Witam.
Jestem po raz pierwszy na forum. Szukam bratniej duszy, która miałaby podobne problemy życiowe jak ja. Jestem w małżeństwie od czterech lat, ale od dwóch przeżywamy wielki kryzys, który teraz osiągnął już swoje apogeum. Przestaliśmy się z mężem godzić po kolejnych kłótniach, nienawidzimy się, nie możemy na siebie patrzeć, nie rozmawiamy ze sobą. Ale nadal żyjemy pod jednym dachem i mamy dwójkę małych dzieci. Myślę o rozwodzie bez przerwy, byłam nawet u prawnika w celu uzyskania porady prawnej. Nie jest jednak łatwo,bo wiem, że mąż nie odpuści dzieci, nie będzie chciał mi ich oddać. Jeśli złożę pozew to pewnie będzie niezła walka o dzieci. Nie wiem co zrobić, czy mam nadal tkwić w tym okropnym związku, który dobija mnie psychicznie, czy jednak odważyć się i złożyć pozew. Czuje się jak w jakimś więzieniu albo sytuacji bez wyjścia. Najgorsze jest to, że mąż więcej ode mnie zarabia, ma nade mną przewagę finansową. Ja pracuję tylko dorywczo, większość czasu spędzam z dziećmi. I jeszcze jedno. Tu gdzie mieszkam nie mam praktycznie nikogo, jestem sama jak palec. Rodzina jest daleko stąd, więc tak naprawdę nawet nie mam gdzie iść, żeby z kimś pogadać, wyżalić się lub po prostu spędzić czas, żeby nie patrzeć na tego człowieka.
Podobne tematy
Napisz z jakich okolic jesteś...może ktoś z nas mieszka w pobliżu...co do dzieci to nasze sądy przyznają opiekę zazwyczaj matce, jeśli ona nie pije czy bije dzieci...więc nie powinno być problemu
Chyb,że tato ma gruby portfel i wie komu dać żeby sąd orzekł inaczej, lub znajdzie świadków na to jaka autorka jest zła mama ,a sądy bywają różne wiem z doświadczenia,jak chciałam ex praw pozbawić...
po za tym to nie takie proste jak on będzie chciał walczyć o dzieci wystarczy,że wykaże,że zapewni dzieciom większy dobrobyt ....
To nie jest proste ale da radę wygrać z nim, tylko szykuj się na długa wojnę kosztowną i wykańczającą psychikę.
...Jestem w małżeństwie od czterech lat,(...) nienawidzimy się, nie możemy na siebie patrzeć, nie rozmawiamy ze sobą. Ale nadal żyjemy pod jednym dachem i mamy dwójkę małych dzieci. Myślę o rozwodzie bez przerwy, byłam nawet u prawnika w celu uzyskania porady prawnej. Nie jest jednak łatwo,bo wiem, że mąż nie odpuści dzieci, nie będzie chciał mi ich oddać. Jeśli złożę pozew to pewnie będzie niezła walka o dzieci. Nie wiem co zrobić, czy mam nadal tkwić w tym okropnym związku, który dobija mnie psychicznie, czy jednak odważyć się i złożyć pozew. Czuje się jak w jakimś więzieniu albo sytuacji bez wyjścia. Najgorsze jest to, że mąż więcej ode mnie zarabia, ma nade mną przewagę finansową.
A może RACZEJ szukasz poplecznika?
Czyżbyś nie wiedziała za kogo wychodzisz za mąż, czy może ÓW mąż przez ostatnie 2 lata zmienił się diametralnie? Jakie masz wobec niego zarzuty co do postawy rodzicielskiej?
Czy zwyczajnie zawiodłaś się na instytucji małżeństwa - bo okazało się, że nijak nie przylega do twoich o małżeństwie wyobrażeń?
Każdy rozpad małżeństwa jest inny (bo innych wszak "udziałowców" dotyczy) - stąd moje pytania w tym względzie.
