Hej kobietki...
Jestem już tak bezsilna i bezradna, że nie wiem nawet już z kim rozmawiać, kogo się poradzić.
Wszyscy idą na łatwiznę i mówią " daj sobie spokój " jednak nie potrafię.
Byłam z facetem 4 lata układało się różnie, raz gorzej raz lepiej jak wszędzie, ale nie w tym problem.
Z mojego punktu widzenia jest uzależniony od narkotyków on oczywiście ma inną teorię na ten temat...
Patrząc na to, że zażywa ich codziennie nie mogłam inaczej tego nazwać.
Jest mi strasznie ciężko chciałabym mu pomóc wyjść z tego
już obiecywał mi, że więcej nie będzie.
Z tego obiecywania za dużo nie wynikneło, ale myślę, że to dlatego bo on gdzieś sam w środku zdaje sobie
sprawę, że ma problem, ale nie chcę się przyznać...
Odeszłam od niego jakieś 2 tygodnie temu tłumacząc się, że takiego życia nie chcę, że nie akceptuje tego.
Jest mi bardzo ciężko ponieważ bardzo mi zależy na nim mimo tego ile krzywd mi wyrządził różnymi zachowaniami.
Chciałabym mu pomóc jakoś
Nie wybaczę sobie jeśli go zostawię z tym i po prostu zniknę ja nawet tak nie potrafię chyba.
Rozłożył mnie wczoraj jego telefon do mnie już w ogóle.
Zadzwonił mówiąc jak mnie kocha... że nie ma już siły na nic... że się stacza na dno i że się nie ogarnie.
Słyszałam to już wiele razy więc nie mogę stwierdzić po tym, że może jednak weszło mu coś do głowy...
Po prostu liczę na to, że może któraś z was pokieruję mnie w jakąś stronę, co robić, jak zadziałać...
Nie wiem ![]()
1 2013-09-28 11:07:41 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2013-11-06 16:31:51)
Podobne tematy
2 2013-09-28 11:49:02 Ostatnio edytowany przez Karaksa (2013-09-28 11:49:32)
On SAM musi zrozumieć, że ma problem, i SAM musi podjąć pierwszy krok w stronę prostej, czyli skonsultować się ze specjalistą, i zapisać się na terapię. Wówczas możesz wrócić do niego, wspierać i pomagać, choć to wcale nie będzie takie proste, i będzie wymagało od Ciebie wiele wyrzeczeń i siły.
Aby być wsparciem i pomocą dla osoby uzaleźnonej to naleźy poznać istotę choroby.Brakim wiedzy,stanowczoścj,konselwencji moźna zaszkodzić.Ale to trzeba być twardym,odpornym na manipulację osoby uzaleźnionej.
Ty jesteś słaba,zbyt wraźliwa,łatwo tobą manipulować - odeszłaś bo wiesz źe są rzeczy których akceptować nie będziesz.I co?!On dalej ćpa,obarcza cię swoimi nałogowymi problemi i mu współczujesz.
A współczucie ,litość,rozwiązywanie jego problemów na pewno nie pomoźe.
Jeśli nie będzie się leczył,ty nie zmienisz swego nastawienia to nałóg zniszczy ciebie i jego...
Karaksa praktycznie wyczerpała temat ![]()
A więc mam z założonymi rękami czekać aż może wejdzie mu coś do tej głowy i sam zrozumie ? ![]()
A jeśli nie to jak ja mam się pozbierać teraz po 4 latach związku
Nie piszcie mi, że ludzie się rozstają nawet po 15 latach i jakoś żyją bo nie pomaga mi ta myśl... ![]()
A więc mam z założonymi rękami czekać aż może wejdzie mu coś do tej głowy i sam zrozumie ?
Tak. Pokazać mu, że oddając się nałogowi, niszczy sobie życie - np. traci bliskich. Każdy psycholog, każdy terapeuta Ci to powie.
Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, byś wróciła i wspierała go, gdy on już zrozumie, że ma problem. Ale zrozumieć musi SAM.
Póki co nie chcę mu pokazywać mojej słabości nie kontaktuję się z nim ani nic...
Może przez to coś zrozumie i jeżeli bardziej na mnie mu będzie zależało to się weźmie za to, a jeżeli nie to wszystko jasne ![]()
Skoro byłaś z nim lata z kimś kto codziennie zażywa narkotyki to jesteś współuzależniona, wiesz o tym?
