Adam, często jest bardzo trudno wyjść z takiej przemocowej sytuacji, jak można przeczytać w TONACH postów kobiet, choćby na tym forum. Jest to nie tylko kwestia wsparcia (którego podstawą powinno być nieobciążanie takiej kobiety winą) ale także zrozumienia mechanizmów psychologicznych, które prowadzą do zastraszenia, zniszczenia poczucia wartości i bezsilności ofiar przemocy małżeńskiej.
Takijeden, Pani, która tekst napisała NIGDY nie była mężatką, co dużo wyjaśnia. Szczególnie porady wyciągnięte żywcem z książki życzeń.
Co do widzenia czego się chce, to mogę Cię zapewnić, że niektórzy tak się z ryzach potrafią trzymać przed faktem, że byś nie uwierzył. Nie jestem jakąś głupią Mariolką, a sama miałam do czynienia z mężczyzną, którego kamuflaża nikt, łącznie ze mną i całą rodziną, przez dwa lata nie rozłupał- facet był jak do rany przyłóż. Dopiero po wspólnym zamieszkaniu okazało się, że jest cholerycznym damskim bokserem co tak bije, żeby nie było widać. Psychopaci o agresywnych skłonnościach istnieją i chodzą po tej ziemi. Poza tym, ludzie się zmieniają pod wpływem stresu na przykład, jak również zapadają na choroby, których nie było żadnych zapowiedzi w czasie narzeczeństwa. Przecież nie będziesz winić kobiety za to, że wyszła za mąż za faceta, który parę lat po ślubie zapadł na epizod schizofreniczny i zaczęło mu się wydawać, że jest ona wysłańcem szatana????
A na szczęście większość mężczyzn to nie jakieś leśne bestie, tylko normalni ludzie, więc gdybyśmy zakładali, że każdego z góry należy się bać, to żadnych małżeństw by nie było. Pomijając, że to naprawdę ohydnie uwłaczająca mężczyznom uwaga.