Trzeba mieć jakiś wgląd, by doradzać jakiekolwiek decyzje, wszak nie dotyczą już wolnej panienki, ni kawalera a RÓWNIEŻ małych i niewinnych istot, które, jak to się mówi "same na świat się nie pchały"
Chyb,że tato ma gruby portfel i wie komu dać żeby sąd orzekł inaczej (...) da radę wygrać z nim, tylko szykuj się na długa wojnę kosztowną i wykańczającą psychikę.
Pozwolę sobie zadać głupie pytanie: tzw. DOBRO DZIECI gdzie się w tej postawie mieści?
Właśnie nie mieści się nigdzie,ale skoro autorka pisze,że ów mąż będzie walczył i ma więcej funduszy, to posunie się do wszystkiego znam Ci ja takie historie i nasze sądownictwo od podszewki...spójrzmy prawdzie w oczy....
Właśnie nie mieści się nigdzie,ale skoro autorka pisze,że ów mąż będzie walczył i ma więcej funduszy, to posunie się do wszystkiego znam Ci ja takie historie i nasze sądownictwo od podszewki...spójrzmy prawdzie w oczy....
Ano spójrzmy i bliżej przyjrzyjmy się szczegółom: czy z faktu bycia matką wynika, że kieruje się ona wyłącznie DOBREM dziecka (wszak opisywana nienawiść istnieje z obu stron!)? Czy to, że któreś MA więcej kasy CZYNI go gorszym rodzicem?
Powtarzam - za mało danych BY DORADZAĆ bez ryzyka krzywdy dzieci - lepiej "dmuchać na zimne" (chyba?)
Masz rację , bo nie wiemy jakie są przyczyny tej nienawiści obopólnej ,ja podałam tylko przykłady ,ale dzieci są najważniejsze i będą to przeżywać intensywnie .Pewnie,że ten kto ma więcej kasy nie jest lepszym rodzicem,ale czy nasze sądy tak na prawdę kierują się dobrem dzieci ..
Patrząc realistycznie w twoim interesie jest na razie trwać w tym małżeństwie z powodów ekonomicznych. Dopóki jesteś finansowo zależna od męża, mając małe dzieci rozstanie jest zwykłą mrzonką.
Jak go nie lubisz to z nim nie rozmawiaj. Jeśli myślisz o rozstaniu to najpierw powinnaś zdobyć niezależność finansową. Zmień pracę, albo zacznij się doszkalać. Utrzymanie się dla samotnej matki z dwójką małych dzieci jest nie lada wyzwaniem.
9 2013-09-01 19:44:06 Ostatnio edytowany przez suma (2013-09-01 19:51:52)
Dzięki za kilka komentarzy, które pojawiły się wczoraj pod moim postem.
Powodem nienawiści, o której pisałam jest wielka niezgodność charakterów i dziwne postępowanie męża, który od dwóch lat zachowuje się jak człowiek chory psychicznie. Nie wiem czy to jakaś mania prześladowcza czy schizofrenia, w każdym razie życie z nim jest nieznośne. Gdyby nie dzieci już dawno temu odeszłabym od niego. A byłabym najszczęśliwszą kobietą na ziemi, gdyby on odpuścił dzieci i po prostu poszedł sobie swoja drogą. Tymczasem on zagrywa dziećmi, próbuje je ode mnie odseparować, chciał z nimi jechać sam na wakacje, teraz wychodzi z nimi z domu beze mnie. Ja nie mam prawa nigdzie z nim jechać, bo mówi mi wprost, że mnie nie chce widzieć. Stara się zrobić ze mnie wyrodną matkę, która nie potrafi zadbać o dzieci. Wczoraj wypomniał mi, że nie poszłam z dzieckiem do lekarza.
Boję się złożyć pozew, bo wiem, że będzie to bardzo ciężka walka, nie będzie chciał odpuścić. Wiem też, że muszę znaleźć drugą pracę, choćby po to, żeby mieć więcej swoich pieniędzy. Nie rozmawiamy ze sobą, chyba że kłócimy się. Staram się żyć obok niego, nie z nim, ale to naprawdę bardzo trudne. Gdy on jest w domu czuję się nieswojo. Póki co, dzieci bardzo lgną do niego. Boję się, że w końcu je stracę, a on dostanie wszystko co chce i wykończy mnie psychicznie.
