Witam. Nigdy nie udzielałam się w internecie ani tym bardziej nie szukałam w nim porad dlatego bardzo proszę o wyrozumiałość.
Chciałabym was zapytać co o tym wszystkim myślicie.
Ze swoim chłopakiem jestem już prawie 3,5 roku ( to jak dotąd mój najdłuższy związek). Chodziliśmy do jednego liceum, zeszliśmy się przed maturą i wyjechaliśmy razem 300km od domu na studia. Początki nie były łatwe, w zasadzie zeszliśmy się pod wpływem alkoholu i bardzo żałowałam swojej decyzji ale nie zniechęcało go to i po jakimś czasie zrodziła się między nami ta magiczna więź. Spędzaliśmy razem całe dnie, nie mogliśmy bez siebie wytrzymać. Wszystko zaczęło się sypać po przyjeździe na studia. Zamieszkaliśmy razem, w zasadzie wydawało nam się to takie naturalne i normalne. Ale M. poczuł wolność. Wolność przede wszystkim od rodziców. Dniami i nocami grał w gry komputerowe. Nie liczyłam się ja ani nikt inny. Po kilku tygodniach próśb, rozmów nic się nie zmieniało. Ja poznawałam nowych ludzi, którzy mieszkali wokół, spotykałam na swojej drodze wielu fajnych facetów, a niektórzy z nich zaczęli się mną interesować. Moje spotkania z nimi były zawsze czysto koleżeńskie. To gotowaliśmy razem jakiś obiad, to jechaliśmy ze znajomymi pokąpać się w słońcu nad jezioro. Pokazywali mi wiele różnych pięknych miejsc w tym obcym mieście. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam, żeby ktoś się mną zainteresował, mówił do mnie. Nie angażowałam się, bo myślałam, że przestanę kiedyś być dla M. 'przerwą' we wbijaniu kolejnego poziomu w grze.
Obecnie sytuacja ta trwa dwa lata o ile nie dłużej. Zrobił się agresywny. Podczas rozmowy potrafi przywalić pięścią w ścianę, trzasnąć drzwiami, że listwy i farba odlatują (3 razy z rzędu), albo zwyzywać mnie od 'po*ebanych' nawet przy mojej mamie. Do tego doszły używki. Praktycznie każdy wolny wieczór spędza na 'jaraniu ziółka' z naszymi współlokatorami. Poparcie stada więc jest. No i oczywiście gra. Zawsze jak jedzie w odwiedziny do rodziny bierze komputer. Ostatnio zapytałam go, czy byłby w stanie chociaż raz go nie wziąć. Odpowiedź była szybka - nie. Do tej pory stawałam na głowie żeby zorganizować nam jakieś wakacje, wypad majówkowy albo zwykłe wyjście do kina. W odpowiedzi usłyszałam, że film może obejrzeć na komputerze, piwo wypić w domu, a znajomi nie są mu do niczego potrzebni. Ważne, żebym ja 'była'. Na czym to moje jestestwo miałoby polegać? Na patrzeniu jak gra? Oglądaniu z nim TV i wychodzeniu z domu tylko jak skończy nam się jedzenie? Nie wiem jak to sobie wyobrażał. Rzucałam go już kilka razy ale zawsze dawałam się udobruchać. Ile łez wylałam i straciłam nerwów wiem tylko ja. Zawsze wierzyłam, że jeszcze się wszystko ułoży, dotrzemy się, a on w końcu przejrzy na oczy.
W niedziele zrobił znów awanturę kiedy poprosiłam go, żeby nie palił zioła. Oczywiście jestem najgorsza, bo zabraniam mu robienia tego, co lubi. Znów był agresywny. Wyszłam roztrzęsiona i rozpłakana z domu i postanowiłam, że tym razem do niego nie wrócę. Powiedziałam, że albo pójdzie do psychologa albo to definitywnie koniec. W odpowiedzi usłyszałam, że nie jest nienormalny, żeby chodzić do psychologa (
).
Problem jest chyba w tym, że nie potrafię wyobrazić już sobie zasypiania się i budzenia się w pustym łóżku. Tego, że nie będę miała się do kogo przytulić. Kolejna sprawa, to wiem, że mimo tego wszystkiego M. zrobiłby dla mnie wszystko. Oczywiście o co poproszę. Chociażbym musiała przypominać (nie prosić, PRZYPOMINAĆ) mu 10 razy ale to zrobi. Jak również wiem, że nigdy nie musiałabym obawiać się żadnej konkurencji chociażby z powodu tego, że praktycznie nie wychodzi z domu i z nikim się nie spotyka. Koleżankom, które do niego piszą też nie odpisuje.
