Witam.
Forum kobiet, ale nie jestem kobietą ;p
Chcę z wami porozmawiać, bo nimi jesteście, kobietami i będziecie najlepiej wiedzieć co w trawie piszczy.
Mianowicie jesteśmy w związku prawie 5 lat. Na początku jak to na początku, wiadomo sielanka, pożądanie itd. itd. Już raz w tym roku prawie się rozstaliśmy, ale udało się wszystko poskładać. Znowu się zaczyna. Tzn. nie powiedziała tego wprost. Pewna sytuacja dała mi do myślenia i rozmowa z nią jej taty.
Jak to w związkach po jakimś czasie wkrada się rutyna. Tego pierwszego razu udało się co nieco naprawić, było ok. Zaczęliśmy pracować nad sobą. Przyszedł czas na remont, bałagan, zmęczenie i znowu zaczęło się psuć. Powoli, niezauważalnie. Nie powiem, sam zawaliłem po części, bo z tego co wiem to o was trzeba walczyć całe życie. Tylko od drugiej strony też jest fajnie czuć jakieś minimum starań. Na początku nie wiem, może miałem tyle pomysłów, tyle inicjatywy, że sama nie musiała jej wykazywać i tak zostało, że to ja mam być tym co prowadzi związek. Tak mi się wydaje, dawno te początki były, raz że pamięć może zawodzić, a dwa miłość przesłania umysł. Nie powiem, ja z kolei zacząłem nawalać w sferze intymnej. Rzadziej i rzadziej. Nie przez to że jest nieatrakcyjna czy coś mi w niej przeszkadza (ok może troszkę bierna jest), ale po prostu moje potrzeby zmalały ( do tego stopnia że można by mnie uważać za "chorego"), dlaczego nie mam pojęcia. Znowu tak nagle teraz po "zastaniu się" ciężko podejść i złapać, nie dać wyjścia.
To tak pokrótce.
Dobra więc "nie czuję się kobietą" z powodu?:
- mała aktywność seksualna
- za mało kwiatków (bywały 2-4 miesięczne przerwy)
- brak organizacji wspólnego czasu
- brak wspólnych wyjść na imprezy (tu akurat ma powiedzmy wolną rękę, ja nie lubię dyskotek tylko z powodu że nie potrafię tańczyć, wstyd mnie ogarnia, z kolei ona uwielbia)
- że spa w domu nie robię?
- nie biorę na spacery?
- nie całuję(akurat ja lubię, ona mniej, więc jak za entym razem nie bo coś (nawet w początkach) no to przestałem, wyszło mi to powiedzmy z nawyku)
- jakie inne powody?
Ona ogień, ja woda. Niby ognia między nami nie ma, ale czy jest możliwe utrzymać ten ogień z pierwszego roku przez xx lat?
Kurcze nie chcę tego, uzupełniamy się moim zdaniem, ona mnie resocjalizuje z cichej myszki na normalnego człowieka, ja ją z kolei trochę wyciszam, prawie dwie skrajności.
Ładuję akumulatory dopiero teraz, pod wpływem stresu, przecież właśnie sobie na wszystko sam odpowiedziałem i jak to naprawiać. Tylko co powoduje to że po jakimś czasie przestaję? Podświadome odczucie braku inicjatywy drugiej osoby?
Cholera muszę się z tym uporać raz na zawsze. Tylko pytanie jak, aby to było trwałe. Poszedłbym z wielką chęcią na cholerne sesje, aby się dowiedzieć co jest nie tak, ale to nie tania zabawa.
Powiedzcie coś dziewczyny, cokolwiek co by mi dało nadzieję, ale było prawdziwe i obiektywne.
PS zapomniałem o tym napisać. Brak zazdrości odczuwa. Tylko że kiedy ja go mam okazywać? Tzn jestem zazdrosny i to bardzo w pewnych chwilach ale tego nie okazuję, aby nie poczuła się ograniczana, czy że jestem jakimś tyranem. Co mam jej powiedzieć, że jak się umówi na imprezę z ludźmi ze studiów, że nie idzie i koniec?
Dlaczego ze mną nie porozmawia tylko ja to muszę odczuć i dopiero z niej wyciągnąć ( tak było poprzednim razem) abyśmy porozmawiali o tym wszystkim?
Czytać mieliśmy obydwoje "kobiety są z marsa..." Ona zaczęła, ja przyważyłem, też zacząłem, przeczytałem prawie całą. Ona może 1/4.
Dodam tylko że mamy ona 26 ja 28.
Zapewne chaotycznie napisane, stres, nerwy, miliony myśli, jak rozmawiamy o czymkolwiek jest w mojej głowie lepiej, ale jak nadejdzie cisza to zaraz wszystko wraca. Nie czytałem tego co tu powstało, nie chcę się zastanawiać i poprawiać swoich pierwszych myśli.