Dobry wieczór.
Czytałam nie raz to forum, jednak nigdy się nie udzielałam. Jestem dziś w takim miejscu, że jesteście (prawie) jedynymi osobami, z którymi mogę porozmawiać. Zastanawiam się, czy coś, co nami steruje, może upatrzyć sobie jedną osobę i się nad nią pastwić... Jestem mniej więcej w połowie dzieścia a dzieści. Nie mam rodziny. Koleżanki były dopóki moje życie nie zaczęło się komplikować. W międzyczasie jeden związek, który istniał w każdej komórce mojego ciała, który kończąc się pozbawił mnie tlenu. Niedługo potem On. Piękne brązowe oczy. Fascynacja. Ekscytacja. Związek. Wspólne mieszkanie. Dziecko. Slub. Ale coraz więcej problemów, praca, pieniądze etc. Coraz więcej pretensji... Czas, czas, lata... Siedzę tutaj. Czuje się sama jak palec. Praktycznie całe dnie spędzam w domu. Nie mam do kogo i gdzie wyjść. Kiedy jest w pracy, a jest często, czasem chce by już wrócił, bym nie była sama, bym mogła z kimś pogadać. Kiedy wraca jest to samo... On swoje, ja swoje. I znów chce by go nie było... Traktuje mnie jak służącą, sprzątaczkę, kelnerkę, kucharkę, praczkę i nałożnicę przede wszystkim. W niczym nie pomaga, wszystkiego wymaga. Tyle gorzkich słów, które on wypowiedział... Tyle razy upokorzył i myśli teraz, że ja będę pragnąc jego bliskości... Każdego wieczora czuje jak wszystko mi się w środku rozdziera, bo muszę tu być. Nie pracuje, bo ktoś musi się zająć dzieckiem. Nawet gdyby szło do przedszkola, kto je odbierze z niego jak teściowie 250km stąd? Dziecko... Początkowo był cudownym tatą. Teraz tylko od niego wymaga, niesprawiedliwie go karze, wymyśla takie "szantaże emocjonalne", a kiedy staje w małego obronie, słyszę tylko "podważasz moje decyzje?". Dziecko płacze a ja czuje że zawodzę. Miałam mu dać miłość której nie miałam... dlaczego... Dlaczego muszę ciągle walczyć... Starałam się, dbałam, żeby było najlepiej... A do tego... Po tych wszystkich latach ciągle w sercu jest przeszłość... Sny, pragnienia, wspomnienia. Dwa miesiące temu napisałam. Bardzo się ucieszył. Nie, nie, nie będzie z tego nic. Piszemy, a ja czuje że ktoś po prostu mnie rozumie, że nie wyśmiewa tego jaką muzykę lubie, że docenia... Czego chce? A może nie chce? Nie chce być więźniem, nie chce być przedmiotem. Chce mieć wartości .chce się uśmiechać. Chce decydować. Chce być doceniana. Chce przeżyć życie. Byleby nie tak jak obecnie...
Podobne tematy
braknumeru87 i dobrze, że chcesz! Teraz tylko decyzja = czyn. Nie ma decyzji, jeśli nie ma czynu, zatem najpierw zastanów się, co będzie lepsze dla Ciebie; tkwić nadal w tym związku (może mąż dałby się namówić na terapię małżeńską?) czy po prostu go zakończyć.
Wydajesz się być osobą bardzo świadomą, co dla mnie oznacza, że dłużej w takim związku nie będziesz potrafiła być. Nie Ty. Są kobiety, które pozbywają się SIEBIE, na rzecz jakichś wątpliwych ideałów wyższych ( dziecko, wspólne wspomnienia, kredyt) a to oznacza że.... nigdy swojego życia nie "napompują" - uchodzi z nich raz na zawsze i tak trwają. TY mi na taką osobę nie wyglądasz.
Czy to wszystko, co napisałaś tutaj, powiedziałaś mężowi?
Twoja historia pewnie pasuje do wielu podobnych sytuacji i pewnie można przedstawić Ci rozwiązania, które ktoś już zastosował, a może nawet da się poczytać o skutkach tych decyzji na tym forum.
Zagubić się to ludzka rzecz, może w Twoim przypadku zagubiłaś się Ty i Twój mąż. Powinnaś z nim o tym porozmawiać. U mnie pomogły rozmowy, one nie były łatwe wiele łez i krzywdy zrobiły, ale oczyściła się atmosfera.
I jeszcze jedno to wymaga czasu, nie da się załatwić tego w jeden wieczór czy dzień. Może niektórzy będą Ci doradzać decyduj i koniec, a ja powiem rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj, a decyzja niech będzie na samym końcu. Jest dla Was jeszcze szansa tak jak dla każdego kto jest na zakręcie, ale bez rozmowy zakręt może okazać się "zakrętem śmierci"
Rozmawiac...
pewnie, najlepsze rozwiazanie ale jesli jest z kim.
Jesli to drugie nie chce rozmawiac, to beda zarzuty i klotnia, co doprowadzi do konca w zalu i nienawisci.
Oczywiscie tez jestem za rozmowa, ale w moim przypadku tylko czyny cos zmienily.
Rozmowa byla odbierana jako czepianie sie, marudzenie, atak, dokuczanie, niszczenie malzenstwa,
zrzedzenie itd.
kobiety po przejsciach z partnerem ktory uwazal, ze jest wszystko dobrze, bo jemu dobrze i wygodnie wiedza o czym mowie.
Jestem za dzialaniem ...
jesli naprawde chcesz tego co napisalas to zakasaj rekawy i do roboty ![]()
Powodzenia.
Rusz pupe, inaczej ockniesz sie za 15 lat i stwierdzisz, ze zmarnowalas zycie i szanse byc szczesliwa.