Witajcie.
Zacznę od samego początku. Po nieudanym związku(zdrada) męczyłam się 7 miesięcy nie chcąc się z nikim umawiać, wiązać itd. Po tych siedmiu miesiącach trafił się kolejny "kandydat na faceta". Oczywiście spławiałam, nie chciałam się spotkać etc. Nie żeby nie był przystojny czy coś, bo to akurat jak najbardziej... Chłopak nie odpuszczał przez 2 miesiące. Zdobył jakoś mój numer telefonu i pisał, (telefon, facebook(byliśmy znajomymi już wcześniej) Nawet jeśli mu nie odpisywałam.. Dodam, że ten chłopak był typem casanovy, bajerant, przelecieć i zostawić. Stąd też moje zachowanie.. Po dwóch miesiącach zgodziłam się łaskawie spotkać.. Miałam nadzieję, że odpuści, ale on się nakręcił jeszcze bardziej. Kolejny miesiąc starań z jego strony. W sumie.. polubiłam go, rozmawialiśmy dużo o jego zamierzeniach do mnie i powiedział "wiem jaką mam opinię.. nie zmienię jej.. przyznam - lubiłem bawić się dziewczynami ale Tobą bym nie potrafił, właśnie w Tobie jest coś takiego, co mnie do Ciebie ciągnie i tu nie chodzi o ciało, chociaż przyznam, że pociągasz mnie niemiłosiernie, ale nie w takim stopniu jak to drugie" przez pół kolejnego miesiąca(podsumowując - 3,5 msc starań) zaczęliśmy się spotykać tak naprawdę. Po jakimś czasie zaczęliśmy być ze sobą, on informowany był wcześniej, że jeśli chce mnie tylko "spróbować" to niech nie traci czasu, bo trochę to potrwa. Było świetnie, dużo rozmawialiśmy, na początku nie mogłam mu zaufać, jakoś w połowie to się udało. Po 4 miesiącach mnie zdradził. Dowiedziałam się o tym na sylwestrze, na którym byłam bez niego. Byłam zła, wkurzona, upokorzona, rozczarowana i upita i "przelizałam" się z innym, wiedząc, że mój związek i tak jest już skończony. Rozstaliśmy się, oczywiście do dziś nie przyznaje się, że mnie zdradził(źródło potwierdzone kilkoma osobami, nawet z tą kobitką z którą mnie zdradził) Przez pół roku się męczyliśmy, to było dobrze, chcieliśmy wracać, to się znowu kłóciliśmy i tak w kółko. Po pewnej dość ostrej sprzeczce, postanowiłam to zakończyć całkowicie. Wyrwałam się z kumpelą na koncert i tam spotkałam znajomego, z którym zaczęłam się później umawiać. Po kilku miesiącach zaczęliśmy ze sobą być. Nasz związek trwa tylko miesiąc jak na razie, żadne z nas nie powiedziało "kocham Cię". To jest wymarzony facet i nie chcę się z nim rozstawać. Ostatnio miałam wypadek i mój były się o tym dowiedział, chciał do mnie przyjechać, ciągle pisze i wgl. Wszyscy mi mówią, że on mnie okropnie kocha, nie może się pogodzić z tym, że mnie stracił od stycznia i widać, że naprawdę mnie kocha. Mojego obecnego faceta to denerwuje, bo mój ex ciągle się ze mną kontaktuje.. Co powinnam zrobić, żeby żadnego nie ranić? Nie chcę robić przykrości mojego obecnemu ale nie chcę urywać kontaktu z moim byłym..
ps. wszyscy "trują mi tyłek" żebym ustawiła w końcu status na fb, dla mnie to bez znaczenia, ale nie wiem jak dla mojego faceta, jak o to zapytać?