netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Widziały gały co brały

59 odpowiedzi8 537 wyświetleńzałożony przez Beyondblackie, 06.01.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Widziały gały co brały

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 60 ]

1

Temat: Widziały gały co brały

Ostatnio na pewnej blogosferze katolickiej przeczytałam artykuł pod takim właśnie tytułem (nota bene napisany przez kobietę!), w którym autorka sugeruje, że jeżeli po ślubie mężczyzna zaczyna mieć jakieś nietypowe zachcianki seksualne, zmusza kobietę do współżycia, albo po prostu okazuje się, że jest normalnym bydlakiem, to takowa kobieta jest sama sobie winna, bo powinna była to przewidzieć przed zawarciem małżeństwa. Oczywiście w imię miłości małżeńskiej ma nie tylko tą winę na siebie przyjąć, ale także mężowi się podporządkować.

Osobiście poczułam się wstrząśnięta taką retoryką. A co Wy sądzicie?

2

Odp: Widziały gały co brały

A ja sądzę, ze do końca nie zrozumiała co mów Kościół. W dużym skrócie. Po pierwsze on był przed ślubem taki sam jak po ślubie, wiec są dwie opcje:

a) albo rzeczywiście sama sobie winna, bo lekkceważyła problem, co bynajmniej nie oznacza, że nie ma prawa odejść od takiego typa;

b) została przez faceta oszukana - tu po prostu zachodzi sytuacja nieważności małżeństwa, tzn. strony nigdy sobie małżeństwa nie udzieliły, wiec droga wolna.

Swoją droga warto się zapoznać z tym - zwłaszcza końcówka jest bardzo istotna i zabawna;) a do tego adekwatna do nauczania Kościoła.

http://www.youtube.com/watch?v=nEtSYT0dJfg

3

Odp: Widziały gały co brały

Co do "widziały gały co brały" się zgadzam, bo jakoś nie wierzę, żeby Pan po ślubie jakoś strasznie się zmienił, częściej pretensje są właśnie o to że się nie zmienił, bo co niektórym paniom się zdaje, że ślub bydlaka zmieni w anioła. W rzadkich przypadkach pewne odchyłki są ukrywane zanim do ślubu dojdzie, ale częściej zakochane/zdesperowane kobiety pewnych rzeczy nie chcę dostrzegać i wierzą że panowie się zmienią, a potem jest niestety płacz. Podporządkowywania się bezrefleksyjnego nie uznaję, wierzę w małżeńskie kompromisy, ale one też mają swoje granice.
NIe wiem co autor ma na myśli pisząc o nietypowych zachciankach, ale jeśli są naprawdę nietypowe i nie mieszczące się w granicach tzw. przyzwoitości (ogólnej nie katolickiej, bo tam chyba nawet sex dla przyjemności jest grzechem), to chyba unieważnienie można dostać.

4 Ostatnio edytowany przez Lwica_ (2014-01-06 14:02:30)

Odp: Widziały gały co brały
Beyondblackie napisał/a:

Ostatnio na pewnej blogosferze katolickiej

Tyle mi wystarczy do tego, by stwierdzić, że nie ma sensu się w to zagłębiać.

Nie wiem, dlaczego Kościół nadal wpaja średniowieczne zasady typu: bezzasadne oddanie żony wobec męża, jej wieczne poświęcenie i zrzucanie winy na siebie za jego wybryki, ale mam nadzieję, że coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z głupoty tych twierdzeń.

Ostatnio moja znajoma była u spowiedzi, ponieważ nie radziła sobie z tym, że jej mąż zdradza ją z innymi kobietami, mimo że nie odmawia mu seksu. Ksiądz doradził jej, by przebaczała mu jego grzechy, bo miłość jest tu najważniejsza i najłaskawsza, że powinna bardziej zaspokajać jego potrzeby, a jeśli nadal będzie skakał w bok - by cierpiała w ciszy, gdyż cierpienie uszlachetnia i kiedyś zostanie za to wynagrodzona.

Ręce mi opadły.

5

Odp: Widziały gały co brały
Beyondblackie napisał/a:

Osobiście poczułam się wstrząśnięta taką retoryką. A co Wy sądzicie?

Jak nie sprawdziła przed ślubem to jej problem. Z reklamacjami do Boga i księży. Oni tak uczą.

6

Odp: Widziały gały co brały

Oczywiście, że czasem ma się przebłyski problemów przed zawarciem małżeństwa i niektóre kobiety je ignorują w imię miłości, ale czasem także desperacji. Nie o to jednak chodzi. Co mnie zbulwersowało, to to, że autorka nie napisała, że przymuszaniu do seksu (o jakiejkolwiek naturze) jest winny jej przymuszacz, czyli mąż, ale jego faktyczna ofiara, która jeszcze ma do tego "przepraszać że żyje". Trochę tak jakbym ja była winna tego, że mi portfel ukradziono, bo nie przewidziałam, że się złodziejowi moja torebka spodoba.

7

Odp: Widziały gały co brały

@Beyondblackie, taka jest religia katolicka, której najbardziej bronią właśnie kobiety...

8

Odp: Widziały gały co brały

Nie zawsze można bezgranicznie poznać partnera przed ślubem.
Zresztą...Jest to głębszy temat niż mogłoby się wydawać. Równie dobrze można byłoby sugerować się chorobą psychiczną partnera, którą skrywał bądź która rozwinęła się już w trakcie trwania małżeństwa i właśnie na to 'zwalić' bestialskie zachowanie mężczyzny.

Oczywiście, widziały gały co brały, ale pewnych zachowań nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

A ta wzmianka o podporządkowaniu i braniu winy na siebie to już w ogóle przegięcie. Nie wiem kto takie bzdury wymyśla. Chyba ktoś, dla kogo małżeństwo jest niewolnictwem zarazem.

9 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-06 14:38:51)

Odp: Widziały gały co brały

Lwica_ jedna uwaga, co do relacji na temat jakiejś rozmowy to ja bym się wstrzymywał. Koleżanka prawdopodobnie usłyszała co chciała usłyszeć, bez względu na to co rzeczywiście ksiądz powiedział. Ten film dość dobrze pokazuje ten mechanizm:
http://www.youtube.com/watch?v=E8Ao0y49Ats

Z pewnością ksiądz popełnił błąd - tzn. nie dostosował swojego języka do osoby. A co do wybaczenia ma rację, co do miłości ma rację - alternatywą jest życie w złości i wieczna zgryzota. Ale to nie jest równoznaczne z akceptacją takiego stanu rzeczy. Kilku księży nawet pytałem o to. No dla nich to oczywiste, że wybaczenie wybaczeniem, miłość miłością - ale jak dziad zasłużył to ma dostać po łbie patelnią. A nie dla każdego to oczywiste. Wiec może zamiast załamywać rączki warto z nimi o tym pogada

A poza tym człowiek na prawdę jest wolny i podejmuje decyzje. A skoro podejmuje decyzję to później ponosi konsekwencje. A ludzie się nie zmieniają, jak było przed ślubem tak będzie po ślubie. A skoro pozwalała sobie na wyłudzanie i przymuszanie do seksu przed ślubem to i po ślubie też tak będzie, tylko powiedz takiej, że jest przymuszana to przed ślubem oczy pazurami wydrapie a po ślubie płacz.

