Dobry wieczór! Nie będę się rozwodzić, przejdę od razu do sedna sprawy: poznałam 2 miesiące temu mężczyznę, 8 lat ode mnie starszego. Mam 21 lat, studiuję-on lat 29, pracuje i to na całkiem dobrej posadzie. Można powiedzieć, że jest już ustawionym życiowo facetem, na poziomie, mądrym i przystojnym. Przez pewien czas rozmawialiśmy tylko przez portal internetowy ( tak, ten na F
).
Spotkaliśmy się do tej pory 3 razy. I tutaj pojawia się mój problem- o ile podczas rozmowy w internecie czy sms-ów rozmawia mi się z nim w miarę swobodnie, o tyle na żywo strasznie mnie onieśmiela...Fakt, robi wszystko żebym czuła się z nim dobrze i komfortowo, ale ja nie potrafię się otworzyć na niego i pokazać prawdziwej siebie.
Kto czytał mój pierwszy wątek wie, że jestem osobą chorobliwie nieśmiałą i sam fakt, że w ogóle się z nim spotkałam to cud. Sęk w tym, że z jednej strony chcę się z nim spotykać, bo jest naprawdę fajnym mężczyzną, a z drugiej onieśmiela mnie-jego status, wiek, wygląd...Czuję się dla niego za głupia, za brzydka, niedoświadczona i mogłabym tak wymieniać... Próbuję zrobić na nim dobre wrażenie, co jak łatwo się domyślić przynosi zupełnie odwrotny skutek. Jak myślicie, czy jest dla mnie jakiś ratunek w tej sytuacji?
Jak się otworzyć, ośmielić? Zdaję sobie sprawę, że prędzej czy później on da sobie ze mną spokój. Czasem nawet bym tego chciała, wtedy poczułabym ulgę, nie musiała się spinać i stresować przed każdym spotkaniem. Wiem też jednak, że takie myślenie doprowadzi mnie w końcu do staropanieństwa.
A może ludzie tacy jak ja nie powinni się wiązać?
P.S. Zaprosił mnie na wesele. Zgodziłam się pod wpływem chwili, a teraz nie ma dnia, żebym nie myślała o tym, jak stresujący to będzie dla mnie dzień...Obcy ludzie, jego znajomi i taka JA. Porażka...