netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Nie czuję się kobietą, tak myśli.

13 odpowiedzi3 547 wyświetleńzałożony przez Znowu_sam_w_domu?, 19.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1 Ostatnio edytowany przez Znowu_sam_w_domu? (2013-12-19 02:02:34)

Temat: Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Witam.
Forum kobiet, ale nie jestem kobietą ;p
Chcę z wami porozmawiać, bo nimi jesteście, kobietami i będziecie najlepiej wiedzieć co w trawie piszczy.
Mianowicie jesteśmy w związku prawie 5 lat. Na początku jak to na początku, wiadomo sielanka, pożądanie itd. itd. Już raz w tym roku prawie się rozstaliśmy, ale udało się wszystko poskładać. Znowu się zaczyna. Tzn. nie powiedziała tego wprost. Pewna sytuacja dała mi do myślenia i rozmowa z nią jej taty.
Jak to w związkach po jakimś czasie wkrada się rutyna. Tego pierwszego razu udało się co nieco naprawić, było ok. Zaczęliśmy pracować nad sobą. Przyszedł czas na remont, bałagan, zmęczenie i znowu zaczęło się psuć. Powoli, niezauważalnie. Nie powiem, sam zawaliłem po części, bo z tego co wiem to o was trzeba walczyć całe życie. Tylko od drugiej strony też jest fajnie czuć jakieś minimum starań. Na początku nie wiem, może miałem tyle pomysłów, tyle inicjatywy, że sama nie musiała jej wykazywać i tak zostało, że to ja mam być tym co prowadzi związek. Tak mi się wydaje, dawno te początki były, raz że pamięć może zawodzić, a dwa miłość przesłania umysł. Nie powiem, ja z kolei zacząłem nawalać w sferze intymnej. Rzadziej i rzadziej. Nie przez to że jest nieatrakcyjna czy coś mi w niej przeszkadza (ok może troszkę bierna jest), ale po prostu moje potrzeby zmalały ( do tego stopnia że można by mnie uważać za "chorego"), dlaczego nie mam pojęcia. Znowu tak nagle teraz po "zastaniu się" ciężko podejść i złapać, nie dać wyjścia.
To tak pokrótce.

Dobra więc "nie czuję się kobietą" z powodu?:
- mała aktywność seksualna
- za mało kwiatków (bywały 2-4 miesięczne przerwy)
- brak organizacji wspólnego czasu
- brak wspólnych wyjść na imprezy (tu akurat ma powiedzmy wolną rękę, ja nie lubię dyskotek tylko z powodu że nie potrafię tańczyć, wstyd mnie ogarnia, z kolei ona uwielbia)
- że spa w domu nie robię?
- nie biorę na spacery?
- nie całuję(akurat ja lubię, ona mniej, więc jak za entym razem nie bo coś (nawet w początkach) no to przestałem, wyszło mi to powiedzmy z nawyku)
- jakie inne powody?

Ona ogień, ja woda. Niby ognia między nami nie ma, ale czy jest możliwe utrzymać ten ogień z pierwszego roku przez xx lat?
Kurcze nie chcę tego, uzupełniamy się moim zdaniem, ona mnie resocjalizuje z cichej myszki na normalnego człowieka, ja ją z kolei trochę wyciszam, prawie dwie skrajności.
Ładuję akumulatory dopiero teraz, pod wpływem stresu, przecież właśnie sobie na wszystko sam odpowiedziałem i jak to naprawiać. Tylko co powoduje to że po jakimś czasie przestaję? Podświadome odczucie braku inicjatywy drugiej osoby?
Cholera muszę się z tym uporać raz na zawsze. Tylko pytanie jak, aby to było trwałe. Poszedłbym z wielką chęcią na cholerne sesje, aby się dowiedzieć co jest nie tak, ale to nie tania zabawa.
Powiedzcie coś dziewczyny, cokolwiek co by mi dało nadzieję, ale było prawdziwe i obiektywne.

