Witam.Bardzo prosze o nie kasowanie wpisu, gdyz to dla mnie wazne.Nie wiem czy w dobrym dziale umieszczam wpis, w kazdym razie czuję się bardzo przygnębiona i samotna, chociaż wokół pełno ludzi.
Czuję że jeśli teraz nie ogarnę się to stracę nad swoim życiem kontrole. Jest mi ciężko,bo jestem bardzo wrażliwa i empatyczna (próbuje zwalczać te wady).
Moj kolega popelnil samobojstwo rok temu. Nie byl to przyjaciel czy ktos blizszy ale polubiłam go od razu.
I wydaje mi sie ze z wzajemnością, chociaż obydwoje bylismy skryci i potrzebowalismy czasu.
Miło go wspominam. Poznalismy sie w wakacje, pozniej widzielismy sie tylko kilka razy, nie mielismy kontaktu. Znalismy sie krótko bo niecały rok.
Tuz przed tym feralnym dniem nie napisał do mnie, ale chyba chciał jakoś zostać zauwazony (takie odnosze wrazenie)
miałam go w znajomych na fb. Miałam wtedy ciężka sytuację, więc i czasami dodałam jakiś przygnębiający cytat. Za każdym razem go zauważał, ''lajkował'' ,czasami komentował,tak samo było ze zdjęciami, zaczepił mnie też.Nie zareagowałam.I nie moge sobie tego darować,bo moze gdybym napisała czy jakoś go zaczepiła, to inaczej by się to potoczyło.On był chłopakiem cudownym. Inteligentny, przystojny, wrażliwy.Podobał mi się nawet.
Chciałam go blizej poznac ale brakowalo mi smialosci.
I nagle słyszę że on nie żyje - jak to ? to jakaś pomyłka!
A jednak nie. Docierały do mnie coraz to nowe informacje jedna po drugiej.Nie moglam uwierzyc. Cale dnie płakałam, strasznie cierpiałam.
Po kilku miesiącach już było w miarę dobrze, mogłam chodzić na cmentarz,myślałam o nim sporadycznie.
Zaczął mi się snic. W niedługim czasie zdarzalo się, że siedzac sama w domu słyszałam dźwieki niewiadomego pochodzenia. Sny byly coraz gorsze.
Jeden tak realny i przerażający, że nie wiem jak mam to opisać. Zaczęłam się niepokoić.Posprawdzalam chyba wszystkie strony w internecie na ten temat, przeczytalam ksiazki i rozmawialam z ksiedzem. Okazało się że dusze mogą zostawać na ziemi i nawiązywać kontakt. Ja w to wierzę, kilkukrotnie po jego śmierci doświadczyłam paranormalnych zjawisk,choć na początku starałam się wmówic sobie, że to tylko psychika i nic wiecej.
Raz zdarzyło się że zobaczylam cien obok drzwi od pokoju. Gdy już kładłam się spać zupelnie o tym zapomniałam.Po chwili poczulam czyjąś obecność.
I tak przez kilka minut ktoś stał obok mojego łóżka a ja bylam jak sparalizowana. Po chwili poczulam dotyk dloni na plecach. Zaczelam sie modlic i to wrazenie minelo po jakims czasie. Tej samej nocy śnił mi się, tulił się do mnie i był bardzo smutny, mówił że żałuje.
Często czuję że coś mnie pcha na cmentarz, choc sama nigdy nie mam potrzeby chodzenia tam. Często o nim myślę, modle się za niego i ciągle czuję niedosyt, jakbym za mało mu mogła dać.
Czuję też pustkę, bo mało tak wartosciowych osob jest na tym swiecie. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jakiś głos wewnetrzny nie pozwala mi o nim zapomnieć..Z drugiej strony to juz jest meczące. Pozwolilam mu odejsc, nie trzymam go sila ale odnosze wrazenie jakby sam nie chcial/nie mogl stad odejsc. Wierze w druga strone, po tym co przezylam nie mam zadnych watpliwosci.
Czy ktos ma jeszcze podobne doswiadczenia? Jak mam sobie poradzić?
Z góry dziekuje i pozdrawiam
1 2013-06-11 03:03:33 Ostatnio edytowany przez klodija (2013-06-11 03:05:58)
Podobne tematy
jego dusza potrzebuje twojej pomocy ,musisz jak najwięcej się za niego modlić,możesz dać na mszę w jego intencji.
