netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

78 odpowiedzi12 969 wyświetleńzałożony przez wieanna, 09.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 79 ]

1

Temat: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Pomóżcie, bardzo proszę Was wszystkich o poradę, zwłaszcza doświadczonych Forumowiczów?

Mam 27 lat, od prawie roku jestem w związku z 31-letnim facetem, poznanym przez internet. Układało nam się do tej pory dobrze, były może 3-4 kłótnie, spowodowane tym, że mi coś nie odpowiadało. Związek fajny, ale bez fajerwerków, głównie dlatego, że Eryk nie jest romantyczny i nie lubi atmosfery namiętności. Starannie unika wszelkich romantycznych momentów (np. kwiatów nie dostałam nigdy). Ale do rzeczy.

Jakieś 2 miesiące temu Eryk zaproponował wspólne zamieszkanie (jest możliwość w mieszkaniu po mojej babci). Na razie ja mieszkam z rodzicami i siostrą, on wynajmuje sam kawalerkę. Pomysł i propozycja wyszły całkowicie od niego. Stwierdził, że układa się dobrze i można by spróbować. Ucieszyłam się.

Tydzień temu spędziliśmy kilka dni u rodziców Eryka, w małym mieście 200 km od Wrocławia. Było miło, ale nie czułam, bym bardzo przypadła do gustu jego rodzicom (moje odczucie). W weekend wróciliśmy i? nie widzieliśmy się od tamtego czasu ani razu. Ani telefonu, ani smsa (wcześniej były prawie co dzień). Kontaktowaliśmy się wyłącznie przez gg.

Dzisiaj zapytałam, co robimy z mieszkaniem. Odpisał, że rozmawiał o tym z rodzicami i poradzili mu się z tym nie spieszyć. W związku z tym on rezygnuje z tematu zamieszkania.

Jestem rozczarowana. Po pierwsze sposobem, w jaki mnie o tym poinformował: po tygodniu, przypadkiem, po moim zapytaniu wprost, przez gg. Po drugie uważam, że gdyby naprawdę dalej chciał, nie zmieniłby zdania mimo rad rodziców (stwierdził, że szanuje ich zdanie i kieruje się nim). Ja myślę, że Eryk sam zmienił zdanie, a opinia rodziców to tylko pretekst, by się z tego wycofać? Po trzecie wreszcie, czuję się upokorzona, pominięta, potraktowana z góry?

Teraz w weekend mamy o tym porozmawiać na żywo (ja powiedziałam, że chcę)?

Doradźcie coś, proszę! Jak rozmawiać? Ludzie pomóżcie?

Anka W.

2

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Skoro mieszkanie (po twojej babci) jest twoje, skoro nie jesteście małżeństwem ze wspólnym majątkiem, to nie ma się nad czym zastanawiać.
Czujesz się teraz rozczarowana jego zachowaniem, brakuje ci wielu podstawowych rzeczy, jak okazywanie czułości, namiętności. Jeżeli zamieszacie ze sobą, to albo on się zmieni (co małoprawdopodone) albo te uczucia rozczarowania będą narastać w tobie, aż będziesz musiała podjąć decyzję, by go wywalić ze swojego domu, życia, albo zamienić się w męczennicę lol .
Jeżeli jest wam dobrze, to może porozmawiaj z nim o swoich odczuciach. Zdanie rodziców jest ważne, ale gdybyście mieli kiedyś założyć rodzinę, to jednak twoje zdanie powinno mieć większą wartość - w końcu będzie dotyczyło wielu waszych wspólnych, życiowych spraw.

3

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Witaj..
Pozwolę sobie wprost: zostałas upokorzona, pominięta i potraktowana z góry! To co powiedział Ci Twój chłopak jest autentyczną prawdą! Zaprosił Cię do rodziców własnie po to aby Oni dokonali "weryfikacji" czy nadajesz się aby z nim mieszkać czy nie. Wiem, że to brutalne, co piszę, ale nie łudź się, że jest inaczej, ani broń bosze nie obwiniaj się, że zrobiłas coś nie tak. Ten mężczyzna tak ma: nie odciął pępowiny od matki i niestety wszystko bedzie z rodzicami konsultował. Im szybciej się z tym pogodzisz tym lepiej. Jesli zalezy Ci na tym związku to porozmawiaj z nim o tym otwarcie i powiedz jak to widzisz i jak się z tym czujesz, że oczekujesz od Niego aby miał SWOJE zdanie i aby nim sie kierował...
A tak na marginesie zapytaj przede wszystkim samą siebie czy chcesz wchodzić w związek, w którym nigdy nie będziesz tak doskonałą jak Jego Matka? Na mój gust niedobrze to wygląda i wróży, przykro mi sad

4

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

A może jego rodzice to osoby wierzące i on nie chce z Tobą zamieszkać ze względu na nich? Znam kilka takich osób, które nie decydują się na wspólne mieszkanie ze wzgledu na szacunek do rodziców...

Po prostu pogadajcie normalnie, poproś o szczerą rozmowę, zapytaj, dlaczego zmienił zdanie i powiedz mu, jak się z tym czujesz oraz poproś, żeby na drugi raz pomyślał 5 razy zanim coś Ci zaproponuje, bo nie podoba Ci się nagle zmienianie zdania w tak istotnych kwestiach.

powodzenia

5 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-08-09 16:05:38)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Dzięki za odpowiedź, Averyl...

Averyl napisał/a:

Skoro mieszkanie (po twojej babci) jest twoje, skoro nie jesteście małżeństwem ze wspólnym majątkiem, to nie ma się nad czym zastanawiać.

Co przez to rozumiesz, że nie ma się nad czym zastanawiać? Że moglibyśmy się spokojnie wprowadzić?

Ludzie, co byście jescze doradzili? Jak rozmawiać? Nie chcę naciskać, bo wiem, że to przyniesie odwrotny skutek... Ale z drugiej strony martwię się, że to niestety krok w tył...

Pomóżcie...

6

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
wieanna napisał/a:

Co przez to rozumiesz, że nie ma się nad czym zastanawiać? Że moglibyśmy się spokojnie wprowadzić?
.

Tak, nad tematem wspólnego mieszania sad
On się rozmyślił, a ty czujesz się upokorzona. Ja na twoim miejscu, po takiej akcji nie zastanawiałabym się nad tym, czy mieszkać z nim, tylko czy brnąć dalej w związek, rozmawiałabym z nim o tym, czego oczekuję, potrzebuję w relacji z drugim człowiekiem, jakie są jego zapatrywania na waszą relacje. Jeśli dla niego nie jesteś ważna, to w jaki sens ma ten związek?

7

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Dzięki, że piszecie, to dla mnie naprawdę ważne, nie mam się kogo poradzić...

Rodzice Eryka nie są specjalnie religijni, ani on sam tym bardziej, nie chodzi więc o kwestie religijne.

Pomysł był w całości jego, a po wizycie u rodziców czuję po pierwsze powiew chłodu, a po drugie zwrot o 180 stopni w sprawie mieszkania... Dodam, że zachowywałam się u rodziców Eryka naprawdę grzecznie i miło (jestem trochę nieśmiała).

Martwi mnie, że pod wpływem rodziców tak nagle zmienił zdanie w tak ważnej kwestii. Pytałam, czy rodzice mieli uwagi do mnie, twierdzi, że nie i że nie chodzi o nic konkretnego.

Jak mam porozmawiać z nim? Wiem, że już postanowił, i nawet nie chcę go przekonywać, bo wiem, że to nic nie da. Ale chcę, żeby ten związek się rozwijał, a nie był taki labilny i podatny na opinie innych...

Radźcie Kochani...

