Hej
Tak sobie czytałam moje poprzednie posty, i widze jakie ja miałam problemy z facetami. Zawsze było coś nie tak, zawsze wybierałam sobie kogoś nieodpowiedniego. Mój przedostatni chłopak, zostawił mnie- przestalismy sie dogadywać. Byliśmy ze soba 2 lata i ostatni rok to ciągłe kłótnie, brak zrozumienia olewatorstwo ( z jego strony) a miało być tak pięknie. Przecież przeszłam terapię DDA, potem w trakcie trwania związku poszłam na drugą ( 2 letnią) terapię dla dda i tyle mi to dało że chłopak mnie zostawił. No to ok. Było ciężko ale jakoś dawałam radę, byłam silna, pomogła mi przyjaciółka, czułam w sobie jednak tą siłe, mało było ofiary we mnie. Ten związek też mnie wykańczał psychicznie i tak naprawdę wiedziałam, że to dla mnie dobre rozwiązanie. Pogodziłam się z tym szybko. Mój były chłopak pił bardzo dużo alkoholu, lubił imprezować a ja chciałam się ustabilizować, poukłądać sobie życie na spokojnie a on na to nie był jeszcze gotowy. Teraz jestem z nim w dobrych relacjach - przyjaźnimy się z czego bardzo się cieszę.
2 miesiące po rozstaniu poznałam faceta. To było na wakacjach. Zakochałam się. On we mnie też. Wiadomo jak to na początku bywa wszystko jest piękne. Są rozmowy, jest fascynacja. Spodobal mi się też, że mało pije- praktycznie w ogóle, nie smakuje mu piwo ani wino - czasami sama muszę go namawiać na lampkę wina ; ).Nie interesują go imprezy, zabawa, chce ze mną mieszkać, układać sobie ze mną życie, pomaga mi w domu, jest zaradny. Ma specyficzne poczucie humoru- czasami jest jakby za szorstki, ale z drugiej strony wiem, że to tylko gra teatralna. W seksie wczesniej mialam problemy a tu się okazało, że z nim nie odczuwam już bólu i mało tego jestem podniecona.
Ja go jeszcze w tej chwili poznaję i tak naprawdę nie wiem kim on jest. Chciałabym mu tak ufać, nie bać się odtrącenia, zranienia ale we mnie jest tyle lęku, że nie potrafię sobie z tym poradzić.
Cały czas go obserwuję, jestem strasznie ostrożna, odczytuje jakieś sygnały, w sumie to się chyba doszukuję. Czasami on się irytuje moim zachowaniem. Ja czasami po prostu wolno łapię pewne rzeczy- taka jestem, uważam że nie jest to wielka wada, ja to w sobie akceptuję no ale jemu to przeszkadza. Oczywiście odbieram to jako znak, że jest on toksycznym mężczyzną. Próbuję o tym z nim porozmawiać a on nie wie o co mi chodzi, nie rozumie mnie i się na mnie denerwuje mówi: skąd ci się to w głowie wzieło, co ty w ogóle wygadujesz, przestań tyle myśleć, doszukiwać się nie wiadomo czego. I ja wtedy zaczynam płakać. On zaczyna na mnie krzyczeć i ten krzyk tłumaczy tym, że ja go prowokuje.
Ja czytam jakieś artykuły o toksycznych związkach, żeby coś wyłapać, żeby wiedzieć na czym stoje i im więcej czytam tym w większą wpadam paranoję.
Ja nie wiem kim on jest. Strasznie się boję. Nie radzę sobie z emocjami. Mam takie dni, że płaczę cały czas. On nie wie co ma robić. A ja nie potrafię wrócić do stanu normalności.
Mówię mu, że miałam różne przeżycia w związkach i stąd te lęki a on się mnie pyta to co on ma robić? mówię mu żeby ze mną rozmawiał na spokojnie- czasami tak robi, ale czasami mu nerwy puszczają. Mówi mi że nie da się wplątać w te gierki - ale dla mnie to nie są gierki to są realne lęki.
Czuję,, że on ma mnie dość. Twierdzi, że nie ma jednego normalnego dnia, z czym oczywiscie się nie zgadzam, bo są dni w których nie łapię żadnych lęków. Mówi mi, że mam poważny problem. Jest mną zmęczony. Mówi mi, że jak on próbuje mi coś tłumaczyć to ja to na opak interpretuję, dlatego on woli się już nie odzywać.
I teraz też już nie wiem jak interpretować jego reakcje na moje zachowanie czy jest to toksyczne czy jest to jego bezradność.
Z nerwów drapię się po głowie, mam strupki. Drapię się do krwi.
Myślałam, ze jak przejdę terapię jedną i drugą będzie wszystko ok. A ja nie potrafię się uspokoić. Nie potrafię pozbyć się lęku. Rozmawiam z moimi przyjaciółmi mówią mi żebym się tak nie przejmowała, żebym tyle nie myślała. Że jednak we mnie jest ta ofiara jeszcze. Ale mi się wydaje, że to jest jakiś lęk przed odtrąceniem albo faktycznie mam powody by się bać.
Nie wiem co robić. Nie pójdę do psychologa prywatnie - nie mam na to pieniędzy. Zaczynam od nowa nowe życie i obecnie szukam pracy. Psycholog państwowy - bardzo długo się czeka i słyszałam że w moim miescie nie ma po co iść do takiego.
Jestem załamana moim zachowaniem, bardzo chciałabym być dojżałą kobietą. Mam 30 lat i w kółko to samo ( tylko w sferze uczuciowej bo w sferze zawodowo-społecznej radzę sobie całkiem nieźle, nie boję się konfrontacji z życiem).
Bardzo chciałabym mieć swoją rodzinę, chciałabym czuć się bezpiecznie, chciałabym się nie bać w końcu. Chciałabym nie płakać, ale nie wiem jak mam kontrolować emocje. Jestem bardzo zrezygnowana. A może to z moim partnerem jest coś nie tak.
Piszę do was bo chciałabym jakiejsc pomocy. Jakiejs rady. Nie chcę już zamęczać mojej przyjaciółki moimi schizami. Już sama siebie mam dosyć.
Przepraszam za błedy ortograficzne nie mam korektora w komputerze i mam dysortografię.
Pozdrawiam M.