netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozstanie? - pomóżcie proszę

18 odpowiedzi2 234 wyświetleniazałożony przez Luisana, 07.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie? - pomóżcie proszę

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

1

Temat: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Ehhh...Kiedy ktoś zobaczy ten długaśny tekst, zapewne pomyśli, że za dużo do czytania i nie warto poświęcać tyle czasu i zamknie stronę z moim wątkiem...Proszę, nie róbcie tego....Wątek jest taki długi, ponieważ starałam się niczego nie zatajać i przekazać jak najwięcej informacji istotnych dla sprawiedliwego ocenienia sprawy. Zdanie jednej właściwej, mądrej osoby może zmienić całe moje życie!
Bardzo dużo kosztowało mnie zamieszczenie tego posta, proszę o uszanowanie tego, nie wyzywanie mnie. Oczywiście każdą mądrą krytykę przyjmę z wdzięcznością, zdaję sobie sprawę,że narobiłam w życiu głupot.

Nie wiem od czego zacząć. Może od ogólnych danych dotyczących mojej sytuacji.
Poznałam mojego obecnego narzeczonego jeszcze w szkole średniej, mieliśmy wtedy po 16 lat. To był mój pierwszy chłopak, wcześniej jakieś drobne doświadczenia damsko - męskie typu nieśmiałe buzi, dotknięcie ręki itp.

Nigdy nie miałam szczególnego powodzenia, zapewne nie z powodu wyglądu (bardzo długie ciemne włosy, duże niebieskie oczy, ładne proporcje ciała, długie nogi) czy braków w charakterze (wrażliwa, troskliwa, inteligentna - to opis jaki przyjaciele kazali mi zamieścić) ale raczej z powodu bardzo dużej nieśmiałości - rzadko wychodzę do ludzi, mam kompleksy dotyczące swojej wagi - 4 kg nadwagi - nie jest to dużo, ale dla mnie to prawdziwa zmora (prawdopodobnie z powodu wychowania - rodzice zawsze mnie krytykowali i doszukiwali się moich słabych stron i choć osoby postronne często mówią, że jestem przepiękna ja wciąż uważam się za osobę najwyżej przeciętną - zakompleksienie, które wyniosłam z domu rodzinnego prześladuje mnie w wielu aspektach życia).

Z tego powodu  w wieku 16 lat nie szukałam chłopaka, którego pokocham od pierwszego wejrzenia, na którym będzie mi zależeć, a raczej takiego, na widok którego moje serce nie będzie biło jak oszalałe - myślałam, że tak jest łatwiej, że nie zostanę zraniona - jakże głupia byłam. I tak poznałam obecnego narzeczonego.

W okresie 19 - 22 lat (ja i obecny narzeczony jesteśmy w tym samym wieku - obecnie 25) mój narzeczony (wtedy jeszcze chłopak) zranił mnie wielokrotnie. Nie były to jakieś wielkie przewinienia (kłamstwa odnośnie wychodzenia samemu na imprezy, raz pocałował jakąś dziewczynę w klubie, kłamstwa odnośnie korzystania z pornografii) ale mnie bardzo dotknęły i wytrącały z równowagi na wiele miesięcy, ponieważ niestety jestem cholernie wrażliwą osobą. W tamtym okresie zrywałam z nim średnio co dwa tygodnie - zapewniał mnie że dla mnie wszystko się zmieni, wszystko zrobi, wystawał całe noce pod moim domem, kupował kwiaty, zabierał na wycieczki, zapisał się nawet na psychoterapię żeby już nigdy mnie nie zranić.