8

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Ja na Twoim miejscu, skoro rzeczywiście nie wyobrazasz sobie zycia bez tego własnie Chłopaka i decydujesz się z nim nadal być, zostawiłabym temat wspólnego mieszkania (poza rozmową o powodach, to co wczesniej wyczytałas) i niech się związek toczy dalej... sama zobaczysz co z tego wyniknie, z tego chłodu, o którym piszesz... Nie upokarzaj się i nie proś o spotkania, powiedz, że Ci na Nim bardzo zależy i że Go kochasz, ale nie naciskaj ani nie rozdrapuj tej sprawy mieszkania. Wiem, że to łatwo powiedzieć, ale sama słusznie zauważyłaś, że to pogorszy sprawę.
Pytasz jak rozmawiać? Nasuwa mi się pytanie - co chcesz tą rozmową osiagnąć? Nakłonić do wspólnego zamieszkania? Dowiedzieć się dokładnie dlaczego się rozmyślił? Łatwiej będzie przygotować się do rozmowy gdy Ty sama będziesz wiedziała co ta rozmowa ma Ci dać...

9

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Dzięki Szika...

Mam zobaczyć się z nim jutro (pierwszy raz w tym tygodniu, co dla mnie też mówi samo za siebie...), chcę po pierwsze powiedzieć, że nie podoba mi się sposób, w jaki ja się dowiaduję, że zmienił zdanie... (wracaliśmy sami cztery godziny samochodem do Wrocka od jego rodziców, była okazja pogadać, ale nie zająknął się o tym ani słowem). Po drugie powiem, że nie podoba mi się to, że tak łatwo zmienia niby SWOJE zdanie (bo pomysł był jego w 100%). A wreszcie co najważniejsze chcę się dowiedzieć właśnie powodów... bo na razie to napisał mi tylko, że rodzice radzą mu się nie spieszyć z tymi przeprowadzkami... ale każą mu się nie spieszyć BO CO? Z jakiego powodu? Tego nie wiem...

Anteojos fajnie napisał, żeby mu powiedzieć, żeby na drugi raz się 10 razy zastanowił, zanim mi coś zaproponuje, bo nie podoba mi się zmienianie zdania tak lekko w tak istotnych kwestiach... to mu powiem.

A co chcę osiągnąć? Wiem, że temat mieszkania sam w sobie zostawić... mądrze radzisz Szika... ale właśnie chcę go spytać, jak dalej wyobraża sobie nasz związek w tej sytuacji, bo spotkania raz na tydzień i nawet ani jednego smsa/telefonu dziennie to dla mnie trochę za mało po rocznym związku... tym bardziej, że wcześniej szło to dosyć do przodu...

Osobiście obstawiam, że mamusi Eryka się nie spodobałam... Ojciec ewidentnie gra drugie skrzypce w tej rodzinie, a matka decyduje o wszystkim.

Póki co myślę, że w tej sytuacji sama zamieszkam w tym mieszkaniu. Mam też klucze do jego mieszkania (chociaż nie używam ich, bo nie jeżdżę tam, gdy go nie ma), myślicie, że powinnam mu je oddać?

Sorki, że tak się rozpisałam, ale bardzo pomagają mi Wasze uwagi i łatwiej mi uporządkować myśli...

Jak myślicie?...

10

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

To milczenie spróbujmy "rozebrac". Postawmy się w sytuacji Twojego Partnera. Mogło być tak: "kurde najpierw jej mówiłem o wspólnym mieszkaniu a teraz muszę powiedzieć, że nie..jak to zrobić? jak bym nie powiedział na pewno będzie wsciekała... odwlec ten moment jak najdłużej, może bedzie mniej zła? jak ja jej to powiem? aaa napisze sms - nie chce być blisko gdy bedzie się złościła, a potem jej przejdzie". Albo mogło być jeszcze inaczej/również : "mamie się nie spodobała, łeeee... nie potrafie sobie nawet dziewczyny znaleźć jak sie nalezy". Watpię aby zdawał sobie sprawę z tego, że to dla Niego jest najważniejsze, że to właśnie Ty i tylko TY! Chciałby zadowolić i matkę (przede wszystkim) i Ciebie, ale znalazł się w potrzasku, bo tego się zrobić nie da. Myslę, że to nie chodzi o Ciebie, podejrzewam, że którąkolwiek dziewczynę przyprowadził do domu to pewnie zawsze w którejś coś było dla mamy nie tak... pytasz dlaczego? Bo matka nie wyobraża sobie, że mogłaby stracić swojego synka, że mogłaby dla niego być ważniejsza inna kobieta niż ona... no bo sorry helloł... w wieku 31 lat ABSOLUTNIE NIC nie stoi na przeszkodzie aby się po roku znajomości związać i wspólnie zamieszkać...

11

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

=wieanna
Anteojos fajnie napisał, żeby mu powiedzieć, żeby na drugi raz się 10 razy zastanowił, zanim mi coś zaproponuje, bo nie podoba mi się zmienianie zdania tak lekko w tak istotnych kwestiach... to mu powiem.

Tak oczywiście możesz powiedzieć, ale nie oczekuj, że tak zrobi. Nie zrobi. Dopóki nie dojrzeje do tego, że rodzice rodzicami ale to On ma tego typu decyzje podejmować a nie oni.

12

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Kurde, ale mi smutno... To wszystko racja, co piszecie...

Przede wszystkim zdenerwowało mnie, że mój facet rzuca słowa na wiatr... no bo sorry, jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B. Takie dylematy to można mieć w wieku 18 lat (czy posłuchać się mamusi, czy zrobić to, co się postanowiło samemu), ale nie w wieku ponad 30 lat sad Zaczyna mi przeszkadzać jego niezdecydowanie i słomiany zapał... Ja, jak coś postanowię, i wiem, że tego chcę, to to robię i ponoszę tego konsekwencje... a nie zmieniam zdanie, bo mamusia spojrzała krzywo. Czuję się, jakbym oblała jakiś egzamin, który zdawałam u jego mamusi sad Masz rację Szika, nie miał nawet jaj, żeby mi o tym powiedzieć w prosto oczy...

Poza tym kurczę, sama mam prawie 30 lat, chciałabym chyba powoli zacząć układać swoje życie, podejmować decyzje... Eryk jest typem Piotrusia Pana, ma co dzień milion pomysłów, mnóstwo hobby, wydaje mi się, że nie założy rodziny przed 50...

Załamana jestem.

13

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Wieanna; proponuje Ci na pól godziny przed planowanym spotkaniem poinformować go, ze po rozmowie z mama postanowiłaś ze jednak tego dnia się z nim nie zobaczysz.
Wyłącz telefon na parę godzin i zobacz jaka będzie reakcja.
Może coś zrozumie.
A może nie.

14

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
wieanna napisał/a:

Poza tym kurczę, sama mam prawie 30 lat, chciałabym chyba powoli zacząć układać swoje życie, podejmować decyzje... Eryk jest typem Piotrusia Pana, ma co dzień milion pomysłów, mnóstwo hobby, wydaje mi się, że nie założy rodziny przed 50...

Załamana jestem.

Tu sama sobie odpowiedziałaś! Tu piszesz coś bardzo waznego! To własnie powiedz Erykowi, w wieku 30 lat najnormalniejsze w świecie jest pragnienie stabilizacji, założenia rodziny na serio, posiadania dzieci itd!

15

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
szika napisał/a:

To własnie powiedz Erykowi, w wieku 30 lat najnormalniejsze w świecie jest pragnienie stabilizacji, założenia rodziny na serio, posiadania dzieci itd!

Dlatego zaczynam myśleć, że chyba po prostu nie jestem tą osobą, z którą on chciałby się ustabilizować sad

16 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-08-09 19:59:18)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
pitagoras napisał/a:

Wieanna; proponuje Ci na pól godziny przed planowanym spotkaniem poinformować go, ze po rozmowie z mama postanowiłaś ze jednak tego dnia się z nim nie zobaczysz.
Wyłącz telefon na parę godzin i zobacz jaka będzie reakcja.
Może coś zrozumie.
A może nie.

Pitagoras, pomysł fajny i trzeba by go wprowadzić w życie... ja chyba oprócz tego wszystkiego za bardzo byłam zawsze na każde jego zawołanie, zawsze miałam czas dla niego sad

17

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

...bo tu nie chodzi o wspólne mieszkanie, tylko o to czy gość traktuje Cie poważnie czy nie i czy mu zależy.

