Obawiam się że w moim już prawie dwuletnim związku mogą pojawić się problemy, mój chłopak postanowił iść na studia pomimo 2 letniej przerwy, a ja też się wybieram(o ile się dostane on na pewno, ma bardzo dobre wyniki) i problem w tym że możemy nie mieć w ogóle dla siebie czasu, teraz kiedy on pracuje widujemy się 2 3 razy w tygodniu, a gdy oboje pójdziemy na studia a on jeszcze w weekendy do pracy to czasu już możemy w ogóle nie mieć, a on też jest przywiązany do kolegów i często były o to kłótnie więc w trakcie studiów będzie gorzej bo podzielenie czasu pomiędzy mnie, rodzinę a kolegów... Co mam zrobić? Mi jest łatwiej bo mam mało znajomych, (zawsze byłam samotna) a ja pracować nie będę na stałe. Ze znajomymi chłopaka mogę spotykać się tylko z nim bo oni inaczej nie chcą za bardzo.... Czyli pozostaje problem a raczej on się z pewnością pojawi i nie wiem co zrobić....
Bo wszystkie mi znajome pary, mają odrobinę inne sytuację. Proszę o jakieś rady
Podobne tematy
Znam parę( wiesz którą) która ostatnimi czasy widywala sie z pare razy w miesiacu jak nie rzadziej. I ich związek przetrwał. trzeba sie porpostu przyzwyczajać do tego, że nie zawsze chłopak będzie obok. Wiem, że to trudne no ale z czasem łatwiej będzie Ci znosić to, że nie ma go tak często. Na studiach będziesz zajęta nauką, nowymi znajomymi. Niech on czasem poprosi któregoś z kolegów zpracy, by wziął za niego robotę. A w tygodniu może Cie odprowadzać ze szkoły, widywali byście się na godzinę dwie, zawsze coś.
Z robotą to nie tak łatwo bo jak będzie grafik to go nie ruszy, on pójdzie tam by zarobić, więc nie bedzie tak porostu zastępstw i zwolnij, a nauka, dużo się nie uczę wiec nie będzie tak łatwo zapłnić pustkę, piszcie proszę
Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wspólne zamieszkanie, jednak domyślam się, że to niezbyt możliwa do zrealizowania opcja... W takim razie pozostaje chyba - tak jak napisała Koralciaaa225 - przyzwyczaić się do tej sytuacji. A i można też na to spojrzeć z drugiej strony, ponoć tęsknota czasem wzmacnia, po czym potrafimy bardziej doceniać wspólne chwile ![]()
(Sama jestem teraz po zakończeniu "związku na odległość", gdzie, jeśli wszystko dobrze poszło, spotykaliśmy się na weekend co dwa, a z reguły, trzy tygodnie, więc troszkę przynajmniej wiem jak ciężko jest, gdy nie dostajemy tyle, w tym wypadku chwil, czasu do spędzenia razem ile byśmy oczekiwały)
Co do zapełnienia czasu, to myślę, że jak zaczniesz już studiować, to też się jeszcze pozmienia: nowi znajomi, zajęcia...
Mam nadzieję, że Wam wszystko się powiedzie, a w każdym razie życzę powodzenia
dziękuje, zamieszkanie razem to niestety teraz fikcja, a tęsknota, mój chłopak ma z tym problem każde uczucie do niego dociera ale nie to, to na niego nie działa, a gdy jest zajęty to nawet nie ma czasu zatęsknić ale nie ważne, piszcie z góry dzięki
Wbrew pozorom to nie jest takie trudne, jak Ci się wydaje. Wiem z własnego doświadczenia. Po pierwsze mieszkaliśmy w Toruniu, a ja wyjechałam w październiku na studia do Gdańska. A po drugie moje Kochanie pojechało w grudniu do Warszawy i siedzi tam rok. Widujemy się tak, jak Nikolati, co dwa-trzy tygodnie na 3-5 dni i jakoś dajemy radę. Do tego całe wakacje spędzam w Holandii więc teraz mamy 3 miesiące bez siebie. Trzeba przetrwać, nic nie zrobisz. Zabronisz mu studiować?
no nie tego nie zrobię, jeszcze gdyby była szansa spotkać się na kilka dni sam na sam co jakiś czas, ale nie ma bo praca... Dzięki i piszcie
Skojarzyła mi się teraz Twoja sytuacja ze stwierdzeniem jakbyś nie wyobrażała już sobie bez niego życia.... A przyznam wam, że w ostatnim czasie zrozumiałam, że tak naprawdę jest to przede wszystkim kwestia przyzwyczajenia, bo przecież przed poznaniem chłopaka, z którym właśnie jesteśmy, też mieszkałyśmy, uczyłyśmy się, miałyśmy życie. Dlatego sądzę, że jest to głównie kwestia "przestawienia się psychicznie" do nowej sytuacji, aby nie trwać w tym co było kiedyś, tylko dostosować się do teraźniejszości. Myślę, że takie podejście znacznie ułatwia.
Co do spotkania się "sam na sam"... Może zbyt mało znam waszą sytuację, ale naprawdę ciężko mi zrozumieć, że będąc w stałym związku nie potrafi się znaleźć dla siebie czasu, do tego stopnia, żeby nie spędzić razem ("sam na sam") przynajmniej kilku godzin co jakiś czas. Uważam, że będąc w związku podejmujemy, a przynajmniej powinniśmy podjąć, pewne zobowiązania i zaangażowanie, bo jeśli np. mój partner nie byłby w stanie odwołać wyjścia z kolegami (z którymi widzi się w pracy, w szkole, czy ogólnie częściej) po to, aby przynajmniej co jakiś czas spędzić ze mną przynajmniej ten jeden dzień, to zaczęłabym się zastanawiać czy to rzeczywiście ma sens... Czy jest sens takiego związku... (Ale to oczywiście tylko takie moje indywidualne podejście)
Wiesz moja sytuacja jest dość specyficzna, ja przed poznaniem mojego chłopaka nie miałam nic, koleżanek kolegów, żadnego chłopaka przeżyć wspomnień, moje życie tak naprawdę zaczęło się dopiero gdy go poznałam, wtedy zobaczyłam prawdziwy świat młodego człowieka, kiedyś byłam nikim, nikt mnie nie lubił teraz ludzie dopiero mnie doceniają bo poznałam innych ludzi których bez mojego chłopaka bym nie poznała;) on zapewne będzie jakoś szukał czasu ale zaczną sie kolejne kłutnie o wychodzenie do pabu, o spotkania z kolegami, o które w obecnej chili jest łatwiej mimo wszystko.