Poczytaj o tym, może to otworzy Ci oczy.
Dodaj wszystkie pozostałe odpowiedzi i masz jakiś obraz.
Reasumując: Twoja pomoc czy jej chęć NIC nie da, jeśli on SAM nie zacznie czegoś z tym robić.
Nie daj się nabrać na głodne kawałki, to blef.
Osoba uzależniona, która nie walczy z nałogiem nie szanuje niczego ani nikogo, nie ma żadnego sacrum, uwierz. Ani miłość, ani rodzina, ani dzieci, ani Bóg, ani praca, można wymieniać bez końca wedle tego co dla kogoś jest ważne.
A dla osoby uzależnionej jedyne co to to o ją jara, w tym przypadku: narkotyki.
Pomóc to Ty możesz co najwyżej sobie.
Wpisz w wyszukiwarkę słowo "współuzależnienie".
Ta wiedza jest raczej bolesna, ale aż dziw, że tego jeszcze nie wiesz.
9 2013-09-28 21:15:37 Ostatnio edytowany przez maartuchaaa (2013-09-28 21:16:29)
Po prostu jestem skupiona i zawsze byłam, aby to jemu pomóc nie skupiam się na sobie i się tym nie interesowałam.
Nawet jego wybuchowość i stosunek do mnie "niedopuszczalny" próbowałam jakoś tłumaczyć
Nie wiem już ...
Poczytam na pewno o tym...
Zawsze przepraszał i w ogóle, a ja zawsze miałam nadzieję z każdym razem, że może zrozumiał ![]()
Nie, nie zrozumie póki nie zacznie tego leczyć i póki chęć naprawy czegokolwiek nie wyjdzie od niego.
Ty za przeproszeniem choćby skały srały nic nie zrobisz, NIC.
Znaczy, generalnie to nic to Twój największy sojusznik. Osoba uzależniona musi ponosić konsekwencje swoich wyborów, a skoro on Cię przepraszał, Ty wybaczałaś, nic się nie zmieniało, to jak myślisz - miał powód by cokolwiek zmieniać?
To strata czasu jeśli ON.... etc etc etc
Osoba uzależniona patrzy na świat przez krzywe zwierciadło, Ty masz dobre chęci i chcesz mu pomóc, a on uwierz - ma to w dupie.
I tyle.
Skoro byłaś z nim lata z kimś kto codziennie zażywa narkotyki to jesteś współuzależniona, wiesz o tym?
Poczytaj o tym, może to otworzy Ci oczy....
Wkrótce od przeczytania ponad 5 wpisów takiej osoby będzie się współuzależnionym.
Osoba uzależniona, która nie walczy z nałogiem nie szanuje niczego ani nikogo, nie ma żadnego sacrum, uwierz. Ani miłość, ani rodzina, ani dzieci, ani Bóg, ani praca, można wymieniać bez końca wedle tego co dla kogoś jest ważne.
Powyższe dotyczy również palaczy tytoniu.
Więc może jeszcze powiecie, że i ja powinnam się już leczyć ?
Ja nie wiem już zgłupiałam.
Poproszę w jednej odpowiedzi niech ktoś mi powie co ja mam w takim razie robić bo z każdego posta wyciągam jakieś wnioski, ale w dalszym ciągu nie wiem co mam ja zrobić.
Po prostu nic nie robić ? Dać spokój? a jeżeli za jakiś czas się dowiem, że nie daj Bóg coś złego mu się przytrafiło przez to to będę pluć sobie w brodę.
a jeżeli za jakiś czas się dowiem, że nie daj Bóg coś złego mu się przytrafiło przez to to będę pluć sobie w brodę.
Dlaczego chcesz być odpowiedzialna za WYBORY DOROSŁEGO CZŁOWIEKA?
Rozumiem, kochasz go, ale to on wybiera, że chce ćpać, i nie ponosisz za to żadnej odpowiedzialności. Zresztą jeśli on w niedalekiej czy dalekiej przyszłości podejmie decyzję, żeby zrobić sobie coś złego, to i tak go nie uchronisz.
Problem w tym, że niektórzy już mają do mnie pretensje, że ja nic z tym nie robię...
Nie jest to dla mnie łatwe ![]()
Zielony_Domek napisał/a:Osoba uzależniona, która nie walczy z nałogiem nie szanuje niczego ani nikogo, nie ma żadnego sacrum, uwierz. Ani miłość, ani rodzina, ani dzieci, ani Bóg, ani praca, można wymieniać bez końca wedle tego co dla kogoś jest ważne.
