Dzień dobry
Założyłam ten wątek gdyż od paru dni chodzi za mną pewne pytanie. Czy Wy, kobiety, w związku z chorą tarczycą zauważyłyście pozytywne strony niedoczynności lub nadczynności? Wiem, że to trochę absurdalne pytanie biorąc pod uwagę fakt, że życie z chorą tarczycą to straszna udręka. Ale może znajdzie się choć jeden dobry aspekt w całym zmaganiu się z tymi chorobami? Wypiszcie, proszę, jeśli coś takiego jak zalety niedoczynności/nadczynności u Was w ogóle istnieją, we wszystkim przecież należy szukać pozytywów ![]()
Na początek może ja wypiszę, dodam że 5 lat temu zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy i hashimoto.
Rzeczy, które sprawiają że jeszcze całkiem się nie załamałam to:
- stała waga. Jestem szczupłą osobą, a jeśli już zdarza mi się przybrać kilka kilogramów to łatwo wracam do wagi, poza tym zawsze tracę kilogramy jak przyjmuję kolejną, większą dawkę hormonów.
- świadomość tego co jem. W lodówce mam zazwyczaj zdrowe produkty i przyznam że zdrowe odżywianie sprawia mi przyjemność, a przez planowanie jadłospisu mogę sporo zaoszczędzić.
- coraz bardziej poznaję swój organizm i mogę łatwo stwierdzić co mu dolega, przez co i dlaczego ![]()
- i najważniejsze
Zawsze jak nie chce mi się czegoś robić, mówię narzeczonemu, że to przez tarczycę nie mam siły ruszyć się z łóżka
polecam, to działa ![]()
Czekam na Wasze propozycje
pozdrawiam