PS zapomniałem o tym napisać. Brak zazdrości odczuwa. Tylko że kiedy ja go mam okazywać? Tzn jestem zazdrosny i to bardzo w pewnych chwilach ale tego nie okazuję, aby nie poczuła się ograniczana, czy że jestem jakimś tyranem. Co mam jej powiedzieć, że jak się umówi na imprezę z ludźmi ze studiów, że nie idzie i koniec?
Dlaczego ze mną nie porozmawia tylko ja to muszę odczuć i dopiero z niej wyciągnąć ( tak było poprzednim razem) abyśmy porozmawiali o tym wszystkim?
Czytać mieliśmy obydwoje "kobiety są z marsa..." Ona zaczęła, ja przyważyłem, też zacząłem, przeczytałem prawie całą. Ona może 1/4.
Dodam tylko że mamy ona 26 ja 28.

Zapewne chaotycznie napisane, stres, nerwy, miliony myśli, jak rozmawiamy o czymkolwiek jest w mojej głowie lepiej, ale jak nadejdzie cisza to zaraz wszystko wraca. Nie czytałem tego co tu powstało, nie chcę się zastanawiać i poprawiać swoich pierwszych myśli.

2 Ostatnio edytowany przez Znowu_sam_w_domu? (2013-12-19 02:16:46)

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Święta mieliśmy spędzić osobno, rodziców ma daleko od naszego miejsca zamieszkania, a pewne okoliczności utrudniały nam wspólny wyjazd do niej do domu. Więc zostało postanowione, że zostanę u swojej rodziny. Dziś jednak pojawiła się możliwość spędzenia tych świąt razem, ona o tym nie wie. Nie mówiłem jej, bo w obecnej sytuacji przyszło mi do głowy, że niech jedzie, a ja się zjawię z nienacka. Tak jak w 3 miesiącu naszego związku pojechałem po nią do domu (była na tydzień u rodziców) i przywiozłem z powrotem. Nic nadzwyczajnego oprócz tego że zdjąłem z nogi gips wcześniej (tylko "łódka") niż mogłem i pojechałem. Nie powiem fajna akcja, podobało się, ale jak ja mam teraz takie cuda wykonywać, skoro zazwyczaj wszędzie jeździmy razem? Może to jest ta okazja? W sumie na święta nie jedziemy razem z mojego powodu, bo nie chciałem aby to było sponsorowane przez jej ojca (kiepsko handel poszedł w tym miesiącu), znalazło by się na to, ale to nie takie hop siup (paliwo + wynajęcie na tydzień kawalerki). No ale jak mówię, dziś się okazało że mnie stać na to.
Siedzę i myślę czy to wykorzystać czy nie. W jak znaczący sposób to na nas wpłynie. Czy to doceni, wzbudzi tamto uczucie związane z tamtym przyjazdem.

Przepraszam za post pod postem, pomyłka.
Ok następny mój minus. Po remoncie szafkę wieszałem dwa miesiące, będąc o to proszonym żebym w końcu to zrobił, mówiłem, że tak dziś/jutro zrobię. Można by więcej takich sytuacji znaleźć, mówiłem że zrobię, a nie zrobiłem. Dopiero po dłuższym czasie. Wiem wkurza. Walczę z tym, staram się.

3

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Czesc.

Jesli chcesz, opisze Ci moje wrazenia po przeczytaniu Twoich postow na szybko.

Moim zdaniem za bardzo skupiasz sie na tym, czego ONA chce, a za mało na sobie. Bierzesz odpowiedzialnosc za zwiazek na swoje wlasne bary, a to za duzo, bo za zwiazek odpowiedzialne sa dwie osoby. Mozesz naprawiac w sobie to, co uznasz, ze moglbys poprawic (np te szafki, ktore obiecujesz "na wieczne nigdy", ech, tez przez to z moim szanownym malzonkiem przechodzilam), ale juz wybieganie tak glęboko, ze ona chcialaby, zebys Ty byl zazdrosny, ale Ty nie masz okazji, choc jestes, ale unikasz tyranii, o w mordę - to jakas dziecinada jest smile. Najlepiej byloby, gdybys porozmawial z nią, czego oczekuje, bo podstawianie kogos pod sciąną domyslow jest bardzo nuzące, a prawie nigdy nie efektywne. Czy wogole Twoja dziewczyna widzi jakis problem? Bo moze on jest tylko w Twojej glowie? Nie opieraj sie na domysłach. A Ty sam? Lubisz z nią przebywac? Robicie cos razem fajnego? Czy tylko chcialbys byc dla niej romantycznym księciem z bajki? smile Moze ona wcale tego nie potzrebuje, kobiety rozne są wink - zapytaj ją po prostu.

