Witajcie, to mój pierwszy wątek w dziale Psychologii.
Pisze bo zauważyłam, że mam pewien problem z podejściem do drugiego człowieka, przede wszystkim w związku.
Wydaje mi się, że nie nadaje się do związku. Rozwalam złymi emocjami to co jest między mną a moim chłopakiem...
Ogólnie często coś mi nie pasuje w nim i chciałabym żeby był skonstruowany według mojego hmm 'schematu'. Nie jest ideałem, ale jest dobry dla mnie, uczciwy i wiem, że mu zależy na mnie i mi na nim też. Ja ciągle wymagam od niego coraz więcej i chce żeby było po mojej myśli (ZAWSZE!) i nie toleruje tego, że on tez może mieć inne zdanie, poglądy... zamiast zostawić znajomość na luzie (znamy się rok 'z groszami') doszło do rozmowy z mojej inicjatywy i powiedział mi szczerze, że na chwilę obecną nie jest gotowy aby zamieszkać ze mną ale też nie jest tak, że nie chciałby w ogóle (ani ja ani on nie mamy swojego mieszkania na razie), a że jego szczerość sięga często zenitu powiedział też, że nie planuje na chwilę obecną abym została jego żoną w przeciągu dwóch, trzech lat.
Chciałabym żebyśmy zaplanowali wakacje razem ale już usłyszałam, że ma inne plany i finansowo nie (remont, zbiera na nowe auto - porządniejsze). Rozumiem to wszystko, ale gdzie miejsce dla mnie? Powiedział, że wyjazd odpada w tym roku
że woli praktycznie podejść do życia a z wakacji można zrezygnować, a ja tak kocham wyjazdy.
Nie umiem czerpać radości z tego, że się z nim spotkam, chciałabym więcej urozmaiceń ale on nie należy do osób, które mają dużą fantazję inicjatywę, a i finanse na to nie pozwalają a ja się wyżywam na nim za to... np. na walentynki uparłam się żeby jechać do Wieliczki i już chciałam zarezerwować bilety ale on stwierdził, że wymyśli coś równie ciekawego. Ja już wściekła, bo się uparłam i chciałabym żebyśmy byli bardziej zgodni co do decyzji, albo żeby on zgadzał się ze mną prędzej.
Przyznam szczerze, że dłuuugo nie miałam żadnego chłopaka bo nigdy nie chciałam się dostosować, najlepiej żeby zgadzał się ze mną ale również był ciekawą osobowością. Mam problem żeby docenić to co robi dla mnie i ciągle mi mało, i nie umiem się cieszyć z tego, że go mam. Ogólnie niektóre jego cechy mi nie pasują, on też nie jest typem który się dostosowuje specjalnie choć mieliśmy już jeden kryzys i obecnie jest lepiej, bo bardziej się dostosowuje ale powiedział, że 'laciem' nie będzie.
Te moje stresy wynikają może z tego, że ja chciałabym żeby on był inny, ale nie zmienię go ale jednak zależy mi na nim mocno...
Jak tu sobie poradzić z takimi emocjami i wątpliwościami? Jak cieszyć się tym co się ma?