Faktycznie odniosło to bardzo duże rezultaty, ja doceniłam jego poświęcenie - w końcu facetowi nie jest tak łatwo opisywać u obcej babki (psychoterapeutki) swoje emocje i przeżycia. Przestałam grozić zerwaniem. Wtedy wszystko się ułożyło. To znaczy ułożyło się pod takim względem, że już mi żadnej krzywdy nie robi, nie kłamie itp. Ale ja przez cały czas trwania naszego związku (już prawie 10 lat) lat, od samego początku zadaję sobie pytanie czy go kocham. Na początku kiedy zrywałam i mówiłam że go nie kocham on zawsze zdołał mnie jakoś ubłagać, przekonać czymś, że będzie lepiej. Tylko, że wtedy było co naprawiać - on był nie w porządku, teraz nie mamy żadnych głębszych problemów, poza tym, ze ja czuję że go nie kocham, ale jednocześnie nie wyobrażam sobie życia bez niego:/

Teraz jesteśmy już na etapie rozmawiania o ślubie, a do mnie coraz natarczywiej dociera fakt, że go nie kocham. Jest mi go bardzo szkoda, ponieważ utrzymywał mnie przez ostatnie 2 lata (bardzo zależało mi na ukończeniu studiów, a nie mogłam zostać w rodzinnym domu z powodu patologicznej atmosfery) - nie chodzi mi o pieniądze, ale o fakt, że jest skłonny dużo dla mnie poświęcić, o czym świadczy też ta wspomniana wyżej psychoterapia. Chodzi o to, że chemii między nami nie było nigdy (przynajmniej z mojej strony, mam bardzo duży temperament, ale na niego nie mam ochoty - mimo to współżyję z nim czasem, żeby nie robić mu przykrości).

Mamy też inne charaktery (ja jestem uczuciowa, wrażliwa, trochę być może bujam w chmurach ale wiem co dla mnie w życiu najważniejsze - żeby być dobrym człowiekiem, mieć swój honor, starać sie robić to, co sprawia mi przyjemność: rozwijać się, chłonąć książki, filmy, świat, własną psychikę, dzieci są dla mnie naj naj naj najważniejsze w życiu - mimo, że jeszcze ich nie mam - bo nie chcę spaprać im życia, a mój partner jest bardziej przyziemny, kalkuluje, planuje, pieniądze najważniejsze, nie jest jakąś nieuczuciową hieną ale jednak przeszkadza mi to:(

mimo wszystko jest mi z nim dobrze tj, wygodnie, znajomo, bezpiecznie, ale nie czuję szczęścia. Mogłabym wymienić bardziej szczegółwo jego cechy charakteru, które mi się nie podobają (nadmierne skupienie na pieniądzach, brak spontaniczności, arogancja, zarozumialstwo) ale nie wiem czy to z ich powodu nie chcę z nim być. W gruncie rzeczy jest dobrym człowiekiem. Wydaje mi się, że gdybym czuła do niego "miłość" wiele nie do końca mi odpowiadających cech partnera mogłabym znieść, ale wydaje mi się że właśnie brak miłości, sprawia że nie jestem w stanie dostrzegać jego zalet.

Czytałam wiele wątków podobnych do mojego i widziałam wiele zacietrzewionych odpowiedzi odnośnie takiego "poszukiwania szczęścia", że "egoistka, że rozpieszczona, że poprzewracało się w głowie". Wydaje mi się, że takie rady pochodzą od osób, które same są nie do końca szczęśliwe w związkach ale mimo to w nich trwają - z różnych powodów i same wpierają innym ten model życia. Ja bardziej skłaniam się ku myśleniu, że życie jest tylko jedno i od nas zależy jak je wykorzystamy (co nie znaczy oczywiście, że powinniśmy skakać z kwiatka na kwiatek kiedy tylko skończy się w związku okres fajerwerków). Ja po prostu nie chcę obudzić się w wieku 70 lat z myślą, że nigdy nie zaznałam prawdziwej miłości, bo nie miałam odwagi, nie chcę żeby moje przyszłe dzieci podświadomie czuły, że może mama nie kocha tatusia albo, że rodzice się nie do końca dogadują, że są nieszczęśliwym małżeństwem. Przecież dzieci widzą, czy rodzice uśmiechają się do siebie przez większość czasu czy coś tam do siebie odburkują pod nosem.