18

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Dokładnie!! Już nawet nie chodzi mi o to mieszkanie... chociaż intuicyjnie czuję, że jakby mu zależało, to migiem by się wprowadził i miałby gdzieś zdanie mamusi...

pitagoras napisał/a:

...bo tu nie chodzi o wspólne mieszkanie, tylko o to czy gość traktuje Cie poważnie czy nie i czy mu zależy.

Może masz jakąś radę, jak się tego dowiedzieć definitywnie? Wątpię, aby mi to powiedział w czasie jutrzejszej rozmowy sad Dzisiaj mu napisałam, że nie czuję się traktowana po partnersku, jak równorzędna osoba, ale z góry... odpisał, że chyba troszeczkę przesadzam sad

A ja czuję, że nie...

19

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

''Szczere rozmowy'' możesz sobie darować.
Z facetem nic takiego nie przejdzie, nie w temacie uczuć. Albo usłyszysz własnie, ze przesadzasz; albo ze shizujesz, albo nic nie powie tylko drzwiami trzaśnie i wyjdzie bez słowa. Taki niuansik psychologiczny- kobieta uważa ze przegadanie problemu jest równoznaczne z jego rozwiązaniem; mężczyzna przeciwnie.O problemach nie gada;a im problem większy tym bardziej nie gada.
  Rada..Hm.Daruj sobie wszelkie żale. Zachowuj się normalnie, wręcz uprzejmie, ale zacznij go zlewać.''Sory mieliśmy się dziś spotkać, ale spotkałam x i idziemy na kawę'' itp.; spóźniaj się bez uprzedzenia i przeprosin.Nie szukaj z nim pierwsza kontaktu; Olewaj esy, albo odpisuj zdawkowo i z opóźnieniem. Jak mu zależy to zacznie dociekać o co chodzi.

20

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Pitagoras - dzięki... A wiesz, że tak zrobię... Bo pomyślałam, że dotychczas w moich związkach stawiałam właśnie na długie szczere rozmowy i wałkowanie tematu do bólu. Skuteczność tej metody faktycznie jest znikoma, jak sobie przypominam, to raczej skutek był zawsze odwrotny do zamierzonego - tak jak mówisz. A teraz zrobię tak, jak radzisz. Będzie mi bardzo trudno, zawsze było, bo marna ze mnie aktorka, i jak mi zależy, to to okazuję, ale postaram się. Mój facet jest przekonany, że odbędziemy jutro ciężką poważną rozmowę na mieście na temat mieszkania. Zrobię mu niespodziankę, przyjdę spóźniona, wymalowana, uhahana od ucha do ucha, powiem, że właściwie to się rozmyśliłam i nie chce mi się gadać, ale za to mam ochotę zabalować wink

Oczywiście przesadzam, ale może to Ty masz rację z męskiego punktu widzenia... warto dla odmiany spróbować czegoś innego.

Dzięki.

21

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
pitagoras napisał/a:

''Szczere rozmowy'' możesz sobie darować.
Z facetem nic takiego nie przejdzie, nie w temacie uczuć. Albo usłyszysz własnie, ze przesadzasz; albo ze shizujesz, albo nic nie powie tylko drzwiami trzaśnie i wyjdzie bez słowa. Taki niuansik psychologiczny- kobieta uważa ze przegadanie problemu jest równoznaczne z jego rozwiązaniem; mężczyzna przeciwnie.O problemach nie gada;a im problem większy tym bardziej nie gada.
  Rada..Hm.Daruj sobie wszelkie żale. Zachowuj się normalnie, wręcz uprzejmie, ale zacznij go zlewać.''Sory mieliśmy się dziś spotkać, ale spotkałam x i idziemy na kawę'' itp.; spóźniaj się bez uprzedzenia i przeprosin.Nie szukaj z nim pierwsza kontaktu; Olewaj esy, albo odpisuj zdawkowo i z opóźnieniem. Jak mu zależy to zacznie dociekać o co chodzi.

Dzięki za ten wpis. Sama prawda o facetach.

22

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

No i wreszcie mamy prawdę objawioną o mężczyznach. smile

23 Ostatnio edytowany przez adamajkis (2013-08-10 09:24:28)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
wieanna napisał/a:

Kurde, ale mi smutno... To wszystko racja, co piszecie...

Przede wszystkim zdenerwowało mnie, że mój facet rzuca słowa na wiatr... no bo sorry, jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B. Takie dylematy to można mieć w wieku 18 lat (czy posłuchać się mamusi, czy zrobić to, co się postanowiło samemu), ale nie w wieku ponad 30 lat sad Zaczyna mi przeszkadzać jego niezdecydowanie i słomiany zapał... Ja, jak coś postanowię, i wiem, że tego chcę, to to robię i ponoszę tego konsekwencje... a nie zmieniam zdanie, bo mamusia spojrzała krzywo. Czuję się, jakbym oblała jakiś egzamin, który zdawałam u jego mamusi sad Masz rację Szika, nie miał nawet jaj, żeby mi o tym powiedzieć w prosto oczy...

Poza tym kurczę, sama mam prawie 30 lat, chciałabym chyba powoli zacząć układać swoje życie, podejmować decyzje... Eryk jest typem Piotrusia Pana, ma co dzień milion pomysłów, mnóstwo hobby, wydaje mi się, że nie założy rodziny przed 50...

Załamana jestem.

Nie rozumiem Twojego stanu dysonansu poznawczego czy nawet załamania. Przecież wszystko już sobie wytłumaczyłaś. Ty dorosła, pewna siebie wiedząca, co chcesz. On nieodpowiedzialny, ze słomianym zapałem, maminsynek. Przecież wszystko jest jasne. smile

24

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
adamajkis napisał/a:

Nie rozumiem Twojego stanu dysonansu poznawczego czy nawet załamania. Przecież wszystko już sobie wytłumaczyłaś. Ty dorosła, pewna siebie wiedząca, co chcesz. On nieodpowiedzialny, ze słomianym zapałem, maminsynek. Przecież wszystko jest jasne. smile

Filipku, ja z kolei nie bardzo rozumiem, co jest dziwnego w tym, że jesteśmy przybici, gdy człowiek, z którym chcemy układać sobie życie, okazuje się być nieodpowiedzialny, niedojrzały i niesłowny. Abstrahując od mojej oczywistej subiektywności, niestety trudno inaczej ocenić jego zachowanie... Wiadomo, ja czuję się osobiście dotknięta, ale inni tutaj są podobnego zdania.

Niemniej, jeżeli Ty jesteś przeciwnego, może rozwiniesz swoją wypowiedź o coś więcej, niż tylko ironię smile Chętnie się zapoznam, po to jest Forum.

Obecnie waham się między "metodą Pitagorasa" wink, a szczerą rozmową, czego bym sobie najbardziej życzyła. Zawsze dążyłam do przegadania i wyjaśnienia problemu, ale teraz czuję totalne zniechęcenie... czemu tylko ja mam o to walczyć sad

Baziula, Twój cytacik też mi dał wiele do myślenia...

Na razie się nie odzywam i nie dzwonię... mam dosyć narzucania się sad

sad

25

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Może ktoś coś jeszcze doradzi? Dzwonić, nie dzwonić? Pogadać szczerze, czy olać temat?... Cały weekend mam do bani sad

26

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
wieanna napisał/a:

Mój facet jest przekonany, że odbędziemy jutro ciężką poważną rozmowę na mieście na temat mieszkania. Zrobię mu niespodziankę, przyjdę spóźniona, wymalowana, uhahana od ucha do ucha, powiem, że właściwie to się rozmyśliłam i nie chce mi się gadać, ale za to mam ochotę zabalować wink

Myślę, że to jest dobre wyjście smile Powiedz, że nie chcesz o tym TERAZ rozmawiać smile Jeśli serio zależy mu na wyjaśnieniu tej sprawy (a powinno...) to sam zacznie tą rozmowę. W końcu to od niego wszystko wyszło smile

27

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
wieanna napisał/a:
adamajkis napisał/a:

Nie rozumiem Twojego stanu dysonansu poznawczego czy nawet załamania. Przecież wszystko już sobie wytłumaczyłaś. Ty dorosła, pewna siebie wiedząca, co chcesz. On nieodpowiedzialny, ze słomianym zapałem, maminsynek. Przecież wszystko jest jasne. smile

Filipku, ja z kolei nie bardzo rozumiem, co jest dziwnego w tym, że jesteśmy przybici, gdy człowiek, z którym chcemy układać sobie życie, okazuje się być nieodpowiedzialny, niedojrzały i niesłowny. Abstrahując od mojej oczywistej subiektywności, niestety trudno inaczej ocenić jego zachowanie...

