Sam siebie nie uważam za jakiś świetny wzór zdrowych postaw emocjonalnych, ale mam za sobą 2,5 letnią terapię u psychologa w bardzo dobrej uznanej poradni (najlepsza podobno w Wawie) i nadal z niej korzystam więc mogę się podzielić opinią.
Spotkania są co tydzień, to chyba norma.
Dla mnie motywacją były (i są nadal) pewne powtarzające się zachowania wobec innych których nie rozumiałem i które przeszkadzają mi w relacjach. Generalnie mam przeżycia związane z DDA.
Generalnie w toku terapii buduje się relacje z psychoterapeutą. Brzmi banalnie ale w toku takiej relacji wychodzi bardzo dużo rzeczy których samych o sobie nie wiedzieliśmy a które nami sterują. Najczęściej doświadczenia z dzieciństwa którym mamy szansę się na nowo przyjrzeć. Zadziwiające jak wiele postaw zależy do zachować z dzieciństwa, ale przecież jak sobie przypomnimy to tak się rozwijaliśmy: wielu emocji nauczyliśmy się jako dzieci (psychologia nawet rozróznia czego w jakim przedziale wiekowym) i jako nastolatki. Później była juz tylko nauka, praca i raczej żadne doświadczenia nie są już na tyle mocne by szczególnie nas zmienić, uczymy się juz tylko intelektualnej otoczki.
Niby każdy jest inny ale pewne schematy się zadziwiająco powtarzają. To natura. W pewnym wieku uczymy się danych postaw np wiek 4-6 bezpieczeństwo i Miłość do rodziców, 6-12 relacje z równieśnikami, 12-16 oczekiwać wobec Miłości z partnerem (o ile dobrze pamiętam). I tak naprawdę jest. Uczymy sie i uznajemy, że nie wolno tego zmienić.
W toku terapii samo z siebie, po prostu rozmawiając, wyrzuca sie z siebie te rzeczy. Mniej lub bardziej emocjonalnie, czasem ma się ochote krzyczyc. Brzmi mi to w stylu "no przecież ktoś mi bliski pokazywał mi takie i takie postawy - nie mogl sie mylic". Albo "tak mocno zależało mi na czyjejś Miłości, robiłem dla niego to i to a on mnie zdradził, więc juz nie ufam specjalnie uczuciom". PRzypominanie sobie tego nie jest latwe, to wymaga wiele czasu. Czlowiek trudno godzi sie na zmiane postaw ktore mimo wszystko umozlwiaja przezycie. To jak godzenie sie na stracenie gruntu pod nogami po wielu latach.
Wiem, że każdy ma inne życie, ale pewne rzeczy są powtarzalne Te dziecko w nas bardzo często uważa, że nadal nalezy być wiernym wielu postawom, np.wobec bliskich osob. Jesli np. rodzice czegos sie bali i nie byli pewni siebie, świat jest okrutny, to pewnie mieli racje, a ponieważ ja jako dziecko je kochalem to chce zdobyc ich Milosc bedac podobnym do nich.
W toku terapii mozna odkrywac, przypominac sobie dziesiatki takich rzeczy. Przyglada sie im na nowo odtwarzajac pewne sceny w bezpiecznym otoczeniu psychoterapeuty.
Na nowo mozna sie im przyjrzec. I przychodzi olśnienie - czy na pewno nadal musze sie tak zachowyac? Ludzie którzy tego ode mnie oczekiwali już np. nie żyją. Mogę być wolny w tym obszarze. Nie musze czuć np. poczucia winy. To bardzo wyzwala i pozwala zmienic wiele postaw.
I teraz bardzo ważna rzecz. Psychoterapeuta nigdy nic nie narzuca i nie mówi Ci co jest lepsze lub gorsze. On tylko bardzo mocno pomaga zauważyć, że coś co uważamy za swoje codzienne wybory tak naprawdę zostało nam narzucone i nie jest nasze. Zostało narzucone tak dawno i tak mocno (bo dzieci mocno chłoną wzorce i bezkrytycznie), że aż się o tym zapomniało. Bywa to tak głebokie, że aż czasem się myśli w stylu "to kim teraz bede jesli tego a tego nie bede jednak robił? To przecież cały ja".
