Kończy mi się 1 trymestr. Niby mam jeszcze dużo czasu ale jakoś odczucie uciekających dni napawa mnie już teraz lękiem przed porodem. Mój facet mnie niby wspiera i znosi moje nastroje z tym związane (potrafię się rozpłakać na myśl o porodzie - całkowicie nie wiem czemu) ale z drugiej strony wiem że mnie całkowicie nie rozumie. On chce mi towarzyszyć w tym wydarzeniu a ja? Sama nie wiem. Chcę ale się boję że mu się przestanę podobać, że straci mną zainteresowanie jako kobietą. Boję się bólu, powikłań, czy dziecko urodzi się zdrowe. Staram się odganiać te myśli ale nie zawsze wychodzi. Nie mam się kogo zapytać, pogadać jak to jest. Jak radziłyście sobie ze stresem. Teoria niby znana ale.... Same wiecie.
Podobne tematy
Hmmm... najlepiej o tym nie myśleć. Poród nie jest taki straszny. Wiadomo, że boli. Ja miałam wywoływanym, bez znieczulenia i nie wspominam go jako jakiejś traumy. Nie czytaj tylko tych głupot w internecie o porodach, bo można się rzeczywiście załamać.
Co do samego porodu się nie wypowiem. Ale moja mama miała rodzinny poród z obecnym mężem. I faktycznie zmienił się po tym wydarzeniu, nie wiem do końca, jak to ująć ale było to bardzo pozytywne, był pełen podziwu, szacunku, nie mogę znaleźć lepszych słów a te do końca nie oddają tego co powinny. Przecież jeśli będzie przy porodzie nie musi patrzeć Ci między nogi.
Wiem że stałby obok lub za mną. Pewnie histeryzuję. Tylko ciężko się pozbyć tych myśli. Ale dzięki za kilka ciepłych słów.
Caro ja od początku ciąży mialam nastawienie skoro weszło to musi wyjsc :-) i od początku mowilam ze nie boje sie porodu
i nie wiem czy dzieki temu ale poród mialam super wspominam go b.dobrze.mielismy porod rodzinny i to byla najlepsza decyzja :-) moj maz jak przewiezli mnie na sale poporodowa to 1pytanie jakie zadal czy chce drugie dziecko?! bez chwili zastanowienia powiedziałam ze tak! ![]()
Maz byl caly czas ze mna podczas porodu i bardzo mi pomogl.
Rodzilam bez znieczulenia, naturalnie - synek wazyl 4500g, wiec latwo nie bylo.
Moge z czystym sumieniem powiedziec, ze owszem, bardzo bolalo. Ale da sie to zniesc, bol sie kiedys konczy.
A miedzy mna a moim mezem uklada sie swietnie. W lozku tez.
Po pierwsze (jako matka 3 dzieci rodzonych naturalnie bez znieczulenia) zapisz sie do szkoly rodzenia. Nie dosc, ze zajecia przygotuja Cie do porodu, naucza opieki nad noworodkiem, karmienia piersia, to poznasz wiele kobitek w stanie bligoslawionym, moze sie zaprzyjaznicie i bedzie latwiej o opieke nad dzieckiem... A moze porod z doula? Kiedys uznalabym to za kretynstwo- placic babie zeby mnie za reke potrzymala, ale ostatnio w kolejce u gina wyniknela rozmowa, ze mam trojke dzieci, a pani rodzi po raz pierwszy i szuka douli, bo chce miec kolo siebie doswiadczona w rodzeniu babe. Zgodzilam sie i na tym zarobilam, a co najwazniejsze pani A byla zadowolona. Niby takie trzymanie za reke, uspokajanie, opowiadanie jak u mnie bylo, co mi pomagalo. Ona kilka lat leczyla nerwice i to "dyskwalifikowalo" do porodu SN, ale jej zalezalo.... Moja obecnosc (obcej 100% kobiety) pozwolilo opanowac sie i urodzic. Polozna u lekarze byli w szoku, ze okielznalam jej panike. Mysleli, ze i tak bedzie cc, a ona dala sobie swietnie rade i juz mysli jak bedzie wygladal kolejny porod. Ja zostawilam jej swoj nr tel. Na nastepny raz
nie mam juz z nia kontaktu ![]()
Może faktycznie za dużo o tym myślę... W końcu jest powiedzenie "nie taki diabeł straszny jak go malują"
A strach ma wielkie oczy. Swoje zrobiły też opowieści życzliwych z rodziny jak to ciąża cudowna była a poród ciężki, długi, straszny. Teraz mam przed oczami projekcje zdarzeń... Męczy mnie to trochę. Ale bardzo spodobało mi się Eliza2707 Twoje podejście
Pozytywne i dające psychiczny spokój ![]()
9 2013-07-19 13:17:20 Ostatnio edytowany przez Eliza2707 (2013-07-19 13:22:21)
Caro mi tez rodzina a najbardziej tesciowa wpierala ze sie boje bo ona tyle godzin rodzila i bla bla bla....a ja ze spokojnym glosem odpowiadalam ze się nie boje! bo nie ma czego
prod z mezem jest idealny on zabieral ode mnie wiekszosc bolu ja nawet nie krzyczalam
no teraz juz po ptakach hehe urodzic trzeba wiec strach nic nie da a pozytywne myślenie bardzooo duzo.