Twój problem polega na tym, że jednak nie wierzysz w to co mówisz. smile
Ja nie bawiłbym się w żadne gry, przygotowałbym sobie w głowie albo na kartce listę problemów i spokojnie je omówił. Nie da się - trudno, może się utwierdzisz w tym co teraz mówisz. smile

28

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

No i nie rozmawialiśmy wcale w żaden sposób, bo się w ogóle dzisiaj nie spotkaliśmy sad

Brak mi słów... sad

29

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Nie podoba mi się zachowanie Twojego chłopaka. Jesteście razem, on nagle milczy, pojawia się temat wspólnego mieszkania, on wychodzi z inicjatywą i bez słowa temat nagle urywa. Tak jak któraś z przedmówczyń wspomniała - on ewidentnie zabrał Cię do rodziców w celach weryfikacji. Przykre, rzeczowe, smutne. Chłopak najwyraźniej zdanie rodziców przekłada ponad swoje własne. Z doświadczenia wiem jak bardzo może to być bolesne. Sama zobacz - teraz kwestia wspólnego zamieszkania, a co potem? Obserwuj go. Nie będziesz szczęśliwa jeśli chłopak pozwala im decydować w jakiś sposób o Waszym życiu. Rodziców należy szanować, owszem, nie można nikogo od nich odciągać itd., ale oni muszą też szanować Was i Wasze wybory.

Porozmawiaj z nim szczerze. Niech i On wyjaśni Ci powody swojego obecnego postępowania i nagłej zmiany zdania. Nie może Ci robić wody z mózgu... Powodzenia! smile

30 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-08-11 15:18:17)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Niestety, do chwili obecnej (powoli mija weekend) mój facet nie zaproponował mi spotkania, aby omówić sprawę rezygnacji ze wspólnego zamieszkania... Najwyraźniej nie uważa, że należy mi się jakieś pilne wyjaśnienie... Sprawa jest w jakimś dziwnym zawieszeniu, on nie proponuje spotkania, w związku z czym ja się nie odzywam... Dodam, że nie widzimy się już od ponad tygodnia... Widzę, że zmierza to w złą stronę, ale uważam, że inicjatywa spotkania powinna w tej sytuacji wyjść od niego. Nie cierpię takich nierozwiązanych spraw... Ale co mogę zrobić... Nie chcę znowu dzwonić pierwsza...

Jak myślicie?

sad sad sad

31 Ostatnio edytowany przez marchewa91 (2013-08-11 15:51:51)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

To może ja dorzucę swoje trzy grosze. Anka, przede wszystkim dla mnie szokująca jest jego odpowiedź. On dosłownie odpowiedział, że REZYGNUJE z tematu mieszkania?

wieanna napisał/a:

Dzisiaj zapytałam, co robimy z mieszkaniem. Odpisał, że rozmawiał o tym z rodzicami i poradzili mu się z tym nie spieszyć. W związku z tym on rezygnuje z tematu zamieszkania.

No hello, rezygnować to sobie można z zawarcia umowy sprzedaży, to trochę brzmi tak, jakbyś ty mu miała wynająć pokój w mieszkaniu twojej babci, umówilibyście się na jego obejrzenie, po czym on później by odpisał: sorry, nieaktualne, rezygnuję. Nie uważasz, że trochę tak jest?

Druga sprawa, gość wynajmuje mieszkanie, ty mieszkasz z rodzicami, a teraz umarła babcia i jakkolwiek to źle zabrzmi, w jego oczach trafiła się okazja. Babci się zmarło, mieszkanie jest twoje, więc zaproponował, żebyście zamieszkali w nim razem. Nie, żebyś ty się wprowadziła do mieszkania, które on wynajmuje (za pewnie niemałe pieniądze, bo w końcu Wrocław niewiele różni się od Warszawy), ani żebyście poszukali jakiegoś mieszkania, ale ON TOBIE PROPONUJE, żebyście razem zamieszkali W TWOIM MIESZKANIU. Kochanie, to chore! Wyjdę może na popieprzoną egoistkę, która sama chce brać, zamiast dawać, ale uważam, że to ty, jak już, mogłabyś mu to proponować, zamiast on tobie. Mówię tak tylko dlatego, że znamy ciąg dalszy tej historii.

Trzecia sprawa, jego rodzice i cholerna interview. Mamusia cię obejrzała, wystawiła 3/10, a chłopiec potem się wykręcił z tego chyłkiem. Jestem bardzo ciekawa takiej oto sytuacji: Eryk rzuca ci któregoś razu w łóżku, że cię kocha i żebyście zrobili sobie dzidziusia. Ty zachwycona godzisz się na pozbycie gumki i po tym uhahani jedziecie do jego rodziców poinformować ich, że planujecie założenie rodziny. Kilka dni później Eryk pisze ci smsa: kotku, wiesz, to nie był dobry pomysł, poczekajmy jeszcze na zakładanie rodziny. Tyle, że miesiąc później robisz test ciążowy.

Ten chłopak niestety wygląda mi na niereformowalnego i albo z nim odbędziesz rozmowę, w której mu wypunktujesz swoje argumenty, albo niech się zwija z twojego życia. Chciałaś z nim porozmawiać wczoraj, a jak rozumiem, odwołał nagle spotkanie. ON odwołał, a nie ty, jak tu szumnie zapowiadałaś na forum, wliczając w to zrobienie siebie na bóstwo-dżagę, itp. Wszystko ewidentnie zmierza ku zakończeniu waszego związku i niestety zakończeniu go przez niego. Miej na tyle dumy i honoru, i zrób to pierwsza.

Odwołał spotkanie, które miało wyjaśnić napiętą sytuację, nie do wiary, unbelievable!

32

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
wieanna napisał/a:

Jakieś 2 miesiące temu Eryk zaproponował wspólne zamieszkanie (jest możliwość w mieszkaniu po mojej babci). Na razie ja mieszkam z rodzicami i siostrą, on wynajmuje sam kawalerkę. Pomysł i propozycja wyszły całkowicie od niego. Stwierdził, że układa się dobrze i można by spróbować. Ucieszyłam się.

Tydzień temu spędziliśmy kilka dni u rodziców Eryka, w małym mieście 200 km od Wrocławia. Było miło, ale nie czułam, bym bardzo przypadła do gustu jego rodzicom (moje odczucie). W weekend wróciliśmy i? nie widzieliśmy się od tamtego czasu ani razu. Ani telefonu, ani smsa (wcześniej były prawie co dzień). Kontaktowaliśmy się wyłącznie przez gg.

Dzisiaj zapytałam, co robimy z mieszkaniem. Odpisał, że rozmawiał o tym z rodzicami i poradzili mu się z tym nie spieszyć. W związku z tym on rezygnuje z tematu zamieszkania.

Jestem rozczarowana. Po pierwsze sposobem, w jaki mnie o tym poinformował: po tygodniu, przypadkiem, po moim zapytaniu wprost, przez gg. Po drugie uważam, że gdyby naprawdę dalej chciał, nie zmieniłby zdania mimo rad rodziców (stwierdził, że szanuje ich zdanie i kieruje się nim). Ja myślę, że Eryk sam zmienił zdanie, a opinia rodziców to tylko pretekst, by się z tego wycofać? Po trzecie wreszcie, czuję się upokorzona, pominięta, potraktowana z .

Po mojemu nic z tego nie będzie.Jeżeli jak twierdzisz zdanie rodziców było tylko pretekstem,to ja dziękuje za taka szczerość,A jeśli faktycznie liczył  się z ich zdaniem,tym gorzej dlaWas.Facet sam nie wie cznego chce.Tak to wyglada.

