Zainspirowana wypowiedzią jednej z Forumowiczek (w wątku o próchnicy mleczaków) chciałabym zapytać, jakie macie zasady w związku z łakociami i niezdrowymi przekąskami. Nie dajecie ich dziecku wcale? Macie wyznaczony jeden dzień w tygodniu, w którym wolno opychać się słodyczami? Nie pilnujecie tego wcale, wychodząc z założenia, że i tak nad tym nie zapanujecie (dziecko kupi chipsy z kieszonkowego, napije się coli od koleżanki w szkole, itp.)?
Podobne tematy
Odkad corka skonczyla trzy lata ustalilismy,ze slodycze jadamy tylkow niedziele.Sa oczywiscie odstepstwa-urodziny,swieta,wyjazdy.To nie jest tak,ze w niedziele mozna opychac sie bez umiaru,tez sa pewne zasady w tej kwestii.
Nie mozna wychodzic z zalozenia,ze nie zapanujemynad tym.Ale wedlug mnie trzeba dawac dobry przyklad.
Moja corka obciazona jest ryzykiem zachorowania na cukrzyce nie opychamy sie slodyczami ale w ogole jemy zdrowo.
3 2013-06-24 14:00:07 Ostatnio edytowany przez lena812 (2013-06-24 14:01:21)
nie ograniczam dzieciom dostępu do słodyczy,ale to też nie znaczy że jedzą je na okrągło - mimo jedzenia słodyczy mają ładne zdrowe zęby które nie wymagały jak dotąd leczenia
swego czasu znałam matkę która dawała słodycze tylko w niedziele,tyle ze to było np jedno ciasteczko,czy 3 kostki czekolady,więc to przegięcie raczej
a cola,pepsi ja ze swoim facetem powiem szczerze pijemy dużo,dzieci chociaz starszy syn ma 12 lat nie ruszy tego nawet jakbym mu zapłaciła
mlody tez juz sie przekonał że niedobre ![]()
Moje maluchy wiedzą, że sobota i niedziela są dniami ze słodyczami. W inne dni nawet nie proszą a słodkie prezenty odkładają na weekend. Mamy z tego same korzyści. Zdrowe zęby, uczenie cierpliwości i to, że nie obżerają się słodyczami na full.
Nie mam dzieci, ale się wtrącę jako że sama byłam dzieckiem
Słodyczy jadałam niezwykle mało, może nie "weekendowo" (chociaż uważam, że to bardzo mądry sposób, wyznaczyć np. tylko niedzielę) bo bywali często u nas goście, ale np. moja mama kontrolowała ilość zjadanych przeze mnie słodyczy a był to najczęściej 1 kawałek ciasta podczas całej wizyty czy 2 wafelki.
Jako dziecko uważałam że to niesprawiedliwe, dziś się cieszę, bo nigdy nie miałam problemów z nadwagą czy zębami.
Teraz mam dzieciatych znajomych, którzy różnie do sprawy podchodzą:
niektórzy pozwalają dziecku jadać słodycze (a pamiętajmy że tak samo szkodliwe dla zdrowia dzieci i naszego też są kolorowe jogurty!) wierząc, ze nimm2 to "łakocie i witaminy" (a jest wręcz na odwrót) i średnio to kontrolują. Fakt, dzieci te mają zwykle więcej kilogramów niż powinny, są bardziej rozdrażnione i trudne do opanowania (tak z kolei działa coca-cola).
Mam również znajomych, którzy jak widzę odnieśli największy sukces: od samego początku prowadzili dziecko i jego dietę tak, by nie tęskniło za słodyczami z cukru prostego i tłuszczu w ogóle. Zamiast tradycyjnych ciastek itede., dawali dzieciom (tzn. tak je nauczyli) suszone owoce; morele, śliwki, jabłka, żurawina itd., które zawierają naturalny cukier.
Jeśli chodzi o ciastka: piekli i pieką ciastka również z naturalnymi owocami, dodatkowo z mąki owsianej.
