Hej, czy któraś z Was była w sytuacji, w której facet przed ślubem kupił dom/mieszkanie?? czy Wy odkładałyście sobie pieniądze, żeby w jakiś sposób się zabezpieczyć w razie gdy małżeństwo okazało się nie udane?? czy któraś z Was została z przysłowiową ręką w nocniku po rozwodzie??
Jakbyście się zachowały w takiej sytuacji? odkładały byście pieniądze na "w razie czego" ?
1 2013-08-29 11:40:44 Ostatnio edytowany przez anima4545 (2013-08-29 11:44:43)
Podobne tematy
Jesli juz przed slubem masz takie obawy, to może się jeszcze powinnaś zastanowić czy warto go brać. Jesli chodzi o samo zabezpieczenie, to w gre wchodzi umowa, w której wszystko można określić. Masz na pismie i po problemie. Podpisy notarialnie potwierdzone.
Jesli juz przed slubem masz takie obawy, to może się jeszcze powinnaś zastanowić czy warto go brać.
Wcale nie.
Oczywiście, że należy myśleć o przyszłości. Zakochanym wydaje się, że zawsze już będzie tak samo, a życie swoje scenariusze pisze.
Nie odbieram postu Autorki jako obawy przed małżeństwem, ale trzeźwe spojrzenie. I bardzo dobrze.
przezorny zawsze zabezpieczony ![]()
Dobrze jest mieć troszkę kasy na boku, na czarną godzinę. Nigdy nie wiadomo, co człowieka jeszcze w życiu spotka.
Hej, czy któraś z Was była w sytuacji, w której facet przed ślubem kupił dom/mieszkanie?? czy Wy odkładałyście sobie pieniądze, żeby w jakiś sposób się zabezpieczyć w razie gdy małżeństwo okazało się nie udane?? czy któraś z Was została z przysłowiową ręką w nocniku po rozwodzie??
Jakbyście się zachowały w takiej sytuacji? odkładały byście pieniądze na "w razie czego" ?
Oczywiście. Najlepiej też pomyśleć o swoim zawodzie i szlifowaniu umiejętności (wiesz, że zawsze możesz znaleźć pracę) albo jeśli ktoś lubi, rozkręceniu własnej działalności. Mieszkanie też możesz sama sobie kiedyś kupić, nawet będąc w małżeństwie.
Jesli juz przed slubem masz takie obawy, to może się jeszcze powinnaś zastanowić czy warto go brać. Jesli chodzi o samo zabezpieczenie, to w gre wchodzi umowa, w której wszystko można określić. Masz na pismie i po problemie. Podpisy notarialnie potwierdzone.
Póki co to nie planuje w najbliższym czasie wychodzić za mąż
po prostu rozmawiałam ostatnio z moim facetem i wyszło, że mieszkanie w którym mieszka jest jego (cały czas byłam przekonana, że wynajmuje) i powiem, że trochę dziwnie mi sie zrobiło. Zawsze sobie wyobrażałam, że jak wezmę już ślub to razem z mężem zaciągniemy kredyt i będziemy razem spłacać, wiecie zapracujemy na to oboje. Rozmawiałam ostatnio z przyjaciółką i ona zdziwiona stwierdziła, że powinnam sie cieszyć, ze mój facet mam mieszkanie, bo teraz wielu ludzi na to po prostu nie stać, mieszkają z rodzicami, albo wynajmują, twierdzi też, ze ona nie myśli o takich rzeczach, bo jest przekonana, ze ona i ojciec jej dziecka będą ze sobą do końca życia w szczęściu. Stąd też to pytanie do Was, czy ja jestem jakaś dziwna, ze w ten sposób patrzę na taką sytuację?
stwierdziła, że powinnam sie cieszyć, ze mój facet mam mieszkanie,
Bo rzeczywiście powinnaś się tym cieszyć ![]()
Na wstępie odpada Wam poważny wydatek lub kredyt na długie lata.
Natomiast myślenie trzeźwe o przyszłości, jak najbardziej jest normalne.
Podbijam. Może któraś z Was jeszcze była w podobnej sytuacji?
Mój chłopak też chce w niedługim czasie kupić mieszkanie. No i, właśnie dla mnie to raczej nie jest powód do radości a bardziej problem. Po prostu zawsze inaczej sobie to wszystko inaczej wyobrażałam - najpierw mieszkanie razem na "neutralnym gruncie", zbieranie kasy na coś swojego, wspólny zakup, wspólne urządzanie. Rzecz w tym, że dla niego to nie jest problem, żebym "urządzała z nim" tylko ja bym się nie czuła z "rządzeniem się" jego kasą i pieniędzmi. Podobnie ze wspólnym mieszkaniem - obawiam się, że nie czułabym się do końca jak "u siebie".
