Witam was ;-)
W moim prawie 2letnim związku układało się różnie. Były rozstania zdrady ze strony mężczyzny (nie chodziło o łóżko, raczej o fascynacje innymi kobietami i pisanie z nimi). Przepraszanie, powroty. Na koniec dowiedziałam się, że on nie jest gotowy na poważny związek i nie wie, czy jestem kobietą z którą chcialby spędzić całe życie. Rozstałam się z nim.
Minęły 2 miesiące. Pisał dzwonił przychodził mówiąc, że nie wyobraza sobie beze mnie życia. Że jesli nam się uda to chce wziąć ślub.
Jak go zobaczyłam, zrobiło mi się smutno. Kocham go (bynajmniej tak mi się wydaje). Widac, ze gryzło go to wszystko. Rzucając się w wir pracy zapomniał dbać o siebie, strasznie schudł. Spotkaliśmy się kilka razy w ostatnim czasie i od tamtej pory stara się dzwoni pisze przychodzi itp. Nie wiem tylko jak dlugo to potrwa, i co tez mowil o tej sytuacji swoim przyjaciołom. Nie ufam mu, rozumiecie dlaczego prawda? Zdarzało się też ze co innego mowil mi a co innego przyjaciolom i kumplom. Dlatego jestem ciekawa jak to teraz u nich wygląda, co oni o mnie myslą.
Powiedziałam mu że potrzebuję czasu, ponieważ on go dostawał ode mnie jeśli chciał. Nie jestem w stanie do neigo wrocic na chwilę obecna jak na kiwniecie palca bo ciagle i nieustanne obawy i lęki krążą mi po glowie i nie bed epotrafiła zacząć wszystkeigo po prostu ot tak od nowa. Czuję że on wywiera na mnie presję. Mowi ze jeśli się kocha to się jest z tą osoba i że czas tu nic nie da, że on nie da rady czekać bo się męczy.
W czasie keidy mowilam mu ze potrzbuję nabrac dystansu on pisal mi w totalnym amoku ze nie chce juz zyc, wiec zaczelam sie bac. Mieszka sam więc rozne rzeczy mogą przyjśc mu do głowy. Jesli on sobie by coś zrobił ja wtedy tez- moje sumienie nie dałoby mi spokoju.
Od jakiegoś czasu mam przyjaciółkę ktorej kolega podobno do mnie "swiruje". Wiem ze to człowiek zagadka- wszyscy mowią że trudno odczytać jego intencje. Ale że za mna jest. Ma zasady szuka kogos na stale. Jest też po ogromnych przejściach. Nie wiem co mam robić, jak się zachowac. W którąkolwiek strone postawię nogę jest źle bo trace ich oby 2. Do tego nowego chyba też coś czuję. Ale boję się ze to niw wypali tak samo, jak z moim "byłym"- nie ma zadnej gwarancji ponieważ nigdzie jej obecnie nie znajdziemy prawda? Nie mam tez pewnosci, ze ten nowy Pan nie traktuje mnie jako kolezanki. Najchętniej zatopilabym sie gdzies daleko i nic nie czuła. Nawet nie wiem jak uciec od problemow.Z jednej strony były który ciągle pisze, a z drugiej ktos nowy ale nie wiem jako jaką osobe mn uwaza.
Podobne tematy
Widzę w tym totalny bałagan. Nie wiem ile masz lat. Ale nie da się jeśli już szukasz, poszukać mężczyzny, takiego nie po przejściach, takiego co się mu związek nie rozleciał?
Nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko - a Ty właśnie do tego dążysz. Chcesz mieć obu - a tak nie można. Zastanów się i zdecyduj z którym chcesz się spotykać i bądź uczciwa ze sobą i z nimi.
Jeśli chodzi o obecnego chłopaka skoro nie wie czy jesteś kobietą z którą chciałby spędzić życie - to znaczy że jeszcze takiej nie spotkał. Porozmawiaj z nim.
tutaj nie chodzi o to, że chciałabym mieć ciastko i je zjeść. Dla tego byłego poświęciłam całe swoje życie. Zostałam z nim w małej mieścince, bo dostał dobrą pracę. Zamieszkałam z nim nie mając pracy i grosza na swoje potrzeby. Z czasem znalazłam ta pracę. Ale kiedy w niej byłam, mój luby zapraszał do naszego mieszkanka kobiety. Nie wiem po co- bo chyba nie na herbatkę? Zapewniał tysiące razy że do niczego nie doszło, ale ja nawet nie chce wiedzieć co się tam podczas mojej nieobecności działo.
