Witam serdecznie,
Piszę tutaj ponieważ chciałbym poznać zdanie kobiet, które jak wiadomo w różnych gierkach są dużo lepsze niż faceci, a na pewno łatwiej i dużo szybciej potrafią zauważyć, że coś nie gra, ale do rzeczy.
Jestem z dziewczyną, z którą sądzę, że tworze toksyczny związek.
Historia zaczęła się rok temu, gdy się poznaliśmy. Na początku wydawała się jak to ująłem doskonałym materiałem na żonę. Miła czuła, nie imprezowiczka, ubieranie jak i styl bycia wskazywało na bardzo ułożoną i rozsądną dziewczynę. Dodam, że oboje mamy po 24 lata.
Dużo rozmawialiśmy głównie wieczorami przez telefon, średnio po 2 godziny przez jakiś miesiąc. Były również przez ten czas 3 spotkania z racji odległości jaka Nas dzieliła (100km). Czwarte spotkanie było u mnie w domu, gdzie sam mieszkam, przyjechała do mnie na weekend i od wtedy się zaczęło.
Już na tych wcześniejszych spotkaniach dążyła do tego, że chciałaby byśmy mieli obrączki, aby idąc gdzieś beze mnie każdy widział, że jest zajęta. Nie stanowiła to dla mnie problemu i Nam na jej przyjazd kupiłem i wręczyłem te obrączki, wtedy zostaliśmy już parą.
Gdy byłą u mnie przez weekend stwierdziła, że tak się dobrze u mnie czuje, że praktycznie gdybym nie miał nic przeciwko to mogłaby się do mnie wprowadzić (ona była wtedy bezrobotna) na co ja będąc zakochany i bardzo otwarty człowiek się zgodziłem i powiedziałem, że nie ma problemu.
Także zamieszkanie razem również bardzo szybko poszło. Generalnie samo mieszkanie przez rok jest ok, ale czuje się coraz bardziej wypalony.
Już w pierwszych miesiącach zaczęły się zazdrości z jej strony. Potrafiła się obrazić i wcale ze mną nie rozmawiać tylko dlatego, że spojrzałem na ulicy na inną kobietę, później były takie uwagi coraz częściej nawet gdy nie patrzyłem to chciała mi wmówić, że jednak patrzyłem.
Nie chciała również nigdzie wychodzić, co chwile jakieś nerwy pretensje, ja wtedy się zamykałem w sobie. Czułem, że mnie niszczy psychicznie zwracając mi co chwile uwagę na to co robię, gdzie po wszystkim stwierdziła, że nic takiego się nie stało i żebym nie użalał się nad sobą.
Po paru takich akcjach uodporniłem się na to i zacząłem też ją wyzywać robić kontrę co skutkowało gdy trzymałem ją krótko. Ale mi to do końca nie odpowiada ponieważ lubię rozpieszczać kobietę i jej pomagać w wielu aspektach życia.
Jednak przez moja dobroć dla niej też usłyszałem słowa z jej ust abym nie zachowywał się jak pi...a przez co wszystkiego mi się odechciewało.
Przez ten czas bycia razem na pewno dużo się zmieniłem, stałem się zimny, gruboskórny i nie zależy mi tak jak na początku. Tęsknie za tym aby rozpieszczać i spędzać tak na prawdę czas razem z kobietą ale z obecną partnerką nie potrafię się już przemóc.
Dochodzi do tego jej bardzo mała komunikatywność z otoczeniem. Z moimi rodzicami też mało rozmawiała, czy pomagała, a do znajomych nie chciała chodzić albo najpierw przed wyjściem jakieś pretensje, że chciala spedzić czas ze mną a ja wymyslam jakieś wyjścia do znajomych.
Był czas, że cały czas męczyła mnie o zaręczynach albo o tym, że chce aby kupił jej jakąś biżuterie albo inne rzeczy, wręcz wymuszała to ode mnie.
Dodam jeszcze, że Ona nie ma koleżanek tylko kolegów z którymi potrafi smsowac rozmawiać przez telefon czy na gg, a do mnie się czepia, że się spojrze na inną kobietę czy to na ulicy czy w sklepie.
Do tego doszło, że chciałem z nią zerwać już 3 razy.
Za pierwszym, zaczęła mi grozić, że wszystkie nowe płytki i rzeczy rozwali młotkiem i chociaż nie będę musiał jej spłacać ( tak zrobiliśmy też remont mojego mieszkania dzieląc się kosztami na pół)
po drugim podejściu, błagała i prosiła byśmy dali sobie czas.
Po trzeci to samo co przy drugim ale zachowanie jej się diametralnie zmieniło.
No właśnie i tutaj mam problem bo zaczęła się zachowywać inaczej, powiedziała mi, że zrozumiała to wszystko.
Zaczęła pisać do moich znajomych aby umawiać się na spotkania, pomagać mojej mamie aby poznosić ze stołu, opanowywać nerwy. zerwała kontakty z kolegami i jest bardzo słodka do mnie, udaje wręcz małą niezdarną dziewczynkę którą trzeba się opiekować.
Wcześniej była typem choleryka a teraz byle przyjść, się przytulić czy buziaczka dać.
Jednak u mnie przez to wszystko chyba już miłość sie wypaliła i sam nie wiem co zrobić.
Wiem, że jak byśmy mieli się rozstać to Ona będzie musiała rzucić pracę i wrócić do siebie, będzie skrzywdzona a ja będę najgorszy.
Ale jaką mam mieć pewność czy Ona czegoś nie gra jak przez rok nikt z moich znajomych jej za bardzo nie zna bo na spotkaniach się prawie wcale nie odzywała, oraz jak rozmawiałem ze znajomymi kolegami to 3 powiedziało mi, że jak tak słyszą i widzą to wszystko to nie ma tutaj przyszłości.
Osobiście ja sam się męczę, bo z jednej strony nie chce jej skrzywdzić oraz nie chce mi się szukać innej partnerki natomiast z drugiej cały czas chodzę wkurzony, czuje się nie szczęsliwy w tym związku i czuje, że Ona może tylko grać teraz taką dobrą bo nie wierze, że ludzie się zmieniają tak szybko, a to, że się wcześniej wstydziła czy potrzebowała czasu to jest zwykłą bajką...