Niestety tego typu zjawisko nie rodzi się w jeden chwili, ono przeważnie trwa od dłuższego czasu. Mechanizmem zapobiegawczym był okres narzeczeński, który narzucał minimalny okres czasu, do tego rozmowy kanoniczne, gdzie ksiądz niejako wymuszał ujawnienie się pewnych problemów i w razie wątpliwości mógł odmówić. A dziś ludziom się wydaje, że to takie głupie formalności bo miłość (rozumiana w sposób filmowy) jest najważniejsza.......i są efekty.

10 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2014-01-06 14:43:25)

Odp: Widziały gały co brały

W imię wartości cierpienia, Marioosh?, bo chyba inaczej wytłumaczyć nie mogę dążenia do masochizmu.

Poza tym faktycznie, jak Adam napisał, zatajanie faktów przed ślubem (a proszę mi pokazać sadystę, który pejcze omawia z katolicką narzeczoną przy kawce) kwalifikuje się do unieważnienia związku, już nie mówiąc o tym, że wymuszanie seksualnych aktów jest aktem karanym z paragrafu prawa karnego jako zwyczajny gwałt.

Co do bycia takim samym przed ślubem, hipotetycznie tu zakładamy, że seksu para nie uprawiała (bo to grzeszne), a dopiero po fakcie okazuje się jakiego "serwisu" mąż sobie życzy. Nie uznał za stosowne omówić swojej kolekcji damskiej bielizny czy możliwości szczytowania tylko kiedy bije żonę na sino. Ot, tak zapomniał.

11

Odp: Widziały gały co brały
Beyondblackie napisał/a:

Ostatnio na pewnej blogosferze katolickiej przeczytałam artykuł pod takim właśnie tytułem (nota bene napisany przez kobietę!), w którym autorka sugeruje, że jeżeli po ślubie mężczyzna zaczyna mieć jakieś nietypowe zachcianki seksualne, zmusza kobietę do współżycia, albo po prostu okazuje się, że jest normalnym bydlakiem, to takowa kobieta jest sama sobie winna, bo powinna była to przewidzieć przed zawarciem małżeństwa. Oczywiście w imię miłości małżeńskiej ma nie tylko tą winę na siebie przyjąć, ale także mężowi się podporządkować.

Osobiście poczułam się wstrząśnięta taką retoryką. A co Wy sądzicie?

Możesz podać namiar na ten artykuł?

12

Odp: Widziały gały co brały

http://www.fronda.pl/blogi/refleksje-na-rozne-tematy/widzialy-galy-co-braly,37017.html

13 Ostatnio edytowany przez takijedenfacet820 (2014-01-06 15:27:30)

Odp: Widziały gały co brały
Beyondblackie napisał/a:

http://www.fronda.pl/blogi/refleksje-na-rozne-tematy/widzialy-galy-co-braly,37017.html

Dzięki!

Ciekawe jest jak można odczytać ten sam tekst na różne sposoby. Skąd wniosek , że "Oczywiście w imię miłości małżeńskiej ma nie tylko tą winę na siebie przyjąć, ale także mężowi się podporządkować."?
Zapewne nie z tego fragmentu:
Ważne jest nie dać się wyprowadzić z równowagi. Stanowczość, spokój, asertywność. I wyjaśnienie przy okazji, że pod określonymi warunkami możliwy będzie powrót do miłości fizycznej. Proponuję zażądać nie tylko wyrzucenia pornografii i określonego okresu pokuty (niedługiego, lecz odczuwalnego dla naturalnego temperamentu obu stron), ale także Sakramentu Pojednania, dla siebie też.

Artykuł ciekawy, może trochę uduchowiony, ale wnioski godne zastosowania jeśli chodzi o postępowanie z osobnikiem pobudzonym pornografią.

14

Odp: Widziały gały co brały

Beyondblackie - wiesz takie historie wychodzą znacznie częściej u par, które seks przed ślubem uprawiały, niż nie uprawiały. Tylko nie pytaj dlaczego, nie umiem odpowiedzieć. Może drogą do rozwiązania zagadnienia jest próba odpowiedzi na pytanie dlaczego tak jest.

15

Odp: Widziały gały co brały

Co do artykułu autorka ma rację, choć ja bym nie użył słowa wina - a raczej odpowiedzialność.

To co opisała to typowy schemat wychodzenia z pewnych form zależności.

1.   << Pierwszym i podstawowym krokiem jest stanięcie w prawdzie o sobie, diagnoza własnej sytuacji. Czyli to, co streściłam w powiedzonku ?widziały gały co brały?. Gdy kobieta odważy się już przyznać przed samą sobą, że jej krzywda jest w pełni przez nią zawiniona, praktycznie ma dalej ?z górki?. Inna korzyść z tego spostrzeżenia ujawni się nieco dalej.>>

Merytorycznie trudno tu coś zarzucić. Może użycie słowa "zawiniona" nie jest dobrane szczęśliwie, nie mniej podkreślenie odpowiedzialności za swoją sytuację ze strony osoby, która doświadcza takiego problemu to 90 % sukcesu.

16

Odp: Widziały gały co brały

Przeczytałam artykuł z wielką uwagą, jednak uważam, że większej bzdury to dawno nie czytałam.

17 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-06 15:54:45)

Odp: Widziały gały co brały

To poczytaj podręcznik obrony przed psychomanipulacją. Dokładnie to samo tylko bez gadania o Bogu. Rozumiem, że Ciladini, Podgórceki, Mazur, Kossecki to też bzdury??

18

Odp: Widziały gały co brały
payapa napisał/a:

Przeczytałam artykuł z wielką uwagą, jednak uważam, że większej bzdury to dawno nie czytałam.

Czy możesz uzasadnić swoje zdanie? Co zwykle czytasz?

19

Odp: Widziały gały co brały

Chyba rozumiem co Papaya ma na myśli. Po pierwsze, ciężko się zgodzić, że czyjąś winą jest, że ich dorosły partner zachowuje się bez szacunku lub po prostu przemocowo. Po drugie, rady Pani Autorki, są tak naprawdę niesamowicie mało realistyczne- zapraszam do pomachania palcem i tupnięcia nóżką w obliczu nie tylko fizycznie silniejszego ale także agresywnego męża. Na pewno się nie tylko z żoną zgodzi, ale jeszcze przeprosi; w BAJCE.

20 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-06 16:43:17)

Odp: Widziały gały co brały

Problem w tym, że rady pani autorki sprowadzają się do zastosowania wskazań nauki i praktyki. Z mojego doświadczenia w takich sytuacjach wynika, że często przynoszą skutek, o ile wierzyć osobom zgłaszającym się z takim problemem.

A osoba dorosła - cóż z tego co wiem odpowiada za swoje czyny i decyzje. Nawet jeżeli przyjąć, że za to, że znalazła się ona w określonej sytuacji wbrew swojej woli to trwanie w niej już jest pewną decyzją za którą osoba ponosi odpowiedzialność. I tylko ona może tę sytuację uzdrowić.

Inna sprawa, że osoba podejmująca starania do wyjścia z takiej sytuacji MUSI mieć pewność, że znajdzie oparcie w otoczeniu.

21

Odp: Widziały gały co brały
Beyondblackie napisał/a:

[...] Po pierwsze, ciężko się zgodzić, że czyjąś winą jest, że ich dorosły partner zachowuje się bez szacunku lub po prostu przemocowo.

Po pierwsze: rozróżnijmy "partner" od "mąż".
Po drugie: świat, ten rzeczywisty, nie wybacza błędów. Jeśli podejmuje się życiowe decyzje będąc oderwanym od rzeczywistości to później ponosi się konsekwencje tych wyborów. Tak było, jest i będzie zawsze, na wieki wieków. Amen. 