Bardzo ważne jest i to, że budując z czasem coraz głebszą więź z psychoterapeutą mamy wreszcie kogoś równie ważnego jak autorytet z dzieciństwa (rodzice, rodzeństwo, ówczesni przyjaciele) którym na nowo można opowiedziec o swoich postawach i dac temu komus prawo ponownej oceny czy to nadal ma sens. To jak wyjęcie trupa z szafy. To klucz do prawdziwych zmian w życiu - zerwanie więzi które nadal nakazuja nam byc lojalnym wobec danych postaw.
Takie podsumowanie wygląda na łatwe, ale do tego dochodzi się miesiącami lub latami. Zależy od problemów. Może w przybliżeniu jest tak, że zmiana postaw danego rodzaju wymaga równie wiele czasu i mocnego przypomnienia jak i nagranie w dzieciństwie. Dlatego terapie potrafią trwać latami.
Jednak warto. To bardzo wyzwalające. To właśnie dlatego moim zdaniem ludzie są najczęściej nieszcześliwi: podązali długo za wzorcami nagranymi w dzieciństwie a dopiero kiedyś dostrzegają, że może zaspokajali potrzeby innych.
Zadziwiające jak wiele z tego widać później moim zdaniem w związkach. Ludzie potrafią być w toksycznych zwiazkach bo przynajmniejn dają im coś, czego jako dzieci bardzo potrzebowali i nie chcą tego stracić. Ludzie z toksycznymi rodzicami np. alkoholikami są przyzwyczajeni, ze szczęście nie jest niczym trwałym i odpowiada im relacja nawet z kims kto ich bije bo "przynajmniej maja to za sobą".
Np. bardzo często po tym jak zbudowało się szczęśliwy jak już sie wydaje zwiazek odzywa sie "dziecko" w nas które stara się np. pomścić krzywdę zadawaną sobie wzajemnie przez rodziców. Np córka rodziców którzy się rozwiedli moze chcieć od teraz karać mężczyzn (zależy z czyją krzywdą się utożsami). Te "dziecko" potrafi z czasem przejąć nasze szczęście, zbudować nieufność i wyrzucić faceta bo "tak generalnie jest". Pewna odmiana tej zależnością sa nieuświadomione opinie w stylu "nie mam prawa być bardziej szczęśliwy niż moi rodzicie". Terapia pozwala uciszyć te psujące nam zycie "dziecko", dostrzegamy, że mamy już naprawdę inne zycie.
Twoj autorko przypadek może być dużo lżejszy, ale po prostu dzięki psychoterapii można poznać co Tobą samą kieruję, co się ściera próbując wybrać Ci drogę szcześcia. I odkryć co naprawdę jest dla Ciebie ważne. Daje głowę, że to właśnie różne nagrane z dzieciństwa wzorce ścierają się z Twoją własną opinią gdy chcesz zdecydować czy z kimś być czy nie.
Zabrzmi to śmiesznie ale naprawde takie mam wrazenia po psychoterapii aby zapytać: Która częśc Ciebie czuje się zdradzona? I która ma jakie potrzeby? Czlowiek ma bowiem warstwy na wzrór kolejnych emocji uczonych w dzieciństwie. Daję głowę, że dlatego ludzie często czuja sie niedopasowani po ślubie: Oni jako dorośli sobie pasowali, ale dość szybko do głosu dochodzą "dzieci" w nich samych, z zapisanymi emocjami, oczekiwaniami. Jako mali chłopcy/dziewczynki mieliśmy pewien wzór szcześcia i z czasem sie go dopominamy, a jak ktos go nie spełnia to go odrzucamy.
Wydaje mi sie, ze to co napisałem, to dośc powtarzalny schemat. Ja go oczywiscie nie planowalem, tak wyszło. Dopiero później czytajac o przeżyciach innych dostrzegłem te podobieńśtwa. I idąc do psychoterapeuty też nie ma co niczego planować. Dość szybko "dziecko" w nas i tak sie samo odezwie i bedzie wyrzucac co dla niego jest ważne i będzie postęp i większe zrozumienie w swoich wlasnych zachowaniach i czemu czego sie od kogo oczekuje.
Psychologia ma moim zdaniem wielką przyszłość. Dlatego gabinety wyrastają jak grzyby po deszczu. I nie dziwie sie.
Uff... długo, ale i doświadczenia z psychoterapeutką mam bogate.