netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Co dalej ?

12 odpowiedzi1 958 wyświetleńzałożony przez Villemoo, 01.09.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Co dalej ?

Witam,

Jestem w małżeństwie rok, mamy dziecko, znamy się wiele lat.
Niestety przez ostatnich kilka miesięcy nie jestem szczęśliwa mimo, że kocham go całym sercem i nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego.

Problem jest w tym, że się zmienił. Był czuły, kochający. Teraz mimo zapewniej o uczuciu nie okazuje tego a na dodatek ciągle się na mnie wkurza i obraża, nie są to straszne słowa ale typu "głupia, idiotka, że mnie nie uniesie, pojeb***". Prosiłam, mówiłam, że nie czuje sie szanowana przez niego On zwala takie zachowanie na nerwy, brak humoru albo mowi, że to ja się zmieniłam i non stop sie wydzieram. Prawda jest taka, że może troche więcej okazuje nerwów ale się staram tego unikać, jestem miła, podchodze do niego żeby się przytulić a on "czego?" albo "nie widzisz, że pije kawe?".

Zamiast spędzać czas ze mną woli siedzieć z moimi rodzicami albo znajomymi. CZASEM mu nagle jak mnie obrazi sumienie go gryzie i zaprasza na spacer a ja wtedy nie mam ochoty już na nic.

Rozmawiałam z nim i mowiłam co mnie gryzie i czego potrzbuje. Chcę utrzymać dobrą komunikację między nami ale mimo jego obietnic i popraw na dwa dni nic sie nie zmienia.

A mi jest tak strasznie przykro. Tak bardzo chciałabym żeby było jak dawniej. Rozumiem, że sytuacja sie zmieniła ale czuje jakby on się zmienił o 180 stopni.

Wiem, że mnie kocha ale boję się, że coś się zmieniło bezpowrotnie.
Naprawdę od paru miesięcy czuję się nieszczęśliwa i bardzo cierpie bo tak jak pisałam wcześniej bardzo go kocham, nad życie. Chce tworzyć z nim rodzinę i chcę z nim się zestarzeć ale nie chcę też być ofiarą swoich uczuć i pozwolić na takie traktowanie.

Co zrobić gdy rozmowa nie pomaga?

2

Odp: Co dalej ?

A możesz powiedzieć, dlaczego "okazujesz więcej nerwów" i dlaczego "się wydzierasz"? Czy bywa to spowodowane?

3 Ostatnio edytowany przez Villemoo (2013-09-02 12:36:57)

Odp: Co dalej ?

Głownie zaczeło się gdy byłam jeszcze w ciąży, denerowało mnie wszystko. I oczywiście on obrywał ale nie było to aż tak częste. Potem już po urodzeniu wszystko mi mineło ale on zaczął być taki jaki jest i denerwowało mnie to.

Chodzę naburmuszona bo czuje sie zaniedbana i niekochana. Mówiłam mu co jest przyczyną moich nerwów ale nigdy go nie wyzywam ani nie obrażam. Moje nerwy objawiają się czasem podniesieniem głosu lub chodzę taka obrażona big_smile jak to kobieta.

A jak jest dzień, że on mi sprawi przykrość to potem ja mam dwa dni z głowy i właśnie się gorzej zachowuje przez to.

A i czasem dochodzi do tego również zmęczenie. Opieka nad dzieckiem, sprzątanie, gotowanie bywa czasem męczące i brakuje mi towarzystwa i może to też jest przyczyną mojego "wydzierania się" czasami. Ale naprawdę się staram by tego unikać. A on zamiast mnie wspierać mówi, że przy dziecku to powinnam mieć czas na wszystko i nie mam prawa do zmęczenia. Po prostu ja uważam, że nie traktuje mnie sprawiedliwie. Uważa, że on może być po pracy zmęczony a ja już nie. A jak nie chce by spedzał weekend ze znajomymi lub z moim ojcem tylko ze mną to twierdzi, że zamykam go w klatce i on mnie nie będzie słuchał bo nie chce być pantoflarzem. Jak ma mnie to nie wkurzać?