Suma, a możesz opisać na czym polegała ta zmiana Twojego męża ? Tylko mniej enigmatycznie niż do tej pory.
Oskarża mnie o to, że jestem zakłamana i fałszywa. Nigdy nie mówię prawdy, tylko kłamię. Twierdzi, że utrzymuję kontakty z jego wrogami. Jestem przyczyną jego problemów.
Robi z siebie dobrego tatusia, ale jak trzeba wstać rano do dzieci, to nagle nie potrafi się poświęcić.
Suma specjalistyczną pomoc prawną i nie tylko, bezpłatnie uzyskasz w miejskich ośrodkach pomocy społecznej lub w powiatowych centrach pomocy rodzinie. Poza tym do pozwu o rozwód składasz również wniosek o zwolnienie z kosztów postępowania sądowego i wnioskujesz o przydział adwokata z urzędu.
Wiem, że 600 zł - bo tyle wynosi opłata rozwodowa - nie leży na ulicy i przy mizernych dochodach własnych, tudzież ich zupełnym braku -ciężko jest wysupłać taką kwotę z portfela. Nie mniej jednak w miejsce kasy leżą możliwości, z których masz prawo i nawet bym powiedział, że obowiązek w tej sytuacji skorzystać.
Cały czas zastanawiam się co zrobić. Korci mnie napisać do adwokata i rozpocząć działania w celu złożenia pozwu, ale nadal mam wątpliwości. Dzisiaj znowu usłyszałam od męża, że mnie nienawidzi, a jest w tym domu tylko dla dzieci. Nie mogę z nim jechać na zakupy, bo on sobie tego nie życzy. Twierdzi, że jak ja biorę gdzieś dzieci, to on się nie wtrąca. Ostatnio odnowił kontakty z kuzynką, jeździ do niej oczywiście z dziećmi, ale ja nie mam prawa wsiąść do samochodu. No i jeszcze jedno. Zabrał mi kluczyki od auta, dlatego, że wcześniej ja schowałam przed nim dokumenty dzieci. Zostałam więc uziemiona, mogę co najwyżej, przy ładnej pogodzie, iść z dziećmi na spacer.Do jedynej koleżanki, która mieszka 20km ode mnie, nie mam już jak pojechać. Boże, nie wiem jak długo będę to znosić.
15 2013-09-08 12:52:13 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-09-08 14:38:00)
suma, to jakaś dziecinna zabawa a nie małżeństwo, rodzina.
Ty - chcesz sam jechać na urlop, on nie pozwala,
w efekcie Ty zabraniasz mu zabierać dzieci na spacer,
Ty chowasz dokumenty dzieci, on na następstwie zabiera Ci klucze od samochodu,
zabawa kto komu bardziej dopiecze.
Niestety, Ty w tej grze również aktywnie uczestniczysz.
W takiej atmosferze, gdzie jedno drugiemu stara się maksymalnie utrudnić zycie, nie ma miejsca na inne stwierdzenie niż : Nienawiść.
Sami, wspólnie ją podsycacie.
Teraz dzieci staj sie kartą przetargową, przedmiotem wyrządzenia krzywdy drugiej stronie.
Opamiętajcie się.
W tej grze nie będzie wygranych.
Wszyscy stracą.
Ty, mąż oraz dzieci.
Winni jesteście oboje z mężem.
Pytanie kto pierwszy ustąpi ?
Mnie uczono ze zawsze mądrzejszy...
EDIT.
Jeszcze jedno.
Oczekujesz od niego, że odejdzie od Ciebie i zostawi Ci dzieci.
Wiesz, to są Wasze dzieci.
Nie Twoje, ani jego.
Kwestia rozwodu, to sprawa pomiędzy Tobą a mężem.
Kwesta kto będzie wychowywał dzieci to kwestia dobra dzieci.
Czy rozważałaś mozliwośc opieki naprzemiennej ?
To chyba najlepszy sposób na wychowywanie dzieci po rozwodzie.