a ja ciaze tez przeszlam rewelacyjnie
pierwsze tygodnie wymioty ale nic po za tym czulam sie świetnie i co chwile jezdzilam do PL bo mieszkam w Berlinie....a dws tygodnie przed porodem bralam slub ![]()
Fajny wątek
Szczególnie, że sama za kilka dni debiutuję porodowo, więc o praktyce póki co nic nie powiem, ale zgodnie z zasadą "nie znam, to się wypowiem" napiszę kilka słów ![]()
Ja od początku ciąży powtarzam sobie, że jeśli byłoby to taki straszne, to żadna kobieta przy zdrowych zmysłach, z własnej woli, nie decydowałaby się na kolejne dziecko. A jednak sporo z własnej woli popełnia tu recydywę
Znajoma położna mi powiedziała, że generalnie najlepiej poród znoszą kobiety, które podchodzą do tematu zadaniowo. Sama też mam takie podejście. Ja mam urodzić, położna ma mi pomóc i pokierować jak to zrobić, a lekarz ma mi i małemu nie pozwolić zejść przy tej okazji. I tyle. Ja robię co moge, żeby się do swojej części jak najlepiej przygotować. Więc pozostaje tylko wiara, że pozostali uczestnicy wydarzenia, też będą wiedzieli co i jak robić.
Mnie akurat najbardziej przeraża nie ból i takie tam, choć i trochę z niepokojem o tym myślę, ale ewentualne nadmierne wpływanie "medyczne" na przebieg porodu i sam fakt, że muszę rodzić w szpitalu.
Też próbuję sobie tłumaczyć że przecież gdyby to było takie okropne to kobiety by się zbuntowały i nie chciały. Wiem że natura ma swój własny plan i zrobiła tak że jest to jak najbardziej do przejścia. Tylko te wątpliwości we własne siły...
W necie nie szukam filmików i treści okołoporodowych mogących zniechęcić. Wolę te pozytywne. Ale coś zawsze do świadomości przemknie ![]()
Bardzo pomagają te wasze wypowiedzi. Eh... Jeszcze sporo czasu mam.
A chodziłyście do szkoły rodzenia? A jeśli tak to czy pomogło?
caro, wątek o szkołach rodzenia: http://www.netkobiety.pl/t55491.html
Ja chcialam sie zapisac do szkoly rodzenia, ale moj ginekolog mnie przekonal, ze to zbedna przyjemnosc.
Mialam tez okazje sie przekonac, dlaczego - kolezanka chodzila do szkoly rodzenia, gdy przyszla pora na rodzenie, zaczela postepowac dokladnie tak, jak ja uczyli - kompletnie nie sluchala poloznej, porod byl z komplikacjami, czyli "szablon" ze szkoly rodzenia sie nie przydal, a kolezanka nie wiedzac, jak sie zachowac, po prostu wpadla w panike i przestala przec, malo dziecka nie udusila.