4

Odp: Co dalej ?

Od jak dawna ze sobą mieszkacie?
Rzeczywiście, on się zmienił. No bo teraz doszło dziecko, praca... A czy Ty się zmieniłaś? Może po prostu jesteście zbyt zestresowani codziennym życiem, może brakuje Wam wspólnych rozmów, spędzania czasu. Może spróbuj o tym porozmawiać, że kiedyś przecież było tak dobrze, a ze teraz oddalacie się od siebie. Powinniście gdzieś razem pojechać, wyciszyć się, pogadać... Na spokojnie, bez wyrzutów.

5

Odp: Co dalej ?

a może tu chodzi o to, że twój mąż nie ma tyle czasu dla Ciebie co kiedyś, nie spędzać czasu tyle co kiedyś sami?

6

Odp: Co dalej ?

Mieszkamy ze sobą 3 lata, z czego rok wspólnie z moimi rodzicami co też nie jest najlepszym wyjściem ale niestety najtańszym.

Tak, brakuje mi wspólnie spędzonego czasu, teraz nasz synek chodzi wczas spać i moglibyśmy wyjść na spacer lub obejrzeć razem film i chce tego ale on ma ciągle inne zajęcia. To gada z moim ojcem, to z bratem lub z sąsiadem i schodzi mu dość długo. A gdy probuje go zawołać to potem robi mi wyrzuty, że traktuję go jak mojego niewolnika i tak jak pisałam wcześniej on nie ma zamiaru mnie słuchać.

Mówię tu o weekendach bo w tygodniu pracuje na popołudniową zmianę więc z wieczorów wspólnych nici.

I tu nie chodzi o sam spędzony wspólnie czas ale również o jego odzywki w stosunku do mnie. Wcześniej był czuły, miły, romantyczny a przede wszystkim nigdy nie powiedział o mnie złego słowa a teraz? Zupełnie co innego. Ciągle mówi, że to ja się zmieniłam bo jak on pytał siostry to ona mu powiedziała, że się nie zmienił i on tego się twardo trzyma, że inni nie widzą u niego zmiany.

Nie twierdzę, że u mnie nie zaszła żadna zmiana bo oczywiście zostałam matką a to samo w sobie zmienia wiele. Jestem bardziej nerwowa ale mimo wszystko ja nie wymagam wiele, jeden wieczór w tygodniu żeby był nasz albo żeby nie mówił do mnie brzydko. Chcę szacunku.

Mam do niego pretensje o to, że on zachowuje się jakby u niego dziecko nie zmieniło  w życiu nic, a to ja się ciągle nim zajmuję. Gdy jest jakiś grill czy coś on siedzi ze wszystkimi a ja mam obowiązku związane z dzieckiem (wykąpać go, nakarmić itp). Nawet nie przyjdzie mi pomóc.

7 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-09-02 15:01:53)

Odp: Co dalej ?
Villemoo napisał/a:

Głownie zaczeło się gdy byłam jeszcze w ciąży, denerowało mnie wszystko. I oczywiście on obrywał ale nie było to aż tak częste. Potem już po urodzeniu wszystko mi mineło ale on zaczął być taki jaki jest i denerwowało mnie to.

Na prawdę uważasz, że "bycie w ciąży" tłumaczy i usprawiedliwia wyżywanie się na mężu? Przeprosiłaś go kiedyś za swoje zachowanie? Może on "zaczął być taki jak jest" z jakiegoś powodu. Może też czuł się zaniedbywany i niekochany?


Villemoo napisał/a:

Chodzę naburmuszona bo czuje sie zaniedbana i niekochana. Mówiłam mu co jest przyczyną moich nerwów ale nigdy go nie wyzywam ani nie obrażam. Moje nerwy objawiają się czasem podniesieniem głosu lub chodzę taka obrażona big_smile jak to kobieta.