Nie burzy więzi emocjonalnych dzieci z żadnym z rodziców.
Dlaczego tak bardzo dążysz do zachowanie dzieci przy sobie, dlaczego sądzisz ze masz do tego większe prawo niż mąż ?
Dokumenty schowałam, bo boję się, że mąż pojedzie z dziećmi za granicę bez mojej zgody. Już raz tak chciał zrobić.
Do dzieci mam większe prawo, bo to ja je urodziłam, ja wykarmiłam, ja do nich wstawałam w nocy. Moje życie przewróciło się do góry nogami gdy pojawił się syn. Jego życie toczyło się starym trybem. Ja więcej dla dzieci poświęciłam i dlatego mam do nich większe prawo.
Opieki naprzemiennej nie biorę w ogóle pod uwagę. Nie widzę powodu, dla którego przez dwa tygodnie mam nie widzieć swoich dzieci. Poza tym dzieci powinny mieć jeden dom. Nie będzie to dla nich dobre, gdy co dwa tygodnie będą zmieniać miejsce zamieszkania.
Witam.
Jestem po raz pierwszy na forum. Szukam bratniej duszy, która miałaby podobne problemy życiowe jak ja. Jestem w małżeństwie od czterech lat, ale od dwóch przeżywamy wielki kryzys, który teraz osiągnął już swoje apogeum. Przestaliśmy się z mężem godzić po kolejnych kłótniach, nienawidzimy się, nie możemy na siebie patrzeć, nie rozmawiamy ze sobą. Ale nadal żyjemy pod jednym dachem i mamy dwójkę małych dzieci. Myślę o rozwodzie bez przerwy, byłam nawet u prawnika w celu uzyskania porady prawnej. Nie jest jednak łatwo,bo wiem, że mąż nie odpuści dzieci, nie będzie chciał mi ich oddać. Jeśli złożę pozew to pewnie będzie niezła walka o dzieci. Nie wiem co zrobić, czy mam nadal tkwić w tym okropnym związku, który dobija mnie psychicznie, czy jednak odważyć się i złożyć pozew. Czuje się jak w jakimś więzieniu albo sytuacji bez wyjścia. Najgorsze jest to, że mąż więcej ode mnie zarabia, ma nade mną przewagę finansową. Ja pracuję tylko dorywczo, większość czasu spędzam z dziećmi. I jeszcze jedno. Tu gdzie mieszkam nie mam praktycznie nikogo, jestem sama jak palec. Rodzina jest daleko stąd, więc tak naprawdę nawet nie mam gdzie iść, żeby z kimś pogadać, wyżalić się lub po prostu spędzić czas, żeby nie patrzeć na tego człowieka.
Droga sumo tak czy inaczej przebrnęłam przez 19 lat małżenstwa dla tzw dobra dzieci czy świętego spokoju,
Nie umiałam się pogodzić z ich odebraniem a pewnie tak by było gdyż w tym czasie również poświęcałam się obowiązkom żony i matki,
Tak czy inaczej 20 lat prób przeróżnych, potulności, buntu, wreszcie niebytu dłużej nie mogę.
Mąż tak to sprytnie wydedukował abym nie miała możliwości manewru, osunął mnie od znajomych, pracy a nawet rodziny, nie wolno mi było mówić o uczuciach bo brudy trzeba prać w domu i tak zapędziłam się w kozi róg... nie mam nic staram się doczekać 18-stki dzieci ale to trudne bo one też widzą tę obłudę. To nie że nie kocham męża ( może już nie) ale kochałam bardzo i tłumaczyłam sobie że jak zrobię tak że on będzie zadowolony to i ja w koncu będę szczęśliwa nie stało się.
Pierwszy raz chcialam odejść tak jak Ty gdy dzieci poszły do przedszkola ale mój mąż przy pomocy teściów skutecznie zablokował to na kilka dobrych lat... więc zciskałam zęby i zmieniałam siebie, praca przyklejony uśmiech i dzień za dniem ... co tu będę się rozpisywać...