Powyższe dotyczy również palaczy tytoniu.
To dotyczy każdego rodzaju uzależnienia.
Ale tu skupiamy się na narkotykach, tak? Tak.
Do autorki postu:
Nie bądź samarytanką i Matką Teresą w jednym, poczytaj proszę o współuzależnieniu i jakiej manipulacji byłaś zapewne poddawana.
Dla przykładu.
Ja byłam z alkoholikiem dwa lata, tak jak ja podjęłam kroki by się z tego wyplątać, czyli JA poszłam na terapię gdzie dowiedziałam się o współuzależnieniu - to przyznam szczerze gdy zgłębiłam temat, szlag mnie trafił. Bo Ty masz dobre intencje i ja też miałam, widzisz, bliska Ci osoba ma problem, chcesz pomóc, naturalna sprawa. Niestety nie w przypadku osób uzależnionych.
Tutaj pomoc - w momencie (bo to ważne) gdy ta osoba nie wykazuje sama od siebie chęci zmian - to w przypadku alkoholika "nalewanie wódki do kieliszka*".
* w zależności od nałogu
Generalnie to byłoby mi lepiej gdyby się ze mną nie kontaktował jeśli w jakiś sposób mam zapomnieć, a nie on a to napisze do mnie co parę dni a to dzwoni a z moim numerem telefonu nie tak łatwo zmienić dowiadywałam się...
Tak czy siak oznajmił mi kiedyś, że nigdy spokoju nie da mi, że jeśli nie będę z nim to z nikim.
Nawet jak się z nim nie kontaktuję to on na bieżąco wszystko wie co ja robię itd... o.O
chore zachowanie...
Generalnie to byłoby mi lepiej gdyby się ze mną nie kontaktował jeśli w jakiś sposób mam zapomnieć, a nie on a to napisze do mnie co parę dni a to dzwoni a z moim numerem telefonu nie tak łatwo zmienić dowiadywałam się...
Tak czy siak oznajmił mi kiedyś, że nigdy spokoju nie da mi, że jeśli nie będę z nim to z nikim.
Nawet jak się z nim nie kontaktuję to on na bieżąco wszystko wie co ja robię itd... o.O
chore zachowanie...
Jak będziesz konsekwentna uwierz da Ci bardzo szybko spokój.
Raz odcięłam się na pół roku to mnie prześladował i niszczył wszystko i do dziś mi powtarza, żebym nie myślała sobie, że kiedykolwiek da mi spokój bo jestem tylko jego... ;/
Raz odcięłam się na pół roku to mnie prześladował i niszczył wszystko i do dziś mi powtarza, żebym nie myślała sobie, że kiedykolwiek da mi spokój bo jestem tylko jego... ;/
I Ty odczuwasz potrzebę pomocy komuś kto Cię nie szanuje?
Jak już mówiłam... Zawsze tłumaczę go tym, że te wszystkie używki nim kierują i dlatego wtedy jest taki nie dobry dla mnie ![]()
Bo generalnie on jest albo bardzo dobry albo bardzo zły.
Nawet nie potrafiłabym z nikim innym zacząć się spotykać by mieć jakieś oparcie bo on jest na tyle,że tak nazwę psychiczny, że nie chcę narażać nikogo na nieprzyjemności jakie mogą go spotkać przeze mnie
Znaczy się przez to,że będzie się ze mną spotykać... ![]()
Nie wiem co mam robić ![]()
A jak myślicie..
On zdaje sobie w ogóle sprawę z tego wszystkiego ?
Świadomy jest co robi itd.?
Przecież gdybym ja mu powiedziała, że robi to to i tamto, a nie daj Boże, że mną manipuluję to by wpadł w taką furię,
że głowa mała i oczywiście, że robię z niego najgorszego.
Mhm..
22 2013-09-29 02:20:24 Ostatnio edytowany przez Brunica (2013-09-29 02:24:47)
Poproszę w jednej odpowiedzi niech ktoś mi powie co ja mam w takim razie robić [...]
Przestać analizować, wyzbyć się w sobie potrzeby bycia drugą Matką Teresą, odizolować się, zająć się własnym życiem.