Po drugie, rady Pani Autorki, są tak naprawdę niesamowicie mało realistyczne- zapraszam do pomachania palcem i tupnięcia nóżką w obliczu nie tylko fizycznie silniejszego ale także agresywnego męża. Na pewno się nie tylko z żoną zgodzi, ale jeszcze przeprosi; w BAJCE.

Pisałem kiedyś, że w tzw okresie randek kobiety widzą pluszowego misia tam gdzie powinny także dostrzec niedźwiedzia, który może urwać łeb. Co spotkasz w prawdziwym lesie pluszaka czy "miśka"? Nie wiem z czego wynika taki sposób patrzenia na świat, ale jest przyczyną 90% problemów.

Obawiam się, że tylko kierowanie się zdrowymi zasadami może ustrzec przed takimi błędami. Niezależnie od tego czy Tobie się to podoba czy nie. Takie zasady prezentuje Autorka artykułu, ale ona z pewnością nie wpakowała się w jakiś gówniany związek.

22 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2014-01-06 17:37:01)

Odp: Widziały gały co brały

Adam, często jest bardzo trudno wyjść z takiej przemocowej sytuacji, jak można przeczytać w TONACH postów kobiet, choćby na tym forum. Jest to nie tylko kwestia wsparcia (którego podstawą powinno być nieobciążanie takiej kobiety winą) ale także zrozumienia mechanizmów psychologicznych, które prowadzą do zastraszenia, zniszczenia poczucia wartości i bezsilności ofiar przemocy małżeńskiej.

Takijeden, Pani, która tekst napisała NIGDY nie była mężatką, co dużo wyjaśnia. Szczególnie porady wyciągnięte żywcem z książki życzeń.

Co do widzenia czego się chce, to mogę Cię zapewnić, że niektórzy tak się z ryzach potrafią trzymać przed faktem, że byś nie uwierzył. Nie jestem jakąś głupią Mariolką, a sama miałam do czynienia z mężczyzną, którego kamuflaża nikt, łącznie ze mną i całą rodziną, przez dwa lata nie rozłupał- facet był jak do rany przyłóż. Dopiero po wspólnym zamieszkaniu okazało się, że jest cholerycznym damskim bokserem co tak bije, żeby nie było widać. Psychopaci o agresywnych skłonnościach istnieją i chodzą po tej ziemi. Poza tym, ludzie się zmieniają pod wpływem stresu na przykład, jak również zapadają na choroby, których nie było żadnych zapowiedzi w czasie narzeczeństwa. Przecież nie będziesz winić kobiety za to, że wyszła za mąż za faceta, który parę lat po ślubie zapadł na epizod schizofreniczny i zaczęło mu się wydawać, że jest ona wysłańcem szatana????

A na szczęście większość mężczyzn to nie jakieś leśne bestie, tylko normalni ludzie, więc gdybyśmy zakładali, że każdego z góry należy się bać, to żadnych małżeństw by nie było. Pomijając, że to naprawdę ohydnie uwłaczająca mężczyznom uwaga.

23 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2014-01-06 17:24:06)

Odp: Widziały gały co brały

Kosciol ma taki model czegos co nazywa milosci w stylu szczescie przeplatane cierpieniem ale dla wyzszych celow w sensie wiezi rodzinnych i dzieci.
Ale w tym modelu nie ma przyjemnosci za duzo i kazdy z malzonkow powinien tylko czekac az dotrwa do momentu w ktorym bedzie sam i odda reszte swej milosci bogu.
Mysle ze to srednio ma sie do zycia gdzie obydwoje partnerow nawet nie samolubnie te zycie przezyje rozwijajac  sie i zaspakajajac swe potrzeby.
Grunt zeby bylo cierpienie i oddanie wyzszej sprawie a na koncu bogu .
I za te go... porady gdzie wycina sie dialog , zrozumienie innych potrzeb jest abonament .
Wiec ja spytam sie zaco ja k.. place ?

Niedzwiedz ktory urywa glowe ... niezle.

24

Odp: Widziały gały co brały
PodPseudonimem napisał/a:

Co do "widziały gały co brały" się zgadzam, bo jakoś nie wierzę, żeby Pan po ślubie jakoś strasznie się zmienił, częściej pretensje są właśnie o to że się nie zmienił, bo co niektórym paniom się zdaje, że ślub bydlaka zmieni w anioła. W rzadkich przypadkach pewne odchyłki są ukrywane zanim do ślubu dojdzie, ale częściej zakochane/zdesperowane kobiety pewnych rzeczy nie chcę dostrzegać i wierzą że panowie się zmienią, a potem jest niestety płacz. Podporządkowywania się bezrefleksyjnego nie uznaję, wierzę w małżeńskie kompromisy, ale one też mają swoje granice.
NIe wiem co autor ma na myśli pisząc o nietypowych zachciankach, ale jeśli są naprawdę nietypowe i nie mieszczące się w granicach tzw. przyzwoitości (ogólnej nie katolickiej, bo tam chyba nawet sex dla przyjemności jest grzechem), to chyba unieważnienie można dostać.

Człowiek ma prawo zmieniać się, dojrzewać do pełni dorosłości, do pełni związku, może się zdarzyć, że sobie nie poradzi z "dorosłym" światem.
Ludzie, którzy biorą ślub - dopiero wchodzą w dorosłe życie. Chciałabyś przez całe życie być z partnerem, który ma mentalność maturzysty, człowieka, który jest pod opieką mamusi, żyje beztrosko, bez większej odpowiedzialności za swoje czynny, a jednocześnie już dorosły = pełnoletni?
A co w przypadku choroby? Związek trwa sobie dalej jak dotychczas? Niezależnie czy to będzie nowotwór czy alkoholizm, czy inwalidztwo dziecka - to choroba wpływa bardzo silnie na psychikę partnera.
Jest wiele sytuacji, w których ludzie nie radzą sobie, popadają w depresję, nałogi, które nie mają nic wspólnego z tym, co było na początku.
Poza tym dlaczego obwiniać młodych ludzi, że nie mają "doświadczonego" spojrzenia na świat, że nie potrafią po jednym małym incydencie (np. upił się i uderzył) wydedukować, że facet będzie damskim bokserem i pijakiem? Czy na pewno każdy kto się upił zamienia się w pijaka? Co jest złego w tym, że młodzi ludzie wierzą w siebie nawzajem i w swoją miłość?

Tekst "widziały gały, co brały" jest nieadekwatny do związku małżeńskiego!

25

Odp: Widziały gały co brały
Beyondblackie napisał/a:

[...]
Takijeden, Pani, która tekst napisała NIGDY nie była mężatką, co dużo wyjaśnia. Szczególnie porady wyciągnięte żywcem z książki życzeń. Co do widzenia czego się chce, to mogę Cię zapewnić, że niektórzy tak się z ryzach potrafią trzymać przed faktem, że byś nie uwierzył. Nie jestem jakąś głupią Mariolką, a sama miałam do czynienia z mężczyzną, którego kamuflaża nikt, łącznie ze mną i całą rodziną, przez dwa lata nie rozłupał- facet był jak do rany przyłóż. Dopiero po wspólnym zamieszkaniu okazało się, że jest cholerycznym damskim bokserem co tak bije, żeby nie było widać. Psychopaci o agresywnych skłonnościach istnieją i chodzą po tej ziemi. Poza tym, ludzie się zmieniają pod wpływem stresu na przykład, jak również zapadają na choroby, których nie było żadnych zapowiedzi w czasie narzeczeństwa. Przecież nie będziesz winić kobiety za to, że wyszła za mąż za faceta, który parę lat po ślubie zapadł na epizod schizofreniczny i zaczęło mu się wydawać, że jest ona wysłańcem szatana????