33 Ostatnio edytowany przez P&P (2013-08-11 19:06:53)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

A nie bierzesz pod uwagę opcji, że po kilku dniach spędzonych z Tobą, liznął trochę tej codzienności z Tobą i stwierdził, że jednak to jeszcze nie to? Rozważacie tutaj tysiąc negatywnych opcji- że maminsynek, że 30 lat na karku to TRZEBA chcieć stabilizacji, że nie traktuje Cię poważnie, że jest nieodpowiedzialny, niesłowny, niedojrzały. A ja uważam, że miał święte prawo się rozmyślić. Kredytu hipotecznego nie brał, remontów nie robił, walizek nie pakował. Wbrew pozorom, takie decyzje są dość istotne i jeśli ktoś nie do końca czuje, że jest na to czas, to tego nie robi. Nikogo nie należy na siłę zmuszać.

34

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
P&P napisał/a:

A nie bierzesz pod uwagę opcji, że po kilku dniach spędzonych z Tobą, liznął trochę tej codzienności z Tobą i stwierdził, że jednak to jeszcze nie to? Rozważacie tutaj tysiąc negatywnych opcji- że maminsynek, że 30 lat na karku to TRZEBA chcieć stabilizacji, że nie traktuje Cię poważnie, że jest nieodpowiedzialny, niesłowny, niedojrzały. A ja uważam, że miał święte prawo się rozmyślić. Kredytu hipotecznego nie brał, remontów nie robił, walizek nie pakował. Wbrew pozorom, takie decyzje są dość istotne i jeśli ktoś nie do końca czuje, że jest na to czas, to tego nie robi. Nikogo nie należy na siłę zmuszać.

No fakt, zawsze sie można rozmyślić i zabrać swoje zabawki.

35 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-08-12 13:27:56)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Witajcie, jakoś tak chcę Wam w skrócie powiedzieć, co dalej...

Rozmowa się odbyła, ale niczego nie wniosła. W moim odczuciu dość rzeczowo i bez biadolenia poinformowałam, co mi nie odpowiada, nie miałam siły udawać, że mam to wszystko gdzieś i przejść nad tym do porządku dziennego. Mój facet wyjaśnił, że chodzi o to, że rodzice znając go najlepiej, odradzają mu na tym etapie znajomości dzielenie ze mną codzienności na małej przestrzeni, a on po namyśle się z tym zgadza. Szkoda, że on i rodzice nie dali mi nawet szansy spróbować sad Przeprosił za to, że namieszał, powiedział, że żałuje, że to w ogóle zaproponował ? nie byłoby zamieszania. Nie wiem co dalej. Drugą sprawą, którą chciałam poruszyć, jest jego brak czasu dla mnie, a przynajmniej niewielka jego ilość (obecnie 1 spotkanie w tygodniu, przedtem bywało częściej?). Ale zabrakło mi odwagi tak otwarcie przyznać się, że to dla mnie za mało. Na długi weekend sierpniowy jedzie znowu do rodziców?

Staram się organizować sobie jakoś czas, ale nie jest łatwo sad Zagubiona jestem.

36

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Może ktoś ma jeszcze jakieś rady/spostrzeżenia?... Za wszystkie posty serdecznie dziękuję

37 Ostatnio edytowany przez pig-headed (2013-08-12 14:25:02)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Hej Aniu,

przeczytałam cały temat, a oto moje spostrzeżenia.
Twój facet jest - jak już i Ty, i wiele osób zauważyło - uzależniony od zdania swoich rodziców. Sama napisałaś, że jest typem Piotrusia Pana, z milionem (niezrealizowanych ) pomysłów i słomianym zapałem. To trudny partner do budowania związku, zwłaszcza, gdy ma się wobec niego jakieś wymagania! A Ty masz, i to takie najbardziej naturalne i oczywiste - żeby się określił, zdecydował, żeby nie rzucał słów na wiatr, żeby podejmował sam decyzje i konsekwentnie się ich trzymał...

Współczuję Ci! Mój chłopak jest niestety bardzo podobną osobowością, tyle, że chyba jednak występuje to u niego w lżejszej postaci, że tak powiem. Jeśli chcesz poczytać o tym więcej to http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1636250#p1636250 i http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1636468#p1636468.
W skrócie, nie będziesz czuła się przy nim ani bezpiecznie, ani stabilnie. Jesteś w podobnym jak ja wieku, i wspominasz o założeniu rodziny. Wydaje mi się, że z tym partnerem będzie to albo bardzo trudne, długotrwałe i wymagające wieeeele cierpliwości, albo w ogóle niemożliwe... Wybacz nagą szczerość!

38

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Dziękuję, Pig-headed... Jest bardzo wiele racji w tym, co piszesz. Zabieram się za czytanie Twoich wątków.

Ktoś napisał na Forum, że zauroczenie jest przeciwieństwem refleksji, ja właśnie boleśnie wchodzę w fazę refleksji. Oczywiste jest, że zależy mi na tym facecie i jestem gotowa do wielu poświęceń i ustępstw, chciałabym jednak zobaczyć zaangażowanie i chociaż dobrą wolę drugiej strony sad Sama tego nie uciągnę. Niestety, zauważyłam, że nie mam też poczucia, że mogę do niego pójść ze wszystkim z taką totalną otwartością i ufnością, jakoś nie potrafię. Chyba zaczynam się wstydzić, że mi tak zależy, bo nie mam okazywanej wzajemności i krępuje mnie ta dysproporcja w okazywaniu uczuć... więc muszę się kontrolować... Niedobrze sad

Przepraszam za chaotyczny wpis i proszę o Wasze...

39

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Niestety, sytuacja, w której jesteś, odbiera Ci pewność siebie i wiarę we własne siły... Bo ile można prosić, przekonywać, naciskać? Ja też czasem czuję, że muszę za wiele rzeczy "wymuszać". Za którymś razem albo Ci się odechce, bo nie będziesz widziała już sensu, albo po prostu zobojętniejesz - ani jedno, anu drugie, nie jest dobre.
Kontrolować się przy osobie, która powinna być Ci oparciem i przy której powinnaś być sobą na 100% - nie tak to powinno wyglądać! Mówiłaś mu, ze tak się czujesz?

40

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
wieanna napisał/a:

Ktoś napisał na Forum, że zauroczenie jest przeciwieństwem refleksji, ja właśnie boleśnie wchodzę w fazę refleksji. Oczywiste jest, że zależy mi na tym facecie i jestem gotowa do wielu poświęceń i ustępstw, chciałabym jednak zobaczyć zaangażowanie i chociaż dobrą wolę drugiej strony sad Sama tego nie uciągnę. Niestety, zauważyłam, że nie mam też poczucia, że mogę do niego pójść ze wszystkim z taką totalną otwartością i ufnością, jakoś nie potrafię. Chyba zaczynam się wstydzić, że mi tak zależy, bo nie mam okazywanej wzajemności i krępuje mnie ta dysproporcja w okazywaniu uczuć... więc muszę się kontrolować... Niedobrze sad

Przepraszam za chaotyczny wpis i proszę o Wasze...

witaj wieanna,
a mnie co innego uderza:zadaj sobie pytanie: dlaczego tak zalezy Ci na  relacji ( a nawet chcesz z nim zamieszkac , co jest jakby nie bylo krokiem wprzod) z kims, o kim masz tak zle zdanie?
z kims , kto Ci zdecydowanie "nie robi dobrze " ?

41

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Pomarańczowa,
nie odpowiadam oczywiście za autorkę, ale za siebie, bo w moim związku to też ja naciskałam na zamieszkanie razem, a mój partner się wycofywał, nie był pewien etc (powody co prawda inne niż u wieanny ale ich przyczyny moim zdaniem niemalże identyczne) - po prostu już wtedy go kochałam, i miałam nadzieję, że się zmieni. Że samodzielność, dzielenie życia ze mną sprawi, że obudzi się w nim zaradny, zdecydowany samiec.
To tak w uproszczeniu oczywiście.

