Witajcie kochane, jestem tu nowa. Niecałe 2 tygodnie temu rozstałam się z facetem, nie byliśmy długo razem, może 9 miesięcy, ale od pół roku razem mieszkaliśmy a raczej mieszkamy. Przed tym wszystko było dobrze, spotykaliśmy się, spędzaliśmy razem czas, oczywiście każde z nas miało też swoją przestrzeń. Po wspólnym zamieszkaniu byłam w szoku. Mój partner z czułego, troskliwego, kochającego misiaczka zmienił się w opryskliwego, złośliwego chama. Ja byłam od sprzątania, gotowania i prania, on całymi dniami tylko siedział i grał, ewentualnie wychodził w piątki na imprezy z kolegami, z których na ogół wracał zalany w sztok w niedzielę. Przestaliśmy kompletnie uprawiać seks. Szokował mnie swoim podejściem do wierności, rodziny, stabilizacji. Jakoś w marcu zaczęło być b. źle, odkryłam na jego komputerze profile na sexfotce, nawet na fellow.pl, zdjęcia gołych małolat, numery telefonów, dokładne opisy. Powiedziałam mu o tym, chciałam się rozstać, on nagle stał się bardzo kochany, czuły i ciepły, powiedział, że te profile nie mają ze mną nic wspólnego, zrozumiał, że kocha tylko mnie, pousuwał konta, było jakiś czas między nami dobrze. Dałam sobie zamydlić oczy, uwierzyłam... 2 tygodnie temu rano wszystko było jeszcze dobrze, jadłam z nim śniadanie, mówił, że kocha, że kiedy wrócimy z pracy, zjemy razem kolację. Wróciłam i od progu usłyszałam, że czuje się zagłaskany, przytłoczony, nie chce stabilnego związku, chce być jeszcze wolny...strasznie to przeżyłam, był to dla mnie szok i cios. On zaczął potem codziennie wychodzić na całe noce, wracał pijany po 3 dniach, robił mi awantury, ostatnio wrócił do domu z malinką a koledze przy mnie chwalił się przez telefon "zgadnij co robiłem w nocy". Kiedyś oświadczył mi, że mam wypier...z domu, bo umowa jest na niego a ja jestem tylko dopisana i w każdej chwili może mnie stąd wyrzucić na zbity łeb. Wiem, że nie jesteśmy już razem, ale okropnie to wszystko odchorowałam, zaczęły mi wypadać włosy, nie mogłam spać, jeść, stałam się nerwowym wrakiem. Lekarz wypisał mi 10 dniowe zwolnienie, przyjechałam do rodziców, naprawdę nabrałam tu sił. Jutro wracam i panicznie się boję. Musimy razem mieszkać jeszcze miesiąc, bo tak nas zobowiązuje umowa najmu. Mam już załatwione nowe mieszkanie od 1 lipca, ale nie stać mnie aby zamieszkać gdzie indziej i płacić dwa czynsze. On tez się nie wyprowadzi, zapowiedział już to. Proszę, doradźcie jak z nim ten miesiąc przeżyć? jak reagować na jego złośliwości? jak egzekwować sprzątanie? Ostatnio znalazłam na stole jego slipki...
Podobne tematy
Skoro on twierdzi, że umowa jest na niego i masz, jak to napisałaś, wyp**** to po prostu nie zapłać swojej części czynszu . Ja bym tak zrobiła.
Jest też na mnie, jestem dopisana. Nie wiem jak to wtedy interpretować. On nie ma prawa mnie wyrzucić i nie zrobi tego, ale boję się jego dręczenia psychicznego, krzyków. On wie jak we mnie uderzyć tak aby bolało, jest manipulantem i graczem.
Ja myślę, że skoro już musicie pomieszkać razem ten miesiąc, to staraj się go traktować jako zwykłego współlokatora. Nie egzekwowałabym od niego sprzątania, niczego. Slipki ze stołu zrzuciłabym na podłogę i tyle. To już nie Twoja sprawa. Przeczekaj ten miesiąc, dasz radę. Wyobraź sobie że to akademik
Postaraj się jak najmniej wchodzić mu w drogę, dla własnego spokoju. Po co Ci dodatkowe nerwy. On gdy zobaczy Twoją obojętność być może odpuści.
Możesz też jak najmniej przebywać w domu. Teraz jest wiosna więc można spokojnie pójść na spacer do parku, poczytać książkę na ławce. Jak to mi ostatnio powiedziała przyjaciółka bądź bierna. Trzymaj się, czas szybko płynie. Dasz radę ![]()
A jak radzić sobie z emocjami kiedy wiem, że on spędza noce z innymi panienkami? Strasznie mnie to boli, okropnie się tym dręczę, zastanawiam się z kim, gdzie, jak...niszczy mnie to cholernie
Na to niestety nie ma lekarstwa. Gdyby było to połowa dziewczyn a może nawet więcej, łącznie ze mną na tym forum kupiłaby by sobie takie ![]()
Skoro już wiesz, że to skończone po prostu przestań się tym zadręczać. Pomyśl, ze nie masz na to wpływu. Drań nie jest warty Twoich emocji. Wiem, że łatwo się tak mówi jednak to jedyne wyjście.