Tak, wyjaśnia i potwierdza, że unikała gówna jak mogła.
To zapewne nie miejsce na analizę, ale jak reagował na nieprzewidziane sytuacje? Co z jego rodziną i jego znajomymi? Czy był w innych związkach? Dlaczego się skończyły? Kobieca intuicja? Czy był seks?

Wybacz, pornografia itp to nie nagła choroba albo wypadek. Trzymajmy się nałogów i zachowań, które uchodzą w społeczeństwie za normalne, choć to normalności im daleko. Inaczej podchodzi się do radzenia sobie ze związkiem, gdzie przyszły mąż "to dobry chłopak bo mało pił" a takim, w którym wszystko się wali na skutek np. choroby.

26 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2014-01-06 18:45:38)

Odp: Widziały gały co brały

Takijeden, o ile to trudne do uwierzenia, tak, mój były miał opinię prawdziwego gentlemana, był słodki, beznerwowy, normalny w seksie, z trzema dłuższymi związkami przede mną, które skończyły się z typowego "niedopasowania"...itp., do momentu, gdy poczuł się bezkarny za drzwiami wspólnego domu. I nie jest to przypadek odosobniony- takie dwulicowe poczwary naprawdę istnieją, o czym często i gęsto czytać można na forach.

Jeżeli chodzi o pornografię czy nałogi, ukrywanie ich wcale trudne nie jest. Jako przykładna katoliczka kobieta nie powinna z narzeczonym ani współżyć ani razem mieszkać, więc jakowo ma się ona dowiedzieć o tym, że on wieczór w wieczór trzepie sobie dobrze do pornola albo upija się na umór? Autorka tego żałosnego artykułu zakłada, że wszyscy są 100% szczerzy przed ślubem albo, że kobieta ma być obdarzona jakimś szóstym zmysłem (dostępem do sprzętu szpiegowskiego). Co jest nierealistyczne i normalnie niesprawiedliwe.

Pomijasz także fakt, że facet to nie krowa, co niezmiennie tylko trawę żuje, ale nawet będąc w pełni fizycznie zdrowy, może zacząć się negatywnie zmieniać. Ktoś, kto przed ślubem pił tylko na imprezach, pod wpływem stresu, żałoby, kłopotów w pracy może wpaść w alkoholizm, co naprawdę trudno było przewidzieć lata wcześniej.

27 Ostatnio edytowany przez Jenka (2014-01-06 19:12:14)

Odp: Widziały gały co brały
Adam12 napisał/a:

Lwica_ jedna uwaga, co do relacji na temat jakiejś rozmowy to ja bym się wstrzymywał. Koleżanka prawdopodobnie usłyszała co chciała usłyszeć, bez względu na to co rzeczywiście ksiądz powiedział. Ten film dość dobrze pokazuje ten mechanizm:
http://www.youtube.com/watch?v=E8Ao0y49Ats

Z pewnością ksiądz popełnił błąd - tzn. nie dostosował swojego języka do osoby. A co do wybaczenia ma rację, co do miłości ma rację - alternatywą jest życie w złości i wieczna zgryzota. Ale to nie jest równoznaczne z akceptacją takiego stanu rzeczy. Kilku księży nawet pytałem o to. No dla nich to oczywiste, że wybaczenie wybaczeniem, miłość miłością - ale jak dziad zasłużył to ma dostać po łbie patelnią. A nie dla każdego to oczywiste. Wiec może zamiast załamywać rączki warto z nimi o tym pogada

A poza tym człowiek na prawdę jest wolny i podejmuje decyzje. A skoro podejmuje decyzję to później ponosi konsekwencje. A ludzie się nie zmieniają, jak było przed ślubem tak będzie po ślubie. A skoro pozwalała sobie na wyłudzanie i przymuszanie do seksu przed ślubem to i po ślubie też tak będzie, tylko powiedz takiej, że jest przymuszana to przed ślubem oczy pazurami wydrapie a po ślubie płacz.

Niestety tego typu zjawisko nie rodzi się w jeden chwili, ono przeważnie trwa od dłuższego czasu. Mechanizmem zapobiegawczym był okres narzeczeński, który narzucał minimalny okres czasu, do tego rozmowy kanoniczne, gdzie ksiądz niejako wymuszał ujawnienie się pewnych problemów i w razie wątpliwości mógł odmówić. A dziś ludziom się wydaje, że to takie głupie formalności bo miłość (rozumiana w sposób filmowy) jest najważniejsza.......i są efekty.

Wyjściem jest rozwód, gdy kobieta zdradza facet najczęściej bierze rozwód.

takijedenfacet820 napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

[...] Po pierwsze, ciężko się zgodzić, że czyjąś winą jest, że ich dorosły partner zachowuje się bez szacunku lub po prostu przemocowo.

Po pierwsze: rozróżnijmy "partner" od "mąż".
Po drugie: świat, ten rzeczywisty, nie wybacza błędów. Jeśli podejmuje się życiowe decyzje będąc oderwanym od rzeczywistości to później ponosi się konsekwencje tych wyborów. Tak było, jest i będzie zawsze, na wieki wieków. Amen. 

Po drugie, rady Pani Autorki, są tak naprawdę niesamowicie mało realistyczne- zapraszam do pomachania palcem i tupnięcia nóżką w obliczu nie tylko fizycznie silniejszego ale także agresywnego męża. Na pewno się nie tylko z żoną zgodzi, ale jeszcze przeprosi; w BAJCE.

Pisałem kiedyś, że w tzw okresie randek kobiety widzą pluszowego misia tam gdzie powinny także dostrzec niedźwiedzia, który może urwać łeb. Co spotkasz w prawdziwym lesie pluszaka czy "miśka"? Nie wiem z czego wynika taki sposób patrzenia na świat, ale jest przyczyną 90% problemów.

Obawiam się, że tylko kierowanie się zdrowymi zasadami może ustrzec przed takimi błędami. Niezależnie od tego czy Tobie się to podoba czy nie. Takie zasady prezentuje Autorka artykułu, ale ona z pewnością nie wpakowała się w jakiś gówniany związek.

To ty chyba nie wiesz co to znaczy zakochanie, zakochanie=uzależnienie u kobiet jest to zjawisko znacznie mocniejsze ponieważ mamy chyba większa duszę jak określił to mój partner smile

takijedenfacet820 napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

[...]
Takijeden, Pani, która tekst napisała NIGDY nie była mężatką, co dużo wyjaśnia. Szczególnie porady wyciągnięte żywcem z książki życzeń. Co do widzenia czego się chce, to mogę Cię zapewnić, że niektórzy tak się z ryzach potrafią trzymać przed faktem, że byś nie uwierzył. Nie jestem jakąś głupią Mariolką, a sama miałam do czynienia z mężczyzną, którego kamuflaża nikt, łącznie ze mną i całą rodziną, przez dwa lata nie rozłupał- facet był jak do rany przyłóż. Dopiero po wspólnym zamieszkaniu okazało się, że jest cholerycznym damskim bokserem co tak bije, żeby nie było widać. Psychopaci o agresywnych skłonnościach istnieją i chodzą po tej ziemi. Poza tym, ludzie się zmieniają pod wpływem stresu na przykład, jak również zapadają na choroby, których nie było żadnych zapowiedzi w czasie narzeczeństwa. Przecież nie będziesz winić kobiety za to, że wyszła za mąż za faceta, który parę lat po ślubie zapadł na epizod schizofreniczny i zaczęło mu się wydawać, że jest ona wysłańcem szatana????

