Hej, dziś pierwszy raz w życiu zaczęłam zanosić CV. Póki co - nie mam wyrobionej książeczki sanepidowskiej, więc gastronomia odpada (ani kelnerką, ani panią na zmywaku raczej nie zostanę). Nie chcę stałej pracy, tylko na najbliższe 2 miesiące, bo później wyjeżdżam z miasta, a póki co chcę dorobić się chociażby 1000zł. Czyli umowa na zlecenie tu by była ok?
Problem w tym, że nie wiem co robić z tym CV.
Chodziłam dziś po galerii (bo chcę iść do jakiegoś sklepu odzieżowego), patrzałam na gabloty i na kasy czy nie ma informacji, że poszukują pracownika. Jak było - podchodziłam, zostawiałam CV. Raz zapytali mnie ile chcę zarabiać za pół etatu, palnęłam niezbyt trafną sumę (1000zł na rękę...) i dopiero po fakcie trafiło mnie, że to 10zł/h.
Ale człowiek uczy się na błędach.
Podeszłam do jednego sklepu, mimo, że nie było informacji o poszukiwaniu pracownika, ale okazało się, że "zleceniowiec" może im się przydać.
Moje pytanie brzmi - czy mogę tak "na chama" wchodzić do sklepu i pytać czy nie potrzebują pracownika?
I kolejne - jak to jest z książeczką sanepidowską, wymagają jej wszędzie (jeżeli chodzi o restauracje, puby, kawiarnie, sklepy spożywcze)? Bo jednak jej wyrobienie jest dość "czasochłonne"...