A jak jest dzień, że on mi sprawi przykrość to potem ja mam dwa dni z głowy i właśnie się gorzej zachowuje przez to.

Moja droga...naburmuszona i obrażona to chodzi 5 ewentualnie 15 latka, bo taki to urok dziecięcego wieku.
Wszelkie niedomówienia, problemy i swoje żale trzeba przegadać z partnerem. "Jak to kobieta". smile Na obrażaniu się daleko nie zajedziesz. Taka postawa tylko będzie nakręcać męża do takiego samego zachowania jak teraz, nic się nie zmieni. Faceci nie czytają w myślach, im trzeba jasno powiedzieć czego chcemy i czego oczekujemy. Tylko nie w formie żądania, nakazu ale partnerskiej prośby. Czasami trzeba nawet coś przemilczeć. Takie jest życie.
Co do towarzystwa, to dojdźcie do jakiegoś kompromisu. On wychodzi w jeden tydzień do znajomych i Ty się na niego nie wkurzasz jak późno wróci, a w drugi tydzień Ty idziesz a on zostaje z dzieckiem, a w trzeci...dzieci podrzucacie dziadkom i wychodzicie razem...
Zawsze można znaleźć jakieś wyjście. Trzeba tylko się postarać... pomału, bez nerwów, bez krzyków... a dojdzie sie do wszystkiego...

8

Odp: Co dalej ?

Margolinka ciąża to nie usprawiedliwienie ale bardziej chodziło mi o burzę hormonów i to, że moją ciąże bardzo ciężko znosiłam dlatego też nie każdego dnia byłam radosna co się na nim odbijało i czasem też się na nim wyżyłam i tak przepraszałam go.

Pisałam, że nie żądałam od niego niczego a mówiłam jedynie co chce i co potrzebuje jawnie i otwarcie. Nie musiał się niczego domyśleć a problem leży w tym, że on niewiele sobie z tym robił. Rozmawialiśmy spokojnie i obiecywał poprawe i mówił mi też co jemu nie pasuje. Pod tym względem zawsze mówiliśmy sobie wszystko otwarcie.

A chodzę naburmuszona po tym jak np mnie obrazi itp i po takich słowach z jego ust jakoś ciężko mi się przełamać i być miłą.
On mi mówi "Odwal się ode mnie wreszcie" lub "Jesteś idiotką/kretynką" a ja mam mu odpowiedzieć "Ależ jesteś kochany" ? Nie chodzę wtedy i nie rzucam niczym o ściany a jedynie pozbawia mnie to humoru.

Pisałam również, że staram si utrzymać dobrą komunikację między nami ale czasem czuję jakbym tłukła grochem o ściane. On przytakuje, przeprasza itp ale nie widać poprawy.

A i próbowałam z kompromisem, żeby piątkowe wieczory były nasze, a sobotę może sobie posiedzieć z kim zechce. Tak też miało być ale ZAWSZE coś innego znajdzie się do roboty.

Ja wiem, że mnie kocha. Co do tego nie mam wątpliwości ale boję się, że poprzez obecność moich rodziców nie możemy się dotrzeć jako rodzina.
On ma z moim ojcem bardzo dobry kontakt co jest ok ale on woli z nim gadać o pierdołach niż spędzić czas ze mną a jak mu o tym mówie to on "Chyba chcesz zebym miał z Twoim ojcem dobry kontakt" albo "co mam zrobić jak on mnie woła?"

Czasem czuje jakbym miała dwoje dzieci a nie jedno.

9

Odp: Co dalej ?
Villemoo napisał/a:

Głownie zaczeło się gdy byłam jeszcze w ciąży, denerowało mnie wszystko. I oczywiście on obrywał ale nie było to aż tak częste.

ale on zaczął być taki jaki jest i denerwowało mnie to.

Chodzę naburmuszona bo czuje sie zaniedbana i niekochana.

Moje nerwy objawiają się czasem podniesieniem głosu lub chodzę taka obrażona big_smile jak to kobieta.

