cześć. założyłam konto, bo potrzebuję porady, a nie chcę rozmawiać z nikim bliskim.
od 9 miesięcy jestem z chłopakiem. to mój pierwszy związek w życiu (mam 21 lat, on 22), jego kolejny. jak się możecie domyślec, to mój pierwszy jakikolwiek partner.
na początku wszystko układało się świetnie, było romantycznie, wprost bajkowo, widywaliśmy się codziennie. byłam zachwycona tą sytuacją, nigdy nie spotykałam się z nikim więcej niż 2razy, a teraz strasznie się zaangażowałam.
po jakimś czasie gdzieś w żartach powiedziałam że może jestem zakochana, a on w walentynki, sam z siebie powiedział, że myśli że mnie kocha, ale wyszło to jakoś tak dziwnie sztucznie, strasznie, w ogóle w to nie uwierzyłam. około pół roku od czasu gdy byliśmy razem powiedziałam mu że go kocham, nie zareagował. tak jakby w ogóle tego nie usłyszał. jakiś czas później, gdy to we mnie już urosło, rozmawialiśmy i powiedział, że mnie nie kocha i ze być może nigdy tego nie powie, ale że jest nam razem dobrze, on chce ze mną być i żebym to ja zdecydowała czy zostaję w tym związku. a ja... ja byłam w szoku. powiedział mi jeszcze ze go przeraziłam wyznaniem. nie zerwalismy. jestesmy ze sobą kolejne 4 miesiące a ja czuje sie coraz gorzej. próbuje sie jakoś odciąć i nie wiem co robić. nie wracaliśmy już do tego tematu, ale ostatnio rozmawialiśmy na temat zobowiązań - usłyszałam, jakby to było przecież takie oczywiste, że my nie mamy między sobą zadnych zobowiązańń. jesteśmy ze sobą dla zabawy. tylko że ja chyba tak tego nie umiem traktować. najgorzej jednak było wczoraj. powiedział mi że on nie radzi sobie z uczuciami, bo za nikim nigdy nie tęskni. i że ze mną ma ochotę porozmawiać gdy sie nie widzimy. kontaktujemy się codziennie, jest na prawdę super. jest dla mnie cudowny, ale nie czuję się jak ukochana dziewczyna. czasem patrzę na pary dookoła siebie, nawet te idące ulicą, objęte, a mi jest tylko przykro.
zawsze kiedy wspomnę, ze czuję się jakbym się tylko narzucała, przeszkadzała, to słyszę że tak nie jest i że zmieniłam jego życie. ale każdy może coś wnieść do czyjegoś życia, ważne jest jednak, żeby to nie był ktokolwiek tylko konkretna osoba, prawda? a ja chyba jednak jestem zapchaj-dziurą. chociaż on twierdzi, że nie.