Pomóżcie, bardzo proszę Was wszystkich o poradę, zwłaszcza doświadczonych Forumowiczów?
Mam 27 lat, od prawie roku jestem w związku z 31-letnim facetem, poznanym przez internet. Układało nam się do tej pory dobrze, były może 3-4 kłótnie, spowodowane tym, że mi coś nie odpowiadało. Związek fajny, ale bez fajerwerków, głównie dlatego, że Eryk nie jest romantyczny i nie lubi atmosfery namiętności. Starannie unika wszelkich romantycznych momentów (np. kwiatów nie dostałam nigdy). Ale do rzeczy.
Jakieś 2 miesiące temu Eryk zaproponował wspólne zamieszkanie (jest możliwość w mieszkaniu po mojej babci). Na razie ja mieszkam z rodzicami i siostrą, on wynajmuje sam kawalerkę. Pomysł i propozycja wyszły całkowicie od niego. Stwierdził, że układa się dobrze i można by spróbować. Ucieszyłam się.
Tydzień temu spędziliśmy kilka dni u rodziców Eryka, w małym mieście 200 km od Wrocławia. Było miło, ale nie czułam, bym bardzo przypadła do gustu jego rodzicom (moje odczucie). W weekend wróciliśmy i? nie widzieliśmy się od tamtego czasu ani razu. Ani telefonu, ani smsa (wcześniej były prawie co dzień). Kontaktowaliśmy się wyłącznie przez gg.
Dzisiaj zapytałam, co robimy z mieszkaniem. Odpisał, że rozmawiał o tym z rodzicami i poradzili mu się z tym nie spieszyć. W związku z tym on rezygnuje z tematu zamieszkania.
Jestem rozczarowana. Po pierwsze sposobem, w jaki mnie o tym poinformował: po tygodniu, przypadkiem, po moim zapytaniu wprost, przez gg. Po drugie uważam, że gdyby naprawdę dalej chciał, nie zmieniłby zdania mimo rad rodziców (stwierdził, że szanuje ich zdanie i kieruje się nim). Ja myślę, że Eryk sam zmienił zdanie, a opinia rodziców to tylko pretekst, by się z tego wycofać? Po trzecie wreszcie, czuję się upokorzona, pominięta, potraktowana z góry?
Teraz w weekend mamy o tym porozmawiać na żywo (ja powiedziałam, że chcę)?
Doradźcie coś, proszę! Jak rozmawiać? Ludzie pomóżcie?
Anka W.