Witam wszystkich serdecznie,
Mam problem z moją dziewczyną, jesteśmy ze sobą od około 1.5roku i muszę przyznać, że w fazach początkowych naszych relacji wszystko układało się wyśmienicie jeśli chodzi o seks. Kochaliśmy się praktycznie dzień w dzień, czasem nawet po kilka razy dziennie.
Na chwilę obecną kochamy się średnio raz, dwa razy na miesiąc, nie wiem co tak na prawdę się zmieniło bo rozumiemy się ze sobą idealnie, lubimy spędzać ze sobą czas i uważam, że jesteśmy zgraną parą, aczkolwiek kiedy dochodzi do sytuacji łóżkowych moja partnerka nie ma na to kompletnie ochoty, muszę to na niej wręcz wymuszać, a potem wygląda to tak jakbym kochał się z "kłodą" bez żadnych uczuć czy emocji.
Wiem, że nie ma nikogo innego na boku - ta opcja zdecydowanie odpada. Wiem, że mnie kocha bo wyznaje to dosyć często, lubi się przytulać, całować, ale jeśli chodzi o seks to jest dramat... Próbowałem z nią rozmawiać już setki razy, za każdym razem nie dochodzimy do żadnego porozumienia, pytam się jej już nawet czy to wina leży we mnie, co mam zmienić a wówczas mi odpowiada, że wszystko jest w porządku... Ostatnio stwierdziła, że jeśli mamy się o to tak kłócić to lepiej w ogóle zaprzestać życia seksualnego skoro sprawia to takie problemy.
Próbowałem już nawet nic nie mówić na ten temat bo sama jakiś czas temu zaproponowała żebym na nią nie naciskał to sama zacznie. No i tak poczekałem i nic się nie zmieniło, znowu kłótnia bo już dłużej nie wytrzymałem. Okazało się, że dla niej seks nie jest ważny i nie potrzebuje go w związku, a że wcześniej na początku tak często się ze mną kochała to tylko dlatego, że wówczas to była relacja nastawiona tylko i wyłącznie na przyjemność bez żadnych uczuć.
Dodam do tego fakt, że moja partnerka nigdy nie zaznała orgazmu, nawet na początku kiedy było widać, że jest jej bardzo przyjemnie. Z poprzednim facetem również nie dochodziła.
Nie wiem czy jest jakieś rozwiązanie w tej sytuacji, wydaje mi się, że próbowałem już wszystkich możliwych sposobów, a to i tak nie działa, psychika dosłownie zaczyna mi się rozkładać na kawałki, szlak mnie trafia bo ile można trwać pod stałym znakiem zapytania... Co robić?
Pozdrawiam