem wcześniej nie miał odwagi tego zrobić. Wyręczyłaś go - przykre, ale prawdziwe.
Jeżeli zależy Ci na nim to ja proponuje, żebyście się spotkali i wyjaśnili sobie wszystko. Powiedz mu co Ci leży na sercu i dlaczego to zrobiłaś. Niech to będzie spotkanie, które da mu coś do myślenia, ale nie narzucaj mu się. Nie proś o powrót, nie mów o waszej przyszłości, bo was nie ma. To może go tylko spłoszyć. Niech to będzie miła rozmowa, podsumowanie tego wszystkiego. Najlepiej nie teraz, niech najpierw opadną emocje, które zapewne Tobą szargają. Po tym spotkaniu zero kontaktu, niech zatęskni. Niech się przekona na własnej skórze, że Cię stracił. Że stracił Ciebie na własne życzenie. Baw się dobrze, kreuj się na szczęśliwą wśród znajomych, a uwierz, że to do niego na pewno dotrze. Brak kontaktu działa dla Ciebie więcej niż myślisz, pamiętaj. Jeżeli nie chcesz spotkania, boisz się, że znów wywinie taki numer, to możesz napisać list, ale bez żadnych wyrzutów i pretensji.
Głowa do góry. Widać, że Ci na nim zależy, inaczej nie pisałabyś na forum. Gdybyś Ty z nim zerwała, zapewne on by to zrobił, albo trwalibyście dalej w tej fikcji. Pół roku to krótko, ale wystarczająco, żeby rozpalić ogień w sercu drugiego człowieka. Martwi mnie jednak wasze rzadkie spotkania na tym etapie związku. Zazwyczaj na samym początku pary widzą się codziennie, nie mogąc przestać o sobie myśleć. Dopiero później przychodzi przyzwyczajenie, wkrada się rutyna, tutaj tak jakby ten ogień nie do końca się rozpalił. Powodzenia 