3 2013-06-11 15:31:38 Ostatnio edytowany przez klodija (2013-06-11 15:33:01)
możliwe,że potrzebuje pomocy, modlę się za niego często i chodzę na cmentarz. Nie bylismy tak blisko a jednak do mnie 'przychodzi'i to mnie zastanawia
jeżeli tak to powinnaś to skonsultować z jakimś księdzem,na pewno czegoś od Ciebie chce,a my żyjący możemy bardzo dużo im pomóc
Rozmawiałam z jednym księdzem ale malo ktory ksiadz jest zyczliwy, boje sie wysmiania. Moze to moje urojenia, moze sie okaze ze zachorowałam na schizofrenie i co wtedy.Pozatym to zaden dowód, na wszystko jest wytlumaczenie.
Najbardziej meczy mnie ten stan w ktorym chce zapomniec a nie mogę, nie z racji wspomnien bo mamy ich mało,więź była słaba,
pamiec sama w sobie jest dobra, ale nie mozna sie tym zadreczac. A u mnie to wyglada tak jakby na sile chcial zostac w mojej głowie, często chodze na cmentarz bo cos mnie tam ciagnie a jak juz jestem to czuje taka pustke i wieczny niedosyt, moze nawet tesknote.
Wiem,że jeżeli chodzi o te sprawy to można zostać wyśmianym.Niestety to są również stany niebezpieczne dla ducha,zdarzają się opętania
i tym podobne.Jeżeli zaczniesz odczuwać coraz większą pustkę i np złe myśli np. samobójcze to wtedy już nie są to żarty tylko jedna z form udręczenia i wtedy trzeba szukać pomocy nawet u księdza egzorcysty.
szczerze powiem, ze mam, ale czy to on by chcial zebym umarła? przecież mnie lubił
ale nie wiadomo jakim jest bytem po śmierci
Nie ignoruj tego, godzina o której napisałaś tego posta przyprawia o dreszcze. A tak na poważnie, spowiednik powinien Ci pomóc. Jeżeli poczujesz, że to nie to, to po prostu wyjdź. Rozeznaj się, w okolicy powinien być ksiądz egzorcysta. Co więcej istnieje odpust zupełny, który można ofiarować za kogoś. A w tym przypadku jest to uratowanie duszy od zatracenia, bo samobójstwo jest grzechem śmiertelnym
poczytaj h t t p: / / archidiecezja . lodz . pl / czytelni / odpusty.html
ooo;) nawet nie zauwazyłam, przerazajace heh;)
dzięki za informację o tych odpustach, nie wiedzialam o tym.
faktycznie chyba poszukam jakiegoś egzorcysty, ale poki co to fajnie byloby z kims tu porozmawiac...zwlaszcza gdy ktos ma duza wiedza na ten temat
jego dusza potrzebuje twojej pomocy ,musisz jak najwięcej się za niego modlić,możesz dać na mszę w jego intencji.
No większej bzdury dawno nie czytałem. Daj na tacę, możesz teść iść na klęczkach do Częstochowy.
Jego duszę po prostu trzeba odprowadzić i może to zrobić ksiądz ale nie tylko.
Mam znajomą która zna osobę odprowadzającą dusze. Jeśli nie znajdziesz "fachowca" to daj znać. Postaram się zdobyć dane kontaktowe tej osoby jeśli Cię to interesuje.
A czy ta osoba ma jakieś zdolności typu widzenie dusz, rozmawianie z nimi? I ile bierze ?
Przejdę się jeszcze do księdza, poszukam kogoś w okolicy a jak nie znajdę to wtedy poproszę Ciebie o kontakt do niej
Nasza wiara określa prosto co najbardziej pomaga duszom po śmierci:modlitwa za nie,post i właśnie najwięcej pomagają msze w ich intencji
to z tych najważniejszych,NAJLEPIEJ JEDNAK ZROBISZ JAK POROZMAWIASZ O TYM Z KSIĘDZEM!
Z tego co mi wiadomo żadna osoba świecka czyli nie ksiądz nie ma takiej ,że tak powiem "mocy" odprowadzania dusz,a jeszcze jak bierze
za to pieniądze to dla mnie czysty szarlatan.
Czasami zdarzają się jakieś wyjatki które maja dar od Boga...