42

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
pig-headed napisał/a:

Pomarańczowa,
nie odpowiadam oczywiście za autorkę, ale za siebie, bo w moim związku to też ja naciskałam na zamieszkanie razem, a mój partner się wycofywał, nie był pewien etc (powody co prawda inne niż u wieanny ale ich przyczyny moim zdaniem niemalże identyczne) - po prostu już wtedy go kochałam, i miałam nadzieję, że się zmieni. Że samodzielność, dzielenie życia ze mną sprawi, że obudzi się w nim zaradny, zdecydowany samiec.
To tak w uproszczeniu oczywiście.

rozumiem.
Ale ja zmierzam wlasnie do tego, ze mezczyzni raczej "pokazuja " to PRZED.
Z reguly, (bo na pewno sa przypadki, gdzie sie kamufluja czy maskuja ) dzieje sie tak, ze kobieta widzi wszystko jak na dloni. Bo to JEST  "widzialne " w bardzo wielu sytuacjach, jak sie do Ciebie odnosi, jak dziala w sytuacjach problemowych, czy czujesz sie chciana, zaopiekowana, kochana, czy mozesz na niego liczyc, czy Cie rozumie, czy jest odpowiedzialny, czy podejmuje decyzje sam, czy jest slowny.
Czy tez ...NIE.

I wszystkie takie: " myslalam, ze sie zmieni "sa dla mnie zawsze niezrozmiale. a slysze to czesto z ust kobiet

P.S
nie wiem, czy sie dobrze wyslowilam ( nie mieszkam w Polsce od wielu lat i moj polski nie jest najlepszy)  ale chyba wiesz co mam na mysli

43

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Jak najbardziej rozumiem, co miałas na myśli, co więcej - zgadzam się z Tobą! Bo oczywiście, że masz rację w tym, że faceci na początku chcą się pokazać od najlepszej strony, więc manifestują cechy kojarzone z męskością, a jeśli tego nie robią, to najprawdopodobniej po prostu ich nie posiadają...
Ja też jestem dość racjonalną kobietą, ale niestety w tej kwestii zachowuję się niezgodnie z logiką i kieruję się emocjami. Gdybym patrzyła na sprawę pragmatycznie nie byłabym już z moim partnerem, jestem tego pewna. Nie wartościuję tego, bo nie wiem, czy robię dobrze, czy źle.

44 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-08-12 17:08:24)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Rozumiem... ja to wszystko wiem, ale to są takie niuanse, często trudno powiedzieć, jak jest naprawdę sad Niemniej masz dużo racji. Może mój błąd, że zawsze naiwnie myślałam, że jeśli komuś na kimś nie zależy, to nie wchodzi w relację w ogóle, natomiast jeśli ktoś jest już w relacji i przestaje mu zależeć, to o tym informuje drugą stronę - gigantyczne uproszczenie, ale tak według mnie powinien z grubsza działać uczciwy schemat. Poza tym zgadzam się z Pig-headed.

Pomarańczowa, nie mam o nim złego zdania, wprost przeciwnie, uważam go za wspaniałego faceta, inaczej oczywiście bym z nim nie była, ...może tylko troszkę za mało tej "wspaniałości" dostaje się mnie. Ale jak wspomniałam, dopiero wchodzę w fazę refleksji, kiedy to człowiek dopiero zaczyna miewać chwile zadumy nad tym wszystkim sad

Twoim zdaniem powinno się z marszu kończyć taki związek? Tak pytam.

Pewnie wszytko poplątałam, nie wiem, czy ktoś to rozumie, jak tak to fajnie sad

45

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

E tam, aż tak niezrozumiale nie napisałaś wink
Zgadzam się z Tobą. Jestem też prawie pewna, że Twojemu facetowi zależy na Tobie. Tyle, że jest jaki jest. I powiem Ci z doświadczenia, (bo jeśli czytałaś moje wątki to wiesz, że mój chłopak mimo usilnych prób i terapii się nie zmienił), że to się nagle nie odwróci o 180 stopni! Sama musisz zdecydować, czy jesteś gotowa zrezygnować z realizacji swoich marzeń i oczekiwań.

46

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
rossanka napisał/a:

No fakt, zawsze sie można rozmyślić i zabrać swoje zabawki.

Niepotrzebny sarkazm. I niezrozumiałe dla mnie myślenie- każdy MA PRAWO się rozmyślić co do swoich decyzji ( przynajmniej w tej opisanej kwestii) i nie powinno się piętnować tego jako przedmiotowe traktowanie drugiego człowieka. Ja patrzę na to w sposób logiczny- nie chcę- nie zmuszam się.

47 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-08-14 16:35:48)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

To może napiszę, co się u mnie dzieje... Po całej tej sytuacji z mieszkaniem odczuwam sporą zmianę. Jest inaczej, gorzej. Rozmowy się nie kleją, nie umiem już gadać z nim i wygłupiać się jak dawniej, jakby nic się nie stało. Gadamy, a raczej piszemy ze sobą, o pracy, o pogodzie... masakra. Zresztą, praktycznie się nie spotykamy. Rozmawiamy w dalszym ciągu już drugi tydzień prawie wyłącznie na gg. Mojego faceta całkowicie pochłonęło nowo odkryte hobby (kolejne już). Zajmuje mu ono codziennie wiele godzin i dla mnie już nie starcza czasu czy chęci, a może jednego i drugiego. Ja nie proponuję spotkań, bo zanim zdążę napisać coś w stylu: "To widzimy się dzisiaj?", dostaję wiadomość, że leci zająć się swoim hobby. I wiem, że tylko na nie ma w tej chwili ochotę. Jakoś nie umiem mu powiedzieć, że brakuje mi naszych dawnych spotkań. Kiedyś często nocowałam u niego, oglądaliśmy filmy, gotowaliśmy, nawet sprzątaliśmy razem, ale to wszystko się skończyło. Widujemy się jedynie w towarzystwie innych osób, np. wczoraj jego znajomi chcieli wyjść w czwórkę, więc poszliśmy. Ale ze sobą, on i ja, zamieniliśmy może ze dwa zdania w czasie całego wieczoru. Nawet mnie nie przytulił, nie objął, nie wziął za rękę. Jestem strasznie smutna i przybita. Nie wiem, co dalej robić, z jednej strony mam w sobie żal i pretensję do niego o to mieszkanie, o to, że nie ma już dla mnie czasu, że nie okazuje żadnych uczuć... z drugiej strony, kiedy jesteśmy razem sam na sam, co naprawdę jest teraz rzadkością, nie umiem się przełamać, gadać o pierdołach, śmiać się, przytulić się do niego jak dawniej... Też trzymam dystans. Jakaś urażona duma mi nie pozwala. Poza tym nie mam okazji! Zresztą mam wrażenie, że on tego nie potrzebuje, dawniej proponował spotkania 3-4 razy w tygodniu, teraz koniec, zero totalne. Nie wiem, jak rozwikłać tę sytuację bez narzucania się, bo mam wrażenie, że jemu to pasuje: ma spokój, ciszę, ma czas dla siebie i swoich znajomych, czas na swoje hobby, nikt nie przyjeżdża, nie przeszkadza mu. Jestem w totalnej kropce. Mieliśmy jechać na wakacje razem w tym roku, ale temat przestał istnieć, próbowałam go poruszyć, ale on już myśli tylko o swoim zimowym wyjeździe ze znajomymi. Wakacji ze mną chyba już nie bierze pod uwagę. Jestem rozdarta, bo nie wiem czy znowu próbować z nim porozmawiać, powiedzieć co mi leży na sercu, czy tkwić dalej w tym dziwnym układzie, i udawać, że mi też nie zależy. Strasznie się to wszystko zmieniło sad Już nie wiem, co robić sad

48

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Wieanna, współczuję Ci tej sytuacji, negatywnych emocji.
Co ja myślę? Otóż to, że facetowi nie zależy tak jak powinno zależeć na ukochanej kobiecie. Być może jest z Tobą, bo mu tak wygodnie. Ma z kim wyjść do znajomych, czasem pouprawiać seks, pogadać. To duży chłopiec, zapatrzony w siebie i w zdanie mamusi.
Wiem, że go kochasz, jednak ja uważam że jesteś bardzo wartościową osobą, zasługującą na pełne, nie połowiczne szczęście u boku drugiej osoby. I że niestety z tego związku zbyt wiele nie będzie... Skoro on już teraz, na tym etapie woli hobby, spędzanie czasu osobno, to co później? Nie podoba mi się to i to bardzo. Pomijając kwestie mieszkania, to inne jego zachowania też wiele o nim mówią. Niestety nic dobrego hmm

49

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Dzięki, Chocolate... potwierdzasz niestety moje obawy sad Też nie mogę pozbyć się wrażenia, że dla niego jestem, bo jestem, po prostu tak wyszło, może mu wygodnie, może ma to gdzieś.