Przepisów jest całe mnóstwo i są to naprawdę pyszne rzeczy - tylko trzeba poświęcić coś, czego dziś wielu rodzicom się nie chce: czas ![]()
Mi rodzice kontrolowali ilość, ale nie że tylko w sobotę czy niedzielę. Ja uwielbiam słodycze, zawsze lubiłam. I nie znoszę takiej kontroli. Bycie dzieckiem to i tak była dla mnie męczarnia bo czułam się staro i chciałam decydować o sobie a to, że nie mogłam było dla mnie męczące i powodowało brak poczucia bezpieczeństwa. Także na szczęście u mnie nie było, aż takiej kontroli. Zdrowa jestem i chuda, mimo to.
U nas Mlodociana w ogole nie je slodyczy, nic a nic.Nie ciagnie ją do slodkiego bo nigdy nie byla do niego przyzwyczajana,więc wcale zadnych lakoci nie jada. Cukru jej nie podajemy z przyczyn osobistych-po pierwsze jest skrajnym niejadkiem,bardzo problemowym w tym względzie,kruszyna, po drugie z natury cholernie nadpobudliwa ruchowo i nawet minimalna dawka cukru działa na nią dynamicznie i wybuchowo,wtedy już ziemia sie trzęsie)
Osobiscie sądze ,ze dzieci ktore nie mają problemow z jedzeniem ( w żadną strone) umiarkowanie od czasu do czasu mogą w symbolicznej ilosci cos slodkiego zjesc, ale prawda jest taka ,że nie wszystkie moga sobie na to pozwolić
Ja byłam niejadkiem.
Ja zwracam uwagę na to jakie łakocie dostaje dziecko - zamiast słodkiej landrynki ze sklepu lepszy będzie kawałek domowego ciasta, o obniżonej zawartości cukru, najlepiej z owocami i na oleju rzepakowym, bogatym w omega-3, który przy okazji poprawia rozwój mózgu.
10 2013-06-26 12:58:23 Ostatnio edytowany przez Nirvanka87 (2013-06-26 12:59:29)
nie mam jeszcze dzieci, ale wydaje mi się, że słodycze moga być codziennie np na podwieczorek, ale nie jakieś kupne ciastka, czy czekolady, ale np. słodycze w postaci budyniu z sokiem malinowym, albo kawałka domowego cista, galaretki z owocami itp. Przygotowanie nie jest czasochłonne, a dzieicaki będą zadowolone, ze moga coś słodkiego zjeść.
Ja jak byłam dzieckiem nie rzucałam się na słodycze, czekolada mogła leżeć tygodniami w lodówce, okres zażerania się przyszedł dosyć szybko. ok 8-9 roku życia bo wtedy też zaczęłam dojrzewać i mój organizm wariował. Dzieci nie da się ustrzec przed tym, bo będą jadły w tajemnicy, w szkole, albo przemycały do domu słodycze (jak ja).
Oglądałam kiedyś program o wegetarianach i weganach. Były przeprowadzane badania dzieci pochodzących z takich rodzin i dzieci z mięsożernych rodzin, okazało się, że na pytanie "jakie przekąski najbardziej lubisz?" mięsożerne odpowiadały- batoniki, czekoladę itp, a dzieci wege odp np jabłko, gruszka, truskawki.
Nie mam żadnych zasad... słodycze są kiedy je kupimy,ale dajemy z rozsądkiem...niestety...u 2.5 latka 1 batonik wywołuje amok totalny, latałby skubany gdyby nie ograniczałyby go 4 ściany.
Zabki myje nieregularnie- polyka,ciumka,ssie szczoteczke,paste,nawet wode...nici z mycia...Zeby zdrowe i u 13 latka i u 2.5 latka... zamiast batona - arbuz,banan,gruszka...jesli slodycze to - karmelki robione przez mame, kogel mogel,ciasto domowe...no i uff...draze kupne i pianki
mmm mmm...a to juz moje "pypcie" ![]()
12 2013-06-27 21:43:32 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-06-27 21:46:57)
Też nie mam dziecka, ale powiem jak było u mnie.