Tak, wyjaśnia i potwierdza, że unikała gówna jak mogła.
To zapewne nie miejsce na analizę, ale jak reagował na nieprzewidziane sytuacje? Co z jego rodziną i jego znajomymi? Czy był w innych związkach? Dlaczego się skończyły? Kobieca intuicja? Czy był seks?

Wybacz, pornografia itp to nie nagła choroba albo wypadek. Trzymajmy się nałogów i zachowań, które uchodzą w społeczeństwie za normalne, choć to normalności im daleko. Inaczej podchodzi się do radzenia sobie ze związkiem, gdzie przyszły mąż "to dobry chłopak bo mało pił" a takim, w którym wszystko się wali na skutek np. choroby.

O katolickie miłosierne podejście nazywanie małżeństwa @ównem masz celibat?
Bo dla mnie to jest właśnie @wnem pójściem na łatwiznę i skokiem na pieniądze.

28

Odp: Widziały gały co brały

Mam nadzieję, że nie nakręcasz się zbytnio, to tylko internet.

Beyondblackie napisał/a:

Takijeden, o ile to trudne do uwierzenia, tak, mój były miał opinię prawdziwego gentlemana, był słodki, beznerwowy, normalny w seksie, z trzema dłuższymi związkami przede mną, które skończyły się z typowego "niedopasowania"...itp., do momentu, gdy poczuł się bezkarny za drzwiami wspólnego domu. I nie jest to przypadek odosobniony- takie dwulicowe poczwary naprawdę istnieją, o czym często i gęsto czytać można na forach.

Trzy dłuższe zakończone "niedopasowaniem" u faceta, który "miał opinię prawdziwego gentlemana, był słodki, beznerwowy, normalny w seksie"? Hmmm Żadnej czerwonej lampki?

Jeżeli chodzi o pornografię czy nałogi, ukrywanie ich wcale trudne nie jest. Jako przykładna katoliczka kobieta nie powinna z narzeczonym ani współżyć ani razem mieszkać, więc jakowo ma się ona dowiedzieć o tym, że on wieczór w wieczór trzepie sobie dobrze do pornola albo upija się na umór? Autorka tego żałosnego artykułu zakłada, że wszyscy są 100% szczerzy przed ślubem albo, że kobieta ma być obdarzona jakimś szóstym zmysłem (dostępem do sprzętu szpiegowskiego). Co jest nierealistyczne i normalnie niesprawiedliwe.

Autorka radzi jak posprzątać w minutę po tym jak gówno trafi w wiatrak.
Co do pornografii: masz rację, że stosunkowo łatwo to ukryć. Wychodzę z optymistycznego założenia, że dziewczyna wie, że pornole mogą spieprzyć jej życie i znajdzie sposób na wykrycie prawdy. Jeśli nie wie o zagrożeniu, traktuje to jak hobby, to kto jest winien? Jeśli poczytasz o takich przypadkach na forach to zauważysz, że dziewczyny/kobiety pozwalają na wiele i nie widzą w tym nic złego. Nie chcę się tu rozpisywać, sprawa jest raczej jasna.  Kiedyś nie było sieci, problem był rzadszy, dziś raczej nic nie usprawiedliwia takiej beztroski, codziennie pojawiają się wątki w o pornografii.
Co do upijania się: nie za bardzo rozumiem jak można tego nie zauważyć.
Twierdzisz, że poznanie nałogów nie-męża nie jest możliwe/realistyczne i niesprawiedliwe jest mówienie, że to wina kobiety. Jednak trzeba sobie z zastaną sytuacją jakoś poradzić. Autorka artykułu podała rozwiązanie, które może zastosować kobieta, która stanie się silna. Czy to zda egzamin? W jednym przypadku tak, w innym nie. Kiedyś, gdy rodziny były normalne, "wycieczka" "niegrzecznego" męża z ojcem żony i jej braćmi do lasu, nad jezioro lub na rąbanie drewna rozwiązałaby sytuację. Dziś trzeba wiedzieć jak samemu w gówno nie wejść lub jak się z niego samemu wydostać. Czy gdyby Autorka nie pisała o religii i o gałach, jej rady byłyby dla Ciebie do przyjęcia?

Pomijasz także fakt, że facet to nie krowa, co niezmiennie tylko trawę żuje, ale nawet będąc w pełni fizycznie zdrowy, może zacząć się negatywnie zmieniać. Ktoś, kto przed ślubem pił tylko na imprezach, pod wpływem stresu, żałoby, kłopotów w pracy może wpaść w alkoholizm, co naprawdę trudno było przewidzieć lata wcześniej.

Znaczy się: przed ślubem pije na imprezach, po ślubie zapija stres, problemy, żałobę?

29

Odp: Widziały gały co brały

Beyondblackie wiec jeszcze raz. Na wstępie napisałem, że słowo "wina" jest użyte niepoprawnie. Osoba pisze :"wina" a z dalszego toku wywodu wynika, że ma na myśli wzięcie "odpowiedzialności". Wiec dalej nie rozumiem co tu oburzającego. Wybacz ja się już po 12 latach pracy z ofiarami przemocy nauczyłem, ze dopóki nie widzę gotowości do wzięcia odpowiedzialności za siebie i swoje czyny to po prostu nie rozmawiam. Szkoda mojego czasu, z którego może skorzystać osoba gotowa do pomocy. Słowem jest gotowa żeby wziąć odpowiedzialność za samą siebie. Może to brutalne ale kilka razy miałem do czynienia z takimi co to oczekują pomocy na zewnątrz, wszędzie widzą winnych tylko nie w sobie. Dwie takie nawet mi butelkę i wazon rozbiły na głowie, jak męża poskładaliśmy po tym jak ją bił. Jedna taka na kumpla doniesienie do prokuratury złożyła. Wiec wybacz autorka ma rację - póki kobieta nie weźmie odpowiedzialności za SIEBIE to ja jej nie pomogę. 

Co do Twojej historii niestety to co piszesz jest dość częste. Takie poczwary się zdarzają. Jak było trudniej o rozwód to ludzie lepiej się zastanawiali. A kobiety - nie wiem jak - ale potrafiły takie gadziny wychwytywać. Ale właśnie ze względu na to co opisujesz - zauważ - ja nie pozwalam sobie na pisanie o winie tylko o przyjęciu odpowiedzialności za swoją sytuację. I jak przeczytasz co autorka wpisu napisała zobaczysz że pisze o tym samym

30

Odp: Widziały gały co brały
Jenka napisał/a:

[...]To ty chyba nie wiesz co to znaczy zakochanie, zakochanie=uzależnienie u kobiet jest to zjawisko znacznie mocniejsze ponieważ mamy chyba większa duszę jak określił to mój partner smile
[...]

Nie , to raczej skutek przekleństwa smile Ale nie bój nic, jest na nie sposób.

