Witam.
Sytuacja, którą chcę wam przybliżyć może wydawać się banalna, jednak z mojej perspektywy zaczyna już ona urastać to rangi problemu. Problemu, który nie może zostać nie rozwiązany i zamieciony po dywan, gdyż takie pozostawienie sprawy może rodzić w przyszłości smutne konsekwencje. Ale do rzeczy.
Jakiś czas temu poznałem dziewczynę/kobietę, standartowy rozwój znajomości, normalna kolej rzeczy. Dziewczyna miała/ma swoje defekty, jednakże zaczynając tą znajomość uważałem ,iż nie są to rzeczy których nie można przezwyciężyć "razem".Tym bardziej ,że jej osobowość na początku zręcznie wypełniała fizyczne niedociągnięcia. Co do mojej fizyczności to raczej nie ma większych zastrzeżeń. Czynnie uprawiam sporty walki,wspinaczkę skałkową ,sylwetka muskularna, średni wzrost co najwyżej zakola mi się sypią. Wracając jednak do tematu .Po kilkumiesięcznym okresie bycia razem zauważyłem, iż moje wybranka zamiast starać się podciągnąć i w celować jak najbliżej w moje gusta wizualne idzie w zupełnie inną stronę. Na początku starałem się delikatną persfazją uwidocznić jej, że zaczyna coraz bardziej odbiegać od moich gustów i może warto by było coś razem zrobić aby ten stan rzeczy zmienić. Jednak takie działania nie przyniosły żadnego skutku. Sugerowałem, iż możemy razem zacząć chodzić na siłownię ,basen etc. Po moich sugestiach zostało tylko echo. Moja wybranka, tylko tłumaczyła się ciągle, że ona się tak stara a ja nie widzę jej pracy i etc. W końcu po pewnym czasie udało mi się ją namówić na ćwiczenia. Cóż efekt był z tego mizerny, ale mimo wszystko był to dla mnie znak,że coś zaczyna się dziać. Minął ponad rok, efektów jak nie było tak nie ma. Siłownia i ćwiczenia, aktywność fizyczna poszły w odstawkę jak tylko przestałem naciskać mą miłą na taki rodzaj spędzania części wolnego czasu. Przez ten rok miałem 2 próby rozmowy o tym ,iż jej fizyczność nie do końca mi odpowiada i parę elementów chciałbym aby zmieniła( a nadmieniam ,że nie wymagam od niej chirurgicznej interwencji).Za każdym razem taka rozmowa kończyła się ze strony mej miłej karczemną awanturą ,histerią i ogólnym zbesztaniem mnie z błotem jaki to ja niewdzięczny jestem ,że nie widzę jej starań. A tak w ogóle to czego ja chcę, modelki nie brałem więc o co się czepiam. Nie trudno zgadnąć,iż taka sytuacja powoduje ,że z coraz mniejszy entuzjazmem podchodzę do tego związku.Ogólnie, moje dziewczę w obecnej chwili prowadzi swoistego rodzaju wojnę psychologiczną polegającą na coraz większej zaborczości oraz stale zwiększających się oczekiwaniach przy jednoczesnym zapewnianiu mnie,iż ona tyle robi aby mi się podobać, tyle energii i siły w to wkłada a ja nie doceniam jej wysiłków i efektów.Przy tym wszystkim cały czas mnie zapewnia,że ona tyle już zrobiła, że są wymierne efekty jej działań i powinienem je widzieć(problem w tym,że ja tego nie widzę.A co ciekawsze ta sama mantra jest powtarzana od 1,5 roku) .Nie trudno się domyślić, że w te zapewnienia daję już coraz mniejszą wiarę.Obecna sytuacja jest dość frustrująca i nie za bardzo wiem co robić. Kończyć związek , czy może starać się walczyć dalej wierząc,że w końcu się dogramy pod względem fizycznym