Nie było jakichś większych zasad odnośnie słodyczy, ale nie były też kupowane na okrągło. Może dlatego np nie smakuje mi Coca Cola, a np siostra cioteczna pije litrami (u nich ta Cola na stole była często, gdy była mała). Nie zmienia to jednak faktu, że jedzenie słodyczy jest dla mnie wielką przyjemnością i zawsze czy ciastkiem czy batonikiem staram się delektować jak najdłużej- są po prostu jak narkotyk. Był czas, że naprawdę dużo ich jadłam, codziennie niemal, z tym, że nawyki wyniesione z domu to jednego, bo czasem bywa tak, że słodycze są rzadko w domu, ale i tak się potem je. Taka prawda ![]()
W dzieciństwie słodycze zazwyczaj jadłam na podwórku. Czasem codziennie, czasem nie. Z dzieciakami po prostu sobie coś kupowaliśmy. Zazwyczaj jedliśmy np po 1 czy 2 lody dziennie. Jednak lody jeszcze tak niezdrowe nie zawsze są, a i też kaloryczne jakoś bardzo nie. Najwięcej zdarzyło się chyba po 4 lody dziennie
Czasem wpadały czipsy, ale to raczej na spółkę, tu też zdarzyło się jeść codziennie, ale potem miałam taki przesyt, że z 2 miesiące czipsów nie ruszyłam, a to było nieźle, bo zawsze bardzo lubiłam czipsy
Także myślę, że nawet jak jadłam sporo słodyczy to nie było tragedii. Za to teraz jem mało
A i w szkole zazwyczaj jadłam zdrowo, mama rzadko dawała na sklepik, uważała, że w szkole, gdzie się uczę, to jednak coś pożywnego i zazwyczaj jadłam kanapkę w szkole, w domu już obiad. Także w szkole jak inne dzieciaki nie latałam do sklepiku.
A, i mimo tego, że często na tym podwórku jadłam słodycze, to cały czas byłam szczupla. Widocznie dostarczałam sobie masę kalorii, ale masę też spalałam. No i miałam dobrą przemianę materii ![]()
Nie wiem jeszcze jakie zasady wyznaczę w swoim domu. Może podobnie jak rodzice? No bo uważam, że jednak ten zakazany owoc może kusić bardziej. Może słodycze będą nierzadko, ale te zdrowsze? To chyba jest jakaś alternatywa. Nie mówię, żeby były codziennie, ale czasem
Jak dziecko będzie chciało czasem na loda czy czipsy to raczej też nie będę zawsze odmawiać, co nie znaczy też oczywiście, że zawsze będę się zgadzać. Choć to nie zmienia faktu, że moje dziecko może być takim samym łakomczuchem jak ja, choć oczywiście, będę się starała, by nie było, bo jednak ostatnio miałam trochę problemów przez to, wprawdzie nie jako dziecko, ale to może mieć jakiś wpływ na późniejsze życie.
truskaweczka u mnie podobnie ![]()
Sama od dziecka miałam luz na słodycze (wtedy było trochę łatwiej, bo mniej tego bylo i mniej dostępne to fakt
), bo moja mama pedagog uważała, że zakazany owoc najbardziej kusi. Ja uważam podobnie. Młoda uważa niestety słodki deser musi być codziennie. Mamy nałogowca słodyczowego, staram się jednak, aby to były małe porcje, np 2 kostki czekolady i aby myła zęby. Najtrudniej jednam zapanować nad babciami...
Mój 4 latek, codziennie po obiedzie dostaje deser, czasem są to słodycze, jakaś czekoladka, jakiś wafelek, ciastka, a czasem coś niesłodkiego, jak paluszki, wafle ryżowe, orzeszki.
A nieraz po obiedzie dostanie surową marchewkę i też się cieszy ![]()
Nieraz jak widze ze zje dużo i jeszcze bierze, to mówię ze to już ostatnie i chowam resztę do szafki, żeby się tym nie objadał za bardzo, bo w końcu dopiero co po obiedzie jest.
Czasem między śniadaniem i obiadem, bądź obiadem a kolacją, dostanie jakąś przekąskę, czasem to jest coś słodkiego, ale zazwyczaj nie słodkie.
Nie wyznaczam jakiegoś konkretnego dnia na słodycze.
Jakbym wyznaczyła jakiś dzień, to co, miałabym dać dziecku całą czekoladę, czy kilka kosteczek? Bym miała taki dylemat, bo cała czekolada na raz to za dużo, a kilka kosteczek na tydzień to za mało ![]()
Puki co, uważam że lepiej częściej ale w małej ilości, niż raz na jakiś czas i dużo.
Ale też co innego, jeśli dziecko by miało zepsute, chore ząbki, wtedy jak najbardziej bym ograniczyła słodycze.