4

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Myślę, że to zwykłe niedopasowanie charakterów. Ona chce na balety i tańce do białego rana, a Ty domator- cicha myszka i ona się wkurza, że Ty jesteś taki, a nie inny. Ona chce porywów, niespodzianek, kwiatów, zazdrości i diabli wiedzą czego jeszcze, ale chyba zapomniała, że nie jesteście w liceum, że macie za sobą staż 5 letni i w ogóle motylki wyzdychały dobre 4 lata temu.

Oczywiście rozmowa, konkretna, co i jak, czego ona oczekuje, czego Ty oczekujesz.

Ponieważ mam dzisiaj dziwny humor zaproponuję, abyś zaczął stosować jej metodę. Mów, że ona Cię nie całuje, że Ci niespodzianek nie robi, że dawno nie ugotowała czegoś fajnego, że Ty byś chciał raz na jakiś czas batona dostać.
Jak masz siłę, czas i chęci, to się możesz pobawić i poobserwować, co z tego wyjdzie. Jak będzie strzelać fochy i mieć pretensje, że czego Ty od niej chcesz, to będziesz miał wyjaśnione, że panna to z tych co lubia brać dużo, ale dawać nie bardzo.

Ale w ogóle, to Wy do siebie nie pasujecie.

5

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.
Znowu_sam_w_domu? napisał/a:

Ona ogień, ja woda.

Powiedzcie coś dziewczyny, cokolwiek co by mi dało nadzieję, ale było prawdziwe i obiektywne.

Wybacz, że nie będzie optymistyczne.
Jeśli to prawda co napisałeś: "ogień i woda", to szanse na powodzenie raczej małe. Nie twierdzę, że niemożliwe, ale małe.
Być może przeciwieństwa się przyciągają, ale rzadko tworzą harmonijny związek.
Mocno rozmijacie się w podejściu do związku i oczekiwaniach.

Ale spróbować zawsze warto smile

6

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Dzięki za odpowiedzi, muszę je przemyśleć i ogarnąć to wszystko w całość, a na koniec wyciągnąć wnioski oraz kierunek działania.

Jedno pytanko, dlaczego (nawet nie musi to dotyczyć związku) ludzie tak mają, że chętniej się dzielą problemami oraz łatwiej są pocieszani przez znajomych/przyjaciół niż przez partnerów, skoro partner robi to samo? W sumie mi też się to przytrafiło, trochę to paradoksalne.

A propos domysłów to kawał mi się przypomniał o kobiecie na marsie ;p
Pozdrawiam.

7

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.
Znowu_sam_w_domu? napisał/a:

Dzięki za odpowiedzi, muszę je przemyśleć i ogarnąć to wszystko w całość, a na koniec wyciągnąć wnioski oraz kierunek działania.

Jedno pytanko, dlaczego (nawet nie musi to dotyczyć związku) ludzie tak mają, że chętniej się dzielą problemami oraz łatwiej są pocieszani przez znajomych/przyjaciół niż przez partnerów, skoro partner robi to samo? W sumie mi też się to przytrafiło, trochę to paradoksalne.

A propos domysłów to kawał mi się przypomniał o kobiecie na marsie ;p
Pozdrawiam.

A bo to zależy od partnera. Bardzo niewielu partnerów potrafi wyjść z roli partnera i stać się tylko przyjacielem, kimś kto patrzy z boku. Cieżko jest wtedy tylko wysłuchać, nie moralizować, nie doradzać, nie wypowiadać swojego zdania. Znajomi nie są tak z nami emocjonalnie związani więc oni raczej tylko wysłuchają, pocieszą, nie ocenią, bo ich to bezpośrednio niedotyczy.
Przyznam się bez bicia, że mi bardzo ciężko było wyjść z roli "moralizatorki", "matki". Ale bardzo szybko się zorientowałam, że nie tędy droga. Za każdym razem gryzę się w język i nic nie mówię, tylko słucham i pocieszam. I widzę, że warto, bo wtedy jestem prawdziwym wsparciem smile

A kawał poproszę smile

8 Ostatnio edytowany przez Znowu_sam_w_domu? (2013-12-22 02:14:36)

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.

