Witam,
Niedawno odkryłam to forum i widzę tu wiele mądrych porad. Dlatego zdecydowałam się założyć tu wątek, choć długo się zastanawiałam który działa będzie najodpowiedniejszy. Bo rzecz dotyczy po części związku, ale chyba bardziej mojego zachowania, charakteru.
Niedawno rozpadł się mój związek po kilku latach i mieszkaniu razem.
Ogólenie wydawało by się że byliśmy świetną parą. Bez większych problemów, bo nie zdardzalismy się, szanowaliśmy, mieliśmy podobne cele i pragnienia w życiu. Jednak ostatnim czasem nie dogadywaliśmy się, były sprzeczki o drobne rzeczy, no i w sumie żyliśmy bardziej jak współlokataorzy niż para. Ciągle podobny schemat dnia. W sumie ostatnio chyba żadne z nas nie było szczęśliwe, jakby czegoś brakowało. Nie wiem czy uczucie się wypaliło, czy wdarła się rutyna.
Partner chciał przerwy, żebysmy sobie wszystko przemysleli co dalej. Dla mnie tak przerwa i wyprowadzka oznaczała jedynie rozstanie.
Chłopak zarzucał mi ciągle chodze zła i wyładowuje się na nim, że się czepiam o wszystko. Że zamiast porozmawiać jak coś mi przeszkadza to sie obrazam i potrafie się nie odzywać dość długo. Nie przechodzą mi te emocje szybko, tylko się na kręcam. No i właśnie tu jest mój problem. Sama widzę, że moje zachowanie jest złe, że nie powinnam tak robić. Jestem uparta jak osioł i nie umiem przyznać się do błędu i przeprosić. Wydaje mi się że czasemi próbwoałam też mu rozbić na złość. Że rzeczywiście czepiłam się o bzdety. Że jak tylko wraca z pracy to dla mnie coś było nie tak i już się czepiałam. Mówił że już ma dość wracać do domu, że nie ma tam spokoju,że ja jestem ciągle skwaszona, że nie odpoczywa w domu. No ale właśnie irytowały mnie drobne rzeczy i tylko się nakręcałam jak coś było nie tak. Np że partner zostawiał rzeczy w jakimś miejscu, mimo że wiele razu mówiłam, że ton nie jest miejsce na to i żeby zostawiał je w odpowiednim miejscu. No i tu kolejny problem, że ciągle muszę postawić na swoim i nie uznaje sprzeciwu. A i jeszcze jedna rzecz, że mam problem z okazywaniem uczuć. W tym związku to chłopak był tą wylewną stroną, on mówił o swoich uczuciach potrzebach. Mi to przychodziło z bardzo wielkim trudem. Zawsze musiał ze mnie wszystko wyciągać.
No ja już sama nie wiem jak radzić sobie ze złymi emocjami. Liczenie do 10 nie pomaga. Uprawianie sportu i wyładowywanie się w ten sposób też nie.
Chciała bym bardziej żebyście się odniosły do mojego zachowania niż związku. Bo rozpad naszego związku oczwiśćie nie zależał tylko odemnie. Mi w partnerze też przeszkadzało troche rzeczy. Może się jeszcze zejdziemy,a może nie. Nie zakładam co będzię. Tylko boje się że jak rzeczywiście nie popracuje nad sobą, to cięzko mi będzie żyć, czy budować coś nowego nawet z kimś innym.
A widzę też, że czasem podobnie zachowuje się w stsunku do znajomych czy rodziny, ale tu się łatwiej odciąć. Bo gdy się czymś zirytuje, rozgniewam, to moge się nie oddzwywać dzień dwa i wkońcu mi przechodzi, a mieszkając razme tak się nie da.
Proszę o jakąś poradę co mogę zrobić ? Jak pracować nad sobą ? Przeszła mi przez mysl wizyta u psychologa, myślicie że to dobry pomysł ? Choć na razie uważam to za ostateczność.
Może jest to napsane troche chaotycznie, ale chętnie odpowiem na pytania jeśli to coś pomoże ![]()