Witam! Mam 21 lat, od kilku miesięcy jestem w związku. Na początku wszystko było super - byliśmy w sobie zakochani, staraliśmy się itd. Później zaczęły się kłótnie - większe i mniejsze, ale nie przejmowałam się tym, bo to normalne (choć teraz nie jestem już tego taka pewna). Z biegiem czasu pozwalaliśmy sobie na coraz więcej - więcej słów, więcej kłótni z byle powodu, nieprzemyślanych zachowań... W końcu K. zaczął wciąż powtarzać, że "jak mi się nie podoba, to mam sobie znaleźć kogoś innego", choć wcale tego nie chciałam. Później zaczęły się jego kłamstwa - "jestem w domu kochane i idę spać", a w rzeczywistości "jadę na imprezę". Wybaczałam, puszczałam bokiem, bo przecież każdy ma prawo do wolności (chociaż ja jej nie miałam). Starałam mu się ufać - tego wymaga wspólne bycie razem. Ostatnio, podczas jednej z kłótni, K. powiedział, że mnie zdradził. Zdarzało mu się to już we wcześniejszym związku. Tego już nie popuściłam. Uznał jednak to był "głupi żart", przecież wiem, że "on nigdy by mnie zdradził...". Ja niestety mam wątpliwości....
Jednak sens historii leży gdzie indziej. Zanim byłam z K, miałam sporo znajomych. Wśród nich był także P, z którym kontakt mi się urwał. Niestety ostatnio spotkałam go przypadkiem, a że miałam fatalny nastrój postanowiłam, że wypijemy drinka, jak za starych dobrych czasów. Oczywiście do niczego między nami nie doszło, było po prostu miło, rozmawialiśmy - jak kiedyś... No właśnie, JAK KIEDYŚ...
I od tamtej pory czuję jak coś we mnie pękło. Nie wiem, może zatęskniłam za starymi czasami, może to chwilowy kryzys, a może po prostu oszalałam. Ale od dawna tak dobrze nie rozmawiało mi z mężczyzną, zresztą w ogóle z żadnym nie rozmawiałam. Z moim chłopakiem głównie kłóciliśmy się. Zawsze miałam słabość do P, zawsze lubiłam z nim spędzać czas, ale on nie chciał się wiązać, a ja koniecznie chciałam mieć faceta. Teraz już nie wiem czego chcę. Codziennie rano wstaję, próbuję odbudować mój związek, pokochać znowu K, z taką siłą jak na początku, ale idzie mi fatalnie. Ciągle myślę o przeszłości, O P,
o tym, czy jestem teraz szczęśliwa, czy chcę dalej z kimś być. Do tej pory wiedziałam, że kocham mojego faceta, a teraz najzwyczajniej w świecie tego nie wiem. Może on też się stara, tez próbuje, ale zawsze potem wybucha, mówi słowa, których nie chcę usłyszeć po czym przeprasza i znów mówi, że droga wolna, że mam ciągle problem, a potem, że mnie kocha, ale to ja jestem dziwna. Zapewne brzmi to niedorzecznie, trochę głupio i niemądrze, ale pogubiłam się już i nie wiem czego chcę. Wiem, że nikt mi z was nie odpowie się za mnie, ale może mieliście lub macie podobnie, może jakoś sensownie rozwiązaliście tą sytuację i coś mi poradzicie. Bardzo proszę o dojrzałe komentarze, krytykę w stylu "może po prostu chcesz się puścić" proszę zachować dla siebie.
1 2013-10-24 13:00:08 Ostatnio edytowany przez mandarynka13 (2013-10-24 13:13:13)
Podobne tematy
".. ja koniecznie chciałam mieć faceta"
Może nad tym powinnaś się zastanowić... To znaczy nad tym, czy może przypadkiem tak bardzo chcesz z kimś być, że to ważniejsze niż to z kim jesteś i czy ten człowiek ma ci coś do zaoferowania. Twój facet wydaje się być niedojrzały i nieszczery i chociaż trudno oceniać bo historia opisana tylko z jednego punktu widzenia, to jednak nie doszukałam się w twoim poście informacji co tak naprawdę (pozytywnego) ten związek wnosi w twoje życie/ co (poza potrzebą bycia z kimś) cię przy nim trzyma.
