Były i obecny chłopak - dylematy i zawirowania emocjonalne - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Były i obecny chłopak - dylematy i zawirowania emocjonalne

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

1

Temat: Były i obecny chłopak - dylematy i zawirowania emocjonalne

Witam wszystkie panie smile

Chciałabym podzielić się z wami historią moich związków - to chyba będzie takie małe katharsis, a może któraś z Was doradzi, co mogłabym zrobić z moimi pokręconymi emocjami smile

Mojego pierwszego chłopaka, starszego ode mnie o 3 lata, poznałam w wieku 16 lat. Zaczęliśmy "chodzić ze sobą", a po kilku miesiącach zaczął u mnie od czasu do czasu nocować (moja mama miała liberalne podejście do tematu związków, więc zgadzała się, żeby zostawał na noc). Po roku właściwie już u mnie mieszkał, natomiast po 3 latach (skończyłam wtedy LO i poszłam na studia) wyprowadziliśmy się do wynajętej kawalerki. Kolejne 5,5 roku mieszkaliśmy razem - nasz związek trwał łącznie 8,5 roku i zakończył się minioną wiosną.

Patrząc na to z perspektywy czasu, wydaje mi się, że był to encyklopedyczny wręcz przykład toksycznego związku. Mój były chłopak, nazwijmy go Paweł, był (a właściwie jest) osobą potwornie niestałą w gustach i poglądach, ekstrawertykiem będącym cały czas w pogodni za nowymi wrażeniami. Ja jestem jego przeciwieństwem, jestem nieśmiała, raczej cicha, nie przepadam za licznym towarzystwem, a wolny czas lubię spędzać w domu lub na spacerach. Słyszałyście teorię, że przeciwieństwa się przyciągają? Może i tak jest, ale nie wydaje mi się, żeby skrajne osobowości mogły stworzyć coś trwałego i szczęśliwego.

Nieporozumienia w naszym związku zaczęły się praktycznie od samego początku jego trwania. Zaczęło się od małych rzeczy - Pawłowi nie podobały się ubrania, które nosiłam, chciał żebym zmieniła fryzurę, kolor włosów, inaczej się malowała itd. Czasami zmieniałam to, co chciał, czasami upierałam się przy swoim (wywoływało to burzliwe awantury). Szybko zauważyłam, że nawet jeśli coś w sobie zmieniałam, Paweł w krótkim czasie znajdował sobie nowy obiekt budzący jego niezadowolenie, czasem była to ta sama rzecz, którą już zmieniłam! Tak jak pisałam wcześniej, mój chłopak okazał się typem osoby, którą nie sposób zadowolić. Jeśli spełniało się jego jedną zachciankę, na jej miejsce wskakiwały trzy kolejne. Po wyglądzie przyszedł czas na mój charakter. Paweł zaczął mi zarzucać, że ciągle siedzę w domu nad książkami, albo rysunkami, że mam za mało znajomych, że nie może ze mną wyskoczyć do klubu i tak dalej. Starałam się zmieniać, bo w mojej głowie siedziała wypaczona idea, że związek = kompromis za wszelką cenę (wychowywała mnie samotna matka, z ojcem nigdy nie miałam kontaktu, stąd moje pojęcie o związkach było znikome). Najczęściej próby kończyły się fiaskiem, jako osoba stała w poglądach, prędzej czy później wracałam do tego, co było naturalnie zgodne z moim charakterem. Coraz częściej kłóciliśmy się z Pawłem, a ja słyszałam wtedy zarzuty, że ciągnę go w dół, że przy mnie gnuśnieje, że jestem beznadziejna i nic nie warta, dopóki nie zrobię czegoś ze sobą (czegoś, czyli tego co on w danym tygodniu oczekuje). Starałam się bronić, tłumaczyć mu, że taka jestem, że taką mnie przecież poznał (odpowiadał, że owszem, ale wtedy nie sądził, że mu to będzie przeszkadzać), ale...kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą.