Chodzi o to żeby walczyć póki są siły i nie dać się zastraszyć, u mnie też względy materialne a właściwie przepaść finansowa powstrzymały mnie przed tym krokiem.... bo co ja mogłam dać dzieciom? czas zamiast chleba?
Szukaj wsparcia wszędzie choć pewnie mąż będzie Ci to ograniczał ...to na tyle
taka rada mocnej w gębie:)
18 2013-09-08 20:05:45 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-08 20:06:44)
Jak wiadomo dobro dziecka to nie mamona a miłość i poświęcenie, masz szansę wygrać ale jeśli znajdziesz lepszą pracę to powinnaś wygrać na bank ponieważ jednak matką podobno częściej przyznają dzieci to tak na pocieszenie.
Napisz skąd jesteś a na pewno ktoś z nas może cię wspomóc szczegóły napiszesz mu na email poprzez PW.
Tu http://www.ops.pl/ znajdziesz informację o wszystkich ośrodkach o których pisał Bags poza tym na tym portalu też jest forum oraz wiele cennych informacji polecam.
Proszę nie kasujcie tego linku ponieważ nie jest to link komercyjny, jakaś konkurencja ani spam.
Dokumenty schowałam, bo boję się, że mąż pojedzie z dziećmi za granicę bez mojej zgody. Już raz tak chciał zrobić.
Do dzieci mam większe prawo, bo to ja je urodziłam, ja wykarmiłam, ja do nich wstawałam w nocy. Moje życie przewróciło się do góry nogami gdy pojawił się syn. Jego życie toczyło się starym trybem. Ja więcej dla dzieci poświęciłam i dlatego mam do nich większe prawo.
Opieki naprzemiennej nie biorę w ogóle pod uwagę. Nie widzę powodu, dla którego przez dwa tygodnie mam nie widzieć swoich dzieci. Poza tym dzieci powinny mieć jeden dom. Nie będzie to dla nich dobre, gdy co dwa tygodnie będą zmieniać miejsce zamieszkania.
A może Wy obydwoje powinniście się wybrać na terapię. Dzieci to nie posążki z mosiądzu, które ktoś ma prawo mieć. Tak może argumentować również Twój mąż, też ma prawo bo te dzieci zrobił, pracował żebyś miała co dać im jeść, a powód dla którego miałabyś ich dwa tygodnie nie widzieć też jest one mają matkę i ojca i jego obecności też potrzebują.
Stawiasz tu siebie w roli cierpiętnicy a sama też nieźle dokazujesz, jakoś nie widać chęci próby wyjścia z kryzysu tylko kto komu lepiej dowali. Tylko że tam po środku między Wami są jeszcze DZIECI.
Cierpiętnicą nie jestem. Po prostu trafiłam na niezłego typa. Nie będę określała go innymi epitetami, choć dużo ich mogłabym użyć. Nie ja rozwaliłam to małżeństwo, nie ja zachowywałam się jak chora psychicznie, nie ja doprowadziłam do jakiejś psychozy między nami. Nie ja pierwsza przestałam go kochać tylko on mnie.
Rok temu jeszcze chciałam iść na terapię, on absolutnie nie. Teraz nie widzę powodu, bo już nie ma czego ratować. Owszem on chodził do pracy, zarabiał więcej, ale nie utrzymywał mnie. Całą pensję wydawałam i nadal wydaję na rachunki. Nie dokazuję, chowam dokumenty, bo pewnie inaczej wyjechałby z dziećmi. To on zabrania mi jechać z nim gdziekolwiek, na spacer z dziećmi czy głupie zakupy. Do znajomych też jeździ sam z dziećmi, a ja w tym czasie siedzę w domu.
Najchętniej cofnęłabym czas o pięć lat i nigdy go nie spotkała.
