Nawet nie wiem czy też nie jest już za późno. Nie radzę sobie zupełnie z kobietami - nie jestem i nie potrafię być mężczyzną, nie radzę sobie z tą rolą.
Mam 31 lat, a nigdy nawet nie pocałowałem dziewczyny tak po męsku. W tym roku można powiedzieć, że zrobiłem pierwszy krok bo cmoknąłem laskę w usta i policzek i ucieczka ![]()
Dziewczyna potem też uciekła, nie z tego powodu - po prostu zakochała się w kimś innym. Cóż, miałem swoje szanse wcześniej - spotkaliśmy się chyba z 15 razy w przeciągu kilku miesięcy.
Skąd to się wszystko wzięło ?
Myślę, że nie wykształciłem po prostu odpowiednich zachowań w wieku dojrzewania. Miałem jakieś nieudane sytuacje, wpędziłem się w kompleksy, byłem jedynakiem - nie miałem o tym z kim porozmawiać. Wpędziłem się w fobię społeczną - doszło do takiej sytuacji, że robiłem się czerwony jak miałem się odezwać. To z wiekiem trochę słabnie - już nie jest tak źle. Radzę sobie w miarę.
W wieku 26 lat poszedłem na pierwsze spotkanie z kobietą. Oczywiście poznaną w internecie po kilku miesiącach korespondencji. Z perspektywy czas oceniam, że było tak sobie ale dziewczyna była ładna i dała znak, że chcę kontynuować znajomość. Okazało się, że ma trochę problemów psychicznych i później kogoś poznała - mnie traktowała jako koło ratunkowe. Przeżywałem to, wymęczyła mnie ta znajomość psychicznie ale tak jest chyba zawsze z pierwszymi miłościami.
Jedyne co wyszło na plus z tej znajomości to to, że wyleczyłem się trochę z kompleksów co do wyglądu i, że wcale nie odstraszam niebrzydkich kobiet. W międzyczasie dostałem dobrą pracę i to też trochę podniosło moją wartość.
Poznałem też dziewczynę, która jako jedyna była dla mnie cierpliwa, sama próbowała inicjować jakiś kontakt ale nie bardzo mi się podobała - była super jako koleżanka do wspólnego spędzania czasu ale nie wyobrażałem sobie niczego wiecej, w głowie też miałem jeszcze wtedy tamtą ładniejszą. Skończyło się na tym, że pojechaliśmy do Wenecji na długi weekend także romantycznie, spaliśmy w dwójce hotelowej. Ona pewnie była gotowa na coś więcej ale ja nie zrobiłem nic. Po wyjeździe oczywiście zaczęło się to rozchodzić - ona byłą rozczarowana, mi trochę wstyd itd.
Wszystkie kobiety poznaję w necie. Te, z którymi decyduję się umówić na kolejne spotkanie są z mojego punktu atrakcyjne. Były też takie, na których mi zależało ale nie dały mi szansy. Mocno to przeżywałem, próbowałem się odzywać mimo wielokrotnego olewania poniżając się, zabiegając. Niestety to teraz we mnie tkwi i czasami po prostu unoszę się honorem w kontaktach z innymi Bogu ducha winnymi kobietami - kiedy coś mi nie spasuje w ich zachowania odsuwam się na jakiś czas. Właściwie to moje wszystkie znajomości tak wyglądają, że ja się odsuwam, przeciągam sprawę - zawsze dochodzę do bariery. Bariery niemożności nawiązania kontaktu fizycznego. Po prostu nie wiem jak miałbym się do tego zabrać. Do tego przecież od razu taka dziewczyna wyczułaby, że ze mną coś nie tak, a niestety w moim wieku to nie jest normalne. Teraz straciłem kolejną fajną znajomość - wymigałem się z powodu strachu z wyjazdu z fajną koleżanką we dwójkę. Myślę, że ona traktuje mnie jak kolegę ale jest to dziewczyna o figurze modelki więc od razu to była nie moja półka. Uważam jednak, ze każdy normalny facet by coś próbował (nawet kolega mnie pytał czy już się do niej dobrałem). Tak więc jakoś się wykręciłem choć chciałem ale przegrałem ze strachem. Teraz ona już kogoś poznała, a mi zostały tylko łzy i żal
Po prostu już nie pamiętam, który raz takie coś przerabiam. Wszystko się ciągle powtarza, nic się nie zmienia. Dziewczyny się pojawiają i znikają z kimś innym.
To jest takie przykre bo wiem, że poza tym kontaktem fizycznym wszystko jest w tych znajomościach ok no może jeszcze poza faktem, że ja się potrafię nie kontaktować dłuższy czas ale to już chyba mój mechanizm ochronny kiedy jak próbuję trzymać dystans żeby tylko się nie zaangażować.
Teraz już nie widzę sensu podejmować kolejnych prób bo wszystko zawsze się powtarza. Chyba wybieram równowagę psychiczną beż tych huśtawek nastroju kiedy zostają tylko wspomnienia i żal zmarnowanej szansy. Chciałbym to jakoś zmienić ale nawet nie wiem od czego zacząć - to lata zaniedbań, odkręcanie tego zajęłoby wieki, a mam już 31 lat przecież więc chyba nie ma sensu ![]()
Po sytuacji z tą pierwszą kobietą wylądowałem u psychologa. On od razu wyczuł, że nie miałem nigdy, żadnego kontaktu z kobietą. Bardzo mocno sugerował molestowanie seksualne. Chciał to ze mnie wyciągnąć ale ja na prawdę nie pamiętam takiej sytuacji w swoim życiu. Nie byłem nawet nigdy ministrantem
Miałem iść na terapię ale ten gość miał jakiś wypadek, nie doszło do następnej wizyty, ja się ogarnąłem i tak minęły kolejne lata, aż jestem w tym punkcie gdzie jestem - kompletnie załamany i nie wiem od czego zacząć zmiany.