I tak zaczęłam wierzyć, że rzeczywiście jestem beznadziejną, nieprzystosowaną do życia osobą, bez zainteresowań (książki, komputer, czy rysowanie to przecież nie są zainteresowania, bo nic z nich nie wynika - taki był zarzut, cokolwiek to oznaczało). Wpadłam w depresję, skończyłam studia, ale nie mogłam znaleźć pracy - w końcu kto by zatrudnił taką "żałosną osobę"? Życie seksualne moje i Pawła praktycznie przestało istnieć, co było powodem kolejnych kłótni i zarzutów (jak on może być dla mnie miły i czuły, skoro odpycham go i nie chcę się z nim kochać przez miesiąc?). W pewnym momencie Paweł wpadł na pomysł, żebyśmy stworzyli otwarty związek - czyli jesteśmy razem, ale mamy obustronne przyzwolenie na skoki w bok. Oczywiście zaprotestowałam. Paweł chodził za mną miesiącami, próbując mnie przekonać do tego pomysłu, aż w końcu postawił ultimatum, że albo się zgodzę, albo on i tak będzie mnie zdradzał. Uległam...po raz kolejny. Przez ostatni rok naszego związku przespał się z trzema innymi dziewczynami, w tym byłą oraz z kilkoma facetami (w pewnym momencie uznał, że jest biseksualny i chce spróbować seksu z innym mężczyzną). Ja w tym czasie praktycznie przestałam wychodzić z łóżka, wstawałam o 15, snułam się po mieszkaniu, oglądałam seriale nawet na nie nie patrząc i znowu kładłam się spać (nie miałam pracy i nie uczyłam się, ale utrzymywałam się z alimentów od ojca, który nie dociekał, czy jeszcze się uczę). Awantury z Pawłem przeplatały się z okresami obojętności i cichych dni, zaczęliśmy nawet spać w oddzielnych pokojach. Po kłótniach Paweł często robił się na krótki czas czuły, mówił, że mnie bardzo kocha i jeśli ma do mnie pretensje to tylko z troski o mnie.

Zapytacie pewnie czemu go nie rzuciłam do tej pory?! Ponieważ, nie posiadając innej rodziny niż mama, zaczęłam traktować Pawła jako rodzinę (sam też wielokrotnie tak o mnie mówił), ponieważ cholernie się przywiązałam, ponieważ liczyłam, że się zmieni, że skoro może być czasem czuły i kochany, to może w końcu się dogadamy, ponieważ irracjonalnie się bałam, że nigdy nie trafię już na nikogo lepszego...I tak dalej.

W pewnym momencie moja przyjaciółka (mam jedną bliską przyjaciółkę, co zupełnie mi wystarcza do szczęścia jeśli chodzi o ilość znajomych) zaproponowała, żebym również skorzystała z "otwartości" związku. Za jej radą założyłam sobie konto na portalu randkowym i szybko zaczęłam pisać z jednym facetem. Nie ukrywałam, że jestem w związku, także wiadome było, że chcę poznać jedynie kogoś na "jednorazowy numerek". Paweł wiedział o wszystkim i mówił, że nie ma nic przeciwko - w końcu mamy otwarty związek. Spotkałam się z facetem, z którym pisałam, na koniec randki pocałował mnie, a na drugiej randce przespaliśmy się. Co mi to dało? To że poczułam się jak szmata, ale także i to, że nagle otworzyły mi się oczy na to, że Paweł nie jest jedynym facetem, któremu się mogę podobać. Jeśli chodzi o mojego "kochanka", w zasadzie nie był nawet fajną osobą, ot po prostu poszłam do łóżka z pierwszym lepszym, który mi się spodobał. Nie spotkaliśmy się nigdy więcej, ale zmiana we mnie dokonała się.