Poza tym, wydaje mi sie, ze kobiety instynktownie wiedza, jak sie zachowac podczas porodu - a do tego jest polozna, zeby pomoc. Wystarczy tylko jej sluchac.
Grunt to pozytywne myślenie
mnie kuzynka straszyła, że okropnie boli, myślę, że po prostu niektórzy tak mają, że muszą trochę wyolbrzymić i takich najlepiej nie słuchać ![]()
Poza tym, wydaje mi sie, ze kobiety instynktownie wiedza, jak sie zachowac podczas porodu - a do tego jest polozna, zeby pomoc. Wystarczy tylko jej sluchac.
Też tak sądzę, o ile oczywiście kobieta nie jest panikarą i w decydującym momencie nie traci głowy. Ja w gruncie rzeczy poważnie rozważałam uczestnictwo w szkole rodzenia, ale że miałam ciążę zagrożoną, w siódmym miesiącu wylądowałam w szpitalu, to musiałam temat zaniechać.
Jeśli chodzi o ból, to przyznaję, że spodziewałam się gorszego, chyba bardziej dokuczała mi rana po szyciu. Do szpitala trafiłam gdzieś po 8.00, na salę porodową przed 10.00, gdzie dostałam kroplówkę, a równo o 12.00 syn był już na świecie.
Większość kobiet nie chce uczestnictwa studentów, rozumiem, że to żadna przyjemność, ale mnie zapytano czy wyrażam zgodę, aby mój poród był porodem dyplomowym jednej z nich. Zgodziłam się, a dzięki temu miałam doskonałą opiekę, dziewczyna nie była spięta, a przynajmniej takie stwarzała wrażenie, za to nie działała rutynowo. Dyplom prawdopodobnie zdała na pięć.
Rodziłam z mężem - to była najlepsza decyzja na świecie. Jeśli ludzie się kochają, to nie ma mowy o tym, żeby coś miało zmienić się na gorsze. Mało tego, odnoszę wrażenie, że mężczyzna staje się jakby bardziej świadomy, a potem odpowiedzialny za dziecko. Mój mąż od pierwszych dni doskonale się małym opiekował i miał z synem wspaniały kontakt, to im zresztą pozostało do dzisiaj. Nasz seks też absolutnie nie stracił na wartości, a nie wiem czy po okresie oczekiwania na zakończenie połogu nawet nie zyskał. Poza tym ogromnie ważne jest, aby z powodu zmęczenia i nowych obowiązków mężczyzny od siebie zwyczajnie nie odsunąć, co niestety jest częstym błędem kobiet, które znalazły się w roli matki.
W ogóle muszę przyznać, że poród wspominam bardzo dobrze, nie spełniło się nic z tych strasznych rzeczy, o których nasłuchałam się od znajomych, potem leżąc w szpitalu, naczytałam czy naoglądałam na filmach
.
Olinka bardzo dobrze napisala! wazne zeby meza nie odstawic w kont bo jest dziecko
wszystko da sie pogodzic trzeba tylko chciec ![]()
ja nie chodzilam do szkoly rodzenia :-) uważam ze nie jest to az tak bardzo potrzebne.....
sami pare dni temu zaczęliśmy rozmowe o drugim dziecku
maz zapytal czy chcialabym miec drugiego maluszka jak nasza Julcia ![]()
Ja bym instynktu nie przeceniala, bo ja chyba takowego nie mam. Do pietwszego porodu bylam nieprzygotowana, bo wydawalo mi sie, ze instynkt plus polozna wystarcza, otoz nie. Nikt mi nic nie chcial wytlumaczyc, kazali papiery podpisac, a ja ryczalam, bo sie balam i nie wiedzialam co sie dzieje. Przygotowac sie trzeba! Nie mowie o przeczytaniu wszystkich mozliwych komplikacji, ale o zapoznaniu sie z fazami porodu, co trzeba, a co nie, bo jednak nie zawsze warunki szpitalne pozwalaja na spikojny porod ![]()
Z drugim dzieckiem obcykalam schematy oddychania, cwiczenia, forme wspolpracy z polozna, poszlam przed porodem porozmawiac na spokojnie na co moge liczyc w czasie pirodu, czy bede miala swoja polozna. To pozwala sie przygotowac.