Ja nie ograniczam dzieciom słodyczy bo sama je lubię i uważam, że od czasu do czasu jakiś niewielki smakołyk nie zaszkodzi. Ostatnio znalazłam taki szkolny wedlowski batonik z cząstkami pomarańczy i orzechów to myślę, że na poobiedni deserek będzie w sam raz.
Nie jestem jeszcze mamą, ale uważam, że raz w tygodniu na słodycze - to musi byc straszne dla dziecka, które lubi słodycze.
Z zębami jest tak, że są ludzie, którzy w ogóle nie chodzą do dentysty (mój teściu 1 raz był w wieku 50 lat) i mają zdrowe zęby, a są tacy, którzy ciągle chodzą do dentysty i w młodym wieku mają sztuczną szczękę.
Ja jak byłam mała, to jadłam kiedy chciałam. Np. batonika i loda, w zależności ile się miało grosików.;)
Teraz też jem sporo słodyczy, a zęby? Mnóstwo osób mówi, że mam piękny uśmiech i ładne zęby. A przede wszystkim zdrowe.
Moja mała (6 latek) dostaje słodycze tylko przy jakiejś specjalnej okazji. Starałam się nie pokazywać, nie dawać do spróbowania słodkości i teraz praktycznie tego nie zna:) Podejrzewam, że za rok jak pójdzie do 1 klasy to się wszystko zmieni i inne dzieciaki wprowadzą ją do świata łakoci i smakołyków : >
18 2013-12-30 17:53:52 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-12-30 17:56:03)
Słodycze tylko w soboty to nie jest moim zdaniem najlepszy pomysł. Dziecko czeka na ten dzień cały tydzień, a potem się napcha za wszystkie czasy. Lepszym pomysłem jest codzienne dawkowanie w zminimalizowanej formie. Fajnym pomysłem jest "godzina słodyczowa" kiedy to maluch może zjeść kilka smakołyków ale bez przesady. Fajny pomysł znalazłam na spam
Ja nie mam na ten temat zdania, ale znam jedna rodzine, gdzie ich dziecko nie moze jesc slodyczy prawie wogole. Kiedys zlapalo kawalek czekolady i jak malpka w zoo uciekala i zapychala sie w biegu. Rodzinna impreza i wstyd nie do opisania, ze dziecko musi takie numery wywijac, zeby zasmakowac odrobinke slodkiego
Ja mysle, ze wszystko w umiarze, ale to jest raczej naturalne, ze dzieciaki lubia slodycze i to jest prawo dziecinstwa. Mi nigdy nie zabraniano, a odkad pamietam...po zjedzeniu polowy Marsa mdlilo mnie z przeslodzenia ![]()
Jak się już raz wpadnie w pułapkę słodyczy to potem ciężko się z niej wyrwać ;-) słodycze smakują cudownie, nie ma co się oszukiwać ;-)
Miałam ambicje żeby moje dziecko jak najpóźniej poznało smak niezdrowych słodkości, córka pierwszą słodycz zjadła w dniu pierwszych urodzin, tak na przysłowiowy smak. Potem baaaaardzo długa przerwa, słodycze tylko przy okazji imprez rodzinnych i już wtedy widziałam, że córka nie trzęsie się na widok czekolady, nie napycha się "za wszystkie czasy" i dzikich oczu nie dostaje ;-) Teraz jest tak, że słodycze są najczęściej w weekendy, ale często jest też tak, że mała się o nie wcale nie upomina, a ja rzecz jasna przypominać jej o nich nie mam zamiaru :-)
O zgrozo, wiele produktów przeznaczonych dla dzieci zawiera w sobie masę cukru. Jogurty, serki, soczki. U nas jest jogurt z owocami, serków nie je, soków kupowanych nie pije, wszelkie napoje gazowane i te w kartonikach nie są jej znane. Myślę, że to doskonała inwestycja na przyszłość, dobre nawyki żywieniowe wynosi się z domu. Mnie samej wcale łatwo to nie przyszło, bo nawyki z mojego domu rodzinnego wołały o pomstę do nieba i odbiły się one na mnie wręcz książkowo.