Chodzi mi o to,że mnie to się kojarzy z taką utrzymanką, a ja raczej jestem "twardą babą" i by mnie to bolało. On nie widzi w tym problemu i zakłada, że to jest "dla nas" i tam kiedyś będziemy mieszkać. To typ faceta z konserwatywnymi poglądami, jego zdaniem to naturalne, że on "ma" na mieszkanie zarobić. Tylko ja naprawdę wolałabym startować od tak zwanego zera i razem do tego wszystkiego dochodzić.
Uprzedzając pytania - nie, nie możemy wspólnie kupić mieszkania. On już ma sporą część odłożoną (jest starszy o kilka lat), a ja dopiero kończę studia, więc można się domyślać, że w moim przypadku jest to awykonalne.
9 2016-02-15 08:47:04 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-02-15 10:27:56)
Podbijam. Może któraś z Was jeszcze była w podobnej sytuacji?
Mój chłopak też chce w niedługim czasie kupić mieszkanie. No i, właśnie dla mnie to raczej nie jest powód do radości a bardziej problem. Po prostu zawsze inaczej sobie to wszystko inaczej wyobrażałam - najpierw mieszkanie razem na "neutralnym gruncie", zbieranie kasy na coś swojego, wspólny zakup, wspólne urządzanie. Rzecz w tym, że dla niego to nie jest problem, żebym "urządzała z nim" tylko ja bym się nie czuła z "rządzeniem się" jego kasą i pieniędzmi. Podobnie ze wspólnym mieszkaniem - obawiam się, że nie czułabym się do końca jak "u siebie".
Chodzi mi o to,że mnie to się kojarzy z taką utrzymanką, a ja raczej jestem "twardą babą" i by mnie to bolało. On nie widzi w tym problemu i zakłada, że to jest "dla nas" i tam kiedyś będziemy mieszkać. To typ faceta z konserwatywnymi poglądami, jego zdaniem to naturalne, że on "ma" na mieszkanie zarobić. Tylko ja naprawdę wolałabym startować od tak zwanego zera i razem do tego wszystkiego dochodzić.
Uprzedzając pytania - nie, nie możemy wspólnie kupić mieszkania. On już ma sporą część odłożoną (jest starszy o kilka lat), a ja dopiero kończę studia, więc można się domyślać, że w moim przypadku jest to awykonalne.
Porozmawiaj z nim i powiedz, że dla Ciebie to za wcześnie i ze chcesz jeszcze z tym poczekać, móc odłożyć część pieniędzy. Jeśli Cię kocha, to zrozumie.
Ewentualnie niech kupi mieszkanie sam dla siebie, ma prawo zabezpieczyć sobie przyszłość, a Ty mieszkaj dalej tam, gdzie mieszkasz.
10 2016-02-15 09:49:48 Ostatnio edytowany przez Garance_30 (2016-02-15 09:50:35)
Podbijam. Może któraś z Was jeszcze była w podobnej sytuacji?
Mój chłopak też chce w niedługim czasie kupić mieszkanie. No i, właśnie dla mnie to raczej nie jest powód do radości a bardziej problem. Po prostu zawsze inaczej sobie to wszystko inaczej wyobrażałam - najpierw mieszkanie razem na "neutralnym gruncie", zbieranie kasy na coś swojego, wspólny zakup, wspólne urządzanie. Rzecz w tym, że dla niego to nie jest problem, żebym "urządzała z nim" tylko ja bym się nie czuła z "rządzeniem się" jego kasą i pieniędzmi. Podobnie ze wspólnym mieszkaniem - obawiam się, że nie czułabym się do końca jak "u siebie".
Chodzi mi o to,że mnie to się kojarzy z taką utrzymanką, a ja raczej jestem "twardą babą" i by mnie to bolało. On nie widzi w tym problemu i zakłada, że to jest "dla nas" i tam kiedyś będziemy mieszkać. To typ faceta z konserwatywnymi poglądami, jego zdaniem to naturalne, że on "ma" na mieszkanie zarobić. Tylko ja naprawdę wolałabym startować od tak zwanego zera i razem do tego wszystkiego dochodzić.