No tak, masz rację. Pisali o tym w "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus".
Cholera wie co z tym wszystkim zrobić, póki co czekam. Czasami wydaje mi się, że jest normalnie, czasami że to koniec, znowu innym razem wszystko jest mi obojętne. Tylko "przeegzystowuje", aż pojedzie do domu na święta. Czasami sobie myślę, że od tego momentu się wszystko zmieni, raczej na gorsze. Tym bardziej, że najpierw razem ustaliliśmy, że wyprawiamy sylwestra w domu, a od jakiegoś czasu zastanawia się czy nie zostać dłużej w domu, bo rzadko w nim bywa. To mnie też nastawia na najgorsze w obecnej sytuacji. Miesiąc temu bym to w pełni rozumiał.
Wy też miewacie takie stany jak my faceci, że potrzebujecie samotności, zamknąć się w jaskini? Może już były takie momenty, ale nie zwracałem na nie uwagi, a w obecnej sytuacji jestem po prostu przewrażliwiony.
Próbowałem coś wyciągnąć, nic o nas nie było mówione. Że to zmęczenie, brak pracy (zwolniła się jakiś czas temu) i że ją ciągłe siedzenie w domu wykańcza (to prawda bo jak było ok to na głowę szło dostać:P). Tylko właśnie mi nie pasuje brak słowa o nas przy tym co wiem.
To nie jest tak że to ona jest tą złą, niby wiem kogo sobie brałem i wiem o co głównie chodzi. Że jak już mam x czasu i jest ok to się zaczyna olewać. Zapewne nie chodzi o taki sam ogień jak na początku. Ano tak to z nami jest, najpierw najlepsi faceci na świecie, aby zdobyć, a z czasem co raz to mniej i mniej tego romantyzmu. Pokazujemy się z zajebistej strony, nie zawsze takiej jaka jest na co dzień, a później będąc pewnym zdobyczy stajemy się codzienni jak przed poznaniem.
Cóż mam więcej powiedzieć. W sumie czuję się winny w większej części.
Mieć tylko nadzieję, że do trzech razy sztuka i pamiętać o tym, że to może być ostatnia szansa.
Plan ze świętami jest taki, że oficjalnie nie jadę. Ale zaraz po wigilii w domu wyjeżdżam i będę tam w nocy z niespodzianką. Ta noc będzie chyba decydującą. Jak będzie tak samo jak jest w tej chwili to... Wrócę rano chyba do domu, bo w takim przypadku i takim zaskoczeniu, jeżeli się nic nie poprawi, nie będzie raczej sensu tam siedzieć i się męczyć.
Nie wiem, nie wiem i jeszcze raz nie wiem.

Kawał:
Pierwsza kobieta na ksiezycu:
- Houston, mamy problem!
- Co?
- Nic, nie ważne.
- Co się stało?
- Nic...
- No mów.
- Nie.



Idę się nachlać, aby nie myśleć przez chwilę.

9

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Przechlapane, bać się położyć i iść spać, aby się nie zajeżdżać... Najgorsze co może być, jak człowiek by chciał się położyć, bo jest senny.