Tak więc pytam co o tym myślicie? Czy powinnam z nim zerwać ostatecznie? Czy cieszyć się, że teraz jest ok i zapomnieć o układaniu życia na nowo? A jeśli zerwę z narzeczonym i będzie jeszcze gorzej? Zauważyłam, ze w dzisiejszych czasach faceci robią się coraz głupsi, bardziej płytcy i niestali w uczuciach, boję się tego, że los się na mnie zemści i ktoś kogo pokocham zostawi mnie z czasem:( Możecie zadawać miliony pytań, na każde chętnie i szczerze odpowiem. Doradźcie coś, bo umieram rozmyślając o tym wszystkim, przepłakałam już tak wiele dni:(((

2

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Przeczytałam cały post...
Trudno cokolwiek doradzić, bo musisz sama dojść do porozumienia ze sobą. Ja jestem w sytuacji, ze to mnie zostawiono niespełna miesiąc temu z powodu "wypalenia.." Z mojej perspektywy to jest nóż w plecy, nie umiem konstruktywnie zacząć dnia etc. Jednak z drugiej strony nie chciałabym go unieszczęśliwiać i żyć w poczuciu, ze był ze mną z jakiegoś obowiązku..

Dlatego, jeśli takie obawy się pojawiają, a pojawiały jak czytam od zawsze, to daj mu szansę na poznanie kogoś, kto go po prostu bezinteresownie pokocha, lepiej niż Ty.
Nikt za Ciebie takiej decyzji nie podejmie, jednak wierzę, że ta podjęta przez Ciebie będzie dobrą, trzymaj się smile

3

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Fragi bardzo Ci dziękuję za odpowiedź. Przykro mi, że zostałaś porzucona, choć wydaje mi się to lepsze od np. zdrady partnera:(

Nie za bardzo rozumiem zostawiania kogoś z powodu wypalenia. Jestem pewna, że w każdym związku po kilku latach kończą się motyle i nigdy nie będzie się już na etapie początkowego zakochania (chyba, że partnerzy widują się raz na dwa tygodnie). Chyba każdy powinien to zrozumieć i przyjąć do wiadomości, że jeśli planuje związek na resztę życia to nie będzie poczucia wiecznej ekscytacji. Ja jestem tego świadoma, ale chciałabym chociaż przez moment poczuć szybsze bicie serca do tej drugiej osoby, byłabym przygotowana na to, że po pewnym czasie zostanie bliskość, przyjaźń, sympatia, bezpieczeństwo, taka prawdziwa, spokojna miłość.

Niestety ja mam ten problem, że nigdy nie kochałam mojego narzeczonego, przez własną głupotę, zakompleksienie i strach przed zranieniem go doprowadziłam do jeszcze gorszej sytuacji, bo 10 lat razem ogromnie przyzwyczaiło nas do siebie:(
Teraz będzie mi 100 razy trudniej go zostawić:(

4

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Ja też nie rozumiem wypalenia- i nigdy nie zrozumiem. Bo tez miewałam chłodniejsze okresy, ale zawsze po nich pokochiwałam od nowa- jeszcze bardziej. Ale decyzja była jego- ja sobie popłaczę, podniosę się i pójdę dalej... A on za każdym chyba razem będzie się wypalał.

Byłam 4 lata, więc nie sposób wyobrazić sobie rozstania po 10... Może porozmawiaj z nim o tym,.. .Może on czuje podobnie..>?
Jesli nawet nie, a jest na tyle dojrzały, to zrozumie, odbuduje siebie, a kiedyś Ci podziękuje za szansę bycia kochanym, czego Ty mu nie dałaś.

Wiesz, ja też mam żal do byłego, że zostawił, ze mnie nie chce, ale też sobie myślę, że tak miało być, ze moze gdzieś ktoś czeka, kto pokocha mnie bezinteresownie.. Jak ja... I racja jest w tym, że lepiej że odszedł uczciwie, jak człowiek, bez awantur, na tyle, na ile miałam siłę być "pokojowa", niż miąłby zdradzać i oszukiwać. Obiecaliśmy sobie przyjaźń, kiedyś, jak emocje ostygną (za kilka lat), bo bardzo cenimy się jako ludzi- pomijając fakt, że ja jeszcze go kocham sad Nie wiem czy będę potrafiła się z nim kumplować, ale może...