Witaj, bardzo dobrze Cie rozumiem bo mój chłopak popełnił 2 miesiące temu samobójstwo. Sama nie umiem uwierzyć że ideał któego miałam przy sobie odszedł. Wiem jak to boli, Ty nie byłaś z nim ale podświadomie obwiniasz się o to tak samo jak ja. Napisałaś że ''gdyby wtedy napisała to by potoczyło się inaczej'' uwierz że potoczyłoby się tak samo. Powiedz mi czy ja też mam sobie ubzdurać że gdybym była z nim tej nocy to by tego nie zrobił? nie mamy wpływu na to co robi drugi człowiek. Ty nie masz za co się obwiniać bo nie byłaś z nim, ja moge się obwiniać bo znałam mojego chłopaka i byłam z nim. A to co widzisz, to tylko wyobraźnia, ponieważ w jakiś sposób wewnętrznie mogłaś go kochać i teraz dopiero gdy go nie ma uświadomiłam sobie że był dla Ciebie ważny i może nie chcesz żeby odchodził tylko czuwał. Też nie raz mam tak że widze coś czego nie ma, brakuje nam osób których nie ma i podświadomie wyobrażamy sobie to co chcemy. Jest właśnie takie coś że dusze po śmierci zostają na ziemi bo nie są w stanie odejść od bliskich osób, nie bój się tego. Z czasem zapomnisz o nim i myśli te przestaną Cie dręczyć ale tylko wtedy jeśli sama pozwolisz na to, bo jednak nie raz wyobrażasz sobie życie z nim. Boimy się tego, czego nie jesteśmy w stanie zobaczyć.
Moze zamiast egzorcysty-psychiatrę?
17 2013-06-18 11:30:19 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-06-18 11:37:48)
totenkopf7 napisał/a:jego dusza potrzebuje twojej pomocy ,musisz jak najwięcej się za niego modlić,możesz dać na mszę w jego intencji.
No większej bzdury dawno nie czytałem. Daj na tacę, możesz teść iść na klęczkach do Częstochowy.
Jego duszę po prostu trzeba odprowadzić i może to zrobić ksiądz ale nie tylko.
Mam znajomą która zna osobę odprowadzającą dusze. Jeśli nie znajdziesz "fachowca" to daj znać. Postaram się zdobyć dane kontaktowe tej osoby jeśli Cię to interesuje.
Sama mądrość. Bzdurą jest modlić się za kogoś i dawać na tacę w Częstochowie, ale nie jest bzdurą szukanie "fachowca" odprowadzającego dusze.
Klodija, nie wiem, kto może Ci pomóc w tej sytuacji, ale zawsze możesz zacząć od siebie. Sama także możesz sobie pomóc. I właśnie tor robisz, szukając wiedzy i szukając odpowiedzi na pytania.
Piszesz, że wierzysz. Wiara czyni cuda. Wiara czyni także takie cuda, że niekiedy widzimy coś, czego nie ma, albo widzimy coś, czego nie widzą inni. Czasami inni widzą coś, czego my nie widzimy i dlatego warto nie tylko na swojej spostrzegawczości polegać.
Przyczyny tego, co Cię spotyka, mogą być bardzo różne (psychiatryczne - omamy są objawem chorób psychicznych, psychologiczne - poczucie winy motywuje Cię do działań ekspiacyjnych, duchowe - Twoje wewnętrzne potrzeby manifestują się w formie zjawisk paranormalnych, metafizyczne - pozazmysłowa rzeczywistość ma wpływ na pracę Twojego mózgu).
Aby się przekonać, która z tych przyczyn ma udział w Twoich przeżyciach trzeba czasu i wytrwałości. Nie można wykluczyć także tego, że Twoje przeżycia mają wartość ostrzeżenia przed drogą samotności, która pojawiła się na początku Twojego pierwszego postu. Wtedy nie ma to właściwie znaczenia, czy ostrzega Cię Twoja nieświadomość, nadświadomość (Anioł Stróż), czy dusza zmarłego Kolegi.
Zawsze można sobie zadawać pytanie o przyczynę zjawisk, albo skupić się na odczytaniu sensu zjawisk, znaczenia wydarzeń.
Sensem opisanych zjawisk może być przestroga lub zadośćuczynienie za zaniedbanie... zaniedbanie radości w swoim życiu...
Zwróć uwagę na słowa, które napisałaś:
[...] czuję się bardzo przygnębiona i samotna, chociaż wokół pełno ludzi.
Czuję że jeśli teraz nie ogarnę się to stracę nad swoim życiem kontrole. Jest mi ciężko,bo jestem bardzo wrażliwa i empatyczna (próbuje zwalczać te wady).
[...]
To jest bardzo dobra diagnoza stanu Twojej duszy. Może czujesz tę analogię ze stanem duszy Twojego Kolegi, który popełnił samobójstwo.
Empatyczność jako wada? Jak łatwo zamienić ją na zaletę, wystarczy zastosować ją do pomocy innym ludziom.