31

Odp: Widziały gały co brały

A ja to określę krótko, z uśmiechem na ustach: "jak to widziały gały co brały" skoro "miłość jest ślepa"? wink

32

Odp: Widziały gały co brały

Takijeden, tak, ludzie się zmieniają pod wpływem różnych czynników zewnętrznych, które zupełnie nie mają związku z ich małżonką. Stres albo smutek po czyjejś śmierci, do którego doszło w czasie małżeństwa, może być niesamowicie trudny do poradzenia sobie z nim, a mężczyźni (choć oczywiście nie wszyscy) mają skłonność do duszenia w sobie problemów. Czasem mąż, choć myśli, że to czas, nie jest gotowy na dziecko. Popatrzyłbyś na gościa przed ślubem i myślałbyś, że jest okazem normalności. No a potem, cóż, różne rzeczy się zdarzają.

Jak Adam przyznał, dwulicowi ludzie też się zdarzają, więc nie zawsze można, szczególnie w ferworze zakochania, zauważyć jakieś "czerwone lampki", bo ich w takich wypadkach zwykle nie ma, co mówię z doświadczenia, jakkolwiek gorzkiego. To, że trza się chamowi postawić, tego nikt nie dyskutuje, ale jest to prawie NIEWYKONALNE, gdy pomocne dusze trąbią ci, że "widziały gały co brały".

33

Odp: Widziały gały co brały

Beyondblackie - co do wykonalności - wszystko zależy od sytuacji. Mam wrażenie, że zbyt szybko przeniosłaś treść inkryminowanego artykułu na swoje doświadczenia. I żeby była jasność według mnie to całkowicie uprawnione doświadczenie. Poza tym według mnie (choć mogę się mylić) artykuł który przytoczyłaś adresowana jest raczej do osób na wstępie historii, niż w jej środku.

Zgodzę się też z Jenką - u kobiet zaślepienie jest znacznie silniejsze. Natomiast co do interpretacji wypowiedzi księdza, którą znany z trzeciej ręki (czyli co najmniej dwukrotnie przekształconej) po prostu nie chce się wypowiadać. Nie wiem co ksiądz usłyszał, nie wiem co powiedział. Co do wyjścia to rzeczywiście często kończy się to rozwodem, i jak pokazuje film wyżej nawet księża w takich sytuacjach namawiają do takiego rozwiązania.

Natomiast - to moja obserwacja - kobiety często rzeczywiście mają oczekiwania, które czynią je szczególnie podatnymi na manipulacje ze strony takich hmmmm gagatków. Inna sprawa, że dla mnie pewnym dramatem było rozbijanie złudnego poczucia bezpieczeństwa u kobiet. Bo owszem programy walki z przemocą to my mamy, a jak pisane pięknie. Tylko nie da się przy każdej pani postawić policjanta. W mieście gdzie dziś mieszkam (około 100.000 mieszkańców) w nocy (od 18.00) jest aż 8 patroli. Wiec po zgłoszeniu o awanturze najszybciej reakcja nastąpi po około 30 minutach, bo znając życie będzie brak wolnych patroli.

Moim zdaniem na każdym kroku powinno się uświadamiać o pewnych rzeczach.

34

Odp: Widziały gały co brały

Chyba trzeba patrzeć na takie tematy z odpowiednim "balansem". Niekiedy istotnie współmałżonek na początku drogi był taki, a po latach okazuje się inny, bo każdy z nas jest jednostką dynamiczną. Uczucie wygasa, kobiecie/facetowi obija, okazuje się że namiętność którą odczuwał, nie była miłością itd. Kościół nie namawia do trwania przy mężu, który bije i poniża i był kiedyś bardzo fajny wpis na ten temat na netkobiety - kobieta opowiedziała spowiednikowi o swojej sytuacji i ten jej pomógł odejść od męża sadysty. Ale trochę dojrzałości w wyborach wielu młodym ludziom by się przydały. Zresztą błędy nie są tylko przewiną młodzieży. Moja 30 letnia kuzynka wyszła za mąż za faceta, który nigdy nie pracował "na etacie" - miał ciągle jakieś chałtury + pomagał rodzicom, którzy dawali mu dach nad głową. Po ślubie wzięli kredyt na mieszkanie, urodziło się dziecko a mąż nie brał się do roboty ani trochę. Chałturzył na taksówce, robił zdjęcia na ślubach i kuzynka "pękła" ....
jakby się jednak zastanowić (chociaż nigdy bym jej tego nie powiedziała, żeby jej nie sprawiać niepotrzebnego bólu) - wiedziała dobrze za kogo wychodzi za mąż .... jaki był w życiu kawalerskim, taki był w małżeński - niedojrzały....
Ile tu się wypowiada na forum dziewczyn "bije mnie i znieważa, ale ja go kocham i nie chcę odejść".... A że potem twarz obita, dzieci zestresowane i życie zmarnowane .... no cóż ... widziały gały co brały ....

35

Odp: Widziały gały co brały

Odpowiem grupowo, że się tak wyrażę.

Co piszecie, to wszystko prawda- człowiek faktycznie wychodzi z sytuacji tylko wtedy kiedy chce, więc postawienie jasnych granic jest początkiem odnowy. Tylko, że nie odbywa się to w taki czary mary sposób jak Pani z artykułu pisze. Widać jasno, że nie ma ona żadnych doświadczeń w sytuacji przemocy seksualnej (czy psychicznej, fizycznej) w małżeństwie. Nawet bez słyszenia, że to wszystko jej wina, kobieta ma niesamowite trudności zwykle ze zrozumieniem i pojęciem, że człowiek, któremu przysięgała miłość, krzywdzi ją, zresztą każdy by miał. Prawienie bajek życzeniowo- umoralniających, okraszonych religią, tego faktu nie zmieni.

36 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-07 13:46:01)

Odp: Widziały gały co brały

Beyondblackie no właśnie ciężko powiedzieć czy ma czy nie ma doświadczenia w tej kwestii.

Jedyne co pewne to to, że nie posiada doświadczenia konfesjonału z przyczyn oczywistych.

Niestety oceniasz tę wypowiedź na podstawie swojego doświadczenia, co oznacza tylko tyle, że dla Ciebie ta droga mogłaby okazać się nieskuteczną. I tylko tyle.

Wiesz większość materiału teoretycznego ma taką postać "bajek" umoralniających.

37 Ostatnio edytowany przez Jenka (2014-01-07 20:32:24)

Odp: Widziały gały co brały

Moja matka jest psychiatrą stąd też moje zainteresowanie tą dziedziną, moja matka uważa że to syndrom sztokholmski jest powodem trwania w takich związkach.
Syndrom sztokholmski może występować w obydwu płciach choć najczęściej tyczy płci żeńskiej, bądź sytuacji męsko-męskiej i Żeńsko-żeńskiej rzadziej Żeńsko-męskiej. 
Wyjątkami są  chociażby Niemcy gdzie sprawcami przemocy domowej w połowie są Niemki wiec tam nie rzadko kocha swoją żonę pomimo ze jest bity i poniżany i czuje non stop zagrożenie śmiercią.
Pio prostu przyzwyczaja się do tego i uważa swego oprawcę za dobroczyńcę.