Powrót możliwy jedynie wtedy, gdy zrozumie swój problem, i będzie chciał uporządkować własne życie, a przełom zauważysz wyłącznie po działaniu.
4 lata to kawał życia, i wiem, że jest Ci tego wszystkiego szkoda, ale z tej sytuacji naprawdę nie ma innego wyjścia. Niektórzy muszą sięgnąć dna, żeby mieć od czego się odbić, inni dalej wolą iść w zaparte, i topić się we własnych rzygach, aż do zachłyśnięcia, niemniej w obu scenariuszach, jest miejsce tylko dla jednego aktora. Ta niemoc jest straszna - znam to z autopsji. Mimo to, lepiej jest przemęczyć się z nią na niewielkim dystansie, niż zmarnować całe życie.
Dołączam się do słów Zielonego Domka, i również polecam Ci zagłębienie się w tematykę współuzależnienia. Czytając Twoje posty, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wszystko co chcesz zrobić, czyli ta cała chęć pomocy temu chłopakowi, potrzeba bycia z nim, to nic innego jak efekt strachu. Boisz się jego reakcji, działań, boisz się pretensji ze strony innych osób (co powinnaś olać po całości, bo ich perspektywa, czyli ciepły fotel w bezpiecznym domu, jest zupełnie niewspółmierna do Twojego położenia), boisz się wyrzutów sumienia, że odeszłaś od niego, że nie wiadomo co się z nim teraz stanie, co zrobi, boisz się swoich myśli, kiedy faktycznie coś się stanie. A on w rzeczywistości karmi się Twoim strachem, żeruje na Twoich słabościach, wie gdzie uderzyć, żeby zabolało. To dorosły, odpowiedzialny za siebie mężczyzna. Nie potrzebuje niańki, a dobrego terapeuty. Tylko że jeśli na obecnym etapie nie chce pomocy od niego, to tak naprawdę nie potrzebuje pomocy od nikogo.
Brunica dziękuję!
Autorko postu: czytałaś o współuzależnieniu?
hej tak czytam i tez stwierdzam ze sam musi chciec sobie pomoc i wtedy dostanie twoja pomoc
(...)oznajmił mi kiedyś, że nigdy spokoju nie da mi, że jeśli nie będę z nim to z nikim.
Nawet jak się z nim nie kontaktuję to on na bieżąco wszystko wie co ja robię itd... o.O
chore zachowanie...Raz odcięłam się na pół roku to mnie prześladował i niszczył wszystko i do dziś mi powtarza, żebym nie myślała sobie, że kiedykolwiek da mi spokój bo jestem tylko jego... ;/
Takie zachowanie (groźby) jest karalne.
Pytasz, gdzie szukać pomocy? Na policji i w poradni ds. uzależnień.
Pół nocy studiowałam o tym współuzależnieniu i manipulacjach przez takie osoby.
Może trochę mi to coś pomogło, ale czuję, że ciężka droga przede mną.
Cieszę się jednak, że ktoś mnie rozumie, a nie tylko jak Ci moi 'wielcy znajomi' potrafią mi powiedzieć, że jestem głupia
albo coś z tych rzeczy nie dając żadnych sensownych rad.
Brunica : masz rację ![]()
Tak za bardzo to się na mężczyznach nie znam, ale z doświadczenia wiem, że są wygodni i hm... zaprogramowani na służenie im. Twoją sytuacje rozumiem, w ten sposób, że on spełnił część "obowiązków" mężczyzny znajdując sobie dziewczynę, która zapewnia mu tzw. codzienne obejście, ugotowane, uprane, posprzątane. Czyli z wierzchu jest ok., tylko co z wnętrzem tego człowieka, tam pewno wstępu nie masz, a tam tkwi źródło jego ćpania. Facet coś chce "zabić", coś co mu się nie udało, albo chce zapomnieć, albo po prostu nie stać go na zaspokojenie swoich psychicznych potrzeb, czy choćby tylko materialnych. A może po prostu nie ogarnia sensu życia i nie ma najzwyklejszego celu. Ta kurczowa potrzeba trzymania ciebie przy sobie, a także używanie wszelkiego rodzaju argumentów, żebys tylko przy nim i dla niego była, znaczy tylko tyle, że spełniasz swoją rolę natomiast , czy tobie jest coś potrzeba, czy ty jesteś zadowolona to wcale nie wchodzi w rachubę, dla niego nie istnieje ten problem, nie stać go na myślenie o tobie.