Dziewczyny ona jeszcze walczy nie odbierajcie jej siły choć przyznam że nie zabraniałabym tacie kontaktów z dziećmi, wprost przeciwnie spodziewałabym że z czasem sam z nich zrezygnuje, choć może być tak że przez dzieci będzie dogryzał byłej żonie przekupując je słodyczami czy zabawkami tak jak u mnie robili to teściowie,
Myślę, że nikt jej nie chce odbierać siły. Może facet jest psychol, babiarz czy tym podobny, jest tu mało informacji. Jeżeli nie widzi z nim życia to niech walczy dla siebie , dla dzieci. Tylko ta przepychanka kto urodził dzieci i kto wstawał to ma większe prawo jest śmieszna. Prawo do dzieci będzie miał ten z kim mają większą więź emocjonalną i co najistotniejsze kto zapewni im warunki bytowe. A rozwód nie dzieje się tylko między nimi dwojgiem bo największe jego skutki poniosą dzieci.
23 2013-09-08 23:01:01 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-09-08 23:05:19)
Ja więcej dla dzieci poświęciłam i dlatego mam do nich większe prawo.
Opieki naprzemiennej nie biorę w ogóle pod uwagę. Nie widzę powodu, dla którego przez dwa tygodnie mam nie widzieć swoich dzieci. Poza tym dzieci powinny mieć jeden dom. Nie będzie to dla nich dobre, gdy co dwa tygodnie będą zmieniać miejsce zamieszkania.
najgorzej jak dzieci mają dzieci....wtedy traktują swoje dzieci jak zabawki, pluszowe misie które che im ktoś zabrać.
Zwykłe przedmioty, swoją własność.
Już teraz należy współczuć partnerom/kom tych dzieci.
suma napisał/a:Ja więcej dla dzieci poświęciłam i dlatego mam do nich większe prawo.
Opieki naprzemiennej nie biorę w ogóle pod uwagę. Nie widzę powodu, dla którego przez dwa tygodnie mam nie widzieć swoich dzieci. Poza tym dzieci powinny mieć jeden dom. Nie będzie to dla nich dobre, gdy co dwa tygodnie będą zmieniać miejsce zamieszkania.najgorzej jak dzieci mają dzieci....wtedy traktują swoje dzieci jak zabawki, pluszowe misie które che im ktoś zabrać.
Zwykłe przedmioty, swoją własność.
Już teraz należy współczuć partnerom/kom tych dzieci.
Jakby to pisał facet nie pisałbyś takich bzdet które z resztą nic do tej dyskusji nie wnoszą.
Drzazga napisał/a:suma napisał/a:Ja więcej dla dzieci poświęciłam i dlatego mam do nich większe prawo.
Opieki naprzemiennej nie biorę w ogóle pod uwagę. Nie widzę powodu, dla którego przez dwa tygodnie mam nie widzieć swoich dzieci. Poza tym dzieci powinny mieć jeden dom. Nie będzie to dla nich dobre, gdy co dwa tygodnie będą zmieniać miejsce zamieszkania.najgorzej jak dzieci mają dzieci....wtedy traktują swoje dzieci jak zabawki, pluszowe misie które che im ktoś zabrać.
Zwykłe przedmioty, swoją własność.
Już teraz należy współczuć partnerom/kom tych dzieci.Jakby to pisał facet nie pisałbyś takich bzdet które z resztą nic do tej dyskusji nie wnoszą.
daruj sobie tych impertynencji,
nie robią na mnie wrażenia.
Standardowo - jak już nie masz nic sensownego do powiedzenia to próbujesz obrazić rozmówcę.
Dzięki za wszystkie posty, zarówno te, w których mnie wspieracie, jak i te, zawierające słowa krytyki.
Wiem, że rozwód jest sprawą między nami. Ale gdy są dzieci, nie da się uniknąć sporów o to, pod czyją opieką mają pozostać i jak ma wyglądać ich dalsze życie. Moim największym dylematem w tej chwili jest - złożyć pozew czy może wytrwać w tym cichym cierpieniu i spędzać czas pod jednym dachem z człowiekiem, którego z wzajemnością nie znoszę. Będę musiała sama ocenić czy dam radę kontynuować takie życie, czy odważę się zrobić rewolucję i zacznę wszystko od nowa.
"Ja więcej dla dzieci poświęciłam i dlatego mam do nich większe prawo. "
Też mnie (jak Drzazgę) to uderzyło. Co to za licytacja??