38

Odp: Widziały gały co brały

W temacie przemocy domowej, warto zauważyć, ze nie wszyscy ja potępiają, jakby tego chciały media i inne czynniki ''opiniotwórcze''.To, ze porządny klaps w dupę jest niezastąpionym środkiem wychowawczym rozwydrzonych dzieci- powie Wam co drugi nauczyciel i co trzeci rodzic.Ale znam tez bardziej hardkorowe przykłady: moja znajoma- żeby nie było-kobieta kolo trzydziestki, światła i wykształcona- miała bardzo za złe swojemu ojcu ze nie lal matki, gdy ta rozpoczynała swoja przygodę z alkoholem.Cytat dosłowny: ''gdyby jej ze dwa razy wp***il do nieprzytomności to by się uspokoiła.''
   Osobna sprawa- przedstawianie Kościoła jako krzewiciela archaicznego i zaściankowego modelu rodziny jest niesprawiedliwe.Jakkolwiek sam nie przepadam za czarnymi, to ogólne postrzeganie małżeństwa jako poważnego, dożywotniego zobowiązania zgadza się z poglądami większości tu obecnych.Fakt, ze czasem pod szyldem Kościoła trafi się jakiś patafian głoszący własne brednie.Ale znam przypadki nader pozytywne.Z moich studenckich czasów: niejaki ks.Orzech z Wrocławia organizował kursy małżeńskie, na które ciągnęły tłumy- również niewierzących. Bo były po prostu świetne i dające do myślenia.
Utkwiło mi w pamięci, ze na jedno ze spotkań byli zapraszani rodzice i na kanwie biblijnych slow ''opuści człowiek ojca i matkę i zwiąże się ze swoja zona'' dość bezceremonialnie pouczani, żeby sie nie wpieprzać w sprawy młodych.
Młodych zaś ''zmuszano'' do rozważania najróżniejszych scenariuszy- choroby jednego z rodziców; niepełnosprawnego dziecka itp.Z tego co pamiętam odsetek par, które rozstawały się w wyniku tych kursów był spory, a organizatorzy poczytywali sobie za ogromny sukces właśnie uświadomienie poszczególnym ludziom, ze nie chcą być ze sobą.

39

Odp: Widziały gały co brały

Powiem tyle: co mnie oburzyło w cytowanym artykule, to brak rozróżnienia pomiędzy ODPOWIEDZIALNOSCIA za własne decyzje, a WINA za czyny. Tak, kobieta jest odpowiedzialna za to, że zgodziła się wyjść za mąż za danego mężczyznę (nawet jeżeli były znaki ostrzegawcze albo bardzo się łudziła), ale NIGDY nie można jej obarczyć odpowiedzialnością za to, że jej mąż ją gwałci czy zastrasza.

40

Odp: Widziały gały co brały
Beyondblackie napisał/a:

NIGDY nie można jej obarczyć odpowiedzialnością za to, że jej mąż ją gwałci czy zastrasza.

Jak mąż może gwałcić żonę???

41

Odp: Widziały gały co brały
pitagoras napisał/a:

Z moich studenckich czasów: niejaki ks.Orzech z Wrocławia organizował kursy małżeńskie, na które ciągnęły tłumy- również niewierzących. Bo były po prostu świetne i dające do myślenia.
Utkwiło mi w pamięci, ze na jedno ze spotkań byli zapraszani rodzice i na kanwie biblijnych slow ''opuści człowiek ojca i matkę i zwiąże się ze swoja zona'' dość bezceremonialnie pouczani, żeby sie nie wpieprzać w sprawy młodych.
Młodych zaś ''zmuszano'' do rozważania najróżniejszych scenariuszy- choroby jednego z rodziców; niepełnosprawnego dziecka itp.Z tego co pamiętam odsetek par, które rozstawały się w wyniku tych kursów był spory, a organizatorzy poczytywali sobie za ogromny sukces właśnie uświadomienie poszczególnym ludziom, ze nie chcą być ze sobą.

Matko, żeby wszyscy księża tacy byli! A większość na naukach przedmałżeńskich pitoli o znaczeniu modlitwy w małżeństwie  roll

42

Odp: Widziały gały co brały

Zakładam miłosiernie, że ironizujesz.

43

Odp: Widziały gały co brały
Beyondblackie napisał/a:

Zakładam miłosiernie, że ironizujesz.

Nie.
Gdyby księża na tych naukach zamiast mówienia o modlitwie, kalendarzykach itp. sprawach zmuszali młodych do zastanowienia się co będzie w sytuacjach wysoce kryzysowych, pewne "niedoskonałości " przyszłych małżonków i małżonek mogłyby wyjść na jaw zanim będzie za późno.

Ha ha, teraz skojarzyłam, że pewnie piszesz do mariosh666 big_smile

44

Odp: Widziały gały co brały

Sorry, pisałam do Marioosha.

45

Odp: Widziały gały co brały

Anik38 no właśnie a ludzie mają pretensje do KK, że stawił wymagania. Bardziej dosadnie takie sprawy miały wychodzić na rozmowach kanonicznych. Po to jest milion różnych pytań, żeby dać tym dwojgu osiołkom jeszcze czas do skonfrontowania się z prawda o samych sobie i swojej relacji.

46

Odp: Widziały gały co brały
Anik38 napisał/a:

Gdyby księża na tych naukach zamiast mówienia o modlitwie, kalendarzykach itp. sprawach zmuszali młodych do zastanowienia się co będzie w sytuacjach wysoce kryzysowych, pewne "niedoskonałości " przyszłych małżonków i małżonek mogłyby wyjść na jaw zanim będzie za późno.

Mogłyby, ale wtedy księża nie zarobiliby na ślubie i przynajmniej jednym chrzcie... Zresztą nauki są tak późno, że niektórzy już mają wszystko załatwione i nie chce im się odkręcać. Jakby nie było to spore koszty.

47 Ostatnio edytowany przez Anik38 (2014-01-07 23:33:42)

Odp: Widziały gały co brały
Adam12 napisał/a:

Anik38 no właśnie a ludzie mają pretensje do KK, że stawił wymagania. Bardziej dosadnie takie sprawy miały wychodzić na rozmowach kanonicznych. Po to jest milion różnych pytań, żeby dać tym dwojgu osiołkom jeszcze czas do skonfrontowania się z prawda o samych sobie i swojej relacji.

Problem w tym, że dla wielu ślub kościelny to tylko taka ładna uroczystość, więc te rozmowy i wymagania to dla nich zawracanie doopy.
Ze mnie tam katoliczka żadna, taka od wielkiego dzwonu, bardziej z tradycji niż z przekonań. Jadem na Kościół nie pluję, wielbicielką też nie jestem.
Cenię jednak bardzo niektórych księży i to co mają do przekazania, np. swego czasu często słuchałam na yuotube ks.Pawlukiewicza. Pomijając kwestie czystości przed ślubem (jednak jestem za tym aby się "przetestować"), dla mnie rewelacja, to co on mówił o kobietach i mężczyznach w małżeństwie. Właśnie mówił, żeby dziewczyny obserwowały, jaki jest chłopak, jak się odnosi do matki, do siostry, żeby potem takich sytuacji jak w temacie wątku było jak najmniej. Często jednak dziewczyny na upartego pchają się w goowno a potem płacz.
Niemniej jednak uważam, że nawet jak były tak naiwne, że się wepchały, to w życiu nie można im powiedzieć: wlazłaś tam z własnej winy to siedź!
Tak jak facet może się zmienić na gorsze i kobieta musi podjąć decyzję o zostawieniu go, tak samo dziewczyna, która była ślepa i naiwna przed ślubem, kiedy w końcu na oczy przejrzy i zobaczy z kim się związała zasługuje na wsparcie.