Powoli krystalizuje mi się w głowie myśl, co robić. Otóż nic. Odpuszczam... Nie będę dzwonić, pisać smsów, pisać na gadu, proponować spotkań ani tym bardziej poważnych rozmów. Znikam...

Dziękuję za wszystkie posty.

50 Ostatnio edytowany przez chocolate (2013-08-14 20:04:16)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Ja osobiście bym nie dzwoniła, nie pisała, była niedostępna na gg... Poza tym, dorosłe osoby powinny głównie komunikować się przez normalną rozmowę, osobistą lub telefoniczną. Nie uważasz, że samo to świadczy o jego niedojrzałości?
Trzymaj się jakoś, gdybyś potrzebowała rozmowy innej niż tutaj, możemy przejść na priv.

Z Twoich postów wnioskuję, że jesteś fajną, wrażliwą osobą, naprawdę szkoda Cię dla takiej osoby...
Poza tym zaczyna się długi weekend, a on jedzie do rodziców zamiast być ze swoją kobietą? Dla mnie to kompletnie niezrozumiałe. Kochający facet z jajami tak się nie zachowuje! Piotrus pan i maminsynek- te 2 okreslenia przyszly mi wlasnie do glowy.

51 Ostatnio edytowany przez aksolotl (2013-08-14 20:18:00)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Ojej, to chyba oczywiste, że Wy już nie jesteście razem... Jesteście tylko w celach reprezentacyjnych... I ciesz się, bo facet wydaje się strasznym narcyzem.

Urwij to ostatecznie, będziesz miała więcej czasu, żeby poznać kogoś wartościowego. Sama jestem tylko nieco od Ciebie starsza i staram się nie marnować czasu na "związki tymczasowe", bo z wiekiem trudniej kogoś poznać. Jak jest się młodszym to się o tym tak nie myśli.

52

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Wieanna,
wydaje mi się, że powinnaś ostatecznie to zakończyć. Wiem, że łatwo tak wyrokować na forum, nie będąc w Twojej sytuacji, jednak... Podtrzymywanie tego na siłę nie ma sensu. On Cię olewa, a Ty mimo żd go kochasz przez jego zachowanie te zdążyłaś się już zdystansować, stracić zaufanie. Wcale Ci się nie dziwię!
A może wtedy, kiedy spotykał się z Tobą więcej, zajęłaś miejsce jednego z jego hobby? Potem po prostu mu się znudziłaś, jak gra na kompa czy płyta, i efekt mamy jaki mamy...
Jego podejście do Ciebie i Waszego związku jest bardzo egoistyczne i infantylne.

Mam nadzieję, że jakoś się trzymasz!

53

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Dziewczyny, jaki jest sens budować z kimś przyszłość, jeśli teraźniejszość jest pod wielkim znakiem zapytania?

Nie zależy mu i autorka wątku to czuje, stąd te rozterki.

54

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Przepraszam, nie chcę żeby zabrzmiało cynicznie, ale obstawiam, że gdy mu teraz powiesz, napiszesz, że to koniec, nie zrobi to na nim większego wrażenia, odpowie: ok, nie ma sprawy... Kochana chcesz to przejść w sposób rozwleczony w czasie i bardziej bolesny? Boleć będzie i to bardzo, ale im szybciej to zrobisz Ty sama, tym szybciej ten ból przezyjesz a zachowasz szacunek dla siebie i twarz... przykro mi, współczuję Ci, trzymaj się i bądź dzielna... znajdziesz jeszcze miłość swego zycia smile

55

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Dziewczyny, dlaczego on mi tego nie powie wprost? sad Nie mam czasu dla ciebie, nie chce mi się, poznałem kogoś innego, chcę to skończyć? Wiecie, to tak jest, żeby się odkochać, musisz wiedzieć, że druga osoba ma cię definitywnie dosyć i chce nieodwołalnie zakończyć związek... inaczej to bardzo trudne, przynajmniej dla mnie...

Rano napisał mi eskę, że nie wie czy mi mówił, ale dzisiaj jest zajęty przez cały dzień. Nie wytrzymałam, oddzwoniłam, powiedziałam, że ostatnio nie widujemy się wcale, że wygląda to tak, że on nie ma ochoty się spotykać, tylko czemu tego nie mówi? Odpowiedział: bo tak nie jest, przestań to nakręcać, po prostu już się umówiłem na dzisiaj - coś w tym stylu... Powiedziałam, że ja nic z tym nie zrobię sama - co mogę zrobić...

Potem napisałam mu eskę, że ostatnio ciągle jest zajęty, dzisiaj jest wolne, ale wolał umówić się z kimś innym. I że jest mi przykro, bo wygląda to tak, że nie ma już ochoty się spotykać.

Ale nie dostałam odpowiedzi. I nie dostanę. Jest zajęty cały dzień.

Dlaczego mnie po prostu nie uwolni? sad

56

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Dlaczego nie powie Ci tego wprost?
Bo mu z Tobą wygodnie, właśnie w takiej formie funkcjonowania tego zwiazku...
Jak mu sie zachce spotkac- spotkacie sie. Zachce mu sie seksu- bedzie go mial, ot tak. Znajomi zorganizuja grilla- glupio bedzie pojsc samemu, wezmie Cie na niego.

Tyle, ze Ty nic z tego nie masz.

Rozumiem o co Ci chodzi, ze to trudne, bo nie powie "nie chce zebysmy byli dalej razem" i nie skonczy tego sam z siebie, rozwnoznacznie i definitywnie.
Tyle, ze musisz zastanowic sie czy taki uklad odpowiada Tobie? Byc potrzebna tylko w chwilach odskoczni od swojego hobby i znajomych.

Oczywiscie, ze on bedzie mowil, ze sie nakrecasz. Robil z Ciebie idiotke. Bo tak mu wygodnie. Miec Cie w razie czego...

57

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
wieanna napisał/a:

Dlaczego mnie po prostu nie uwolni? sad

Dlaczego się sama od niego nie uwolnisz???

58 Ostatnio edytowany przez aksolotl (2013-08-15 12:57:22)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

bosz, co za straszny facet. manipulator. zarzucanie kobietom, że "przesadzają" - "bo faceci są prości jak cep, a kobiety robią z igły widły" - to taki klasyk, żeby wymusić odpowiednią hierarchię: on jest racjonalny i decyduje, ty się z tym godzisz.

i jak widać na załączonym obrazku robisz dokładnie tak jak sobie twój pan i władca wyobraził - chce, żebyś czekała, to czekasz. sama przecież nie zerwiesz, musisz biedaczko czekać, aż się pan nad tobą zlituje i to zakończy. prawdopodobnie zakończy to dopiero jak znajdzie inną, bo w przeciwnym wypadku nie ma żadnego interesu, żeby kończyć już teraz. może jeszcze na seks i pokazanie się jego przyjaciołom dasz się namówić.

59

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Ech... ja po prostu chciałabym, żeby było tak, jak jeszcze dwa tygodnie temu, a więc niedawno, kiedy wydawało mi się, że jest dobrze, byłam szczęśliwa.

Zawsze myślałam, że ogólnie mówiąc, związek powinna kończyć ta osoba, której przestało zależeć. I to w tym momencie, gdy tylko to poczuje. Ja stosowałam tę, moim zdaniem uczciwą zasadę, w stosunku do innych, ze zwykłego szacunku, oraz aby nie marnować komuś czasu (czuję, że nic z tego nie będzie = spotykam się twarzą w twarz w najbliższym możliwym terminie i o tym informuję, delikatnie i z szacunkiem). Nie pozwalałam, aby ktoś się poniżał. Dzięki temu mogę spojrzeć w lustro. Nie oczekuję wiele, tylko aby mnie potraktowano w ten sam sposób.