Myślę że zamiast ograniczeń lepiej uczyć dziecko jak wybierać to co je, bo przyjdzie taki moment że i tak dziecka nie upilnujemy i będzie chciało to będzie jadło, lepiej kiedy wie co wybierać. Słodkie = niezdrowe, tak się utarło, ale coś może być smaczne i słodkie a nie mieć w sobie tony cukru i innego badziewia. Naleśniki pełnoziarniste z owocami, ciasto słodzone fruktozą a nie cukrem, gorzka czekolada zamiast nadziewanej, wartościowy sok zamiast coli, otręby z owocami, kefir z owocami. Coś może być słodkie a jednocześnie zdrowe.
Ktoś wspomniał o słodkich jogurtach, dołożyłabym do tego jeszcze płatki, takich pułapek jest mnóstwo, niezdrowe, pełne cukru i chemii.
Słodycze - tak ale własnej roboty i zdrowe
A przy okazji z ich robienia można zrobić super zabawę dla siebie i dziecka ![]()
zgadzam się z poprzedniczką, jeżeli słodycze to domowe. Moje dzieci najbardziej uwielbiają ciasteczka czekoladowe w kształcie zwierzaków. Jednak i domowe smakołyki nie są zbyt często przez nas jedzone. Staram się zastępować dzieciom słodycze innymi rzeczami tj, naleśniki z dżemem, czy koktajle owocowe.
Moje dziecko ma 15 miesięcy i nigdy nie chowam przed nią słodyczy. 1 łakoć dziennie to nie grzech (pod warunkiem, że dziecko jest zdrowe).
Od małego dawałam córce próbować różnych rzeczy w tym słodyczy, a ona i tak woli zjeść kawałek jabłka niż 1 Kinder czekoladkę.
Zazwyczaj ugryzie kęs czegokolwiek słodkiego powie 'mniam, mniam' i oddaje mi z powrotem. ![]()
W moim przypadku było tak, że im więcej miałam w domu słodyczy, tym mniej ich jadłam.
Podobnie było z napojami typu cola. Jak mama nie kupowała to pragnęłam jej ogromnie, a jak zaczęła kupować i miałam dostęp do coli 24h na dobę, to odechciało mi się jej zupełnie. ![]()
Myślę że zamiast ograniczeń lepiej uczyć dziecko jak wybierać to co je, bo przyjdzie taki moment że i tak dziecka nie upilnujemy i będzie chciało to będzie jadło, lepiej kiedy wie co wybierać. Słodkie = niezdrowe, tak się utarło, ale coś może być smaczne i słodkie a nie mieć w sobie tony cukru i innego badziewia. Naleśniki pełnoziarniste z owocami, ciasto słodzone fruktozą a nie cukrem, gorzka czekolada zamiast nadziewanej, wartościowy sok zamiast coli, otręby z owocami, kefir z owocami. Coś może być słodkie a jednocześnie zdrowe.
Ktoś wspomniał o słodkich jogurtach, dołożyłabym do tego jeszcze płatki, takich pułapek jest mnóstwo, niezdrowe, pełne cukru i chemii.
Ciekawe jakie dziecko da się oszukać, że kefir z jabłkiem to "słodycz" ![]()
Poza tym z tymi owocami to też nie jest tak do końca różowo - taki arbuz czy gruszka zawiera więcej cukru niż cola. Mnóstwo suszonych owoców jest faszerowanych chemią (konserwanty) a orzechy bywają tragicznie stare, a co za tym idzie tłuszcz w nich zawarty - zjełczały.
Domowe słodycze zdrowe? Biała mąka i fura tłuszczu?Żeby jeszcze masło, to pół biedy, ale gorzej jak to będzie jakiś olej czy nie daj Boże margaryna.
Gorzka czekolada smakuje jak trucizna ![]()
Na to nie ma skutecznego sposobu jak na alkoholizm - najlepsze wyxhowanie nie uchroni jak ktoś kontrolę straci ...
Bo to jest moim zdaniem tak, że im bardziej zabraniamy czegokolwiek dziecku, tym bardziej ono tego chce.
Zresztą...Z dorosłymi jest to samo. Nie pragniemy tego, czego mamy pod dostatkiem, tylko tego czego mieć nie możemy.
A przed ogólnodostępnymi słodyczami, które może swobodnie kupić dziecko w każdym wieku, nie uchronimy naszych pociech.
Choćby człowiek na rzęsach stanął nie da rady.
Co do 'nieuczenia' dzieci jedzenia słodyczy to bzdura. Mój siostrzeniec poznał słodycz (w formie ciastka czy czekolady) dopiero jak miał 5 lat, ze względu na to, że miał problemy w wypróżnianiem.
