Witajcie!
Jestem Mateusz. Pisze, bo mam problem, z którym nie mogę sobie poradzić. Spotykałem się z dziewczyną, która zerwała z chłopakiem. Między nami były super relacje, bardzo bliskie. Później znów do niego wróciła, ale zerwała po tygodniu. Spotykaliśmy się dalej, trochę się kryjąc, bo jej były to mój znajomy ( nie była z nim w związku podczas spotkań ). Wszystko było jak w bajce, jak namalowane. Nagle coś się zaczęło zmieniać. Jej były zaczął wypisywać, że ją kocha, że tęskni. Prosiłem ją żeby z nim to wyjaśniła, ale ona powiedziała, że nie może bo nie wie czy coś do niego czuje. Stawałem na rzęsach, robiłem wszystko. Nawet przy niej płakałem ( już nie wytrzymywałem psychicznie) - to było tak silne, co do niej czułem! Zakochałem się po uszy! Mówiła mi, że nie może mnie stracić, że za bardzo jej na mnie zależy i na to nie pozwoli. . Chciałem się spotkać, ale co chwila wymówka, że nie ma czasu. Odciąłem się na 2 dni, po czym napisała, że tęskni i że strasznie by chciała, żeby w przyszłości się miedzy nami ułożyło. Ale ja nie mogę tak żyć. To wszystko wydaje mi się chore! Domyślam się, że przez to błaganie i "stawanie na rzęsach", pisanie jak strasznie tęsknie, strasznie kocham wszystko spi*przyłem, prawda? Co teraz zrobić ? Znów ograniczyłem kontakt to napisała smsa z wyrzutami, że się nie odzywam i dlaczego usunąłem ją z facebooka ( dlatego, żeby nie korciło mnie napisanie do niej - to była też próba odejścia). Mam totalną pustkę w głowie! ![]()
Pozdrawiam, Mateusz!