mój narzeczony pracuje od ponad roku za granicą ( niemcy). teraz znalazł tam mieszkanie i chce aby ja z naszą 18 mieięczną córką pojechała do niego i z nim zamieszkała. nie wiem co robić. z jednej strony chce jechać wiadomo tęsknie za nim i chce być przy nim a z drugiej boję się wyjazdu. Inny obcy kraj, brak znajomych i rodziny. Jak na złość nigdy nie pomyślałam żeby nauczyć sie niemieckiego i nie potrafię sie dogadać w tym języku. problemem też jest przepowadzka bo musiala bym zabrac ze soba naczynia, garnki itp. Oznacza to ze wszystko oprócz mebli bo tam są. jak to zrobic, czy bus mi to wszystko zabierze? i jeszcze córeczka nie za bardzo lubi tak dalekie podróże ( a jest to ponnad 600 km). nie wiem co robić. doradźcie
Podobne tematy
Niemiecki niemieckim, po angielsku się dogadasz. Zawsze zresztą możesz będąc tam uczyć się języka, tym bardziej, że wnioskuję, że nie pracujesz, tylko zajmujesz się córką - możesz uczyć się w domu, są takie kursy, płyty itd.
Co do wyprowadzki - nie masz kogoś, kto ma bus, większy samochód, albo chociaż zwykły i dysponuje czasem by wam to zawieźć? Niemcy to nie koniec świata.
Skoro mąż zaproponował przeprowadzkę to sam powinien pomóc Ci w organizacji. Pracując za granicą od roku pewnie ma jakiegoś pieniążka na opłacenie transportu. Porozmawiaj z nim.
Ale co mamy Ci doradzić?
W co garnki spakować, jak się w busa w tym wszystkim zmieścić, czy że w ogóle czy masz tam jechać?
Kochana, spokojnie ![]()
Kwestie organizacyjne/logistyczne złóż w ręce swojego mężczyzny.
Dziecko pewnie większość podróży prześpi
spakuj, żeby mieć pod ręką picie, jakieś "zapchajmordki", maskotkę i... w drogę ![]()
To, że obawiasz się wyjazdu do obcego kraju, to całkiem zrozumiałe. A może poszukaj tu na forum osób, które już tam mieszkają? Niech opiszą Ci realia, może jakieś pomysły na ułatwienie "odnalezienia się" tam (polskie kluby, kafejki).
Rodzina na odległość, to nie rodzina ![]()
Bądź z narzeczonym, córka też ojca potrzebuje... I głowa do góry!
Nasze babki też migrowały! Do dziś babcia wspomina, jak z tobołkami upchanymi na wozach konnych, jechali z Ukrainy tu, do Polski, z niemowlętami na rękach....
Dziś taka "wyprawa" to tylko wyjazd. Zawsze można wrócić.
ale to jest małe miasteczko i nie dogadam sie po angileku tam ":( a znajomego nie mamy który ma busa a po za tym to drobi interes bo bym musiala duzo na paliwo dac a mimo ze narzeczony pracuje za granica to nie przelewa sie nam ![]()
Ja przeprowadzałam się z facetem z północy kraju na południe. koło 350km... I jakoś daliśmy radę. Fakt, nie wchodziła tu w grę zmiana języka, ale ... ja za moim facetem na koniec świata mogłam jechać ![]()
także rozchmurz się, popatrz na to pozytywnie. Może decyzja zamieszkania razem w Niemczech będzie przepustką na nowe, lepsze życie.
Powodzonka !;)
Poczytaj ile jest wątków z serii: on/ona za granicą, ja tutak - cierpię, czy mnie zdradza, czy kocha... itd.
JA na Twoim miejscu pojechałabym i na koniec świata, a jeśli trzeba to nauczyłabym się i japońskiego. Jeśli się kochacie, jeśli chcecie być razem to ja bym jechała...
Nie ważne gdzie, byle RAZEM!
A logistyka?
Ktoś tu na forum ma fajny tekst w podpisie:
jak chcesz - znajdziesz sposób
jak nie chcesz - znajdziesz powód
Pomyśl czy chcesz, planuj i w drogę!
Może pierw pojedź na trochę, na kilka tygodni, miesięcy. Przecież nie podpisujesz cyrografu na całe życie, nie palisz mostów za sobą...
Zawsze możesz wrócić....
troche pale bo jak pojade to juz nie mam za bardzo gdzie wracac. nie mamy swojego mieszkania, wynajmujemy. wiec jak bede chciala wrocic to najpierw mieszkanie bym musiala sobie tutaj znalesc
Ja to mam wrażenie, że Ty nie chcesz jechać więc za wszelką cenę wymyślasz kolejne powody przeciw.
A to język, a to brak busa, a to palenie mostów. W czym tak naprawdę problem co?
Ja bym się nie zastanawiała, tylko już zaczęła pakować
Nie szukaj problemów, tylko ciesz się tym, że możecie być razem, z czasem przyzwyczaisz się do obcego kraju.