Ten facet pójdzie na dno z tobą albo bez ciebie, czy ty chcesz się poświęcić dla niego, czy chcesz oddać mu swoje życie? Twój wybór.
Nie sadzę, żeby on był w stanie wykrzesać z siebie odrobinę woli na przeciwstawienie się swojemu losowi. Możesz mu towarzyszyć w jego wegetacji, a możesz odciąć się i poczekać co się będzie działo. Uważam tylko, ze powinnaś bardzo na siebie uważać, nie wierzę takim ludziom, bo nie mają nic do stracenia, jeśli odejdziesz co bedzie miał do stracenia. Siebie on już nie ma , nie panuje nad sobą. A jeśli mu się ta wegetacja jeszcze pogorszy może chcieć się mścić, bo zwali na ciebie winy za wszystko co mu w życiu nie pasuje. To jest poważna sprawa.
Kurcze :
Dzieciństwa nie miał zbyt kolorowego może to też ma wpływ na to...
Zawsze staram się postawić na jego miejscu i w ogóle jakoś zrozumieć, ale nie potrafię już.
Nie mam siły... Prosić prosić i prosić ile można ![]()
A to, że on mi powie jak bardzo mnie kocha, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, albo przez dwa dni będzie bardzo dobry
to nie załatwia sprawy ![]()
I tak jak piszesz zawsze wina zwalana na mnie co by się nie działo, nawet jeśli on zrobi coś nie tak
to odwróci sytuację w drugą stronę, żeby była moja wina.
Nie potrafię z nim rozmawiać bo wszystko zaczyna opierać się na kłamstwie. Mam wrażenie, że już samego siebie oszukuje ![]()
I to o czym piszesz, świadczy tylko o tym, że on się już zatracił. Jest tak głęboko uzależniony, że potrafi tylko płakać, a płakanie dorosłego faceta, to jest agresja, pretensja i uzależnianie kogoś od siebie, on nie wróci do człowieczeństwa aż znajdzie się na dnie. Wtedy albo się odbije, albo utopi do końca. Ty przedłużasz mu tylko wegetację, żyje bezsensu, zdobędzie na działkę, zaćpa, a ty jesteś jego kontaktem i kołkiem trzymającym go na powierzchni. Ile masz siły, ile masz czasu,ile masz potrzeby poświęcenia się dla niego? tak czy siak zostaniesz sama. Jemu nie można pomóc, nikt, nikt nie ma na to siły , tylko ból, cierpienie i samotność może mu przywrócić ochotę do walki o siebie, a i to niekoniecznie.
Bądź uczciwa względem siebie i niego, daj mu nadzieję powiedz, że będziesz czekać, ale musi iść na odwyk i odejdź. Zobaczysz co dla niego najważniejsze i jak będzie walczył o ciebie. Jeśli chcesz zmarnować sobie życie , to przecież tobie też nikt nie będzie w stanie nic narzucić. Sama zdecydujesz, oby się tylko jakąś chorobą, albo czymś gorszym nie skończyło.
Najgorsze jest to, że nie ma mu kto z jego znajomych też przemówić bo wszyscy tacy sami ![]()
Ja jedna przeciwko wszystkim, ale ja też mam granice wytrzymałości.
Może i bym dała jakoś radę ułożyć sobie swoje życie bo mam wsparcie baaardzo dobre, ale po co zaczynać
skoro on tego by nie przeżył jak to mówi gdybym kogoś innego miała...
Po co mam układać życie skoro on to zniszczy. ![]()
Nie chcę być znów zastraszana, że jak będę z kimś się widywać to coś tam i coś tam...
Twoje pytanie powinno brzmieć , jak sobie pomóc i wyjść z tego. Coś mi się wydaje, że już sama potrzebujesz porady psychologa i to bez złośliwości piszę.Musisz sama sobie to ułożyć. Póki co odpuść sobie inne znajomości, nie jesteś przecież w stanie zapomnieć o nim ot tak, jak palcami strzelił.
Problem w tym, że tyle złego przeszliśmy wiem, że każdy normalny człowiek już dawno by uciekł od takiej sytuacji, znienawidziłby taką osobę, a ja mimo wszystko nie potrafię.
Ja wariuję. Siedzę ciągle w domu, nie mam ochoty wychodzić, z nikim się widywać...
