Witam,
Jestem w małżeństwie rok, mamy dziecko, znamy się wiele lat.
Niestety przez ostatnich kilka miesięcy nie jestem szczęśliwa mimo, że kocham go całym sercem i nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego.
Problem jest w tym, że się zmienił. Był czuły, kochający. Teraz mimo zapewniej o uczuciu nie okazuje tego a na dodatek ciągle się na mnie wkurza i obraża, nie są to straszne słowa ale typu "głupia, idiotka, że mnie nie uniesie, pojeb***". Prosiłam, mówiłam, że nie czuje sie szanowana przez niego On zwala takie zachowanie na nerwy, brak humoru albo mowi, że to ja się zmieniłam i non stop sie wydzieram. Prawda jest taka, że może troche więcej okazuje nerwów ale się staram tego unikać, jestem miła, podchodze do niego żeby się przytulić a on "czego?" albo "nie widzisz, że pije kawe?".
Zamiast spędzać czas ze mną woli siedzieć z moimi rodzicami albo znajomymi. CZASEM mu nagle jak mnie obrazi sumienie go gryzie i zaprasza na spacer a ja wtedy nie mam ochoty już na nic.
Rozmawiałam z nim i mowiłam co mnie gryzie i czego potrzbuje. Chcę utrzymać dobrą komunikację między nami ale mimo jego obietnic i popraw na dwa dni nic sie nie zmienia.
A mi jest tak strasznie przykro. Tak bardzo chciałabym żeby było jak dawniej. Rozumiem, że sytuacja sie zmieniła ale czuje jakby on się zmienił o 180 stopni.
Wiem, że mnie kocha ale boję się, że coś się zmieniło bezpowrotnie.
Naprawdę od paru miesięcy czuję się nieszczęśliwa i bardzo cierpie bo tak jak pisałam wcześniej bardzo go kocham, nad życie. Chce tworzyć z nim rodzinę i chcę z nim się zestarzeć ale nie chcę też być ofiarą swoich uczuć i pozwolić na takie traktowanie.
Co zrobić gdy rozmowa nie pomaga?