I to "Zanim byłam z K, miałam sporo znajomych.". Dlaczego już nie masz???
W każdym związku są wzloty i upadki . Będąc ze sobą jakiś dłuższy czas nie ma co liczyć że będzie jak na początku . Życie to nie bajka. Ważne by umieć ze sobą rozmawiać . Ja zanim zamieszkałam z Moim partnerem też było kolorowo , po zamieszkaniu razem na początku też ale potem zaczęły się wspólne problemy , kłótnie . Ale jesteśmy ze sobą bo się kochamy . I jakoś trzeba ze sobą rozmawiać i wyjaśnić sobie pewne nie porozumienia . A nie uciekać od problemów do innego . Jeżeli kochasz swojego partnera to porozmawiaj z nim powiedz mu co czujesz i czego od niego oczekujesz. A jeżeli on Cię już nie kocha (bo też tak może być , po tym jak przeczytałam co napisałaś co do ciebie mówi ) to wart się rozstać niż się ranić na wzajem . Każdy zasługuje na szczęście . A w związku gdzie są kłótnie których nie da się rozwiązać to według mnie taki związek nie ma szans przetrwać ( przynajmniej w szczerości i szacunku do siebie na wzajem ) . Życzę Ci żeby jakoś Wam się ułożyło. Nie podejmuj pochopnych decyzji bo jakach "dawna miłość" się pojawiła.
Macie rację dziewczyny. Z jeden strony zastanowić się czy na pewno chcę z kimś być, a z drugiej - nie przekreślać wszystkiego przez jakieś spotkanie. No, ale jeśli ja już nie umiem być szczęśliwa? Boję się samotności i tylko dlatego próbuje i walczę. Na tą chwilę nie mam innego powodu...
Dlaczego nie mam już tych znajomych? - Może dlatego, że całkowicie poświęciliśmy się sobie....
Boję się samotności i tylko dlatego próbuje i walczę. Na tą chwilę nie mam innego powodu...
Dlaczego nie mam już tych znajomych? - Może dlatego, że całkowicie poświęciliśmy się sobie....
To miałam na myśli, mówiąc, że powinnaś się zastanowić. Od pierwszego postu mam wrażenie, że to, co cię trzyma to chęć bycia z związku z kimkolwiek za jakąkolwiek cenę. To nie tak. Związek sam w sobie nie przedstawia żadnej wartości. Lepiej być z nikim niż z kimkolwiek. Zastanów się więc w jak dużej mierze chodzi o twój lęk przed samotnością. Bo jeśli tylko to cię trzyma, jeśli ten związek nie wnosi nic pozytywnego do twojego życia, to pora się rozstać. Jeśli nic nie dały rozmowy, prośby i tłumaczenia... Jeśli czujesz, że zrobiłaś wszystko co było w twojej mocy... Pomyśl o tym w ten sposób - będąc z nim tylko dlatego, że nie chcesz być sama, odbierasz sobie szansę na znalezienie kogoś, z kim naprawdę byłabyś szczęśliwa. I nie podważaj swojej zdolności do bycia szczęsliwą bo nie jesteś szczęsliwa z jedną konkretną osobą.
A tak baj de łej, nigdy przenigdy nie zrywaj kontaktu z przyjaciólmi dla związku.
a to nie jest tak, że zawsze przychodzi jakiś kryzys? wszyscy w kółko powtarzają "w związkach już tak jest, że nie jest kolorowo. że piękne są tylko chwile. że zawsze będą problemy, wątpliwości..." itd.
chciałabym być szczęśliwa - nie wykluczając problemów, bo one są zawsze. ale trzeba jakoś rozwiązywać je i nie wracać do nich, nieprawdaż?