Na wieść o tym, że przespałam się z innym, Paweł zareagował histerycznie - zaczął mnie błagać, żebyśmy zamknęli związek, mówił, że nie może znieść myśli, że dotykał mnie inny facet, że zrozumiał, że jestem tą jedyną i nie potrzebne mu inne. Zaprotestowałam, nie dlatego, że zależało mi na otwartym związku, ale dlatego, żeby w końcu Paweł poniósł konsekwencje swojej zmienności. Wtedy postawił mi ultimatum, że zamykamy związek albo rozstajemy się. Tym razem czułam już się na siłach, żeby wybrać drugi wariant. I tak, po 8.5 roku zakończył się mój pierwszy związek. Wróciłam do domu rodzinnego i przez kilka miesięcy byłam sama, próbując poukładać swoje życie. Myślicie może, że po zerwaniu wszystko potoczyło się prosto i łatwo? Nic z tego. Wielokrotnie nachodziły mnie wątpliwości, że może jednak Paweł nie był taki zły, że teraz będę trafiać na samych złych facetów, że lepszy był diabeł znany niż nieznany. Raz nawet poprosiłam Pawła, żebyśmy do siebie wrócili, ale on już nie chciał (stwierdził, że miałam rację, że do siebie nie pasujemy - był to jeden z moich argumentów podczas zerwania - i że dobrze mu samemu).

Po paru miesiącach postanowiłam poszukać nowego partnera, tym razem "na poważnie" (na wspomnienie tamtego jednorazowego seksu do tej pory czuję lekki niesmak. Nie twierdzę, że to coś jednoznacznie złego, ale na pewno taka forma relacji mi nie odpowiada). Jeszcze raz założyłam konto na portalu randkowym i po około miesiącu zaczęłam pisać z jednym chłopakiem (również 3 lata starszym ode mnie). Pisało nam się świetnie, codziennie lub co drugi dzień wymienialiśmy bardzo długie wiadomości, na temat książek, filmów, studiów, życia ogólnie. Do tego Bartek, bo tak miał na imię, dzielił ze mną moje czarne poczucie humoru (czego Michał nigdy nie lubił). Po 3 tygodniach pisania spotkaliśmy się, poszliśmy na kawę i spacer, spędziliśmy razem kilka dobrych godzin i ani przez chwilę nie było niezręcznej ciszy.

Tak, to właśnie mój drugi - obecny chłopak smile Przy 4 spotkaniu objął mnie, przy 5 pocałował, do zbliżenia doszło po prawie dwóch miesiącach od naszego pierwszego spotkania. Takie tempo idealnie mi odpowiadało, nie chciałabym być z kimś, kto rzucałby się na mnie widząc mnie 2 czy 3 raz w życiu. Z Bartkiem jesteśmy razem do tej pory - niedawno minęło nam pół roku. Nocuję u niego w weekendy, planujemy razem zamieszkać w przyszłym roku (obecnie Bartek mieszka z bratem). Mój nowy chłopak jest zupełnym przeciwieństwem Pawła. Tak jak ja, jest introwertykiem, uwielbia czytać, spacerować, słuchamy podobnej muzyki, podobają się nam te same filmy, przez pół roku ani razu nie powiedział mi, że mam coś w sobie zmienić, czy że coś mu się nie podoba. Od początku naszego związku ani razu się nie pokłóciliśmy (z Pawłem kłótnie zaczęły się po kilku tygodniach), przy jednej sytuacji nieporozumienia, usiedliśmy i porozmawialiśmy - to coś, czego mi strasznie brakowało przy poprzednim związku. Ideałów nie ma, zdarza się, że Bartek mnie czymś zdenerwuje, ale są to drobiazgi i mogę śmiało powiedzieć, że nasz związek można nazwać niemalże sielanką. Przy Bartku znalazłam w końcu całkiem dobrą pracę, pomału zaczynam odzyskiwać wiarę w siebie i poczucie wartości. Na początku często bałam się, że to nie może być aż tak idealne, że na pewno Bartek skrywa jakieś niewyobrażalne wady, które pojawią się w najmniej oczekiwanym momencie. Jak dotąd nic się nie pojawiło, a ja już coraz rzadziej mam takie lęki.