Odkąd spróbował łakoci jego rodzice mają problem, aby go odzwyczaić, bo dla dziecka 7 letniego słodycz kojarzy się z czymś co ma rzadko, więc trzeba się nawpychać póki jest okazja.
Dlatego nie wiem czy nadmierne zabranianie to dobre wyjście.
Dla mnie to średni pomysł. Jak wiecie nie mam jeszcze swojego dziecka, niestety
, ale mam swoją wizję na wychowanie, wiem również że moje dziecko będzie genetycznie obciążone tak jak i ja zresztą predyspozycjami do cukrzycy. Natomiast osobiście uważam że takie - jeden dzień na słodycze, jest trochę głupie bo może w niektórych przypadkach prowadzić do opychania się słodyczami na zapas (a bo cały tydzień nie będzie można).
Iceni napisała w odpowiedzi na mój post że domowe słodycze to i tak biała mąką, cukier u fura tłuszczu. Zależy co zrobisz, można zrobić szarlotkę z mąki pełnoziarnistej, dosłodzić ją fruktozą.
W słodyczach kupnych nie chodzi tylko o zawartość tłuszczu, mąki czy cukru. Tam są inne rzeczy, które są znacznie bardziej szkodliwe, wpływają na odporność na insulinę, jest znaczna różnica między ciastkami zrobionymi na prawdziwym maśle, a ciastkami z utwardzonego łuszczu roślinnego.
Można zamiast zwykłych naleśników robić naleśniki pełnoziarniste, zamiast dżemu, samemu zrobić mus owocowych który nie będzie dosłodzony toną cukru, dodać trochę serka i już jest mniej kcal. i na pewno zdrowiej.
Moja córka- obciążona genetycznie cukrzycą- jada od lat raz w tygodniu.Nie opycha się na zapas. U nas raczej słodyczy się nie jada,ona po prostu wie,że dla jej zdrowia lepiej by zjadła jakiegoś owoca.
Iceni- wiesz jaki cukier zawiera cola a jaki gruszka? Nie widzisz różnicy?
Domowe słodycze robię z fruktozą albo stevią, z mąki orkiszowej. Ulubionym jogurtem mojej córki jest jogurt grecki ze zmiksowanymi świeżymi albo mrożonymi malinami.Tym jogurtem zachwycają się jej koleżanki,które do nas wpadają.
Warto dodać,że TOBIE gorzka czekolada nie smakuje,moja córka ją lubi.Nie wierzę,że się zmusza by ją zjadać:).
Co do suszonych owoców- chyba nikt normalny nie uważa,że to kandyzowane świństwo z konserwantami jest zdrowe.
29 2014-05-20 14:49:36 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-05-20 14:52:32)
No ok - twoja córka ją lubi, moja nie dotknie.
I tak, widzę różnicę między cukrem z gruszki a cukrem z coli. Problem się zaczyna gdy są to 4 gruszki.
Ja tak właśnie swego czasu zamieniałam słodycze na owoce bo przecież owoce są zdrowe...
Tyle, że moja córka gdyby mogła jadlaby same owoce bo ją w szkole też uczą, że owoce są zdrowe.
A jak policzyłam ile cukru zawierają w sumie owoce kiedy je je bez ograniczenia to mnie samej szczęka opadła.
Ja sama jestem uzależniona od słodyczy - a w dzieciństwie wcale nie jadałam ich jakoś wiele - raz, ze to były czasy cukru na kartki dwa że słodycze to był luksus na który zazwyczaj nie było pieniędzy.
A gruba jestem i moja matka też była.
Edit:
A to, że używasz do wypieku mąki orkiszowej coś zmienia?
No ok - twoja córka ją lubi, moja nie dotknie.
I tak, widzę różnicę między cukrem z gruszki a cukrem z coli. Problem się zaczyna gdy są to 4 gruszki.
Ja tak właśnie swego czasu zamieniałam słodycze na owoce bo przecież owoce są zdrowe...Tyle, że moja córka gdyby mogła jadlaby same owoce bo ją w szkole też uczą, że owoce są zdrowe.