5

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Dziewczyny... nie jest tak źle yyy po 2 latach...! Tez tak mysle czasami, że jeżeli Kogoś zostawiłbym to potem sie to odbije..! Tak nie jest.. moja dziewczyna była zostawiła mnie po 5,5 roku dla innego iii ja cały xczas jestem sam... a Ona świetnie układa sobie zycie..., a wiesz co mi pomogło zapomniec o byłej? poznałem kumpelę ze studiów, znalismy sie jakos 4 miesiace (swietna dziewczyna, z która mógłbym iśc przez zycie..., ale jej były który ją zostawił na niespełna rok dla innej odezwał sie i Ona wróciła do niego z otwartymi rekoma...., zmierzam do tego że na pewno bedzie cierpiał i sie załamie..., ale sie podniesie!! uwierz mi!!. Ja sie podniosłem i jestem raz silniejszy!, doceniłęm siebie! i wiem że jeżeli poznasz kogoś nowego to zobaczysz że nie ma ludzi niezastapionych smile

6

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Marcin i potrafiłeś po 5,5 roku pokochać, zaufać, ułożyć sobie życie, a przede wszystkim zapomnieć..??? ja sobie tego na chwilę obecną nie wyobrażam....

7 Ostatnio edytowany przez Luisana (2013-08-07 20:23:09)

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Marcin super, że to przykre doświadczenie tak naprawdę w perspektywie czasu tylko Cię umocniło.

Fragi na pewno ktoś tam gdzieś na świecie na Ciebie czeka. Szczęście czeka za rogiem:)
Ważne żebyś nie przeniosła na tą nową osobę leku o jej utratę (może Ci zostać taki uraz po poprzednim związku).

Ja się obawiam dwóch rzeczy:
- po pierwsze cierpienia mojego narzeczonego

-a po drugie, bardziej egoistycze, obawiam się, że sobie nie znajdę nikogo fajnego (bo że kogoś tam znajdę to wiem, facetów jest od groma, ale takiego żeby był mądry, uczciwy, kochał mnie i żebym ja nareszcie prawdziwie kochała i żebyśmy jakoś pasowali do siebie)

W ogóle nie mam pomysłu gdzie można spotkać fajnego chłopaka, kurczę gdzie Wy poznaliście Waszych byłych partnerów? Bo ja mojego
w szkole, sam do mnie przyszedł smile i teraz, mając 25 lat kompletnie nie mam pojęcia gdzie mogłabym poznać kogoś nowego. Obracam się tylko w kobiecym towarzystwie, nie mam żadnych kolegów, dzięki którym mogłabym kogoś poznać:)

8

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

banalne co napiszę, ale mojego eks poznałam w sieci, na jakimś drugorzędnym portalu randkowym wink

Co do cierpienia narzeczonego- przechodzę przez to i jest to wegetacja bardziej niż życie. 2tygodnie -5kg. Ale wolę to niż być okłamywaną.

9

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

A co rozumiesz, przez te prawdziwą miłość, chemię?
Czego oczekujesz w sferze uczuć?

10 Ostatnio edytowany przez Luisana (2013-08-07 22:13:33)

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Chciałabym po prostu poczuć duży pociąg (niekoniecznie seksualny, choć to też wskazane smile do tej osoby,
zakochać się, chciałabym żeby moje serce coś poczuło,
żebym poczuła że naprawdę chcę żeby ten mężczyzna został mój choć tak naprawdę nie wiem za co i dlaczego
a nie rozpoczynanie związku na zasadzie:
Przystojny?
Przystojny.
Madry?
Mądry.
Fajnie nam się rozmawia?
Fajnie.
Podobam mu się?
Podobam
No dobra to wchodzę w to!

W sumie internet wydaje się świetnym miejscem na poznanie nowej miłości.

Można najpierw rozmawiać z kimś przez kilka tygodni i dopiero kiedy poczujemy, że to może być ten/ta jedyny umówić się na spotkanie.
Co jest niezaprzeczalnie dużym plusem i zmniejsza tremę randkową:)

Fragi trzymaj się! Dasz radę!

Może pooglądaj sobie jakiś dobry film, zapomnisz chociaż na chwile o smutku jak fabuła Cię wciągnie.

