Witam. Nie wiem czy dobrze w trafiłam,ale ja już pękam....nie mam już sił,dziś jestem wrakiem człowieka,czuję się bardzo samotnie.....Życie od urodzenia mnie nie rozpieszczał....bieda,alkoholizm,znęcanie psychiczne....Dziś jestem dojrzała kobietą.....ale moze zacznę od lat wkraczania w dzieciństwo....Uciekałam w kościół,więc poszłam do zakonu byłam tam 7 lat w tym 2 lata szkoły. W 2006r.odeszłam z zakonu....po 3 msc wyjechałam do Niemiec mając tylko na bilet w jedn stronę i z paroma ciuchami....po roku przyjechałam do Polski i wtedy poznałam mojego obecnego męża....Mimo to jeżdziłam do pracy jako opiekunka do osób starszych i tak żyliśmy 2msc w Polsce u mojego męża i 2 msc w pracy w Niemczech....Podjęliśmy decyzję o ślubie.....miałam przyjęcie na 6 osób.....po półtora roku urodził nam się synuś.....dziś jest zdrowym 3 latkiem....Kiedy odchowałam troszku dziecko zaczęłam szukać pracy i bardzo długo szukałam przez to wpadliśmy w długi....no ale potem znalazłam na pół etatu a po roku starań przyjęli mnie do supermarketu....Lewdo koniec z końcem wiazaliśmy a ja zaczęłam smutna i przygnębiona być.....szereg doświadczeń wyrył we mnie wielką ranę.....Mąż jest dobrym człowiekiem ale nie takim jak co nie którzy faceci,że biorą wszystko w swoje ręce by zapewnić byt.....W obecnej chwili jestem wypalona,przygaszona i czasami chciałabym już umrzeć,by nie czuć tego bólu tego wołania o pomoc.....chciałam ja wziąść wszystko w swoje ręce by wyjść z tych długów,więc znalazłam prace w Niemczech,po przeanalizowaniu zrezygnowałam z swojej pracy w supermarkecie i pojechałam z nadzieją,że wreszcie zaświeci i dla mnie słońce....niestety....los odegrał sie na mnie i nieżle ze mnie drwi....mało tego...w obecną sobote ukradł mi ktoś portfel z pieniędzmi i dokumentami.....Mój mąż delikatnie powiedzmy dał mi do zrozumienia,że on zarabia a ja nic....tylko,ze on nie widzi,ze mi jest cholernie przykro i ciężko. Ten bagaż od dziecka do dziś sie ciągnie a ja już naprawdę mam dośc...nie mam już sił nawet walczyć ból jest tak ogromny,ze już zapomniałam o tym,ze żyję takze dla siebie.....W tej całej sytuacji nie mam wsparcia od nikogo....tesciowa od początku mnie nie trawi.....a dziś powiedziała,ze mój mąż a jej syn ma nienormalną rodzinę....czyli żonę....Już nie mam nadzieii na nic a jak patrzę na mojego synusia serce jeszcze bardziej boli bo ma niezaradną matkę.....Nie wiem może to przekleńswo...Już nie potrafię walczyć o siebie a ni o to co mi zostało....
Podobne tematy
cholerny egoista. nic dodać nic ująć. każdy z nas ma wady i zalety ale gdy się jest w związku to powinno się nad nim pracować. małżonkowie w małżeństwie powinni się uzupełniać.
teraz niestety jest inaczej.
jakiej pomocy oczekujesz od nas? piszesz po to, żeby się wyżalić na męża, chcesz przeczytAć, co zrobić, żeby cię docenił? chcesz odejść i mamy przyklasnąć temu pomysłowi?
jakiej pomocy oczekujesz od nas? piszesz po to, żeby się wyżalić na męża, chcesz przeczytAć, co zrobić, żeby cię docenił? chcesz odejść i mamy przyklasnąć temu pomysłowi?
Powiem ci tak ...nie życzę tego tobie byś to przezywała(znając po wpisie jestes studentką i to młodziutką)...bagaż który mam mogłabym podzielić sie z tobą i nie wiem czy bys była w stanie nawet 1% udżwigać....więc nie musisz mnie ranić takim słownictwem....no ale porozmawiamy za 10-15 lat.....
Czego szukam wsparcia psychicznego i nie chcę odejść od męża bo nie bije mnie,nie nadużywa alkoholu,ale jako jedynak niestety ma te wady,ze reaguje tak a nie inaczej...ja kiedyś walczyłam o każdy kęs chleba on miał wszystko na tacy nawet jak w sklepach tego nie było.....jeżeli zaśmieciłam forum to bardzo przepraszam i juz sie ulatniam pozostawiając miejsce dla innych....pozdrawiam i życze wam z całego serca by nigdy was nie dosięgło to co ja przezywam....