btw - tak, wiem. teraz już wiem, że nie poświęca się przyjaciół. ale to wyszło jakoś tak samo - zaczęliśmy spędzać swój wolny czas zawsze razem, żeby się zbliżyć, poznać... i nagle zabrakło czasu dla reszty....
btw 2 - dzięki ![]()
Może on też się stara, tez próbuje, ale zawsze potem wybucha, mówi słowa, których nie chcę usłyszeć po czym przeprasza i znów mówi, że droga wolna, że mam ciągle problem, a potem, że mnie kocha, ale to ja jestem dziwna. Zapewne brzmi to niedorzecznie, trochę głupio i niemądrze, ale pogubiłam się już i nie wiem czego chcę. Wiem, że nikt mi z was nie odpowie się za mnie, ale może mieliście lub macie podobnie, może jakoś sensownie rozwiązaliście tą sytuację i coś mi poradzicie.
Kryzysy, owszem, zdarzają się. Ale to ty sama musisz wyznaczyć linię, która jasno ustala, do kiedy jest jeszcze kryzys, a gdzie zaczyna się najzwyczajnie nieudany związek bez szans na poprawę. Więc po raz kolejny - usiądź i się zastanów: czy po tych wszystkich kłotniach i bolesnych słowach jesteście w stanie odnosić się do siebie z szacunkiem? czy jesteście w ogóle w stanie przestać się ciągle kłócić? czy jesteś w stanie mu zaufać po kłamstwach, których ci naopowiadał czy też za każdym razem kiedy nie odbierze telefonu wieczorem w twojej głowie rozegra się pornos z nim w roli głównej? czy tak jak jest teraz, ci odpowiada? czego tak naprawdę chcesz i czy ten człowiek może ci to dać? Nikt nie odpowie ci na te pytania.
Każda sytuacja jest inna i nie miałam zamiaru posługiwać się własnym przykładem ale skoro pytasz.. Tak miałam podobnie, nawet bardzo podobnie. Dziś, ładnych kilka lat po rozstaniu, patrząc przez pryzmat innych, bardziej udanych związków, żałuję tylko tych lat kiedy "próbowałam" i nie mogę zrozumieć jak mogłam być tak ślepa i nie widzieć, że to nie miało żadnego sensu. Ale to rzecz jasna nie znaczy, że tak samo jest w twoim wypadku.
Każda sytuacja jest inna i nie miałam zamiaru posługiwać się własnym przykładem ale skoro pytasz.. Tak miałam podobnie, nawet bardzo podobnie. Dziś, ładnych kilka lat po rozstaniu, patrząc przez pryzmat innych, bardziej udanych związków, żałuję tylko tych lat kiedy "próbowałam" i nie mogę zrozumieć jak mogłam być tak ślepa i nie widzieć, że to nie miało żadnego sensu. Ale to rzecz jasna nie znaczy, że tak samo jest w twoim wypadku.
dzisiaj niestety znów się kłóciliśmy. wyszłam z domu i spotkałam P... i to pogarsza sytuację jeszcze bardziej. każda osoba, z którą NORMALNIE rozmawiam, oddala mnie od mojego chłopaka, który zbrzydł mi już ze swoją wiecznie niezadowoloną miną i problemem o byle co. i moje starania idą w....
Masz racje - wieczne "próbowanie" to strata czasu. Biorę to we własne ręce i niestety, wybieram ta samotność, która być może okaże się lepsza...
Pozdrawiam
mandarynko na pewno będziesz szczęśliwsza sama niż z kimś takim . Życzę Ci szczęścia samej i powodzenia . Obyś znalazła kogoś na prawdę godnego zaufania .