Tetaz sa swietne szkoly rodzenia, ktore tak na prawde nie ucza tylko jak przec i co pi kolei, bo to niemozliwe przewidziec jak porod sie potoczy. Zajecia maja nauczyc wspolpracy z personelem medycznym zeby zredukowac stres do zera. Swiadoma kobieta sie nie boi, swiadoma kobieta pozwala sie przeprowadzic przez porod szczesliwie. Stres hamuje porod, bo zamiast oksytocyny (ch szczescia powodujacego skurcze) pojawia sie kortyzol (ch stresu hamujacy akcje)
A z pozytywnych filmikow polecam "porodowy biznes". Amerykanskiej produkcji mowiacy o tym, ze jest mnostwo cesarek lub sztucznie wywolywanych porodow i pokazuja rodzace naturalnie kobiety, wyglada to wdpaniale. Mnie bardzo dobrze nastawil do porodu i rzeczywiscie dobrze go wspominam ![]()
Ps. Co weszlo, wyjsc musi ![]()
Hej Caro
Ja rodziłam 2 razy i oba porody wspominam nieźle; pewnie dlatego, że były błyskawiczne. Pierwszy 2h15minut od pojawienia się pierwszych skurczów, drugi 1h25minut
Bolało, ale do przeżycia. Pół roku po nie pamiętałam już, jak było ![]()
Moim zdaniem jadvinia ma rację; warto pójść do szkoły rodzenia. Poznasz kobiety w Twoim stanie, przeżywające podobne problemy i być może stresy
W grupie łatwiej sobie z tym poradzić. Z moją szkołą rodzenia jeździliśmy na wycieczki do szpitali (można było wybrać, gdzie chce się rodzić), rozmawialismy z personelem, mieliśmy ćwiczenia dla ciężarnych. Pewnie, że można jeździć samemu, ale jednak grupę personel inaczej traktuje
Zwłaszcza, jesli ma dobre układy z Panią "Przewodniczką":P I co najważniejsze, wymieniałysmy się z dziewczynami sposobami na nasze dolegliwości ![]()
Stres przed pierwszym porodem jest chyyba zawsze
Ale jeśli sie do porodu przygotujesz, to stres będzie mniejszy
)
Chyba pozwolę mojemu P. rodzić ze mną
Wiem że przy nim bym się czuła bezpieczniej
Tym bardziej że on naprawdę chce być ze mną. Co do szkoły rodzenia to muszę się jeszcze zastanowić bo się przeprowadzam niedługo i nie wiem co gdzie i jak
Ogólnie bardzo mi pomogłyście w pokonaniu strachu. Wasze podejście jest na prawdę budujące ![]()
Mnie zastanawia nie tylko caly przebieg porodu ale ta " chwila" po w sensie higienicznym. Powiedzcie jak to wygląda tuz po urodzeniu
chwile po urodzeniu,rodzi się łożysko,potem myją krocze,szyją i leżysz godzinę na porodówce
poród to nic strasznego,jeśli sie idzie z pozytywnym nastawieniem
urodziłam 2 dzieci porody wspominam ogólnie dobrze
Ja jestem już w takim wieku że chce mieć dziecko.mam ogólnie fioła na punkcie malutkich dzieci:)nie przesadnie żebym komuś zauroczyła oczywiście.Jednym problemem jest to że ja się okropnie boję.mam kiepska psychikę jeśli o takie rzeczy chodzi i nie wiem jak to przezwyciężyć?Też tak się bałyscię z pierwszym dzieckiem i myślałyście ciągle o ostatniej fazie tego stanu?
Zanim zaszłam jakoś się nie zastanawiałam się nad porodem. Stwierdzałam że póki co nie mam się co martwić na zapas... Teraz to inna sytuacja. Staram się mieć pozytywne nastawianie że wszystko będzie ok. Strach jest... W końcu to będzie całkiem nowe doświadczenie. Ale cóż. Inaczej dzidzi nie będzie ![]()