Witam, bylismy razem 4 lata, rok temu wprowadzilismy sie na swoje, a 2 lata temu urodzila sie nam coreczka, wszystko pieknie ALE... Ja nagle sie zepsulem (nie potrafie zrozumiec dlaczego). Traktowalem ja troche jak sluzaca, nawet jak smiecia
Walilem teksty typu "jak Ci sie cos nie podoba to wracaj do matki" "Nigdy za ciebie nie wyjde", gdy ona cierpiala bo miala goraczke i kamienie na nerkach ja sobie gralem a kumple musieli latac do sklepu po jedzenie, bo mi sie nie "chcialo". Ona robila wszystko by uratowac nasz zwiazek, niecaly rok starala sie z calych sil i robila wszystko. A ja mialem ja gleboko w dupie. Zrobila tak jak jej mowilem wrocila do mamy, ale ja strasznie ja kocham. Wiem ze z mojej strony ostatni rok to ine byla milosc, nie wiem co sie ze mna stalo, wiem tylko ze nie moge tego tak zostawic, staram sie teraz jak moge, blagam ja o wybaczenie i zeby mi dala szanse to wszystko naprawic, ona mowi ze ja tak zepsulem ze nie ma teraz zadnych uczuc, nie wie co do mnie czuje (nigdy nie powiedziala ani nie napisala ze mnie nie kocha), juz sam nie wiem co robic, staram sie utrzymywac z nia kontakt i staram sie aby znow ja w sobie rozkochac, ale od czasu do czasu z rozpaczy poprostu wymuszam na niej rozmowe typu blagam cie wroc do mnie, zrobie wszystko, juz nigdy, zawsze itp itd... ale ona tylko mowi ze za pozno na przeprosiny. Mam mysli samobujcze wiem ze moje zycie nie ma bez niej sensu. Juz wiele osob pytalem o pomoc kazda mowila co innego, chodzi oto ze ona potrzebuje czasu, a ja wiem ze czas bez niej mnie zabija. Nie moge jej stracic...
to jedna z takich rozmow ktore przeprowadzam z nia srednio raz na tydzien/dwa
nie moge sie przed tym powstrzymac.
Zapis rozmowy został usunięty przez moderatorkę
POMOCY !:(
Upublicznianie prywatnej korespondencji bez wiedzy i zgody jej uczestnika/-ów jest sprzeczne z prawem i regulaminem forum. Moderatorka Anemonne