A jak radzić sobie z emocjami kiedy wiem, że on spędza noce z innymi panienkami? Strasznie mnie to boli, okropnie się tym dręczę, zastanawiam się z kim, gdzie, jak...niszczy mnie to cholernie
Ja w przypadku kogoś, kto potrafi tak traktować osobę na której jeszcze niedawno ponoć mu zależało, nie dręczyłabym się takimi myślami. Byłoby mi jedynie żal tych dziewczyn, z którymi się spotyka, bo być może i je niedługo spotka to samo.
Wrocilam dzisiaj, on jest ujmujaco mily...zrobil jakis obiad, posprzatal...i co z tego, w lodowce napoczeta butelka po winie, chociaz on nienawidzi wina...dwa umyte kieliszki...i co ja mam zrobic, boli jak cholera.
Co masz zrobić? Nic... właściwie nic nie możesz zrobić. On tak zadecydował...niech tak ma, skoro tak mu lepiej. Ty zaciśnij zęby i przetrwaj ten miesiąc, a potem ułóż sobie życie z dala od tego chwiejnego emocjonalnie człowieka.
Najlepsze jest to, ze do mnie to wszystko dociera. Wiem, ze to czlowiek nie dla mnie. Boli mnie tylko, ze kiedys sie kochalismy a on to tak wszystko podeptal. Dla obracania malolat i imprezowania. Boje sie tez, ze juz nikogo nie spotkam, ze bede sama...
Boje sie tez, ze juz nikogo nie spotkam, ze bede sama...
Dziewczyno, czyżbyś miała już 60tkę na karku?
Setki dziewczyn tak myślały jak Ty teraz, co ja mówię, jakie setki...tysiące... ze mną włącznie. Takie trzymanie się kurczowe, kogoś kto nie zasługuje nawet na to jest najgorsza rzeczą jaka może być. To z czasem nawet nie jest już uczuciem ale przyzwyczajeniem. Zajmij się teraz tylko sobą, nie myśl ani o nim ani o innych facetach. Zadbaj o siebie, fryzjer, nowe ciuszki... uśmiech na twarzy... zobaczysz to działa cuda. A wiesz co jeszcze się dzieje w skutek tego? Ludzie zaczynają Cię zauważać. Poczujesz się pewniejsza siebie, poczujesz się lepiej. Udowodnij sobie najpierw, że potrafisz żyć bez niego. Po co Ci ktoś, kto Cię nie szanuje? Kto "podeptał" Twoje uczucia... Zobaczysz, że z czasem wszystko nabierze jaśniejszych barw. Tylko przestań myśleć że on jest "tym jedynym wyśnionym". Czy "wyśniony" aby na pewno tak się zachowuje?
On nie jest wyśniony, właściwie nigdy nie był. On o mnie zabiegał, ganiał za mną, kupował kwiaty, zabierał na spacery, był wręcz natrętny. Na początku nawet na niego nie zwracałam uwagi. Też nie chciałam takiego tempa tego związku, on nalegał na mieszkanie. Nie wiem dlaczego się na to wszystko zgodziłam. Desperacja? Mam już 28 lat, chciałam czegoś stałego. Tak sobie dzisiaj przypomniałam naszego sylwestra. Byliśmy u jego znajomych, o 12 całował mnie i mówił, że się ze mna ożeni, o 1 robił mi już po pijanemu awanturę. Wyszłam sama z imprezy, szłam na pieszo do domu prawie 2 godziny, on nawet za mną nie wyszedł. Następnego dnia był jeszcze bardzo zdziwiony o co mam pretensje. Akurat mieliśmy się wprowadzać do wspólnego mieszkania. Miałam jeszcze drogę odwrotu, ale liczyłam, że on się zmieni, że...
Nie ma sensu rozpamietywac tego co było miedzy wami kiedyś... Przysporzy Ci to wiecej bólu i cierpienia, niz to wszystko warte. Facet ewidentnie jest niedojrzaly i niestabilny emocjonalnie. Ty chcialas stabilizacji, on kocha imprezy i obsciskiwanie małolat... To nie jest dobra kombinacja i powinnaś sie cieszyć, ze nie zmarnowalas na niego wiecej czasu. Teraz idzie lato, wyjedz z przyjaciółkami na wakacje, zabaw sie, poznaj nowych ludzi. Bedzie dobrze ![]()
No widzisz...nie byl nawet nigdy tym "wymarzonym".
Wez sobie kartke i dlugopis. Podziel kartke na pol. Po jednej stronie wypisz to co on i zwiazek z nim Ci dawal dobrego. Po drugiej napisz czego Ci zawsze brakowalo. Porownaj, ktore z tych rzeczy sa wazniejsze. Bedziesz miala "czarno na bialym", czy jest za czym tesknic.
Dzisiaj się wyprowadził. Wczoraj mieliśmy wielką kłótnię. Zadzwonił telefon, rozmawiał bardzo czule i wręcz erotycznie z jakąś laską kiedy ja siedziałam w pokoju obok. Przyznał się, że od dawna się z kims spotyka. Przyznał nawet, że kiedy mnie nie było to ją tu przyprowadzał. Wpadłam w szał...wyniósł się rano do kolegi, powiedział, że boi się ze mną mieszkać, bo jestem nieobliczalna. Powinno mi być wstyd, ale takiego spokoju i radości dawno nie czułam...:)