Znienawidziłam przez niego siebie i swoje życie ale jednocześnie jestem uzależniona od niego i 'bezpieczeństwa', że mnie nie zostawi.
Nie wiem co mam robić. Doradźcie proszę.
Pozdrawiam - O.
Podobne tematy
2 2013-07-16 12:08:33 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-07-16 12:09:55)
(...)Kolejna sprawa, to wiem, że mimo tego wszystkiego M. zrobiłby dla mnie wszystko. Oczywiście o co poproszę. Chociażbym musiała przypominać (nie prosić, PRZYPOMINAĆ) mu 10 razy ale to zrobi. (...)
Rzeczywiście wszystko dla Ciebie robi. I przestaje grać, palić zioło, wychodzić ze znajomymi, wychodzić do kina itd.
Proszę przeczytaj to co napisałaś, bądź przeanalizuj Wasze życie na nowo.
Uważam, że człowiek popadł w uzależnienie, ale żeby z niego wyjść, musi sam chcieć. Wszyscy inni będą wrogami.
Analizowałam już je sto milionów razy. Wzdłuż i wszerz. Od góry do dołu.
Cóż. Pewnych rzeczy nie przeskoczę. Ale zdarzało się, że godzinami wyczekiwał na wykładowców z moim indeksem po wpis, biegał z moimi rzeczami po krawcowych lub przywoził mi sweter w zimie do pracy kiedy go zapomniałam...
I naprawdę jest tych rzeczy o wiele wiele więcej.
4 2013-07-16 12:23:45 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-07-16 12:24:13)
Z osobą uzależnioną ciężko się walczy. Gry powodują agresję - na razie słowną, sa i czyny (na razie ściana), ale niebawem może to odbić się na Tobie, a to już pięknie nie wygląda. Twój partner nie zdaje sobie sprawy z uzależnienia i widocznie tak mu wygodnie, bo nie widzi na razie nic w tym złego. Nie chcę iść do psychologa - może Ty się do niego wybierzesz, przedstawisz problem być może coś psycholog zaseguruje.
Ale zdarzało się, że godzinami wyczekiwał na wykładowców z moim indeksem po wpis, biegał z moimi rzeczami po krawcowych lub przywoził mi sweter w zimie do pracy kiedy go zapomniałam...
ZDARZAŁO SIĘ. Chcesz, by dobre chwile w Waszym związku "zdarzały się", czy może były raczej integralną jego częścią? Twój mężczyzna jest uzależniony i z całych sił nie chce sobie pomóc. Jak długo jeszcze wytrzymasz, snując wspomnienia o przywiezionym swetrze?
To akurat nie wpadło mi do głowy. Dziękuję bardzo za podpowiedź. Na pewno nad tym pomyślę.
Uciekaj z tego z wiązku jak szybko się da. Jesteś młoda, życie przed Tobą. Wiem co mówię, bo przeżyłam coś podobnego tylko prawie 20 lat temu. Byłam zakochana, uważałam, że zmieni się dla mnie, że jest tak naprawdę dobrym człowiekiem. Palił zioło. Nie zorientowałam się, że bierze amfetaminę (nawet jak w złości z powodu problemów na studiach rzucił krzesłem o ścianę). Byłam ślepa. To przez tę amfetaminę był agresywny, choć potem już nie brał tylko pił. Zaszłam w ciążę. Przeżyłam z nim 18 lat. Gdybym mogła cofnąć czas, nigdy bym się z nim nie związała i nie wierzyła, że moja miłość go uleczy. Wierz mi, życie z osobą uzależnioną (obojętnie czy gry, czy narkotyki, czy alkohol) to koszmar i obciążenie na całe życie dla Ciebie i Twoich dzieci, które przecież możesz z nim mieć. Obojętnie czy akurat zażywa, czy się leczy to jest strasznie ciężkie. Nie pakuj się w to bagno. Czas leczy rany, zapomnisz o nim. Chyba, że chcesz zmarnować sobie życie. Lepiej pocierpieć jakiś czas po rozstaniu niż mieć lata zmarnowanego życia. Wierz mi, są lepsi mężczyźni, z którymi możesz być szczęśliwa. A z nim będzie tylko gorzej.
