Witajcie,
mam pewien problem i chciałabym poznać Waszą opinię na jego temat. Jestem z facetem prawie rok, ale przez trochę ponad 6 miesięcy był to związek na odległość. On mieszkał w innym mieście i dzieliło nas ok. 140 km. Staraliśmy się widzieć co tydzień w weekend, ale nie zawsze to wychodziło i czasami nie widzieliśmy się nawet 2 tygodnie. Ok. 4 miesięcy temu przeprowadził się do mojego miasta, znalazł mieszkanie i pracę. Jednak nie mieszkamy razem. Od kiedy tu mieszka widzimy się praktycznie codziennie, od późnego popołudnia do wieczora. Ja jeszcze studiuję a on już dawno skończył studia (ma 28 lat) i teraz pracuje. Dopiero niedawno poznałam jego matkę kiedy przyjechała do niego w odwiedziny. Już na początku naszej znajomości miałam wrażenie, że z matką łączy go hmm...dziwna więź. Słyszałam ich rozmowy przez telefon i jej pytania typu: "Zjadłeś śniadanko? A co zjadłeś?"; "Gdzie jesteś? Kiedy wrócisz?" itp. Dodam, że w swojej miejscowości mieszkał razem z rodzicami. Dla mnie tego typu telefony do dorosłego faceta były co najmniej dziwne. Ale nic nie mówiłam, nie pytałam, bo stwierdziłam, że krótko się jeszcze znamy, więc może to ja przesadzam i wyolbrzymiam. Teraz kiedy się przeprowadził często u niego nocuje i praktycznie za każdym razem, rano w okolicach 8:30 w weekend dzwoni jego matka z pytaniami j.w. On raczej nie mówi za dużo raczej odpowiedzi w stylu: "tak", "nie", "mhm" chce szybko skończyć rozmowę, ale słychać, że po drugiej stronie mamusia nadal nawija i najczęściej on się rozłącza jeszcze kiedy ona się produkuje ;d Akurat w dniu kiedy miała przyjechać nocowałam u niego i właśnie miałam się zbierać do domu zanim ona przyjedzie. Miałam trochę nauki, więc nie chciałam długo siedzieć. A tu bęc, mamusia przyjechała wcześniej niż było mówione a co najlepsze otworzyła sobie sama kluczem drzwi...na szczęście akurat nie zastała nas w łóżku ani nic z tych rzeczy no, ale kurde kto tak robi ? Weszła sobie jak do siebie do chałupy. Nie zdążyłam "uciec" więc trochę tam z nimi posiedziałam z grzeczności i to co usłyszałam i zobaczyłam wywarło na mnie duże wrażenie. Negatywne oczywiście. "Czy mój misiaczek będzie jadł obiadek?" i teksty w tym stylu. Do tego tarmoszenie jak małego dzieciaczka. A przed wyjściem na dwór jak i na dworze poprawiała mu czapkę i szalik żeby "misiaczek nie zmarzł" ;O. A on jakoś bardzo się nie sprzeciwiał. Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Było mi wręcz głupio, czułam jakby to ona była z nim a nie ja. Do tego chce, żeby co tydzień przyjeżdżał do domu. Nawet teraz kiedy przyjechała jak się okazało na kilka dni (!!!!) pytała czy na weekend nie przyjedzie.
No i teraz nie wiem czy powinnam mu powiedzieć co o tym sądzę, że mi to przeszkadza czy na razie nie mówić nic i po prostu grzecznie odmawiać spotkań z nią. Wymigiwać się jakimiś zajęciami czy coś. Z drugiej strony wydaje mi się, że z czasem będzie tylko gorzej i będzie się wtrącać do naszego życia i zwalać się na głowę co weekend. Co do mieszkania to nic nie mogę za bardzo powiedzieć, bo to on wynajmuje a nie ja z nim także nie mam nic do gadania w kwestii np. wchodzenia bez pukania. Wg mnie trochę mu brakuje jaj żeby powiedzieć matce żeby trochę przystopowała. Ja nie jestem przyzwyczajona do takiego traktowania przez rodziców, bo i mnie i mojego brata traktują rodzice jak dorosłych ludzi. Zawsze tak było i nie nadskakiwali nam nigdy ani nie narzucali swojego zdania tak matka mojego faceta.
Co myślicie o jej zachowaniu ?