Witam! Mam 21 lat, od kilku miesięcy jestem w związku. Na początku wszystko było super - byliśmy w sobie zakochani, staraliśmy się itd. Później zaczęły się kłótnie - większe i mniejsze, ale nie przejmowałam się tym, bo to normalne (choć teraz nie jestem już tego taka pewna). Z biegiem czasu pozwalaliśmy sobie na coraz więcej - więcej słów, więcej kłótni z byle powodu, nieprzemyślanych zachowań... W końcu K. zaczął wciąż powtarzać, że "jak mi się nie podoba, to mam sobie znaleźć kogoś innego", choć wcale tego nie chciałam. Później zaczęły się jego kłamstwa - "jestem w domu kochane i idę spać", a w rzeczywistości "jadę na imprezę". Wybaczałam, puszczałam bokiem, bo przecież każdy ma prawo do wolności (chociaż ja jej nie miałam). Starałam mu się ufać - tego wymaga wspólne bycie razem. Ostatnio, podczas jednej z kłótni, K. powiedział, że mnie zdradził. Zdarzało mu się to już we wcześniejszym związku. Tego już nie popuściłam. Uznał jednak to był "głupi żart", przecież wiem, że "on nigdy by mnie zdradził...". Ja niestety mam wątpliwości....
Jednak sens historii leży gdzie indziej. Zanim byłam z K, miałam sporo znajomych. Wśród nich był także P, z którym kontakt mi się urwał. Niestety ostatnio spotkałam go przypadkiem, a że miałam fatalny nastrój postanowiłam, że wypijemy drinka, jak za starych dobrych czasów. Oczywiście do niczego między nami nie doszło, było po prostu miło, rozmawialiśmy - jak kiedyś... No właśnie, JAK KIEDYŚ...
I od tamtej pory czuję jak coś we mnie pękło. Nie wiem, może zatęskniłam za starymi czasami, może to chwilowy kryzys, a może po prostu oszalałam. Ale od dawna tak dobrze nie rozmawiało mi z mężczyzną, zresztą w ogóle z żadnym nie rozmawiałam. Z moim chłopakiem głównie kłóciliśmy się. Zawsze miałam słabość do P, zawsze lubiłam z nim spędzać czas, ale on nie chciał się wiązać, a ja koniecznie chciałam mieć faceta. Teraz już nie wiem czego chcę. Codziennie rano wstaję, próbuję odbudować mój związek, pokochać znowu K, z taką siłą jak na początku, ale idzie mi fatalnie. Ciągle myślę o przeszłości, O P,
o tym, czy jestem teraz szczęśliwa, czy chcę dalej z kimś być. Do tej pory wiedziałam, że kocham mojego faceta, a teraz najzwyczajniej w świecie tego nie wiem. Może on też się stara, tez próbuje, ale zawsze potem wybucha, mówi słowa, których nie chcę usłyszeć po czym przeprasza i znów mówi, że droga wolna, że mam ciągle problem, a potem, że mnie kocha, ale to ja jestem dziwna. Zapewne brzmi to niedorzecznie, trochę głupio i niemądrze, ale pogubiłam się już i nie wiem czego chcę. Wiem, że nikt mi z was nie odpowie się za mnie, ale może mieliście lub macie podobnie, może jakoś sensownie rozwiązaliście tą sytuację i coś mi poradzicie. Bardzo proszę o dojrzałe komentarze, krytykę w stylu "może po prostu chcesz się puścić" proszę zachować dla siebie.
A po jakiego grzyba Ty chcesz ratować ten swój pożal się Boże związek z K? Przecież ten koleś to patologia - jesteście razem kilka miesięcy (!!!) a on już zdołał Cię zdradzić nie wspominając o kłótniach etc. Poczytaj sobie inne tego typu wątki na forum, wile kobiet zostaje w takim syfie lata a potem nie wiedza jak to skończyć jak już są całkiem zniszczone psychicznie. Nie ma czego żałować, jedyne co powinnaś zrobić to rzucić go w cholerę. A poza tym to jednak popracować nad soba zanim się rzucisz w kolejny związek, bo masz chyba zanizone poczucie własnej wartości. Moze poznaj się z tym P, jak Ci się z nim dobrze rozmawia, w najgorszym razie będziesz miała kumpla. A tego swojego kopnij w zadek, bo on normalny nie jest. Taki "kryzys" jak tu niektórzy piszą po kilku miesiącach oznacza, że to jest kicha a nie związek.