Gizelka, jeśli tu jeszcze zajrzysz, to bardzo fajnie. Kazdy z nas ma za sobą jakieś doświadczenia. niestety życie to nie jest koncert życzen.Chciałoby się dobrze, a czesto pomimo wielkiego wysiłku otrzymujemy same straty. Powiedz mi czy Ty nadal jesteś w Niemczech? Jeśli chcesz porozmawiać, napisz mi e-mail feiryuwe@o2.pl Ja od 2 lat jestem w Niemczech i może mogłabym ci coś doradzić. Nie załamuj się , to najgorsze co możesz zrobić. Walcz o swoje życie. Uwierz,ze ono ma wielki sens i sprawy, które teraz wydaja się beznadziejne, za jakiś czas mogą przybrać inny wygląd.
marchewa91 napisał/a:jakiej pomocy oczekujesz od nas? piszesz po to, żeby się wyżalić na męża, chcesz przeczytAć, co zrobić, żeby cię docenił? chcesz odejść i mamy przyklasnąć temu pomysłowi?
Powiem ci tak ...nie życzę tego tobie byś to przezywała(znając po wpisie jestes studentką i to młodziutką)...bagaż który mam mogłabym podzielić sie z tobą i nie wiem czy bys była w stanie nawet 1% udżwigać....więc nie musisz mnie ranić takim słownictwem....no ale porozmawiamy za 10-15 lat.....
Czego szukam wsparcia psychicznego i nie chcę odejść od męża bo nie bije mnie,nie nadużywa alkoholu,ale jako jedynak niestety ma te wady,ze reaguje tak a nie inaczej...ja kiedyś walczyłam o każdy kęs chleba on miał wszystko na tacy nawet jak w sklepach tego nie było.....jeżeli zaśmieciłam forum to bardzo przepraszam i juz sie ulatniam pozostawiając miejsce dla innych....pozdrawiam i życze wam z całego serca by nigdy was nie dosięgło to co ja przezywam....
Sluchaj, nie jestes jedyna osoba, ktora ma zle doswiadczenia, nie Ciebie jedyną los ukarał. Rozumiem, ze jestes zalamana i zla, ale moim zdaniem nie powinnas najeżdżać na Marchewa91 , bo spytala tylko Ciebie o coś i wyraziła swoją opinię. Mimo swojego młodego wieku też mogło ją wiele spotkać i wydaje mi się, że nie na miejscu jest gadanie 'porozmawiamy za 10-15 lat ' albo, ze nie wiesz czy by udzwignela Twoj ciezar. Nawet jej nie znasz. My Ciebie rowniez nie znamy, ale wydaje mi sie, ze mialas powod tu pisząc. Nie wiem za bardzo o co w tym wszystkim chodzi. Widzę w penwym sensie u Ciebie zazdrość oto, że Twój mąż (jak to podkreśliłaś jedynak) mial lepiej w dziecinstwie niż Ty. Okej, ale czy On mial na to jakiś wpływ? Poszczęściło się Mu i tyle i to nie jest Jego wina, ze Ciebie spotkal inny los. Druga sprawa - nienawidzę stereotypów o jedynakach, bo sama jestem jedynaczką i też mnie nigdy życie nie rozpieszczało. Musisz się wziąć w garść, dlaczego rzuciłaś prawę w supermarkecie? Czemu nie wyszło w Niemczech ? I czemu od razu się obrażasz i gadasz, że zaśmiecasz forum i usuwasz się w cień? Nie lubię takiego czegoś strasznie..
Marcheweczko bardzo cię przepraszam bo nie to miałam na myśli chciałam wyrazić swój ból,to ,ze sobie nie radzę sama z sobą w obecnej chwili...wyszło jak wyszło....także bardzo cię przepraszam....bo żle odebrałam twój post.
gizelka79 napisał/a:marchewa91 napisał/a:jakiej pomocy oczekujesz od nas? piszesz po to, żeby się wyżalić na męża, chcesz przeczytAć, co zrobić, żeby cię docenił? chcesz odejść i mamy przyklasnąć temu pomysłowi?
Powiem ci tak ...nie życzę tego tobie byś to przezywała(znając po wpisie jestes studentką i to młodziutką)...bagaż który mam mogłabym podzielić sie z tobą i nie wiem czy bys była w stanie nawet 1% udżwigać....więc nie musisz mnie ranić takim słownictwem....no ale porozmawiamy za 10-15 lat.....
Czego szukam wsparcia psychicznego i nie chcę odejść od męża bo nie bije mnie,nie nadużywa alkoholu,ale jako jedynak niestety ma te wady,ze reaguje tak a nie inaczej...ja kiedyś walczyłam o każdy kęs chleba on miał wszystko na tacy nawet jak w sklepach tego nie było.....jeżeli zaśmieciłam forum to bardzo przepraszam i juz sie ulatniam pozostawiając miejsce dla innych....pozdrawiam i życze wam z całego serca by nigdy was nie dosięgło to co ja przezywam....