Nie mam nawet jednej zaufanej w 100% osoby, żeby szczerze z nią porozmawiać.
Nawet jak komuś w skrócie coś powiem, żeby się poradzić czy coś to zawsze głupie odpowiedzi, że aż żałuję, że w ogóle poruszyłam temat...
Może i ja też potrzebuje psychologa...
Hej.
Uwazam, ze jestes w toksycznym związku, ktory Cie niszczy.
Masz dwie opcje:
1. Lepsza - zrywasz z nim kontakt definitywnie
2. gorsza - jesli jednak chcesz zostac przy nim - warunkiem Twojego powrotu jest podjecie przez niego leczenia w specjalistycznym osrodku
Problem w tym, że tyle złego przeszliśmy wiem, że każdy normalny człowiek już dawno by uciekł od takiej sytuacji, znienawidziłby taką osobę, a ja mimo wszystko nie potrafię.
Ja wariuję. Siedzę ciągle w domu, nie mam ochoty wychodzić, z nikim się widywać...
Nie mam nawet jednej zaufanej w 100% osoby, żeby szczerze z nią porozmawiać.
Nawet jak komuś w skrócie coś powiem, żeby się poradzić czy coś to zawsze głupie odpowiedzi, że aż żałuję, że w ogóle poruszyłam temat...
Może i ja też potrzebuje psychologa...
Tobie to nie zaszkodzi a wręcz odwrotnie bez tego sama jeszcze popadniesz w jakiś nałóg bądź zwariujesz.
A jego to bym najchętniej zostawiła ale o wszystkim decydujesz tu ty.
Byłam kiedyś w takim związku i mogę Ci powiedzieć to czego się nauczyłam. To nie jest miłość. Może kiedyś była, ale skończyła się w momencie kiedy się uzależnił. On jest chory i nie jest w stanie czuć takich emocji. Nie jesteś w stanie mu pomóc. To, że będziesz czytać na temat uzależnień, towarzyszyć mu, wspierać - to mu nie pomoże, a może zaszkodzić Tobie bo jeszcze silniej wciągniesz się w taką relację.
Do póki on nie podejmie sam decyzji, że chce coś z tym zrobić i nie pójdzie na odwyk, to cokolwiek byś nie zrobiła, to mu nie pomoże.
pomogą mu specjaliści. Dla Ciebie najlepiej by było zająć się sobą, znaleźć w sobie taką cząstkę do której on nie miałby dostępu. Pielęgnować ją i rozwijać. To bardzo trudne ale jest wstanie przynieść w końcu wytchnienie.
37 2013-09-30 03:24:31 Ostatnio edytowany przez Brunica (2013-09-30 03:32:08)
Kiepskie dzieciństwo może mieć ogromny wpływ na życie dorosłego człowieka. Sama jestem DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika), i tylko ja wiem, ile w życiu przeszłam przez złe wzorce wyniesione z domu rodzinnego. Jednak z drugiej strony, nie można wszystkich błędów popełnianych przez dorosłą osobę, tłumaczyć trudnościami za dzieciaka. Chłopak miał w Tobie oparcie, pomagałaś mu jak mogłaś i umiałaś, okazywałaś mu swoją miłość, powinnaś stać się jego motywacją. Jeśli kochałby Cię tak pięknie jak potrafi o tym mówić, to naprędce pozbierałby się do kupy, by móc żyć normalnie, przy Twoim boku. Przestań starać się go zrozumieć. Postaraj się zrozumieć siebie, i spróbuj sobie pomóc, bo teraz Ty jesteś najważniejsza. Wizyta u psychologa to dobry pomysł.
Skupianie się na problemach innych ludzi jest formą ucieczki przed samą sobą.Masz jakieś niezałatwione sprawy,być moźe niską samoocenę i widząc jego problem być moźe czujesz się troszeczkę lepiej.
Teraz bliscy mają do ciebie pretensje źe nic nie robisz,potem będą ci wmawiać źe ćpa przez ciebie!!!
Macie racje ![]()
Muszę jakoś zebrać się do kupy i zająć się sobą...
A to którą drogę on wybierze to zależy tylko od niego...
Jednak z każdym dniem jest mi coraz gorzej...