48 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-07 23:40:46)

Odp: Widziały gały co brały

Anik38 a to już jest problem ludzi nie Kościoła. Ja postanowiłem nie ujawniać tego czy jestem wierzący czy nie wierzący. Ale Kościół to m.in. właśnie pewien zasób wiedzy. Fakt personel naziemny czasami jest beznadziejny.

Co do testowania - to tu już zaczyna się problem. Wiesz testuje się przedmiot, a kobieta/facet to jednak "zwierzątko", no ale też nie ma co robić dramatu jak się zdarzy przed. Inna sprawa, że jakby mi przyszło się hajtać (co nie daj Boże) to chyba bym jednak wolał bez testowania. Większa szansa, żeby potem węzeł rozwiązać wobec nieskonsumowania;D

49

Odp: Widziały gały co brały
marioosh666 napisał/a:
Anik38 napisał/a:

Gdyby księża na tych naukach zamiast mówienia o modlitwie, kalendarzykach itp. sprawach zmuszali młodych do zastanowienia się co będzie w sytuacjach wysoce kryzysowych, pewne "niedoskonałości " przyszłych małżonków i małżonek mogłyby wyjść na jaw zanim będzie za późno.

Mogłyby, ale wtedy księża nie zarobiliby na ślubie i przynajmniej jednym chrzcie... Zresztą nauki są tak późno, że niektórzy już mają wszystko załatwione i nie chce im się odkręcać. Jakby nie było to spore koszty.

Może jeśli zona nie ma ochoty na seks a mąż wymusza, jak kobieta nie jest przygotowana to nie odczuwa przyjemności, widzę że nie miałeś kobiety tylko jechałeś na ręcznym jak mówi mój obecny chłopak.

50

Odp: Widziały gały co brały
Adam12 napisał/a:

Fakt personel naziemny czasami jest beznadziejny.

Niestety sad . Problem w tym, że jak mechanik jest do doopy to najwyżej spieprzy komuś samochód, ale jak ksiądz do doopy, to jest gorzej, bo tu już inny rodzaj odpowiedzialności.

Adam12 napisał/a:

Co do testowania - to tu już zaczyna się problem. Wiesz testuje się przedmiot,

Toteż właśnie dlatego napisałam w cudzysłowie smile

51

Odp: Widziały gały co brały

Anik38 - widzisz z personelem naziemny to problem jest taki, że my ich traktujemy na zasadzie mechanika - jak spartaczy robotę to się do niego nie idzie.

A personel naziemny - na co wskazują różne doświadczenia - to raczej rodzaj wiaderka na pustyni, może być dziurawe itd. ale to często jedyne wiaderko, z którego idzie się napić wody.

52

Odp: Widziały gały co brały

A najgorsze, że i o dobrego mechanika trudno, i o dobry personel naziemny też trudno smile .

53

Odp: Widziały gały co brały
Adam12 napisał/a:

Inna sprawa, że jakby mi przyszło się hajtać (co nie daj Boże) to chyba bym jednak wolał bez testowania. Większa szansa, żeby potem węzeł rozwiązać wobec nieskonsumowania;D

Przed ślubem to nie jest konsumpcja. Przynajmniej według KK. Jak przetestujesz, a po ślubie nic to możesz rozwiązać węzeł.

Jenka napisał/a:
marioosh666 napisał/a:
Anik38 napisał/a:

Gdyby księża na tych naukach zamiast mówienia o modlitwie, kalendarzykach itp. sprawach zmuszali młodych do zastanowienia się co będzie w sytuacjach wysoce kryzysowych, pewne "niedoskonałości " przyszłych małżonków i małżonek mogłyby wyjść na jaw zanim będzie za późno.

Mogłyby, ale wtedy księża nie zarobiliby na ślubie i przynajmniej jednym chrzcie... Zresztą nauki są tak późno, że niektórzy już mają wszystko załatwione i nie chce im się odkręcać. Jakby nie było to spore koszty.

Może jeśli zona nie ma ochoty na seks a mąż wymusza, jak kobieta nie jest przygotowana to nie odczuwa przyjemności, widzę że nie miałeś kobiety tylko jechałeś na ręcznym jak mówi mój obecny chłopak.

Co ma piernik do wiatraka? Kompletnie nie rozumiem Twojego komentarza. Pisałem o finansach KK, a Ty wyjeżdżasz z moim życiem osobistym...

54

Odp: Widziały gały co brały

marioosh666 jak nie załapałeś aluzji to nie plumkaj.

55

Odp: Widziały gały co brały

marioosh666 napisałeś  "Jak mąż może gwałcić żonę???"
   Doprawdy głupszego i niegrzecznego pytania już dawno nie czytałam.

56

Odp: Widziały gały co brały

Ks. Orzech to nie kościół.

pitagoras napisał/a:

Utkwiło mi w pamięci, ze na jedno ze spotkań byli zapraszani rodzice i na kanwie biblijnych slow ''opuści człowiek ojca i matkę i zwiąże się ze swoja zona'' dość bezceremonialnie pouczani, żeby sie nie wpieprzać w sprawy młodych.

Pamiętam, że kiedy jeszcze w szkole podstawowej uczęszczałem na lekcje religii katolickiej do salki katechetycznej, tamtejszy ksiądz przedstawił identyczne nauki. Były to jedyne nauki, które z całego tego wieloletniego nauczania wyniosłem jako coś wartościowego. Jednak zauważ, że zbiór najważniejszych katolickich 10 zasad ma taki punkt jak "czcij ojca i matkę swoją", nie ma zaś nic o mężu. Jest tylko o zakazie cudzołożenia i nie pożądaniu cudzej żony (znaczy cudzego męża już można). Kto ma więc większy priorytet?

57 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-25 01:26:20)

Odp: Widziały gały co brały

http://katolickarodzina.pl/ja-kobieta-zona-mama/215-szczliwa-ona-z-dowiadczeniem.html

I ci złośliwi zauważą tylko jedno zdanie "bądź uległa dla męża". Szkoda, ze nie czyta sie tego ze zrozumieniem i całego tekstu.
Żona wg Biblii z resztą jest wierna, dobra, uczciwa, a także monogamiczna. Chce mieć jednego męża, który ją ochroni i poprowadzi ku dobremu.Ale zanim go poślubi powinna zobaczyć, czy on na pewno jest dobry i czy będzie mogła dać rodzinie swoją dobrą naturę, czy frustrację i złość.
Mąż jako mężczyzna musi bardziej panować nad pożądaniem, bo jego natura w koncu stworzyła tak, by sie rozmnażać. Katolicyzm bierze pod uwage naturę człowieka, ale jednak chce ją poskromic. Z jednej strony kobietę, która powinna wybrać dobrego - a w koncu woli 'złego chłopca', a mezczyzna powinien uspokoic popęd, a nie zapładniać jak największe liczby partnerek. Ludzie pożądaniem sie bawią, a kościoł nawołuje do tego by pożądanie tylko spożytkować w miłości.

58

Odp: Widziały gały co brały

thepass - biblia, to nie katolicyzm.

59

Odp: Widziały gały co brały

Religia czyli pośrednio Kościół wymaga powstrzymania się od seksu aż do dnia ślubu. To jak wierząca kobieta ma się dowiedzieć, jaki w tej domenie jest jej mąż? Skoro staje się mężem, zanim dojdzie do jakichkolwiek kontaktów seksualnych? Przecież to jest oczywista sprzeczność.

Dlatego dla mnie ''widziały gały, co brały'' nie ma w tym kontekście zastosowania.

Posty [ 60 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Widziały gały co brały

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026