Czasem myślę, że chyba nie...
On kochający i kochany. Jest nam dobrze razem Nie mamy przed sobą tajemnic. Niby zero problemów, ale.. Czasem myślę, że nadmierna szczerość nie jest wskazana.
Mój TŻ ma swoje hobby - polowanie. Ostatnio jakiś zjazd sobie zrobili taki większy jubileuszowy na trzy dni. Mój TŻ pyta jakiś czas temu czy chcę jechać. Odpowiedziałam , że nie, to raczej męskie spotkania są. Miesiąc później dowiedziałam się, że jedzie jedna z żon naszego kolegi i stwierdziłam, że może rzeczywiście pojadę. Dwa dni później mój TŻ mówi " może jednak zostaniesz w domu, ma być zimno". Tu mi się lampka zapaliła, bo może to rzeczywiście wyprawa męska będzie i po co ja tam potrzebna ? Może tu był mój błąd, może była to z mojej strony nadinterpretacja ? No ale ok, zaplanowałam sobie odnowienie pokoju w mieszkaniu. Facet wyjeżdżając jeszcze tylko dodał "może dobrze że nie jedziesz, tam tylko pijaństwo będzie , już się szykują". Buziak i pojechał.
Myślałam, że zadzwoni albo smsa napisze ale nic.. Ja nie dzwoniłam, bo nie chciałam przeszkadzać , nie wiedziałam co w danej chwili robi.
W domu zrealizowałam swój plan, ale strasznie się namęczyłam ( tak bywa, sama chciałam). Kiedy mój ukochany przyjechał, nie rzuciłam się mu w ramiona jak zwykle. Było mi smutno, że nie zadzwonił. Kiedy zapytał ( bo widział, ze coś nie tak) powiedziałam zgodnie z prawdą. Zupełnie spokojnie. No i się zaczęło. Obraził się , mówił, że nie dzwonił bo co miał by niby mi powiedzieć : że on na fajnej imprezie a ja sobie odnawiam pokój? Może i racja, ale chciałam tylko go usłyszeć, tak po prostu. Przeprosiłam za trochę obojętne przywitanie, powiedziałam że kocham i nie mam nic do niego. Ale i tak nie odzywał się cały wieczór. Dzisiaj od rana też nie. Widocznie popsułam mu cały super weekend.
Nie wiem, może robię sztuczny problem i powinnam od razu rzucić się w ramiona. Tylko, że mi było tak normalnie przykro i nie potrafię tego ukryć.
Kiedyś zrobił mi awanturę, że kolega ( którego nie zna) wysłał mi smsa czy będę gdzieś tam. Bo dlaczego jakiś facet pyta się mnie sobotę przed południem o to, czy będę w określonym miejscu w przyszłym tygodniu? od razu mówię, że to tylko zwyczajny kolega, nie jakiś amant. Zapytał od kogo - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Mogłam skłamać, że to ktoś inny pisze. A tak cała sobota do bani.
Wiele było jeszcze podobnych sytuacji, ale ta wczorajsza mnie dobiła.
Może w takich przypadkach trzeba zachować zimną krew i po prostu zrobić inaczej niż podpowiada umysł ?