Raz odcięłam się na pół roku to mnie prześladował i niszczył wszystko i do dziś mi powtarza, żebym nie myślała sobie, że kiedykolwiek da mi spokój bo jestem tylko jego... ;/
Jestem w takiej samej sytuacji ale oprócz narkotyków są tez fajni koledzy i zaje....koleżanki do brania kolejnych kresek a ja Jestem ta nienormalna u mnie trwa to 1.5 roku ...to ze mna jest coś nie tak jak usłyszałam bo szukam księcia z bajki nie esteśmy razem praktycznie gożej z teorią bo musimy razem mieszkac ....czuję że sie wypalam nerwowa jestem niekiedy nie dajee juz poprostu rady wczoraj np usłyszłam że i tak mnie zabije jak nie on to ktoś!! on ma kuratora i co z tego tak sobie jego owinoł koło palca że mnie nawet nie słucha dlaczego bo głupia byłam bo wierzyłam cpunowi ....Chciała bym wyjechać za granice do pracy i już nie wrócić.Ten świat jest jakiś dziwny odkąd przeżywam ten koszmar z narkotykami prawie że wszyscy biorą i o co tu chodzi ??????????????nienawidzę takich ludzi jak takie ZOMBIE powinny być ostrzejsze kary nawet za zażywanie
Witam, nie wiem czy moge się do tego wątku podłączyć czy założyć nowy ale sytuacja u minie jest podobna.
Jestem z mężczyzną ponad 3 lata. Zawsze w naszym związku była trawka. Na początku używaliśmy jej na wyluzowanie, marihuana jest niesamowitym afrodyzjakiem. Z czasem pojawiły się u nas jakieś problemy wtedy trawka zamieniła się w naszą by odskocznie od codzienności. Zapalić zapomnieć wyluzować się.
Z czasem się to coraz bardziej pogłębiało. Pewnego dnia była ogromna kłótnia z jego rodzicami głównie przez to że palimy. Przez to zamieszkaliśmy razem u mnie przez dłuższy czas mu pomagałam finansowo i psychicznie znosić to wszystko, brak kontaktu z rodziną bardzo negatywnie wpłyneło na zachowanie mojego faceta. Nic go nie cieszyło praktycznie nic nie robił całymi dniami spał do późna palił i czekał aż ja wróce, bardzo liczył na mnie że ja mu w tym pomoge. Niestety nie dawałam rady. Musiałam wstawać rano przed 6 do pracy po 18 wracałam trzeba było postprzątać coś ugotować podnieść go na duchu. bardzo długo rozmawialiśmy lub po prostu siedzieliśmy do późna przeważnie spałam po 3-4 godziny na dobę. byłam przemęczona ale chciałam mu zawsze dotrzymywać towarzystwa żeby go wspierać. Po jakiś 2 m-cach znalazł pracę ucieszyłam się bo miałam nadzieje że wtedy wróci wszystko do normy, że będziemy znowu szczęśliwi razem. Ale niestety tak nie było ciągle brakowało nam pieniędzy między innymi przez naszą używkę bo palił coraz więcej. Zaczeliśmy się mocno kłócić. On zawsze miał do mnie o wszystko pretensje o najmniejsze błahostki robił mi tak ogromne awantury że ciężko mi się było pozbierać na początku były tylko przykre słowa potem jakieś szarpania z czasem doszło też do rękoczynów nie jakiś drastycznnych ale zdażało mu się podnosić na mnie ręke. Przez co ja się mocno od niego odsunełam przestałam mu o wszystkim opowiadać bardzo się zamknełam w sobie nadal szybko wracałm do dmu po pracy ale potem unikałam z nim kontaktu żeby unikać kolejnych awantur w rzeczywistości to przez to jeszcze bardziej do nich doprowadzałam.
Potem zawsze po awanturach gdzie go poniosły nerwy mnie przepraszał mowił że czuje się samotny że nie ma u mnie wsparcie że mnie potrzebuje. Przez kolejne dni był cudowny a po kilku dniach znowu wybuchał.
W końcu on sam powiedział sobie dośc zapisał się na terapię canadis. Są to indywidualne spotkania z panią psycholog. Terapia ma przewidziane 10 czy 12 spotkań, które już wykorzystał a terapia nie została zakończona naszczęście pani psycholog traktuje sprawę bardzo poważnie i jak sama się określiła jest to dla niej misja żeby mu pomóc dlatego spotkania ma już ustalone do końca grudnia tego roku. Terapia nie skupia się tylko na nałogu ale zdiagnozowaniu problemu dlaczego do tego doszło i na upożątkowaniu życia pacjentowi. Podaje też kilka sposobów na rozładowanie emocji żeby umiał panować nad sobą w każdej sytuacji. Założenie terapi jest takie że pacjent może wybrać sobie czy chce tylko ograniczyć używkę czy doprowadzić do całkowitej abstynęcji. Mój mężczyzna chce ją tylko mocno ograniczyć np żeby zamienić codzienne palenie po kilka razy dziennie na zapalenie raz na tydzień czy raz na miesiąc.
