Witam Was wszystkie, zajrzałam tu, bo nie mogę już sobie poradzić z pewną sytuacją. Chodzi o byłego faceta, ale może zaczną od początku... Prawie 3 lata temu poznałam chłopaka, pierwsza miłość, wielkie bum, pośpieszyliśmy się, nie byliśmy gotowi na związek więc chcąc czy nie rozstaliśmy się. Rok po rozstaniu odnowiliśmy kontakt, choć tak naprawdę nigdy go nie przerwaliśmy. "Odnowiliśmy" - polepszyliśmy. Postanowiliśmy, że spróbujemy od nowa, wszystko od początku, bo oboje wiedzieliśmy, że nigdy nie przestaliśmy się kochać. Byliśmy razem, tym "drugim razem" kilka miesięcy... Rozstaliśmy się w sumie przez niedopowiedzenia. Brak szczerej rozmowy, a jednak... jak dzieciaki. Mimo to on nadal szukał ze mną kontaktu, chciał się spotkać, mówił że brakuje mu mnie, że tęskni. Ja go zbywałam, bo miałam dość. Dużo się działo przez te 3 lata, wiele razy mnie zranił, ale w głębi duszy wiedziałam, że mnie też do niego ciągnie. Zaczęliśmy nowy rok, ta sama uczelnia, ta sama szkoła jak się okazało. A miał się uczyć w innym mieście. Teraz widzę go codziennie. Dzień w dzień. A przeszłość do mnie wraca, moją słabą stroną są wspomnienia. Był moim pierwszym. Ja dla niego też byłam pierwsza. Mijamy się codziennie, bez słowa. Ale codziennie też patrzy na mnie, tak cholernie intensywnie jakby chciał powiedzieć że dla to niego to też nie koniec. Jednak "mój były luby" ma popularnego teraz aska. Zajrzałam - odpowiedział na jedno spytań, że ktoś mu się podoba, a na pytanie "czy znasz tę dziewczynę" odpowiedział że to dość skomplikowane. On ma dużo koleżanek, znajomych, ale z żadną nie jest. Patrzymy na siebie jak małolaty, szukamy siebie wzrokiem, jakbyśmy oboje chcieli powiedzieć, że nadal nam zależy. Ale z drugiej strony nie mamy kontaktu tzn. - nie rozmawiamy ze sobą i wygląda to tak, jakby nikt nie wiedział że kiedyś bylismy razem. Dziecinne - wiem. Niedawno próbowałam się spotykac z innym, myslalam ze wreszcie pojawil sie ktos, kto nie nazywa sie moj byly ale nie... Powiedzialam mu, ze nic z tego, ze nie potrafie... Taka jest prawda - nie potrafię spojrzeć na żadnego innego jak na mojego pierwszego. Myślę o tym. Cały czas i jak się dowiedziałam, że "ktoś" mu się podoba, że mu na kimś zależy to powiedzialam sobie w duchu, że chciałabym żeby się odezwał, żebymyśmy porozmawiali żeby mnie przytulił... Ja go chyba nadal kocham. Nie wiem, co robić. Przepraszam za chaos.
Podobne tematy
Możesz dalej się zadręczać, albo możesz odpuścić.
Osobiście radziłabym odpuścić i zacząć żyć swoim życiem.