Witam wszystkich, mój chłopak pali trawe. Jesteśmy razem od roku. Odkąd jesteśmy razem ograniczył, nawet sporo, ale ja pragnę, żeby nie palił wgl. Juz od kilku miesięcy mi obiecuję, że nie bedzie palił wgl i jak na razie nic. A gdy mamy jakieś spięcie wtedy pali więcej. Co robić? O specjaliście nie ma mowy, nie rozmawiałam z nim o tym, ale jestem pewna, że śmiertelnie by się obraził, ze robie z niego ćpuna. ;(
Uciekaj z tego z wiązku jak szybko się da. Jesteś młoda, życie przed Tobą. Wiem co mówię, bo przeżyłam coś podobnego tylko prawie 20 lat temu. Byłam zakochana, uważałam, że zmieni się dla mnie, że jest tak naprawdę dobrym człowiekiem. Palił zioło. Nie zorientowałam się, że bierze amfetaminę (nawet jak w złości z powodu problemów na studiach rzucił krzesłem o ścianę). Byłam ślepa. To przez tę amfetaminę był agresywny, choć potem już nie brał tylko pił. Zaszłam w ciążę. Przeżyłam z nim 18 lat. Gdybym mogła cofnąć czas, nigdy bym się z nim nie związała i nie wierzyła, że moja miłość go uleczy. Wierz mi, życie z osobą uzależnioną (obojętnie czy gry, czy narkotyki, czy alkohol) to koszmar i obciążenie na całe życie dla Ciebie i Twoich dzieci, które przecież możesz z nim mieć. Obojętnie czy akurat zażywa, czy się leczy to jest strasznie ciężkie. Nie pakuj się w to bagno. Czas leczy rany, zapomnisz o nim. Chyba, że chcesz zmarnować sobie życie. Lepiej pocierpieć jakiś czas po rozstaniu niż mieć lata zmarnowanego życia. Wierz mi, są lepsi mężczyźni, z którymi możesz być szczęśliwa. A z nim będzie tylko gorzej.
Podpisuję się pod postem Ewy11111 on jest jak narkoman.
Zadaj sobie pytanie kim jesteś dla niego i jakie masz miejsce w związku.
Chcesz cierpieć to zostań z nim.
Chcesz być szczęśliwa to odejdź.
Jesteś jeszcze młoda i spotkasz partnera, który będzie Ciebie kochał, cenił, szanował i traktował jak kobietę.
On się nie zmnieni, więc czym prędzej się rozstaniesz tym lepiej będzie dla Ciebie.
Wiem, że to będzie bolało, ale później będziesz wyć z bólu.
Powodzenia i życzę podjęcia dobrej decyzji.
Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie byli razem. On kocha mnie, ja go również. Jest dla mnie ważniejszy niż rodzina i przyjaciele, wiec zostawić go z problemem? odpada. Miłość polega na tym, żeby w trudnych chwilach też być razem.
Chciałabym być na tyle silna, żeby potrafić się od niego uwolnić. Sami dobrze wiecie, że to nie jest proste jak wyrzucenie starego podkoszulka. Na razie szuka mieszkania i ma się wyprowadzić. Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Mam nadzieję, że mi się uda.
Sprawa jest prosta: jeżeli facet jest uzależniony, ale mu zależy na rodzinie, to wspólnie z partnerką ustala jakieś rozwiązanie. Najgorszą rzeczą jest stać z boku i nic nie robić, tylko milcząco przyznawać. Poza tym wiele zależy od tego, jak wygląda to uzależnienie. Są osoby mające problemy z alkoholem/narkotykami, ale zdające sobie z nich sprawę i nie upijające się "na agresora" (w tym przypadku można jeszcze coś zdziałać), ale są też takie, które uważają, że problemu nie ma (albo tkwi on w partnerze) i będąc pod wpływem robią się agresywni, wybuchowi i awanturują się. I w tym drugim przypadku trzeba uciekać jak najdalej.
On jest raczej tym drugim przypadkiem. Dla niego problem nie leży w tym, że pali i gra, tylko, że ja się 'czepiam'.
Więc na co jeszcze czekasz? Sama gram i doskonale znam środowisko graczy. Znam mężczyzna grających po 12 godzin dziennie, ale żaden z nich nie przedkłada gry nad życie prywatne (poświęcają grę, by pójść na zajęcia/do pracy/spotkać się z dziewczyną/pójść na imprezę).
dziwie się dziewczynom że tkwią w tak bzdurnych i bez żadnej przyszlości związkach ;/
Przecież i tak z nim nie będziesz, i tak nie zalozysz z nim rodziny, nie będzie slubu a odwlekasz w czasie tylko co jest nieuniknione.
kiedys tak wybuchniesz bo nie wytrzymasz że i tak od niego odejdziesz, albo on od ciebie bo zdecyduje ze za bardzo go ograniczasz...
wez się dziewczyno w garść i go zostaw bo go na pewno nie zmienisz. początki są tylko zle pożniej poznasz tego wlasciwego i wszystko będzie tylko lepiej, nie wiem po co jeszcze z nim siedzisz.
A jeśli zdecyduje się na tego psychologa? Dać mu szansę?
Dać mu szansę możesz jeśli od teraz odstawia gry i bierze się z siebie. Obiecanki cacnki nic nie dadzą.