rozstałem się z żoną- była awanturna, wyzywała, wrzeszczała, biła, nie dałem rady zacząłaem pić, było jeszcze gorzej - rozstaliśmy się.
W pracy flirtowała ze mną dziewczyna - broniłem się bo małżeństwo, bo dzieci, bo może miłość - ona wiedziała że mam problemy, chciała pomóc i chyba chciała partnera tak to zrouzmiełem bo sama jest rozwiedziona, mąż ją bił i chlał.
Wybuchło uczucie - wybuchło, ja już nie mieszkałem z żoną od miesięcy, dziewczyna była wyjątkowa- rozmowy, spojrzenia, maile, telefony, w końcu pierwszy dotyk i pocałunek.
Ruszyło:
spacery, trzymanie się za ręce, pocałunki, godzinne rozmowy przez tel, dotyk, słowa- byłem w raju, mogłem wszystko, przestałem pić, palić, tylko Ona... Powiedziała, że mnie kocha....
Poczułem się jakbym miał 20 lat, zobaczyłem słonce, każdy dzień był upragniony, zakochałem się.....
Potem zmieniłem mieszkanie- 2 tyg spotkań, kolacji, umiem gotować, na milion sposobów sprawiać radość, oddałem się w całości, obsypywałem prezentami, seks był wspaniały, nie wiedziałem że jeszcze mogę... kogoś...zadowolić....
I nagle prysło, usłyszałem że jestem zaborczy, że Ona chce być sama i muszę to uszanować.
Próbowałem sie pogodzić, ale do dziś nie rozumiem. Pomogłem sobie tak jak umiałem, urżnąłem się - zobaczyła, przestraszyszała się, przepraszałem, zaczęło być jak dawniej, po czym znowu odsunęła się.
Powiedziała że musimy nabrać dystansu, bo ludzie bo dzieci, bo cos tam. Minęło 2 tyg, przyszła do mnie, upojne parę godzin i znowu to samo dystans....
Przyszły wakacje, pomieszkaliśmy razem 3 dni, pomogłem malować pokój, gotowałem spagetti, kochaliśmy się, w końcu powiedziała że ją denerwuję, że ona nie może mieszkać z facetem.
Chciałem się zabić - wziąłem jakieś prochy na depresję, nie udało się, przestaszyła się znowu mówiła że kocha.
Pojechała na wakacje z córką, rozmawialiśmy codziennie, po powrocie... Wspólna wycieczka na rowerach, następnego dnia i kolejnego --- razem w łóżku i koniec...
Nie chce rozmawiać, jakby przekreśliła wszystko co się do tej pory działo.
Była moją nadzieją, zachciało mi się żyć, działać, poczułem się wartościowy, przez kilka miesięcy chciałem i mogłem......................
Teraz już nic nie ma znaczenia, mamy byc tylko kolegami z pracy, zacząłem znowu pić, nie więrzę w nic, nie ufam ludziom, nie chcę nic, żyć już nie chcę........
Miłość jest dla mnie najważniejsza. Miłość tylko albo smierć, nic innego nie ma.............