A jak policzyłam ile cukru zawierają w sumie owoce kiedy je je bez ograniczenia to mnie samej szczęka opadła.Ja sama jestem uzależniona od słodyczy - a w dzieciństwie wcale nie jadałam ich jakoś wiele - raz, ze to były czasy cukru na kartki dwa że słodycze to był luksus na który zazwyczaj nie było pieniędzy.
A gruba jestem i moja matka też była.Edit:
A to, że używasz do wypieku mąki orkiszowej coś zmienia?
Wystarczy wiedzieć ile WW ma średniej wielkości gruszka.I już takiego problemu nie masz.To nie jest kwestia wpierdzielania bez umiaru owoców.Moja córka dwóch gruszek by nie zmęczyła.I ja także.Warto wiedzieć o indeksie glikemicznym bo wtedy można w ramach tego indeksu zastępować np. chleb owocem czy warzywem.
Ja także pamiętam okres słodyczy na kartki.Jednak ngdy nie lubiłam słodyczy,jadałam tylko kilka rodzajów i nie za dużo.
Mąka orkiszowa ma błonnik,który między innymi zmniejsza uczucie głodu,nie ma glutenu,który zdrowy nie jest w dużych ilościach nawet dla nie uczulonych.
31 2014-05-20 16:59:27 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-05-20 17:11:47)
Użycie mąki orkiszowej zmienia bardzo dużo, mąka orkiszowa czy razowa, ma niższy IG cukier podnosi się stopniowo a nie gwałtownie i również stopniowo spada, mąka orkiszowa czy razowa czy też żytna nie przemielona całkowicie ma dużo witamin i błonnika. Zmienia to bardzo wiele.
Owoce nie tuczą. Mam niedoczynność tarczycy i cukrzycę, w zeszłym roku w okresie letnim wcinałam owocki i jogurty ze zmiksowanymi owocami (bez cukru) schudłam dużo bo ponad 10 kilo co przy niedoczynności i cukrzycy jest wręcz ogromną utratą kilogramów.
Oczywiście we wszystkim należy zachować umiar.
Wiadomo też że nie unikniemy tego że nasze dzieci na słodycze się pokuszą, uważam jednak że warto tłumaczyć dziecku dlaczego nie można jeść dużo słodyczy i ogólnie niezdrowego jedzenia, maluch nie zrozumie, ale starsze dziecko już tak i istnieje cień szansy że weźmie to sobie do serca.
Robienie łakoci w domu ma bardzo duże znaczenie.
Bo oto kaszka dla dzieci od 5 miesiąca zawiera nie tylko owoce (o ile to można nazwać owocami) ale cukier i to dużo cukru. Od małego dzieci dostają cukier, ukryty w niby zdrowych produktach przygotowanych specjalnie dla nich. Jabłuszko gotowy deser dla dziecka- cukier... I tak od małego, dzieci smakują dosładzane owoce i słodycz owocu jest dla nich mała, skoro deserek z jabłuszka był potraktowany cukrem.
Znam ludzi którzy truskawki posypują łychą cukru, ale zaraz zaraz przecież one są słodkie, ale skoro owocowy jogurcik ze sklepu ma dodatek cukru to znowu sama słodycz z owocu staje się zbyt mała. I jeszcze te reklamy "jogobella w trosce o dobre nawyki...." ręce mi opadają.
Jestem za tym aby przeprowadzić szeroką kampanię społeczną i zmienić przepisy dotyczące cukru w żywności. Bo o ile oczywiste jest to że pewne produkty są słodzone to wiecie że np szpinak z Lidla ma dodatek cukru i syropu glukozowego? Szpinak, niektóre mrożonki warzywne. Pysznie...
Moja mama miała świetny sposób na objadanie się słodyczami na mnie, jak i później na mojego siostrzeńca działało to perfekcyjnie. Za każdym razem kiedy któreś z nas szukało "czegoś słodkiego" mama szybko dawała do jedzenia coś konkretnego - kanapka, zupa itp mówiąc, że jak zjemy to, to potem możemy zjeść tyle słodyczy ile będziemy chcieli. Efekt był taki, że najedzone dziecko wcale tych słodyczy nie zje dużo i kończyło się na ciasteczku czy kawałku czekolady.
Ten sposób stosuje 99% znanych mi mam.To jasne,że jak dziecko najedzone to słodyczy zje mniej.A poza tym wpierdzielanie słodyczy na głodniaka powoduje tycie.