11

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Luisana, dziękuje za ciepłe słowa, ale serial 45 min nie potrafi zatrzymać mojego ciągłego myślenia...;)  To jest najgorsze. Bo ja już chyba nie wierzę w nas, nie sądzę, że jest to do odbudowania, choć baaardzo chciałabym się mylić.

Natomiast to,że wciąż siedzi w mojej głowie jest nie do ogarnięcia i nie potrafię nad tym zapanować. Wolałabym wyłączyć mózg, chociaż na godzinę, by poczuć się wolna...

12

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

WITAJ .TAK SIĘ ZASTANAWIAM CZY TY W OGÓLE ROZMAWIAŁAŚ ZE SWOIM NARZECZONYM O TYM CZEGO OCZEKUJESZ OD NIEGO ,POWIEDZIAŁAŚ MU JAK SOBIE WYOBRAŻASZ WASZ ZWIĄZEK , CZY WY W OGÓLE ZE SOBĄ UMIECIE SZCZERZE ROZMAWIAĆ ,ALE TAK JAK PRZYJACIELE?

13

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Już wiele razy kiedy usiłowałam z nim zerwać mówiłam mu co mnie denerwuje, czego mi brakuje itp.
Ale i tak niewiele się zmieniało w tych kwestiach, on często ucieka od takich rozmów.
Choć kiedy już się zbierzemy to potrafimy godzinami rozmawiać i analizować i dochodzimy razem do fajnych wniosków.

Po latach stwierdzam, że to nie chodzi o brak komunikacji między nami, czy chęci ulepszenia związku.
Tak w zasadzie na co dzień jest ok, ostatnio nie kłócimy się wcale, a charakteru mojego faceta i tak nie zmienię.
Problemem jest to ,że on jest dla mnie tylko przyjacielem. Nie potrafię wykrzesać z siebie nic ponad to uczucie do niego.
Nie mam ochoty na seks z nim, ani na ślub, ani na mówienie mu kocham, bo go nie kocham i nigdy nie kochałam niestety:(
Przez co sama czuję się jak bezuczuciowy potwór i robię też krzywdę jemu, bo wiadomo, że lepiej by mu było z kobietą, która go kocha.

Tyle, że ja już próbowałam go zostawić wiele wiele razy a on mi zawsze w jakiś sposób to uniemożliwiał,
albo grał na różne sposoby na moich emocjach, albo obiecywał zmiany i złote góry, albo prosił o jeszcze trochę czasu itp, itd.
Po 10 latach bycia z nim czuje się taka jakaś pusta i wyzuta z uczuć, zobojętniała na życie:(

14

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę
Luisana napisał/a:

Już wiele razy kiedy usiłowałam z nim zerwać mówiłam mu co mnie denerwuje, czego mi brakuje itp.
Ale i tak niewiele się zmieniało w tych kwestiach, on często ucieka od takich rozmów.
Choć kiedy już się zbierzemy to potrafimy godzinami rozmawiać i analizować i dochodzimy razem do fajnych wniosków.

Po latach stwierdzam, że to nie chodzi o brak komunikacji między nami, czy chęci ulepszenia związku.
Tak w zasadzie na co dzień jest ok, ostatnio nie kłócimy się wcale, a charakteru mojego faceta i tak nie zmienię.
Problemem jest to ,że on jest dla mnie tylko przyjacielem. Nie potrafię wykrzesać z siebie nic ponad to uczucie do niego.
Nie mam ochoty na seks z nim, ani na ślub, ani na mówienie mu kocham, bo go nie kocham i nigdy nie kochałam niestety:(
Przez co sama czuję się jak bezuczuciowy potwór i robię też krzywdę jemu, bo wiadomo, że lepiej by mu było z kobietą, która go kocha.