Uprzedzając pytania - nie, nie możemy wspólnie kupić mieszkania. On już ma sporą część odłożoną (jest starszy o kilka lat), a ja dopiero kończę studia, więc można się domyślać, że w moim przypadku jest to awykonalne.
Ale w czym problem? To jest na razie twój chłopak, tak, nie jesteście nawet narzeczonymi, prawda? No więc on ma prawo robić coś chce ze swoimi pieniędzmi, łącznie z tym, że inwestuje je w mieszkanie, które zabezpieczą mu przyszłość.
Po drugie, jeśli wiążesz się ze starszym mężczyzną, to nie oczekuj, że on będzie miał podobny światopogląd i doświadczenie co ty. Pewnie od kilku lat już normalnie pracuje, stąd też oszczędności, które postanowił gdzieś zainwestować. Normalna sprawa. Nie wiadomo czy będziecie razem za x lat, a mieszkanie woli mieć. Zamiast zatem sama postarać się odkładać w swoim interesie pieniądze (jak zaczniesz zarabiać, choć może być ciężko) i przyjąć sytuację taką jak jest, to ty oburzasz się, że to nie po twojej myśli. Rozumiem, jeśli facet wywinąłby taki numer tuż przed ślubem (to daje do myślenia), ale w twoim przypadku, tak jak piszesz, jesteście tylko w relacji chłopak-dziewczyna.
Jeśli chciałabyś się "dorabiać" ze swoim partnerem, to powinnaś się związać z kimś, kto jedzie na podobnym wózku co ty
.
Z punktu widzenia czysto ekonomicznego jeśli ma na mieszkanie to idiotyczne jest wspólne mieszkanie na "neutralnym" gruncie i płacenie za to komuś. Ja kupiłem mieszkanie przed ślubem.
W ogóle nie powinnaś go prosić o to, żeby na Ciebie poczekał, bo to jest nie na miejscu. Facet jest starszy i to normalne, że nie chce dłużej wynajmować czy mieszkać z rodzicami. Wymyślasz sobie problemy. Ja też najpierw przeprowadziłam się do faceta, który już miał mieszkanie. Też pomagałam mu je urządzać i jakoś nie było mi głupio, bo on nawet nie chciał tego urządzania i wybierania. A kiedy stanęłam na nogi, to kupiliśmy dom już wspólnie. Wy też potem możecie razem zmienić mieszkanie na większe. Nie wiem skąd przeświadczenie, że jak się już kupi mieszkanie, to będzie się w nim mieszkać do końca życia. Zresztą dla Ciebie to bardzo korzystna opcja, bo nie będziesz musiała się zapożyczać już na samym początku kariery i spokojnie będziesz mogła coś odłożyć na nowe, wspólne mieszkanie.
Dokładnie. My planujemy za jakiś czas sprzedać to i kupić większe. Tym razem już wspólnie.
14 2016-02-15 14:13:58 Ostatnio edytowany przez malpica (2016-02-15 14:19:04)
Czytajcie, proszę ze zrozumieniem. Nigdzie nie napisałam, że mu "zabraniam" kupować mieszkania czy też się "oburzam", bo tak nie jest. Między nami jest różnica 4 lat, tak dla sprostowania, bo stwierdzenie "starszy mężczyzna" to mi się kojarzy z facetem o 10 czy więcej lat starszym.
Nigdzie nie napisałam, że go "proszę" czy mam zamiar "prosić", żeby na mnie poczekał. To przecież byłoby śmiesznie i niesprawiedliwe - sporą część kasy już ma i pozostaje mu dozbierać resztę, a ja na pewno w ciągu najbliższych kilku lat nie będę w stanie. Jesteśmy już razem kilka lat, więc normalną rzeczą jest, że rozmawia się o takich sprawach jak wspólne mieszkanie. Mnie jeszcze został rok z hakiem studiów i dopiero wtedy będzie można myśleć o wspólnym mieszkaniu, bo nie wyobrażam sobie być na utrzymaniu faceta i muszę najpierw jakąś pracę w miarę stabilną znaleźć (a nie oszukujmy się, że to jest takie łatwe w naszym kraju).
On uważa, że zbiera kasę po to, żebyśmy mieli gdzie mieszkać razem. Nie wiem, może po prostu to kwestia tego, jak zostałam wychowana (niezależność od faceta itd.). No i, może jestem dziwna i robię problemy z niczego, ale mieszkając z facetem w jego mieszkaniu, to mam wrażenie, że czułabym się trochę jak "pasożyt", bo przecież nic do tego nie dołożyłam i to nie jest "nasze mieszkanie".