A jak jest dzień, że on mi sprawi przykrość to potem ja mam dwa dni z głowy i właśnie się gorzej zachowuje przez to.

Jak ma mnie to nie wkurzać?

Vollemo - jak dla mnie - to ty masz problem, poważny, ze sobą i konsekwentnie rozwalasz ten związek

nie szanujesz swojego faceta
jesteś agresywna
wziełaś się za jego wychowanie
pozwalasz sobie na krzyki, wydzieranie się, podniesiony głos, obrażanki, fochy.

dla mnie to katastrofa
nie potrafię zrozumiem, jak kobiety, zachowujące się jak ostatnie jędze, nie szanujące partnerów, traktujące ich jak worki treningowe dla królewny foch... stawiające non stop warunki, wymagania, naburmuszone, nadętę.. oczekują, że ich partnerzy:
będą je szanować
będą chcieli spędzać z nimi czas
będą otrarci na ich potrzeby
będa ich wspierać

JA TEŻ UCIEKAŁABYM DO TWOJEGO OJCA....

10

Odp: Co dalej ?
Villemoo napisał/a:

czasem też się na nim wyżyłam i tak przepraszałam go.


Czasem czuje jakbym miała dwoje dzieci a nie jedno.

właśnie właśnie
postanowiłąś być dla niego mamusią
ustalać zasady, komunikowac oczekiwania i na dodatek "oczekujesz poprawy"..
niedobry synek, co nie??
pozbawiasz go długich spodni.. a potem się dziwisz, że chodzi sfrustrowany

on cię nie szanuje -nazywa kretynką
ty nie szanujesz go - wychowujesz jak gówniarza

za chwilę obydwoje będziecie nadęci, naburmuszeni i łączyć was będzie tylko dziecko

dwie dzielne istoty, które poświęcają się w nieudanym związku opartym o przemoc (krzyk to tez przemoc), ale uważające się za święte - bo robicie to dla dziecka

równia pochyła...

trochę refleksji nad tym, dokąd zmierzacie...

11

Odp: Co dalej ?

end_aluzja ale ja się nie wydzieram i nie zachowuje jak księżniczka, zdażało mi się krzyczeć ale nie jest to normalną częścią życia.
Nie staram się go wychować a jedynie chcę TROCHE uwagi tak jak było zanim przybyło dziecko.
Chodzę sflustrowana owszem ale tłumaczyłam mu czego potrzbuje.
A czy żądanie szacunku i uwagi od własnego męża to robienie z siebie księżniczki ?
Wg mnie to normalna rzecz gdy otwarcie mu mówie że chce by było jak dawniej. On też mi mówił co mu nie pasuje w moim zachowaniu i staram się to poprawiać by nam obu było dobrze tylko nie widze by on się starał zmienić troszke swoje zachowanie w stosunku do mnie.

To nie próba jego kontrolowania a jedynie naprawy relacji z mojej strony, dla dobra naszego i dziecka. Właśnie żeby uniknąć tego co napiałaś o tym że tylko dziecko będzie nas łączyć.

To jest facet z którym chce spędzić życie ale mamy lekki kryzys który nie mówie, że jest tylko jego winą ale chce naprawić.

12

Odp: Co dalej ?

A i z krzyku lub kłótni nie rób awantury nie wiadomo jakiej. To zwykła sprzeczka nie bijatyka lub znęcanie psychiczne, więc ja tu przemocy nie widzę i nie czuję się ani jej ofiarą ani sprawcą.

Nie rozkazuje mu ani nie żądam by chodził jak w zegarku. Jedyne czego od niego oczekuje to (napisze po raz kolejny) szacunku i troche czasu dla nas dwoje.

Nie zabraniam mu towarzystwa ale chcę jedynie by znalazł też chwilę dla mnie.
Jestem przeciwnikiem kontrolowania i nigdy tego nie robiłam. A swoje racje i potrzeby próbuje zawsze mu mówić na spokojnie więc nie jesteśmy patologiczną rodziną ;p

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026