10 Ostatnio edytowany przez Znowu_sam_w_domu? (2013-12-24 01:11:23)

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Przechlapane, bać się położyć i iść spać, aby się nie zajeżdżać... Najgorsze co może być, jak człowiek by chciał się położyć, bo jest senny.
Właśnie jestem sam w domu (z psiakiem) od 3h, właśnie mam drugi napad smutku, ale zaraz przejdzie i będzie względnie ok. Czytam i czytam problemy innych, szukam analogii, podobieństw, rozwiązań czy nawet "przepowiedzenia mojej przeszłości" na podstawie właśnie przeżyć innych. Niektóre problemy wróżą mi świetlaną przyszłość, inne z kolei źle się dla mnie kończą.
Niby dać czas, odsapnąć, nie naciskać. Nie było powiedziane obecnie, że robimy przerwę, prawie nic nie było powiedziane. Poza sytuacją wczoraj. Wypiłem ze znajomym na mieście. Wracając zadzwoniłem, nie odbierała. Więc pomyślałem, że jest z koleżanką, zadzwoniłem też nie odbierała i w tej chwili zadzwoniła moja. Co tam słychać, co robi, że jest z koleżanką (inną niż tamta co do niej dzwoniłem) i na pytanie "to gdzie mnie zgarniacie?" odpowiedziała, że nigdzie (nie w sposób "co on sobie myśli", normalnie). Oczywiście zawiany strzeliłem focha. W tej chwili zrobiłem jedną z najgłupszych rzeczy, zadzwoniłem do tej koleżanki sprawdzić czy są razem... Więc dalej już wiecie. Telefon od mojej i zjebka. Z rozmowy wyszło, że w większości za obecny ogólny stan rzeczy jest odpowiedzialny seks, a raczej jego brak. Wiadomo, on to nie wszystko, ale bez niego jest ciężko, przeczytajcie tytuł. Tą akcję chyba mam wybaczoną, bo dziś, jak i wczoraj jak wróciła, normalnie rozmawialiśmy (niestety tylko), ale na pewno nie zapomnianą. Nie wiem co mi strzeliło do łba, pierwszy raz w życiu coś takiego odstawiłem. Wcześniej w ogóle w głowie nie mieściło mi się robienie takich szopek. Bo i po co. Jeżeli bym miał być zrobiony w balona, to bym był i znaczyło by to, że to nie to. A tu taki psikus mi do głowy wpadł.
Z jednej strony wierzę, że jednak uda się i wszystko dobrze się skończy, ale jednak spać iść nie mogę. Jak sobie myślę, że miałbym po wigilii tam nie jechać i czekać, aż prawdopodobnie wróci dopiero za 2-2,5 tygodnia to mam sieczkę z mózgu. Chociaż mimo to że pojadę i załóżmy że nic się nie zmieni, tzn ani gorzej ani lepiej to i tak kiepsko się czuję, czekając 5 dni krócej.
Tak jak i wiem, że mam sporo pracy nad sobą. Wiem, że gdybym wypracował co mam wypracować, to miałbym duże szanse na ponowny start w przypadku kiedy na dziś miałby to być koniec. Co z tego że to wiem, jak obecna sytuacja, czy nawet sam koniec, potraktuje mnie jak szmatę i albo się pozbieram i nadal będę jaki jestem (byłem bo teraz oczywiście część zmian automatycznie weszła w życie, phi, selfdefense?) albo znowu będę musiał wołać szpeca od NLP.
Niby najlepsze wyjście. Odświeżyć się na długieeeeeej smyczy.
Żegnaliśmy się dziś, akurat chwilę przed miała małą sprzeczkę z tatą. Wiele się nie spodziewałem i tak też było. Ale dało do myślenia, zbliżenie, cmok, ułamek sekundy zawahania z obu stron i rozejście. Coś jak konsternacja przy pierwszym pocałunku. Nie wiem czy wiecie co mam na myśli.
No nic, ponarzekałem, popłakałem, dużo roboty w domu, prezentowe zakupy, a tyłka nie mam najmniejszej ochoty ruszyć. Tak właśnie wygląda moja zmiana i nie, nie będę się tłumaczył obecnym stanem mojego umysłu.
Bym zapomniał, to dobrze czy źle że słucha od 4h "Kamil Bednarek - Cisza" w kółko? Ledwo dostateczny miałem z j. Polskiego. Wydaje mi się, że dobrze.

11

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Strasznie dużo narzekasz, analizujesz, zamiast raz a konkretnie z nią porozmawiać. Wydaje mi się, że Ty zwyczajnie możesz być dla niej osobą lekko... przygnębiającą. A tego nikt nie lubi.

12

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Chciałem, ale nie chciała, bo chce obecnie sama pobyć, najlepiej wyjechać na chwilę w obcy teren. Hm narzekam na siebie. To co piszę tutaj to taka rozmowa samym ze sobą po części. Łatwiej to wszystko poukładać jak przelewam to na jakiś nośnik. Niestety typy z umysłami ścisłymi tak mają, że ich przekleństwem jest analityczność.

13

Odp: Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Jesli moge cos radzic w kwestii speca od NLP, to lepiej o tym zapomnij. A przynajmniej nie traktuj tego jako panaceum na wydzwigniecie sie z depresji. Analitycznosc jest bardzo dobra cechą, o ile nie jest uzywana przeciwko sobie, co zdaje sie, nieustannie robisz wink

Co do dziewczyny - chyba przydaloby sie, bys dal jej troche oddechu smile Taki prezencik na Nowy Rok big_smile

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie czuję się kobietą, tak myśli.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026