W styczniu dokładnie w nowy rok zerwał ze mną mój chłopak po w sumie niecałym roku (brakowało kilku dni) bycia razem. Przez tydzień nie spałam, snułam się po domu wszystko robiłam mechanicznie nic nie miało znaczenia.. Na koniec tygodnia upiłam się jak nie wiem.. Postanowiłam znów zacząć żyć, nawet poszłam na kilka randek w sumie sama nie wiem po co. Udaje przed wszystkimi, że to już jest mi obojętne ale wszystko mi go przypomina widzę go wszędzie, na ulicy, w miejscach gdzie bywaliśmy razem. Nawet w sklepie kiedy robie zakupy oczami wyobraźni widzę jak to kiedyś z nim robiłam zakupy. Przestaje sobie radzić wydaje mi się, że moje życie się skończyło i już zawsze będę sama. Podobno czas leczy rany w moim przypadku to chyba działa na odwrót.. Jak mam pozbierać własne życie, jak mam coś z kimś stworzyć? Wydaje mi się, że uczucia we mnie umarły, nikt dla mnie jest dość dobry wszystko mnie irytuje.. Nawet teraz pisząc to płacze. Po co ja to właściwie robie?
Kochałam go całą sobą, postawiłam całe swoje życie do góry nogami dla niego, byłam zawsze, robiłam wszystko czego chciał. Gdzie popełniłam błąd? Jak można po roku czasu bycia razem i praktycznie mieszkania ze sobą ( pracował na budowie i przyjeżdżał na weekendy) powiedzieć komuś zauroczenie mi przeszło? Do dziś w głowie mi się to nie mieści.
Myślałam, że coś dla niego znaczę a tu taki cios.
Jak zapomnieć, jak żyć....