Co kilka miesięcy ze mną zrywał, i co kilka miesięcy musiałam się wyprowadzać. Według mnie takich rzeczy nie robi się osobie, którą zakładam, że się kocha (tak mówił). Można potrzebować przerwy żeby się zdystansowac, ale kurcze nie tyle w tak krótkim czasie. Wiem, że wiele poświęcił dla mnie przeprowadzając się co prawda z własnej woli, ale jednak daleko od swojego rodzinnego domu. Tylko te wszystkie dobre rzeczy nikły w tych złych.
Wybaczałam, bo kochałam. Ale po pewnym czasie uswiadomiłam sobie, że ten człowiek źle mnei traktuje- jak zabawkę, którą odkłąda się na półkę, a keidy się wyszaleje to kiwa się palcem a ona wtedy leci w objęcia. Ktoś kto kocha powinien być tego pewien, jesli nie kochał to mogliśmy dawno to przerwać. Tak też się działo, ale co jakiś czas przychodził i przepraszał. I tak w kółko.
Dlatego teraz ja mu tego nie wybaczę. Dla mnei były to permamentne zdrady.
Jest takie przysłowie "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki". Twój były to zwyczajny dzieciak. Nie warto nawet z takim utrzymywać kontaktu, szkoda Twego czasu
. Po przez szantaż emocjonalny próbuje Ciebie do siebie zbliżyć... Ja bym na Twoim miejscu lepiej poznała kolegę Twej koleżanki. Boisz się że nie wypali? Najpierw go poznaj a później martw się
. Zamknij rozdział z byłym i otwórz nowy, z nowym chłopakiem
. Powodzenia ![]()
Dzięki ;-) pomyślę nad twoją radą ![]()
a póki co muszę odpocząć psychicznie. doszły mnie słuchy że chce się zabić, ciągle tak powtarza a ja nie chce mieć wyrzutów sumienia, jeśl itak się stanie bo powiedziałam mu, że nic z tego i zerwałam kontakt. Przychodzi błaga a potem wybiega mowiąc ze nie chce żyć i że nigdy więcej go nie zobacze. Oby te groźby się nie ziściły.
Napisałam do jego brata, żeby zatroszczył się o neigo odrobinę, bo ostatnio były wspominał że rzadko się kontaktują. Na co brat zaczął mnei obrażać i wyzywać. Chciałam tylko uspokoić sytuację, do kogo miałam pójść. Ale wiecie, teraz to ja jestem najgorsza bo z nim gadać nie chcę.
macie jakieś pomysły na odmóżdżenie się?
Droga Paulino.To zwykly manipulant.Moim zdaniem dobrze by bylo gdybys calkowicie zerwala kontakty z nim i jego rodzina.Inaczej sie tego problemu nie pozbedziesz.Jezeli komus wlasne zycie nie odpowiada to my nie jestesmy temu winni.Wzmocnij szacunek do samej siebie i zajmij sie swoim zyciem.Nie jestem odpowiedzialna za jego psychike!!!Chyba nie sadzisz jak przyprowadzal te kobiety to z mysla o Tobie??!!Zastanow sie czy takie zycie Ci odpowiada.Spokojnie i bez emocji.Miej otwarte oczy i serce.Postanow cos konkretnego i wyjdz z tego kregu.
moim błędem było to, że w ostatnim czasie (czyli ok. 2 tyg) jak przychodził i prosił, spotkałam się z nim kilka razy. mieliśmy poczekać jeszcze chwilę z ogłoszeniem naszego związku ponownie do czasu keidy porozmawia z moją rodziną. Potem oprzytomniałam i powiedziałam, że nie chce cierpieć i odchodzę. Stwierdził, że po co dawałam mu nadzieję on myslał że wszystko się ułoży itp a ja mu teraz po tym mowię koniec... Cierpiał strasznie...