Sluchaj, nie jestes jedyna osoba, ktora ma zle doswiadczenia, nie Ciebie jedyną los ukarał. Rozumiem, ze jestes zalamana i zla, ale moim zdaniem nie powinnas najeżdżać na Marchewa91 , bo spytala tylko Ciebie o coś i wyraziła swoją opinię. Mimo swojego młodego wieku też mogło ją wiele spotkać i wydaje mi się, że nie na miejscu jest gadanie 'porozmawiamy za 10-15 lat ' albo, ze nie wiesz czy by udzwignela Twoj ciezar. Nawet jej nie znasz. My Ciebie rowniez nie znamy, ale wydaje mi sie, ze mialas powod tu pisząc. Nie wiem za bardzo o co w tym wszystkim chodzi. Widzę w penwym sensie u Ciebie zazdrość oto, że Twój mąż (jak to podkreśliłaś jedynak) mial lepiej w dziecinstwie niż Ty. Okej, ale czy On mial na to jakiś wpływ? Poszczęściło się Mu i tyle i to nie jest Jego wina, ze Ciebie spotkal inny los. Druga sprawa - nienawidzę stereotypów o jedynakach, bo sama jestem jedynaczką i też mnie nigdy życie nie rozpieszczało. Musisz się wziąć w garść, dlaczego rzuciłaś prawę w supermarkecie? Czemu nie wyszło w Niemczech ? I czemu od razu się obrażasz i gadasz, że zaśmiecasz forum i usuwasz się w cień? Nie lubię takiego czegoś strasznie..
nie nie jestem zazdrosna o nic i nigdy nie byłam....chciałam tylko pokazać,ze ludzie którzy mieli mniej szczęścia w życiu mają oczy bardzo szeroko otwarte...a niestety mój mąż widzi tak jak widzi....wiem,ze go kocham z ato,ze jest dobrym człowiekiem,ale ja tez potrzebuję męskiego wsparcia a nie w pojedynkę...to ta różnica....więc i ciebie przepraszam....a czemu mi nie wyszło....byłam pojechałam....niby mieszkanie szuka dla mnie ale to juz inna historia i za dużo by to opisywać poza tym chciałam tutaj znależć dobre słowo,wsparcie wirtualne...poczuć ,że są jeszcze ludzie którym nie jest obojętny drugi człowiek....
KAŻDY Z NAS NOSI SWÓJ BAGAŻ DOŚWIADCZEŃ.
pozdrawiam;)
Gdzieś czytałam, że związek to jak GRA sportowa. Albo gra się razem w jednej drużynie, albo... przeciwko sobie.
Ale chyba niezbędne jest by obie strony związku zdawały sobie z tego sprawę...
11 2013-10-17 13:18:33 Ostatnio edytowany przez marchewa91 (2013-10-17 13:19:55)
nie chciałam cię wkurzyć, tylko dowiedzieć się, czego się spodziewasz, pisząc tutaj. Te przeprosiny dalej to zasadniczo też nie wiem, na ile prawdziwe, a na ile sarkastyczne.
Anyway, jeżeli kochasz męża, a czujesz niezrozumiana, mimo wielokrotnych rozmów z nim i sugerowania mu, że cię nie docenia i nie wspiera we wspólnych problemach, a w jego matce nie znajdziesz sojusznika, to może poszukaj pomocy u innych członków rodziny? Nie uwierzę, że nie ma nikogo, kto by cię szanował w jego rodzinie. To nawet nie ma być narzekanie bezpośrednio na niego, ale tak ogólnie jak wam ciężko, jak tobie ciężko. A jeśli nie ktoś z rodziny, to może przyjaciele? Zawsze możesz spróbować terapii, skoro nie radzisz sobie sama z problemem. Szkoda, że nie masz oddanej przyjaciółki, której mogłabyś powiedzieć to, co tu napisałaś. No i cały czas szukaj pracy, bo najgorsze co może być, to się poddać i zaprzestać starań. Wtedy tylko dasz mężowi powody do naskakiwania na ciebie.
Gizelka, jeśli tu jeszcze zajrzysz, to bardzo fajnie. Kazdy z nas ma za sobą jakieś doświadczenia. niestety życie to nie jest koncert życzen.Chciałoby się dobrze, a czesto pomimo wielkiego wysiłku otrzymujemy same straty. Powiedz mi czy Ty nadal jesteś w Niemczech? Jeśli chcesz porozmawiać, napisz mi e-mail feiryuwe@o2.pl Ja od 2 lat jestem w Niemczech i może mogłabym ci coś doradzić. Nie załamuj się , to najgorsze co możesz zrobić. Walcz o swoje życie. Uwierz,ze ono ma wielki sens i sprawy, które teraz wydaja się beznadziejne, za jakiś czas mogą przybrać inny wygląd.
Jakoś zazwyczaj facet nie ma strat, czemu tylko my mamy je ponosić no czemu?
no tak dobre pytanko;) dlaczego?
ja nadal zastanawiam się nad tym pytankiem.