Hej. Od ponad roku jestem w związku z bardzo fajnym facetem, ale niestety jego rodzinka to jakaś MASAKRA.
Jego matka: tak rozpieszczonej babki w życiu nie wiedziałam. Wszystko trzeba jej robić, kobieta ma 40 lat a nie może sama się ruszyć do sklepy czy fryzjera oddalonego 5 minut drogi piechotą. I nie żartuje z tym 5 minut drogi, bo naprawdę ma blisko ale oczywiście mój chłopak musi ją podwozić a jak tylko on ma inne plany to zaraz wielki foch i nie odzywanie się przez kilka dni....
Nawet jak ja go odwiedzam i siedzimy sobie robiąc coś w pokoju to ona potafi wejść i po prostu powiedziec, ze on ma ją gdzieś zawieść, albo że ma bratu lekcje odrobić (brat w podstawówce i wszystko mu trzeba robić oczywiście bo on sam nie może).
Jego brat: (10 letni) nic nie może sam zrobić, do szkoły trzeba go też wozić, chociaż ma 5 minut drogi takze, ja w jego wieku już dawno sama chodzilam do szkoły chociaż mialam dalej, plecak mu trzeba nieść...
Bacia (matka matki): też rozpieszcza tą swoją córeczkę do granic możliwości, jej trzeba w tym pomóc w tamtym.. we wszystkim. Ona gotuje obiady, sprząta, więc jak matka przychodzi z pracy to ma wszystko na tip top.
Ojciec mojego chłopaka: on pracuje za granicą, więc przez jakiś czas go nie ma, a pozniej waca, ale jak już jest w domu a jak już jest to usługuje swojej żonce tak samo, co ona powie to robi.
Aha, niestety ale mój chłopak nie moze się wyprowadzić bo studiuje dziennie a za prace w weekendy nie da rady samemu się utrzymać, w dodatku ma studia inżynierskie także nie może sobie odpuszczać wykładów. Co byście poradzily?
Ja się dla tej rodziny nie licze kompletnie, są nawet zazdrośni bo sam mi powiedział że mówią "za często cie nie ma w domu", "tylko ciagle ze swoja dziewczyną chodzisz tu i tam".. normalnie sie spotykamy kilka razy w tygodniu....
..........