PS. Nie widuję się z nim sam na sam od dwóch tygodni.

60

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!
wieanna napisał/a:

Ech... spotykam się twarzą w twarz w najbliższym możliwym terminie i o tym informuję, delikatnie i z szacunkiem). Nie pozwalałam, aby ktoś się poniżał. Dzięki temu mogę spojrzeć w lustro. Nie oczekuję wiele, tylko aby mnie potraktowano w ten sam sposób.

PS. Nie widuję się z nim sam na sam od dwóch tygodni.

Myślę, że ten "najblizszy możliwy termin" (ewentualny) zostanie wyznaczony przez tego faceta... Godzisz się na to, by czekać, czekać, czekać, aż ...łaskawie znajdzie dla Ciebie czas?
Skoro tak Cię olewa - sama go mocniej olej i potraktuj jak on Ciebie: napisz mu smsa, że jednak masz dość takiego związku...
Albo to nim wstrząśnie (i zacznie Cie traktować powaznie), albo po paru dniach odzyskasz spokój i bedziesz wiedzieć "na czym stoisz".
Sama to utnij ostro - będziesz mieć szacunek do samej siebie - że nie dałaś się traktować jak jakaś ...opcja, na wypadek braku ciekawszych zajęć...

61 Ostatnio edytowany przez ewelina102 (2013-08-15 14:31:35)

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Jak dla mnie to ten związek możesz uznać za zakończony. Facet będzie teraz szukał głupich wymówek(najlepiej przy okzaji tak abys to Ty czuła się winna) żeby się z Tobą nie spotkać bo zwyczajnie nie jest juz zainteresowany, ale jest zbyt dużym tchórzem aby Ci to powiedzieć. Najwyraźniej nie przeszłas pozytywnie weryfikacji przez jego rodzinkę i być może mama uświadomiła mu, że widać że jesteś zaangażowana, i żeby zastanowił się nad tym wspólnym mieszkaniem(bo to rodzi jednak jakies zobowiązania skoro mieszkanie jest Twoje). A on to przemyślał i o ile fajny obraz mieszkania(czyt. seksu "na zawołanie") mu odpowiadał, to wystraszył się układu, ze może Ty później zechcesz czegoś więcej. Ot chociażby na przykład jakiegoś ślubu. I teraz zachowuje się jak się zachowuje.

Natomiast Ty również jesteś w tym układzie tchórzem bo:
1. zerwę z nim, a okaże się że on wcale nie chciał zrywać, tylko miał jakiś gorszy czas, a później nie będzie powrotu, bo wlączy mu się męska duma - jedna opcja myślenia - po jego zachowaniu wnioskuję jednak, że ta wersja to tylko Twoje pobożne życzenia
2. poczekam, aż on zerwie ze mną, żeby uniknąć sytuacji z pkt 1.
I niby rozumiem Twoje zachowanie, bo człowiekowi żal jak trzeba wyrzucić coś ze swojego życia, co nic nie wnosi, ale po prostu było przez X czasu i się człowiek przywiązał, ale nie masz już 18 lat i chyba powinnaś już wiedzieć, że czasem trzeba spojrzeć prawdzie prosto w oczy, przestać się bać i podjąć decyzję, która wiesz, że jest jedynym dobrym rozwiązaniem dla Ciebie. Nie oszukuj sie nawet jeśli lubisz. Bo potem będziesz żałowała, że nie byłaś silniejsza.

To co było dwa tygodnie czy dwa miesiące temu, to BYŁO. Brutalne ale prawdziwe. Nie patrz za siebie, bo to tu i teraz jesteś nieszczęśliwa. Facet, któremu zależy zachowuje się inaczej. Możesz próbować walczyć (chociaż zdaje się, że ze strachu nic nie robisz), ale musisz mieć świadomość, że jeśl po roku ma Cię gdzieś, to po ewentualnej chwilowej odwilży, kiedyś znowu będziesz musiała zejść na ziemię.

62

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Podpisuję się obiema rękami pod tym co napisała Ewelina.

Wieanna, to Ty sama powinnaś się uwolnić, a nie czekać na to, aż jemu się zachce z Tobą zerwać.

63

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Autorko, jak u Ciebie sytuacja? Jakies zmiany?

64

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Dziękuję wszystkim serdecznie za rady i wsparcie.

Parę dni temu porozmawiałam z moim facetem, przedstawił mi swój punkt widzenia. Właściwie to była kłótnia, ale pogodziliśmy się. Zdałam sobie sprawę, że ja też nie jestem bez winy, mam osobowość neurotyczną, reaguję bardzo emocjonalnie. Eryk z kolei ma ciężki charakter i mocne dążenie do wolności, nie znosi ograniczeń. Ale jakoś udało nam się dogadać. Teraz myślę, że przede mną sporo pracy, przede wszystkim nad sobą.

Dam Wam znać, jak się układa smile

65

Odp: Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

No i jestem tu z powrotem... Strasznie mi źle, jak się domyślacie, nawet nie wiem, od czego zacząć sad Bałam się, że będziecie mieć rację...

Temat zamieszkania razem jest zamknięty i nikt go nie porusza.

Natomiast boli mnie coś innego, o czym już wspominałam... jego brak czasu dla mnie. Widzimy się raz na 5-7 dni (po rocznym związku). Przeszkadza mi to, i niejednokrotnie to komunikowałam, może nieudolnie, że dla mnie to za mało. Kilka dni temu pewna sytuacja mnie zasmuciła szczególnie: spotkaliśmy się (po 6 dniach) i poszliśmy na kręgle, było super. Śmiesznie i fajnie. Ale pod koniec zabawy mój facet znowu informuje mnie z zatroskaniem na twarzy, że teraz znowu kilka dni się nie zobaczymy, bo to i tamto (podał powody osobiste i rodzinne). Wieczór był już spieprzony. Ja mam wrażenie, że widujemy się raz na jakiś czas tylko po to, żeby on mnie poinformował, że przez kolejne parę dni nie będzie mieć dla mnie czasu sad A ja muszę to zaakceptować z godnością. Próbowałam robić to samo, być zajęta cały czas, ale skutkuje to tylko tym, że widzimy się jeszcze rzadziej. Jestem szczerym człowiekiem i nie umiem udawać, że nie zależy mi na spotkaniach i ogólnie rozwoju związku, kiedy jest inaczej (zresztą po mnie to widać). Próbowałam też rozmawiać z nim o tym, ale jest mi ciężko, nie umiem się otworzyć i powiedzieć, co mi leży na sercu, to faktycznie jak żebranie, poza tym jestem nieśmiała i trudno mi jest się wysłowić w sprawach uczuć. Czuję się taka niepotrzebna, jak zabawka sad Kiedyś myślałam, że on jest dobrym człowiekiem, ale ogólnie widzę coraz więcej sygnałów, że tak nie jest sad

Rady, jakie dostaję od ludzi, są takie:

1. Rób to samo - próbowałam, na nim to nie robi wrażenia, zwłaszcza że na pewno zdaje sobie sprawę, że to jakaś pseudo zemsta - ma to gdzieś
2. Porozmawiaj z nim szczerze - próbowałam, wydaje mi się, jakby on nie chciał zrozumieć o co mi chodzi, albo udawał, że nie rozumie - a przecież musi wiedzieć sad
3. Szukaj sobie nowego faceta na boczku - może i rozsądne, ale ja tak nie potrafię sad

Więc co będzie? Będę dalej męczyć się i dążyć do konfrontacji, abym mogła wreszcie powiedzieć, co czuję, on będzie tego unikał. Aż dłużej się nie da, ja się wykrwawię, on odejdzie, zostanę sama sad

Pomóżcie mi sad Straszliwie przeżywam odrzucenia, nie przeżyję tego znowu sad

Posty [ 1 do 65 z 79 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dziwny koniec tematu zamieszkania... Pomóżcie!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026