Ja jak wyjeżdżałam do Szwecji miałam wiele wątpliwości, a bałam się przede wszystkim bariery językowej, jak się okazało, bardzo szybko odnalazłam się w tym klimacie, język też podłapałam - trzeba chcieć. Choć teraz jestem w kraju, poważnie rozważam wyjazd na stałe - bo tam żyje się dużo lepiej.
Brak znajomych - to naturalne, nowe miejsce, ale z czasem będziesz poznawała ludzi, brak rodziny - fakt ciężko jest, ale można się przyzwyczaić, są telefony, internet - kontakt jest prosty, dzięki temu jest lżej.
Nie martw się o garnki i inne toboły, spakuj sobie to co jest najważniejsze, później możesz dowozić rzeczy stopniowo, mi bardzo dużo dosyłała mama paczkami z PL, a samochód - nie bus miałam załadowany maksymalnie, że nie znalazłabyś pustej luki - udało mi się zabrać naprawdę dużo rzeczy, przynajmniej tych koniecznych na początek. Drugi przykład mój kuzyn jakieś 3 miesiące temu wyprowadzał się do Anglii, drugi w tym samym czasie do Szkocji, przeprowadzka poszła sprawnie, oni wyjechali tam na stałe, zabrali wszystko - udało się - część busem, co można było kurierem, ważna jest organizacja.
Rozumiem, że Twoja córka nie lubi długich podróży, ale jeżeli raz na jakiś czas przejedzie się te 600 km i nawet pomarudzi to krzywda jej się nie stanie, jedziecie tam tworzyć szczęśliwą rodzinę, a nie za karę, albo na zesłanie tak więc głowa do góry ![]()
troche pale bo jak pojade to juz nie mam za bardzo gdzie wracac. nie mamy swojego mieszkania, wynajmujemy. wiec jak bede chciala wrocic to najpierw mieszkanie bym musiala sobie tutaj znalesc
Nizmi, zastanów się dobrze...czego tak na prawdę chcesz...
Chcesz aby wasz związek był udany i szczęśliwy? Chcesz aby dziecko dorastało widząc tatusia na co dzień? Chcesz mieć swojego faceta blisko? Jeśli tak...to jedź i nie kombinuj za bardzo...
Jeśli jednak nie boisz się, że dziecko na tatę zacznie mówić "wujek", a wy z czasem oddalicie się od siebie (widując się prawdopodobnie raz na parę miesięcy) to nie jedź.
Przemyśl jednak bardzo dokładnie wszystkie za i przeciw. Poczytaj też o tym, jak bywa ze związkami na odległość. Mam nadzieję, że dokonasz słusznego wyboru, a jeśli nie pojedziesz, to że nie będziesz za jakiś czas pisać na forum wątku typu "On za granica, ja tu z dzieckiem...mam już tego dość" bądź "On coraz rzadziej się odzywa, oddalamy się od siebie, boję się że ma kogoś tam..."
troche pale bo jak pojade to juz nie mam za bardzo gdzie wracac. nie mamy swojego mieszkania, wynajmujemy. wiec jak bede chciala wrocic to najpierw mieszkanie bym musiala sobie tutaj znalesc
A co do tego, to wcale nie jest najgorsza sytuacja, mieszkań do wynajęcia jest mnóstwo. Tak więc, nie przejmowałabym się tym, bo w każdej chwili możesz takie mieszkanko sobie znaleźć. Ba! Jeszcze lepiej, kiedy pojedziesz do męża z pewnością zaoszczędzicie sporo pieniędzy - nie będziecie musieli utrzymywać "dwóch rodzin" i mieszkań, a będziecie łożyć na jedno, wspólne. Co innego jakbyście zdecydowali się na sprzedaż własnego domu, czy mieszkania - to już bardziej odważne kroki.
Weź jeszcze pod uwagę, że masz małe dziecko, a im dziecko mniejsze tym lepiej mu się przystosować i zaklimatyzować w nowym miejscu/obcym kraju.
Mogłabym wymieniać jeszcze więcej, ale nie wiem czy jest sens ... Bo wydaje mi się, że Ty zwyczajnie nie chcesz tam jechać i szukasz problemów na siłę, bo dla człowieka chcącego nie ma nic trudnego - dla mnie przeprowadzka, bus, koszty paliwa, zerwanie umowy najmu - nie miałyby znaczenia, najważniejsze byłby to, że mogę być blisko ukochanego i stworzyć pełną rodzinę,a nie widywać faceta na święta i w okresie urlopowym, pomyśl też o tym co jest potrzebne Twojej córce.
Ja spakowałabym dwie walizki najpotrzebniejszych rzeczy i tyle. Nie trzeba brać ze sobą już na wstępie całej zastawy stołowej, 10 garnków i nie wiadomo co jeszcze. Dla 2 osób wystarczą na początek 2 talerze, 2 kubki, 2 garnki i patelnia. Resztę spakowałabym w pudła i zostawiła w piwnicy u rodziny. Z czasem albo można sobie dowieźć, bądź po troszkę, po sztuce, skompletować sobie wszystko na miejscu.
Dla chcącego, nie ma nic trudnego...
moze i macie wszyscy racje. sprobuje. zobaczymy jak cos to wroce