Tyle, że ja już próbowałam go zostawić wiele wiele razy a on mi zawsze w jakiś sposób to uniemożliwiał,
albo grał na różne sposoby na moich emocjach, albo obiecywał zmiany i złote góry, albo prosił o jeszcze trochę czasu itp, itd.
Po 10 latach bycia z nim czuje się taka jakaś pusta i wyzuta z uczuć, zobojętniała na życie:(

TAK NAPRAWDĘ TO SAMA JUŻ SOBIE OPOWIEDZIAŁAŚ NA WSZELKIE PYTANIE NIE KOCHASZ GO A TO JUŻ DUŻY ARGUMENT DO TEGO ABY GO ZOSTAWIĆ .PROBLEM TKWI W TYM ŻE BRAKUJE CI SILNEJ WOLI . POWIEM TAK JA NA TWOIM MIEJSCU ODIZOLOWAŁABYM SIĘ OD NIEGO NA PEWIEN CZAS NIE SPOTYKAŁA NIE DZWONIŁA , NIE ODBIERAŁA TELEFONÓW , ŻEBY DO KOŃCA SIĘ PRZEKONAĆ CZY CI NA NIM ZALEŻY CZY NIE POWIEDZMY MIESIĄC A WTEDY NA PEWNO BĘDZIESZ WIEDZIAŁA CO ZROBIĆ CZY BĘDZIESZ CHCIAŁA Z NIM BYĆ CZY NIE.CZY BĘDZIE CI GO BRAKOWAĆ CZY NIE ,PRZEKONASZ SIĘ CZY POPADLIŚCIE W RUTYNĘ ŻYCIA CODZIENNEGO ,CZY JEDNAK TO BYŁ NIE ODPOWIEDNI ZWIĄZEK . ZASTANÓW SIĘ CZY MOŻESZ GDZIEŚ WYJECHAĆ TAK ABY ON SIĘ NIE DOWIEDZIAŁ GDZIE I SOBIE WSZYSTKO PRZEMYŚLEĆ OCZYWIŚCIE POWIEDZ MU DLACZEGO ŻEBY MIAŁ CZAS TEŻ TO PRZEMYŚLEĆ.

15

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Właśnie z tym jest problem, nie mogę nigdzie wyjechać, bo muszę codziennie chodzić do pracy, on wie gdzie pracuję więc pewnie wystawałby tam z kwiatami i czekał aż wyjdę. Już nie wspomnę o wspólnym mieszkaniu, które wynajmujemy razem,
a sama chyba nawet nie będę w stanie nic wynajmować, bo zarabiam póki co 1550:(
wydaje mi się, że jestem na niego skazana, sytuacja bez wyjścia, tak mi przykro, każdego dnia czuję się jak w klatce

16 Ostatnio edytowany przez andzia221518 (2013-08-07 23:48:20)

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

ACH

17

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

NIE MA SYTUACJI BEZ WYJŚCIA ! POPYTAJ MOŻE KTOŚ Z TWOICH ZNAJOMYCH POTRZEBUJE LOKATORKI LUB KTOŚ Z FIRMY? A NA NIEGO PO PROSTU NIE REAGUJ ALBO POPROŚ ABY CIĘ KOLEŻANKI KRYŁY POWIEDZ NA PRZYKŁAD ŻE WYJEŻDŻASZ DO SENATORIUM POKOMBINUJ
WIDAĆ ŻE MU ZALEŻY

18

Odp: Rozstanie? - pomóżcie proszę

Szukanie miłości w internecie jest bardzo złudne. Chyba, że wirtualną znajomość szybko przenosimy do "realnego" świata.
Obraz internetowego partnera łatwo sobie wyidealizować, stworzyć takiego jaki chciałybyśmy, żeby był. Jeśli poznamy kogoś on-line i znajdziemy u niego kilka fajnych cech to resztę, w pozytywach, dopowiemy sobie same. Potem, po długim okresie rozmów internetowych nasze wyobrażenia o danej osobie mogą okazać się całkowicie odmienne od tego co spotkamy "na żywo".

1550 zł to nie mało, da się za wynająć pokój i utrzymać, więc nie jesteś na niego skazana. Z nim jest po prostu wygodniej, i standard życia na pewno wyższy. Nie ma co zgrywać cierpiętnicy.
Jeśli go nie kochasz, nie widzisz dla was przyszłości, dusisz się w związku to go zostaw. Co Cie w ogóle jeszcze w nim trzyma?

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie? - pomóżcie proszę

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026