Drogie Netkobiety, mam 25 lat, od 8 lat jestem z jednym i tym samym chłopakiem. Jesteśmy w tym samym wieku. Jeszcze nie mieszkamy razem, chociaż już są takie plany. Półtora roku temu były nasze zaręczyny, za półtora roku ślub. W mojej ocenie ta miłość gdy się zaczęła była piękna, bo byliśmy młodzi, bardzo zakochani, ja wiem że on wtedy zrobiłby dla mnie wszystko. I tak było, bo miałam wredny charakter, wykorzystywałam jego zakochanie i owijałam go sobie wokół palca. Teraz jest ok, kocham go a on (mam nadzieję) kocha mnie. Jednak brakuje mi już tego ognia co dawniej... - pewnie wiecie o co chodzi. Może wdziera się mała rutyna? U nas w związku jest dość duża niezgodność charakterów, bo ja jestem osobą dość spokojną, poważną i opanowaną, a on z kolei jest lekkoduchem, nie zwraca uwagi na opinię innych, lubi się dobrze bawić, to co myśli to mówi.
Nasz związek jest, że tak powiem - "naznaczony". Już 8 lat temu zawsze zazdrosna byłam o jedną dziewczynę. Wzięło się to stąd, że ona była piękna, świetnie ubrana, lubiana przez wszystkich i zanim zaczęłam spotykać się z moim obecnym narzeczonym to ona się jemu podobała bardzo. Pewnie był w niej bardzo zakochany, ale tego nie mówi. Potem pojawiłam się ja, i mam czasem wrażenie że to jest u niego taki niezamknięty rozdział. Ciągle wracam do tego pamięcią mimo że minęło już 8 lat. To uczucie nie odpuszcza a pech chciał, że ta dziewczyna regularnie w naszym życiu się pojawia w różnych okolicznościach, gdyż mieszka dość blisko nas. Było o nią naprawdę dużo kłótni, ja podejrzewałam go już nie raz nie dwa (a setki razy!) że on nadal coś do niej czuje. Tylko ja sama nie wiem czy on naprawdę nadal coś do niej czuje, czy to tylko ja sobie tak wymyślam. Bo gdy pojawia się ona, gdy jest w naszym towarzystwie, gdy jest o niej mowa, gdy widzimy ją z daleka - moje zmysły pracują na 100krotnie zwiększonych obrotach. Ja wtedy obserwuję każdy jego ruch, każdy ruch gałki ocznej, każdy ruch ręki, spojrzenie, oddech, wyraz twarzy, zachowanie - szok! Wtedy zachowuję się jak jakiś detektyw który z mimiki wyczytuje czy ktoś kłamie czy nie. On też chyba to czuje, i w sytuacji w której ona jest w jakiś sposób obecna - on także zachowuje się nienaturalnie. Ja to widzę, czuję to wszystkimi zmysłami.
On sam nic złego nie robi. Wiem (wierzę) że się z nią nie kontaktuje, że nie stara się z nią utrzymywać jakiegokolwiek kontaktu, ale czuję że ona go w 80% jakoś dotyczy. Gdy mówię o jakiejś innej dziewczynie to jest mu całkiem obojętna, a gdy mówię o niej to widzę, czuję to że w nim coś siedzi. Taka jakby jakaś stara drzazga (ale on z nią nigdy nie był w żadnym związku, to jedynie jego stara(?) miłość). Martwię się tym. On tak się strasznie dziwnie zachowuje....
Gdy mówię coś o jej chłopaku to staje się on lekko poddenerwowany, nic nie komentuje, nagle się zamyśli. Gdy mówię, że się z nią widziałam to raz nie reaguje w ogóle, nie wymawia jej imienia, za chwilę gdy się z nią przypadkiem spotkamy to nie odrywa od niej wzroku. Matko to idzie się wykończyć!!! Nie raz go pytałam czy czuje coś do niej to zaklina się że nie. Ale moja intuicja mówi mi że on ją bardzo kochał i może nadal coś w nim siedzi...takie coś niezaleczone, niezagojone. Wkurza mnie to! Nie mam podstaw żeby się z nim rozstać, ale nie mam też podstaw aby żyć spokojnie i cieszyć się że mamy siebie. Moja paranoja jest już do tego stopnia (paranoja a może smutna prawda!?) że gdy puszczam jakąś piosenkę o miłości i on się w trakcie jej nie odezwie, nic nie powie, nie spojrzy na mnie to ja myślę że on myśli o niej!!!
Dziewczyny poradźcie coś...