Hej.. mam problem, z którym nie potrafię sobie poradzić..
Otóż. Mój chłopak mieszka ode mnie 30 min jazdy autem.
Jesteśmy razem 3,5 roku. Przez ostatnie chyba pół roku to zawsze ja jechałam do niego do domu. Czasami on tylko wpadl do mnie na chwile, ale to bywało bardzo rzadko. Jego mieszkanie jest nienaganne. W sensie idealna rodzina, idealny porządek.
W moim domu wręcz odwrotnie. Chaos, nie porządek, niekompletna rodzina... Staram się to wszystko ogarnąć ale moja rodzina mi w tym nie pomaga a nie jestem w stanie doprowadzić domu do takiego stanu aby on czuł się tu dobrze. Jest nawet bym stwierdziła pedantem. Nie tak obsesyjnie ale jakikolwiek nie porządek go denerwuje.
Powiedział zatem, że nie przyjedzie do mnie bo źle się u mnie czuje. Ja też mam zastrzeżenia co do jego mieszkania, też nie do końca dobrze się tam czuje, ale jadę. Dla niego. Potrafię się poświęcić. Za to on nie.
W ten weekend się zbuntowałam. Nie mam siły tego dalej ciągnąć, że to ciągle ja się staram i przyjeżdzam. I co? Nie przyjechał. Mimo, że był w moim mieście wczoraj. Rozmawiamy normalnie przez telefon. Czuje się jednak nie szanowana.
Nie wiem jak mam to rozegrać. Nie wiem co mam dalej robić. Czuję się nieszczęśliwa coraz bardziej. Chcę równowagi w moim związku.. Czuje, się jakby tylko mi na tym wszystkim zależało.. Co ja mam dalej robić .. .?
Z góry dziękuje za odpowiedzi...