Generalnie ta terapia już sporo naprawiła w naszym życiu ale jeszcze nie jest dobrze na pewno wszystko przed nami. Nadal moje kochanie nie ograniczyło palenia ale widze że zaczyna inaczej podchodzić do życia bardziej spokojnie. Natomiast jeszcze zdażają się wybuchy agresji.
I teraz moje pytanie:
Jak już wspominałam on ćwiczy swoje opanowanie ale przy ostatniej naszej kłótni zaczą mnie szantażować na różne sposoby. A to że narobi mi przypału w pracy a to że mnie nigdzie nie wypuści kiedy chciałam wyjść z mieszkania i dać mu czas na uspokojenie się. Albo że on mi spieprzy życie tak jak on ma spieprzone....
Jakoś się w końcu uspokoiliśmy zaczeliśmy rozmawiać i znowu mnie przeprosił za swoje emocje.
Czy któraś z was miała taką sytuacje i po zakończonej terapi udało wam się wrócić do normalnego szczęśliwego, pełnego szacunku życia?
Wiem że to bardzo trudne pytanie. Ciągle gdzieś siedzi we mnie powiedzenie jak raz podniusł ręke to podniesie drugi i trzeci.... ale jeżeli on sam zapisał się na terapie i chętnie w niej uczestniczy to czy jest szansa na lepsze życie między nami?
Dodam że widze już sporą poprawę ale to niejest jeszcze to jak powinno życie wyglądać.
Przyznam że czytając o współuzależnieniu uświadomiłam sobie że ja też jestem współzależniona tak jak w przypadku alkoholików i ich żon które "nalewają wódkę do kieliszków" u mnie objawia się strachem przed kolejną awanturą często moge sama podświadomie doprowadzać do tych kłótni bo przeraża mnie to że bez trawki on może być znowu agresywny i w ten sposób robi się błędne koło. W jaki sposób ja też moge z tym walczyć?
Możesz napisać, jakie narkotyki zażywa?
Hej,
tak czytam te historie i jakbym czytala o sobie i swojej sytuacji z chlopakie narkomanem...
Martucha jak poradzilas sobie z problemem? Ja juz nie ogarniam... ciagly dól i gdybanie...
Uciekaj. Jemu nie pomożesz.
Jest jeszcze jedna możliwość ...za chwilę może znależć się 'miła sąsiadka', która go wesprze...pomyślałaś o tym ?
Takim osobom niestety rzadko można pomóc... Przede wszystkim one same muszą chcieć coś zmienić. Może jak taka osoba straci kogoś, na kim jej zależy, to wtedy przemyśli swoje zachowanie i zacznie coś robić... Moim zdaniem terapia jest niezbędna w tym przypadku. Warto poczytać na stronce uzaleznienia-terapia o takim tym, jak terapia wygląda, dlaczego warto i dla kogo terapia jest odpowiednia. Samodzielnie trudno sobie poradzić z niektórym sprawami, z pomocą specjalistów zawsze jest lżej. Fajnie też, jak ma się w pobliżu kogoś z podobnymi problemami, kto może wesprzeć, pomóc. Razem zawsze walczy się łatwiej.
On SAM musi zrozumieć, że ma problem
48 2018-09-30 19:37:44 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-10-01 22:29:39)
mój brat był uzależniony od narkotyków, pisze był poniewaz dzięki pomocy w Ośrodku SPAM od 7miesiecy jest czysty. Takiej przerwy jeszcze nie było od kilku lat. Widac zmiany jak wrócił z ośrodka, poszedł nawet do pracy, odseperował się całkowicie od dawnego toarzystwa. Jak z nim rozmawiałam opowiadał mi o terapii, o poznanych byłych narkomanach którzy teraz im tłumacza co to uzależnienie. Może własnie w tym jest sukces- że poznał byłych narkomanów ktoś mu pokazał że da się rzucić to cholerstwo i zyć godnie