Istny raj, prawda? Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że trafił mi się najlepszy facet na świecie - czuły, kochający, potrafiący zadbać o siebie, czy czasem ugotować obiad (myślicie, że Paweł kiedykolwiek pokalał się gotowaniem, sprzątaniem, czy prasowaniem?). A jednak....Dlaczego czasem wciąż myślę o Pawle?! Dlaczego będąc z Bartkiem czasami czuję, że go bardzo bardzo kocham, a innym razem mam poczucie, jakbym była w złym miejscu o złym czasie?! Że mężczyzna obok mnie nie jest TYM mężczyzną, że to przy Pawle jest moje miejsce...Nie potrafię zrozumieć własnych emocji. Paweł i Bartek to skrajne przeciwieństwa - Bartek ma wszystko to, czego zawsze pragnęłam od mojego mężczyzny. Skąd więc ten sentyment do Pawła? To irracjonalne poczucie, że może jednak powinnam być z nim, a nie z nikim innym? Sytuację pogarsza jeszcze fakt, że Paweł ostatnio doszedł do wniosku, że rozstanie było błędem i że wciąż mnie kocha...Wiem, że powinnam zerwać z nim całkowicie kontakt, ale...nie potrafię...Bartek wie, że dzwonimy czasem do siebie z Pawłem, ale powiedziałam mu, że to mój kolega, nie wspomniałam, że to były chłopak. Przez to też czuję się wrednie, jakbym go zdradzała emocjonalnie, ale przyznanie mu się w tym momencie, że utrzymuję kontakt telefoniczny z byłym, tylko niepotrzebnie by go zraniło.

Wiem, że bez względu na to, co czasem czuję, nie zerwę z Bartkiem i nie wrócę do Pawła. Staram się też ograniczać kontakt, chociaż całkowicie go nie uniknę (u Pawła zostało kilka moich rzeczy, które nie zmieszczą się w moim pokoju, a które zgodził się przechować). Dlaczego mam takie pokręcone emocje? Czy jestem złą osobą? Jak mogę poradzić sobie z tym irracjonalnym sentymentem do Pawła? Może komuś uda się przebrnąć przez ten strumień świadomości, zrozumieć moje dziwne dylematy, doradzić...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Były i obecny chłopak - dylematy i zawirowania emocjonalne

Ty z Bartkiem nie zerwiesz, ale Bartek z Tobą tak, jak się dowie, że utrzymujesz kontakt ze swoim byłym, toksycznym chłopakiem.

Jesteś uzależniona od poprzedniego chłopaka. Jedyne co możesz zrobić to zerwać całkowicie kontakt. Kilka Twoich rzeczy u byłego? To tylko wymówka, żeby utrzymywać z nim kontakt. Z rzeczami jest tak, że jeśli są nam potrzebne to zawsze znajdziemy na nie miejsce, a jeśli tego miejsca nie ma, to nie są nam potrzebne.

3

Odp: Były i obecny chłopak - dylematy i zawirowania emocjonalne

Dziękuję za odpowiedź Teo. Masz rację, próbowałam się usprawiedliwiać, mówiąc sobie, że przecież nie zdradzam Bartka, nie spotykam się z byłym, jedynie czasem rozmawiamy przez telefon, ale nie ma co się oszukiwać - w sytuacji kiedy wciąż o nim myślę, jakikolwiek kontakt jest bardzo bliski zdradzie emocjonalnej. Poprosiłam Pawła, żeby do mnie nie dzwonił (ostatnio zadzwonił, że miał sny erotyczne ze mną hmm ), jeżeli nie poskutkuje, zablokuję go w telefonie, odbiorę rzeczy, kiedy jego nie będzie, najwyżej poleżą w piwnicy, a klucze oddam przez wspólnego znajomego. Myślę, że zawsze będę wspominać Pawła z emocjami, trudno oczekiwać obojętności po ponad 8 latach razem, zwłaszcza że bywały i dobre momenty w naszym związku, nawet jeśli zdarzało się to bardzo rzadko, ale wierzę, że tym razem trafiłam na moją drugą połówkę i nie chcę tego zmarnować. To, że zachowywałam kontakt z byłym pozostanie moim wyrzutem sumienia, ale mam nadzieję, że nie jest za późno, żeby naprawić błąd i że mój związek z Bartkiem nie rozpadnie się przez moje kłamstwo i niekonsekwencję.

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Były i obecny chłopak - dylematy i zawirowania emocjonalne

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018